Koniec marzeń o obronie tytułu

/ Anna Niemiec, źródło: wtatennis.com, foto: AFP

Angelique Kerber nie obroni tytułu zdobytego przed rokiem na kortach All England Club.  Solidnie na awans do trzeciej rundy musiały zapracować Kiki Bertens i Serena Williams, którą postraszyła przyjaciółka Igi Świątek.

Niemka w trzech setach przegrała Lauren Davis, która do turnieju dostała się jako „szczęśliwa przegrana”. Spotkanie rozpoczęła się „zgodnie z planem”. Turniejowa „piątka” wygrała pierwszego seta 6:2. Później w grze 32-latki trenującej w Puszczykowie coś się zacięło i w kolejnych dwóch partiach wygrała łącznie tylko trzy gemy.

To z pewnością niesamowite uczucie – powiedziała na konferencji prasowej Amerykanka. – Byłam bardzo rozczarowana, że przegrałam w ostatniej rundzie eliminacji, ale dwie godziny później dowiedziałam się, że wchodzę do głównego. Byłam przeszczęśliwa, bo bardzo chciałam tu być. Angie jest bardzo trudną rywalką. Jest jak biegająca ściana, od której odbija się mnóstwo piłek. Wiedziałam, że kluczowa będzie zmiana rytmu. Na początku miałam trochę problemów ze znalezieniem równowagi pomiędzy agresją, a cierpliwością w konstruowaniu akcji. To było naprawdę trudne wyzwanie.

W grze wciąż pozostaje druga z ubiegłorocznych finalistek, Serena Williams. Amerykance sporo problemów sprawiła Kaja Juvan. 18-letnia Słowenka wyszła na kort numer 1 bez kompleksów i wygrała pierwszego seta z 23-krotną mistrzynią wielkoszlemową 6:2.  Była liderka światowego rankingu w porę opanowała jednak sytuację i w dwóch kolejnych partiach byłą już górą. Kolejną rywalką reprezentantki Stanów Zjednoczonych będzie Julia Goerges. Niemka, która pewnie pokonała Warwarę Flink, będzie miała okazję zrewanżować się Williams za porażkę w ubiegłorocznym półfinale.

Seta w drugiej rundzie straciła również Kiki Bertens. Trudne warunki rozstawionej z numerem 4 Holenderce postawiła Taylor Townsend.

Problemów z awansem nie miała za to Belinda Bencic. Szwajcarka oddała tylko trzy gemy Kai Kanepi.


Wyniki

Druga runda singla

Kiki Bertens (Holandia, 4) – Taylor Townsend (USA) 3:6 7:6(5) 6:2

Lauren Davis (USA, LL) – Angelique Kerber (Niemcy, 5) 2:6 6:2 6:1

Serena Williams (USA, 11) – Kaja Juvan (Słowenia, Q) 2:6 6:2 6:4

Belinda Bencic (Szwajcaria, 13) – Kaia Kanepi (Estonia) 6:3 6:1

Julia Goerges (Niemcy, 18) – Warwara Flink (Rosja, Q) 6:1 6:4

Nadal poskromił Kyrgiosa

/ Dominika Opala, źródło: własne , foto: AFP

Rafael Nadal stracił seta z Nickiem Kyrgiosem, ale na więcej Hiszpan nie pozwolił Australijczykowi. Z turniejem pożegnał się ubiegłoroczny półfinalista John Isner. Jego los podzielił Marin Czilić. Z kolei pewne zwycięstwa odnieśli m.in. Roger Federer i Kei Nishikori.

W czwartek ostatni mecz w karierze rozegrał Marcos Baghdatis. Cypryjczyk zagrał w Wimbledonie dzięki „dzikiej karcie” i przed startem turnieju ogłosił, że ten będzie jego ostatnim. Ten moment nadszedł po porażce w drugiej rundzie z Matteo Berrettinim. Włoch był zdecydowanie lepszy od finalisty Australian Open 2006. Po meczu Baghdatis dziękował kibicom za wsparcie przez wszystkie lata kariery i rozdawał rakiety oraz ubrania.

Pojedynkiem, na który wszyscy czekali był jednak mecz pomiędzy Rafaelem Nadalem a Nickiem Kyrgiosem. Wiadome jest, że tenisiści ci nie przepadają za sobą poza kortem i dało się to zauważyć również na korcie. Nie wpłynęło to jednak na widowisko, które mogło się podobać kibicom. Nie brakowało w nim zwrotów akcji, ofensywnych wymian czy gry kombinacyjnej. Pierwszy set padł łupem Hiszpana, jednak w drugiej partii stracił on nieco koncentrację. Kyrgios wyszedł na prowadzenie 4:1, ale „Rafa” zdołał odrobić straty. Nie na wiele się to zdało, gdyż Australijczyk ponownie przełamał rywala i wyrównał stan meczu. Następne dwa sety toczyły się pod dyktando serwujących i musiały zostać rozstrzygnięte w tie-breakach. W nich lepszy okazał się tenisista z Majorki i przełamał złą passę decydujących rozgrywek z Kyrgiosem. W trzeciej rundzie Nadal zmierzy się z Jo-Wilfriedem Tsongą, który bez problemów pokonał Ricardasa Berankisa.

Pewne zwycięstwa odnieśli też w czwartek Roger Federer i Kei Nishikori. Obaj pokonali reprezentantów gospodarzy. Szwajcar okazał się lepszy od Jaya Clarke’a, natomiast Japończyk nie dał szans Cameronowi Norrie’emu. Mimo tych porażek, Brytyjczycy mieli powody do zadowolenia. Daniel Evans wyeliminował rozstawionego z „18” Nikołoza Basilaszwilego. Kolejnym rywalem Evansa będzie Joao Sousa. Federer powalczy o czwartą rundę z Lucasem Pouille’em, a Nishikori ze Steve’em Johnsonem.

Wspomniany wcześniej Joao Sousa sprawił jedną z niespodzianek dnia. Portugalczyk wyrzucił z turnieju Marina Czilicia i dokonał tego w trzech setach. To nie było jednak jedno zaskakujące rozstrzygnięcie czwartego dnia imprezy. Półfinalista z ubiegłego roku także pożegnał się z Wimbledonem. John Isner uległ Michaiłowi Kukuszkinowi w pięciu setach.


Wyniki

Druga runda singla:

Roger Federer (Szwajcaria, 2) – Jay Clarke (Wielka Brytania, WC) 6:1, 7:6 (3), 6:2

Rafael Nadal (Hiszpania, 3) – Nick Kyrgios (Australia) 6:3, 3:6, 7:6 (5), 7:6 (3)

Kei Nishikori (Japonia, 8) – Cameron Norrie (Wielka Brytania) 6:4, 6:4, 6:0

Michaił Kukuszkin (Kazachstan) – John Isner (USA, 9) 6:4, 6:7 (3), 4:6, 6:1, 6:4

Fabio Fognini (Włochy, 12) – Marton Fucsovics (Węgry) 6:7 (6), 6:4, 7:6 (3), 2:6, 6:3

Joao Sousa (Portugalia) – Marin Czilić (Chorwacja, 13) 6:4, 6:4, 6:4

Matteo Berrettini (Włochy, 17) – Marcos Baghdatis (Cypr, WC) 6:1, 7:6 (4), 6:3

Daniel Evans (Wielka Brytania) – Nikołoz Basilaszwili (Gruzja, 18) 6:3, 6:2, 7:6 (2)

Tennys Sandgren (USA) – Gilles Simon (Francja, 20) 6:2, 6:3, 4:6, 3:6, 8:6

Diego Schwartzman (Argentyna, 24) – Dominik Koepfer (Niemcy, WC) 6:0, 6:3, 7:5

Steve Johnson (USA) – Alex de Minaur (Australia, 25) 3:6, 7:6 (4), 6:3, 3:6, 6:3

Lucas Pouille (Francja, 27) – Gregoire Barrere (Francja, Q) 6:1, 7:6 (0), 6:4

John Millman (Australia) – Laszlo Dżjere (Serbia, 31) 6:3, 6:2, 6:1

Jan-Lennard Struff (Niemcy, 33) – Taylor Fritz (USA) 6:4, 6:3, 5:7, 7:6 (2)

Sam Querrey (USA) – Andriej Rublew (Rosja) 6:3, 6:2, 6:3

Jo-Wilfried Tsonga (Francja) – Ricardas Berankis (Litwa) 7:6 (4), 6:3, 6:3

Drugie podejście Hurkacza

/ Dominika Opala, źródło: własne , foto: AFP

Hubert Hurkacz w walce o czwartą rundę Wimbledonu zmierzy się z obrońcą tytułu Novakiem Dżokoviciem. To drugi turniej wielkoszlemowy z rzędu, w którym Polak skrzyżuje rakiety z Serbem. Czy tym razem to wrocławianin będzie górą?

W piątek Huberta Hurkacza czeka zadanie o najwyższym stopniu trudności. Polak zmierzy się z aktualnie najlepszym tenisistą na świecie i obrońcą tytułu Novakiem Dżokoviciem. W sumie Serb sięgał czterokrotnie po najcenniejsze trofeum na kortach Wimbledonu. Stawką starcia polsko-serbskiego będzie czwarta runda.

Hurkacz rozgrywa najlepszy, jak do tej pory, turniej wielkoszlemowy. Wrocławianin wygrał już dwa mecze i jest w trzeciej rundzie. To nie zdarzyło mu się jeszcze w żadnym Wielkim Szlemie. Najdalej dotarł do drugiej rundy podczas Roland Garros i US Open w 2018 roku. O przełamanie kolejnej bariery w piątkowym pojedynku będzie jednak niezwykle trudno.

Serb to rywal z najwyższej tenisowej półki, o czym przekonał się sam Hurkacz w poprzednim turnieju wielkoszlemowym. Zawodnicy ci zmierzyli się w pierwszej rundzie paryskiego szlema i pewne zwycięstwo odniósł wtedy Serb, oddając Polakowi osiem gemów. Ten scenariusz nie musi się jednak powtórzyć. „Hubi” zaprezentował dobrą formę w pojedynkach z Duszanem Lajoviciem i Leonardo Mayerem, i pokazał, że umie także wychodzić z trudnych sytuacji.

Kluczem do wyrównanej walki i zwycięstwa na pewno będzie podanie. Jeśli Hurkacz utrzyma serwis na odpowiednim poziomie, wtedy wszystko się może zdarzyć. Dżoković w poprzednich meczach (z Kohlschreiberem i Kudlą) miewał momenty przestoju przy swoim podaniu i cały czas szuka właściwego rytmu gry na trawie.

Tenisista z Belgradu przed Wimbledonem rozegrał tylko dwa spotkania na tej nawierzchni w turnieju pokazowym, natomiast Hurkacz grał w Halle oraz dotarł do ćwierćfinału w Eastbourne.

Pojedynek Serba z Polakiem zaplanowano jako drugie spotkanie od godziny 14:00 polskiego czasu na korcie numer 1. Przed naszym tenisistą niezwykle trudne zadanie, jednak nie niemożliwe do wykonania.

Hurkacz trzykrotnie pokonał tenisistów z Top 10, jednak jeszcze nigdy nie zdarzyło mu się wygrać z liderem światowego rankingu. Kolejna szansa już w piątek.

Linette lepsza od półfinalistki Roland Garros!

/ Szymon Frąckiewicz, źródło: Własne, foto: AFP

Magda Linette po raz trzeci w karierze zagra w trzeciej rundzie turnieju wielkoszlemowego! Polka sprawiła niespodziankę, pokonując półfinalistkę tegorocznego Roland Garros, Amandę Anisimovą! Nasza reprezentantka wygrała 6:4, 7:5.

Spotkanie Magdy Linette z rewelacyjną 17-letnią Amerykanką Amandą Anisimovą od początku układało się po myśli Polki. Nasza reprezentantka grał skutecznie, popełniała niewiele błędów i zaskakiwała półfinalistkę Roland Garros. Szybko, bo już w trzecim gemie, zdobyła przewagę przełamania. W całym secie nie była nawet zagrożona utratą swojego podania, podczas gdy w każdym kolejnym gemie serwisowym rywalki mogła ją powiększyć. To się nie udało (także przy piłce setowej na 6:3), ale nie było to problemem. Poznanianka wykorzystała trzeciego setbola przy własnym podaniu, przybliżając się do końcowego triumfu.

Drugi set miał nieco bardziej wyrównany przebieg. Ponownie grę prowadziła Linette, jednak już nie z takim spokojem jak wcześniej. Mimo wszystko udało jej się przełamać na 3:2. W grze Polki zaczęły pojawiać się błędy. Choć w trwającym niemal kwadrans ósmym gemie obroniła jeszcze prowadzenie, to serwując po mecz nie zdołała wyjść ze stanu 0-40. To wcale nie oznaczało jednak, że set zakończył się tie-breakiem, albo zwycięstwem Anisimovej 7-5. Linette natychmiast odzyskała prowadzenie. Tym razem przy własnym podaniu obroniła jednego break-pointa, a następnie wykorzystała już pierwszą piłkę meczową!

W kolejnej rundzie stopień trudności znów wzrośnie. Po drugiej stronie siatki stanie Petra Kvitova. Rozstawiona z „6” Czeszka to dwukrotna triumfatorka tej imprezy. Brązowa medalistka olimpijska triumfowała przy Church Road w 2011 i 2014 roku.


Wyniki

Magda Linette (Polska) – Amanda Anisimova (Stany Zjednoczone, 25) 6:4, 7:5

Kvitova czeka na Linette

/ Anna Niemiec, źródło: wtatennis.com, foto: AFP

W czwartek do trzeciej rundy londyńskiej imprezy bez problemów awansowały Ashleigh Barty i Sloane Stephens. W grze pozostaje również Petra Kvitova, która zmierzy się ze zwyciężczynią pojedynku Magdy Linette i Amandy Anisimovej.

Czeszka w dwóch setach pokonała Kristinę Mladenovic, ale początek pojedynku nie był dla niej łatwy. W pierwszym secie Francuzka prowadziła już 5:3, a w dziesiątym gemie miała trzy piłki setowe, ale nie wytrzymała presji i straciła podanie. Dwukrotna mistrzyni Wimbledonu poszła za ciosem, wygrała dwa kolejne gemy i zapisała pierwszą partię na swoim koncie. W drugiej odsłonie spotkania leworęczna tenisistka kontrolowała już przebieg gry i oddała rywalce tylko dwa gemy.

Zupełnie się nie spodziewałam tak dobrej gry – wyjaśniła Czeszka, która przez kilka tygodni walczyła z kontuzją ręki, która zmusiła ją do wycofania z Roland Garros. – Dużo czasu spędziłam na siłowni ostatnio. Dużo biegałam i ćwiczyłam, gdy nie byłam w stanie grać. Każdy dzień w turnieju sprawia, że jestem coraz lepsza. Nawet gdy mecz jest dłuższy. Mam nadzieję, że to pozwoli mi wejść w uderzenie.

Bez żadnych problemów miejsce w trzeciej rundzie zawodów zapewniły sobie Ashleigh Barty i Sloane Stephens. Amerykanka oddała tylko dwa gemy Wang Yafan, a liderka światowego rankingu straciła tylko dwa więcej w pojedynku z Alison Van Uytvanck. Australijka zmierzy się teraz z grającą z „dziką kartą” Harriet Dart. Z kolei reprezentantka Stanów Zjednoczonych zagra z inną faworytką miejscowej publiczności, Johanną Kontą.

Kolejne mecze w turnieju wygrały również Wang Qiang, Elise Mertens, Carla Saurez Navarro, BArbora Strycova i Alison Riske.


Wyniki

Druga runda singla

Ashleigh Barty (Australia, 1) – Alison Van Uytvanck (Belgia) 6:1 6:3

Petra Kvitova (Czechy, 6) – Kristina Mladenovic (Francja) :5 6:2

Sloane Stephens (USA, 9) – Yafan Wang (Chiny) 6:0 6:2

Qiang Wang (Chiny, 15) – Tamara Zidansek (Słowenia) 6:1 6:2

Johanna Konta (Wlk. Brytania, 19) – Katerina Siniakova (Czechy) 6:3 6:4

Elise Mertens (Belgia, 21) – Monica Niculescu (Rumunia) 7:5 6:0

Carla Saurez Navarro (Hiszpania) – Pauline Parmentier (Francja) 7:6(2) 7:6(4)

Barbora Strycova (Czechy) – Laura Siegemund (Niemcy) 6:3 7:5

Alison Riske (USA) – Ivana Jorović (Serbia) 6:2 6:7(3) 9:7

Hariett Dart (Wlk. Brytania, WC) – Beatriz Haddad Maia (Brazylia) 7:6(4) 3:6 6:1

Znamy drabinkę mikstów z Rosolską

/ Tomasz Górski, źródło: własne, foto: AFP

Rozlosowano drabinkę turnieju mikstów podczas zmagań na londyńskiej trawie. A tam z numerem szóstym rozstawiona będzie Alicja Rosolska i Nikola Mektić, którzy rywalizacje rozpoczną od drugiej rundy. Rywali poznał także intersujący mikst stworzony przez Andy’ego Murraya i Serenę Williams.

Nasza jedynaczka w grze mieszanej Alicja Rosolska zagra z Nikolą Mekticiem. Takie zestawieniu już wprawiało nas w zachwyt. Podczas US Open 2018 dotarli do finału, ale wówczas przegrali nieznacznie z Bethanie Mattek-Sands i Jamiem Murrayem. Teraz Polka i Chorwat są rozstawieni z numerem sześć, zatem rozgrywki rozpoczną od drugiej rundy. Wtedy zmierzą się ze zwycięzcami meczu Mahut/Cornet kontra Rungkat/Aoyama. W dalszej rundzie na naszą zawodniczkę może czekać Skugur i Olaru. Z racji, że Rosolska i Mektić są w górnej części drabinki to mogą zagrać dalej z turniejową „czwórką” Peersem i Zhang oraz „jedynką” Soares i Melichar.

Przed rokiem Rosolska pożegnała się z Wimbledonem już w premierowej rundzie. Jednak wtedy jej partnerem był Divij Sharan. Teraz liczymy na zdecydowanie lepszy rezultat.

W tym roku do rywalizacji w parach mieszanych na kortach All England Clubu zgłosiło się wielu ciekawych tenisistów i tenisistek. Jednak prawdopodobnie wszystkie oczy kibiców będą zwrócone na faworyta gospodarzy Andy’ego Murraya i jego partnerkę Serenę Williams. Praktycznie w ostatniej chwili udało się stworzyć takie zestawienie. Brytyjsko-amerykański mikst zaczyna grę już od pierwszej rundy. A tam zmierzy się Andreasem Miesem, który podczas Rolanda Garrosa triumfował w deblu oraz chilijską tenisistką Alexą Guarachi. Jeśli zdołają wygrać to trafiają na Fabrice’a Martina i Raquel Atawo. Następnie może być tylko trudniej i potencjalny mecz z najwyżej rozstawionym mikstem stworzonym przez Bruno Soaresa i Nicole Melichar.

Z wysokim numerem na Wimbledonie wystąpią Jean-Julien Rojer i Demi Schuurs (2) oraz Mate Pavić i Gabriela Dąbrowski (3). Pierwszy raz swoich szans w grze mieszanej spróbują razem m.in. Venus William i Frances Tiafoe, a także Nick Kyrgios i Desirae Krawczyk.

Rywalizacja w mikstach rozpocznie się w piątek.

Udany początek Rosolskiej

/ Maciej Pietrasik, źródło: własne, foto: Olimpia Dudek/Tenisklub

Alicja Rosolska od zwycięstwa rozpoczęła udział w tegorocznym Wimbledonie. Polka wraz z Australijką Astrą Sharmą wyeliminowały Witalię Diaczenko i Julię Putincewą.

Wimbledon to miejsce, gdzie Alicja Rosolska świętowała przed rokiem jeden z dwóch największych sukcesów w karierze. Polka i Abigail Spears były rewelacją turnieju i zatrzymały się dopiero na półfinale. W tegorocznym turnieju nasza tenisista występuje z dużo młodszą Astrą Sharmą, ale przede wszystkim broni bardzo dużej liczby rankingowych punktów za zeszłoroczny rezultat.

Początek spotkania z Witalią Diaczenką i Julią Putincewą był najlepszy z możliwych. Rosolska oraz Sharma od razu przełamały rywalki, a potem utrzymały podanie i prowadziły dzięki temu 2:0. Wydawało się, że przewagę utrzymają do końca partii, bo przy 5:4 miały piłkę setową. Nie wykorzystały jej jednak i straciły serwis, a wszystko rozstrzygnęło się dopiero w tiebreaku. W nim „nasza” para nie pozostawiła już rywalkom złudzeń, wygrywając 7-1.

Druga odsłona także rozpoczęła się od przełamania na korzyść Rosolskiej i Sharmy i sporego prowadzenia polsko-australijskiego duetu. Rywalki znów zdołały odrobić breaka w późniejszej fazie seta, lecz „nasza” para odpowiedziała jeszcze jednym przełamaniem. To wystarczyło już do wygrania całego meczu 7:6(1), 6:3.

W drugiej rundzie Polkę i Australijkę czeka już znacznie trudniejsze zadanie. Kolejnymi rywalkami będą rozstawione z numerem osiem Anna-Lena Groenefeld oraz Demi Schuurs.


Wyniki

Pierwsza runda debla:
A. Rosolska, A. Sharma (Polska, Australia) – W. Diaczenko, J. Putincewa (Rosja, Kazachstan) 7:6(1), 6:3

Australijczycy ukradli święto

/ Artur Rolak, źródło: własne, foto: AFP

Zacznijmy pół żartem – Australijczycy nie potrafią się zachować. Dziś 4 lipca, narodowe święto Ameryki, a w mediach, nie tylko brytyjskich, od rana tylko o Nicku Kyrgiosie i Bernardzie Tomicu.

Zacznijmy od tego drugiego. Chyba się z kimś założył, że w pierwszej rundzie nikt nie będzie miał wyższej od niego stawki godzinowej. Przegrał mecz w 58 minut, niektórzy twierdzą, że nawet w 59, i poszedł do kasy po 45 tysięcy funtów. Andrew Jarrett, sędzia naczelny The Championships, wyciągnął z szuflady regulamin pracy i wstrzymał wypłatę. Tomic może się jeszcze odwołać do Rady Wielkiego Szlema, ale prawie nikt nie życzy i nikt nie wróży mu powodzenia.

Tomic mógłby jeszcze poprosić o interwencję kolegów z ATP, czy związku zawodowego tenisistów, ale towarzystwo jest ostatnio pokłócone, rozpolitykowane i wpatrzone w miliony, więc kogo tam obchodzi marne 45 tysięcy…

Kyrgios ma przynajmniej poczucie humoru, które zdradza i mową, i czynem. Gdy los wepchnął go na kurs kolizyjny z Rafaelem Nadalem, wszyscy zaczęli przypominać lato 2014 roku, kiedy nastoletni wtedy Australijczyk pokonał Hiszpana, wówczas lidera rankingu ATP, w czwartej rundzie Wimbledonu, i ostatnią wiosnę, kiedy wygrał z nim w Acapulco, wyprowadzając z równowagi serwisem od dołu.

Dziennikarze jak to dziennikarze: przy każdej okazji wypytywali obu o relacje z tym drugim. Kyrgios coś tam rzucił pojednawczo o szacunku dla Nadala jako tenisisty, ale w tym samym zdaniu od razu dodawał, że na piwo do Fox & Dog na pewno by z nim nie poszedł. Fox & Dog to jeden z najpopularniejszych pubów w Wimbledon Village.

Z Nadalem nie, ale z kumplami jak najbardziej. Dzisiejsza prasa – i brytyjska, i australijska – pisze, że Kyrgios był tam widziany w towarzystwie przyjaciół i chyba nawet coś z nimi popijał. A jeśli nawet w szkle nie było żadnych procentów, to i tak wyjście z pubu po 23:00 trudno podciągnąć pod podręcznikowy sposób przygotowań do meczu mającego się rozpocząć za mniej więcej 18 godzin.

Kto stawia na Kyrgiosa? A kto postawi kolejkę zwolennikom Nadala?

Tomic srogo ukarany za pozorowanie gry

/ Szymon Adamski, źródło: własne, foto: AFP

Trudno nadążyć za wybrykami Bernarda Tomicia i Nicka Kyrgiosa. O krnąbrnych Australijczykach głośno zrobiło się także w ostatnich godzinach. Tomicowi odebrano całą nagrodę za udział w Wimbledonie, natomiast Kyrgiosa, na kilkanaście godzin przed rozpoczęciem pojedynku z Rafaelem Nadalem, przyłapano w barze.

Czy grając do trzech wygranych setów, można przegrać w niecałą godzinę? Pytanie wydaje się zasadne, zwłaszcza w kontekście trwającego Wimbledonu, a nie rozgrywek amatorskich. Tomic odpowiedział jednak na nie twierdząco. I to nie słowem, a czynem, bo w 1. rundzie londyńskiego szlema uległ 2:6, 1:6, 4:6 Jo-Wilfriedowi Tsondze. Wynik nie wygląda najgorzej, natomiast uwagę przykuwa czas trwania pojedynku – raptem 59 minut.

Na reakcję ze strony organizatorów nie trzeba było długo czekać. Tomic został ukarany za niespełnienie standardów obowiązujących w zawodowym tenisie. Wysokość kary? 45 tysięcy funtów, czyli dokładnie tyle, ile zarobił na meczu z Tsongą.

Z kolei Nick Kyrgios w dość nietypowy sposób przygotowuje się do starcia zapowiadanego jako hit 2. rundy męskiego turnieju, czyli potyczki z Rafaelem Nadalem. Australijczyk trenował z Carlą Suarez Navarro, a następnie wybrał się do jednego z londyńskich pubów. Jak twierdzą zagraniczni dziennikarze, prędko go nie opuścił.

Babcia na koszt klubu

/ Artur Rolak, źródło: własne, foto: AFP

Każda bajka jakoś się kończy, nie zawsze szczęśliwie. Paul Jubb pozostał brzydkim kaczątkiem, bo na łabędzie wyrastają inni tenisiści, między innymi Hubert Hurkacz. Równie dobra byłaby dla niego rola Kopciuszka, którego pantofelka nikt nie podniósł, albo Czerwonego Kapturka pożartego przez Joao Sousę w skórze wilka.

Paul Jubb odpadł w pierwszej rundzie, ale nie skarżył się, że jego udział w wimbledońskiej bajce był tak krótki. Ktoś, kto jest sklasyfikowany w piątej setce rankingu ATP, raczej rzadko ma okazję przekroczyć bramę All England Lawn Tennis Clubu, a co dopiero zagrać na tutejszych kortach. Wrota przed Jubbem uchyliła „dzika karta” – nagroda za zdobycie akademickiego mistrzostwa Stanów Zjednoczonych. Żaden brytyjski tenisista nigdy nie wcześniej nie odniósł takiego sukcesu.

Studia na Unwersytecie Karoliny Południowej i złoty medal mistrzostw NCAA mogłyby przejść bez echa, gdyby nie życiorys Jubba – taki w sam raz do wyciskania łez. Paul był niemowlakiem, kiedy jego tata, żołnierz, popełnił samobójstwo. Osiem lat później chłopak został sierotą, bo umarła jego mama.

Wychowywany przez 77-letnią dziś babcię w mieszkaniu komunalnym w Hull miał bliżej na boisko piłkarskie lub nawet na manowce. Babcia dopilnowała, żeby nie pobłądził. – Była skałą w moim życiu – powiedział Jubb. Trafił na korty, został mistrzem Wielkiej Brytanii do lat 16, a potem wyjechał uczyć się w USA.

Marzył, a kto by nie marzył?, żeby kiedyś zagrać na Wimbledonie. Babcia marzyła, aby kiedyś zobaczyć Paula na tym Wimbledonie. I kiedy nadarzyła się okazja, wcale nie było to takie pewne, że będzie mogła przyjechać z Hull do Londynu i kupić bilet na Wimbledon. Powie ktoś, że wnuczek mógł jej zafundować bilet. Otóż nie mógł, bo jako student amerykańskiej uczelni musi zachować status amatora. Oznacza to, że 45 tysięcy funtów za mecz pierwszej rundy zostało w kasie AELTC. No, niecałe 45 tysięcy. Organizatorzy zachowali się jak należy i zapłacili za podróż najsłynniejszej dziś emerytki w Wielkiej Brytanii.

Szkoda, że korty noszą tak mało Jubbów i tak wielu Tomiców…