Nieudany rewanż Goerges

/ Anna Niemiec, źródło: wtatennis.com, foto: AFP

W sobotę do najlepszej szesnastki imprezy na kortach All England Club awansowały Ashleigh Barty, Serena Williams i Johanna Konta. Sporą niespodziankę sprawiła Barbora Strycova, która wyeliminowała Kiki Bertens.

W pierwszej partii czesko-holenderskiego pojedynku żadna z tenisistek nie była w stanie wypracować sobie dwugemowej przewagi aż do wyniku 5:5. Końcówkę partię lepiej rozegrała reprezentantka naszych południowych sąsiadów i to ona objęła prowadzenie 1:0 w meczu. W drugiej partii turniejowa „czwórka”nie była w stanie już nawiązać walki z rywalką i urwała tylko jednego gema.

Kolejną rywalką Strycovej będzie Elise Mertens, która po 2 godzinach i 49 minutach walki pokonała Wang Qiang. W pierwszej partii Belgijka była zdecydowanie lepsza i wygrała 6:2, ale później gra była już zdecydowanie bardziej wyrównana. W drugim secie do rozstrzygnięcia konieczny okazał się tie-break, w którym 23-latka urodzona  w Leuven miała piłkę meczową. Chinka zdoła się jednak wybronić i wyrównała stan rywalizacji. O losach decydującej odsłony pojedynku zadecydowało pojedyncze przełamanie, które Mertens zdobyła w siódmym gemie.

Żadnych problemów z awansem do czwartej rundy nie miała Ashleigh Barty. Liderka światowego rankingu oddała tylko dwa gemy grającej z „dziką kartą” Harriet Dart. Australijka zmierzy się teraz z Alison Riske, która w trzech setach wygrała z Belindą Benicic. Szwajcarka w pierwszej partii była lepsza o jedno przełamanie, ale w dwóch kolejnych z tą samą przewagą zwyciężyła Amerykanka.

Powody do radości mają gospodarze. O ćwierćfinał powalczy także Johanna Konta. Brytyjka przegrała pierwszego seta ze Sloane Stephens, ale w dwóch kolejnych była już lepsza od rodaczki sióstr Williams. Następną rywalką faworytki miejscowej publiczności będzie pogromczyni Magdy Linette, Petra Kvitova.

O ćwierćfinał w tegorocznej edycji londyńskiej imprezy zagrają również Serena Williams i Carla Suarez Navarro. 23-krotna mistrzyni turniejów wielkoszlemowych w dwóch setach pokonała Julię Goerges, której nie udał się rewanż za ubiegłoroczną porażkę w półfinale. W obydwu partiach Amerykanka była lepsza o jedno przełamanie. Z kolei Hiszpanka zakończyła piękną przygodę „szczęśliwej przegranej” Lauren Davis.


Wyniki

Trzecia runda singla

Ashleigh Barty (Australia, 1) – Harriet Dart (Wlk. Brytania, WC) 6:1 6:1

Barbora Strycova (Czechy) – Kiki Bertens (Holandia, 4) 7:5 6:1

Johanna Konta (Wlk. Brytania, 19) – Sloane Stephens (USA, 9) 3:6 6:4 6:1

Serena Williams (USA, 11) –  Julia Goerges (Niemcy, 18) 6:3 6:4

Alison Riske (USA) – Belinda Bencic (Szwajcaria, 13) 4:6 6:4 6:4

Elise Mertens (Belgia, 21) – Qiang Wang (Chiny, 15) 6:2 6:7(9) 6:4

Carla Suarez Navarro (Hiszpania) – Lauren Davis (USA, LL) 6:3 6:3

Nadal zrównał się z Borgiem

/ Dominika Opala, źródło: własne , foto: AFP

Rafael Nadal łatwo pokonał Jo-Wilfrieda Tsongę i awansował do czwartej rundy Wimbledonu dziewiąty raz w karierze. Z kolei Kei Nishikori odniósł 400. zwycięstwo w głównym cyklu, eliminując Steve’a Johnsona.

Rafael Nadal rozegrał świetne spotkanie przeciwko Jo-Wilfriedowi Tsondze i zameldował się w 1/8 finału. Francuz był bezradny w starciu z Hiszpanem i z seta na set prezentował się coraz słabiej. „Rafa” natomiast wprost przeciwnie. To tenisista z Majorki narzucał tempo gry, był ofensywny i dobrze spisywał się przy returnie. Tsonga nie miał pomysłu, jak nawiązać walkę z rywalem. W sumie dał się przełamać pięciokrotnie, sam natomiast nie miał ani jednej szansy na odebranie serwisu Nadalowi. Tym samym dwukrotny mistrz Wimbledonu wygrał 51. mecz w tym turnieju i ma tu teraz tyle samo zwycięstw, co Bjorn Borg.

Z kolei Kei Nishikori jest o krok od wyrównania rezultatu sprzed roku. W poprzedniej edycji Wimbledonu Japończyk dotarł do ćwierćfinału, teraz jest już w czwartej rundzie. W sobotę pewnie pokonał Steve’a Johnsona i odniósł 400. zwycięstwo w głównym cyklu.

Mimo słabego początku, Nishikori kontrolował przebieg spotkania i był lepszy w każdym elemencie gry. Szczególnie dobrze spisywał się przy returnie i to dzięki niemu był w stanie zniwelować przewagę Amerykanina w pierwszym secie. Johnson prowadził 3:0, ale od tego momentu to Japończyk dominował na korcie. Po niecałych dwóch godzinach gry awansował do 1/8 finału. Udało mu się to po raz czwarty w karierze. Nishikori nadal nie stracił seta w turnieju.

Powody do zadowolenia mają za to inni Amerykanie. O ćwierćfinał powalczą Sam Querrey i Tennys Sandgren. Pierwszy z nich wyeliminował Johna Millmana w trzech setach, choć w drugiej partii Australijczyk miał szanse, by wyrównać stan meczu. Z kolei Sandgren sprawił małą niespodziankę i wyrzucił z turnieju Fabio Fogniniego.


Wyniki

Trzecia runda singla:

Rafael Nadal (Hiszpania, 3) – Jo-Wilfried Tsonga (Francja) 6:2, 6:3, 6:2

Kei Nishikori (Japonia, 8) – Steve Johnson (USA) 6:4, 6:3, 6:2

Tennys Sandgren (USA) – Fabio Fognini (Włochy, 12) 6:3, 7:6 (12), 6:3

Sam Querrey (USA) – John Millman (Australia) 7:6 (3), 7:6 (8), 6:3

Kvitova za mocna dla Linette

/ Maciej Pietrasik, źródło: własne, foto: AFP

Magda Linette nie zdołała po raz pierwszy w karierze awansować do czwartej rundy turnieju wielkoszlemowego. Na Wimbledonie Polkę zatrzymała Petra Kvitova. Czeszka ma problemy zdrowotne, lecz do tej pory nie straciła w turnieju seta.

Do ostatniej chwili nie było wiadomo, czy Petra Kvitova wystąpi w tegorocznym Wimbledonie. Czeszka w zasadzie nie trenuje na korcie – poza meczami wykonuje tylko ćwiczenia siłowe. Wszystko przez ból prawego przedramienia. Mimo to dwukrotna triumfatorka londyńskiego turnieju bez straty seta uporała się z Ons Jabeur i Kristiną Mladenović. W spotkaniu z Magdą Linette także była faworytką.

W rywalizacji z Polką Kvitova nie miała większych problemów przy własnym serwisie. Podanie jej nie zawodziło, dobrze funkcjonował również forhend. To sprawiło, że Linette nie miała w całym meczu choćby jednej okazji na przełamanie rywalki.

Sama musiała bronić się już w drugim gemie meczu. Wówczas uczyniła to skutecznie, a gdy przy stanie 1:2 prowadziła 40-0, niewiele wskazywało na to, że Kvitova uzyska pierwszego breaka. Gdy poznaniankę zaczął jednak zawodzić pierwszy serwis, Czeszka natychmiast to wykorzystała i bezpośrednio z returnu wywalczyła przełamanie. Linette nie poddawała się do samego końca. W pierwszym secie przy 2:5 wyszła ze stanu 0-40 i obroniła cztery piłki setowe. Przy podaniu rywalki była już jednak bezradna i przegrała 3:6.

Druga partia wyglądała bardzo podobnie – Polka kilkukrotnie obroniła się przed przełamaniem, lecz Kvitova i tak wykorzystała dwa break pointy. W efekcie Czeszka zwyciężyła 6:3, 6:2 i po raz pierwszy od 2014 roku wystąpi w drugim tygodniu Wimbledonu. Wówczas wygrała zresztą cały turniej, ale z względu na uraz trzeci triumf Kvitovej byłby sporą niespodzianką. Na razie przed turniejową „szóstką” czwarta runda i starcie ze Sloane Stephens lub Johanną Kontą.


Wyniki

Trzecia runda singla:
Petra Kvitova (Czechy, 6) – Magda Linette (Polska) 6:3, 6:2

Skazani na Hurkacza

/ Artur Rolak, źródło: własne, foto: AFP

Nie był to mecz, który w pierwszym rozdziale „Skazanego na Wimbledon” zająłby pierwsze miejsce, ale z pełną odpowiedzialnością za słowo mogę dziś zapewnić, że pierwsze dwa sety meczu Huberta Hurkacza z Novakiem Dźokoviciem to najlepszy tenis, jaki Wimbledon widział w tym roku. A to już piąty dzień turnieju.

Publiczność dysponująca biletami na Kort Numer 1 nie wiedziała, czego się spodziewać po nieznanym tenisiście z Polski. Powitała go jednak bardzo uprzejmie i nawet dała do zrozumienia, że jest skłonna stanąć po jego stronie, jeśli tylko dostanie pretekst.

Hurkacz pojął aluzję. Przez półtorej godziny walczył z liderem rankingu ATP, obrońcą tytułu i zwycięzcą 15 turniejów Wielkiego Szlema jak równy z równym, bo tak twierdziła tablica wyników. Żeby zdobyć serca kibiców, trzeba jednak czegoś więcej niż odpowiadania punktem na punkt, gemem na gem czy setem na set.

Hurkacz nie zaimponował tylko malkontentom, których bezkarnie nosi internet. Oni wiedzą przecież lepiej od samego Dźokovicia, że specjalnie się nie wysilał, bo oszczędzał siły na kolejne mecze. Takie opinie może wyglaszać tylko ktoś, komu pot spływał po plecach tylko na plaży, nigdy na korcie czy innym boisku.

Wiedzą też lepiej od kilkunastu tysięcy ludzi na trybunach, którzy nie tylko widzieli efektowne i stojące na światowym poziomie wymiany, ale też przesiąkli atmosferą tego meczu. Dźoković bił rywalowi brawo po ekwilibrystycznych zagraniach dających punkt, a publiczność jak na komendę zrywała się z miejsc, aby oddać Hurkaczowi co Hurkaczowe. Stacje telewizyjne z całego świata pokażą go w locie, a brytyjskie gazety porównają go jutro do Borisa Beckera. Słusznie zresztą.

Dźoković wygrał, bo jest tenisistą lepszym, potrafiącym kalkulować, nie poddawać się emocjom i wyciągać wnioski, czyli bardziej doświadczonym. Hurkacz – nie tak jak na Roland Garros – nie dał się sprowadzić do roli statysty, którego wypada docenić za dobre chęci. Doceńmy przede wszystkim jego odwagę i dobrze pojętą zuchwałość, a przy tym skromność i umiejętność zjednywania sobie trybun. Dziś żadne projekcje rankingowe nie będą na wyrost. Tenis, a my razem z nim, jesteśmy skazani na Hurkacza.