Trzeci raz Ciasia, debiutancki tytuł Rogozińskiej-Dzik

/ Michał Pochopień, źródło: własne, foto:

To już jest koniec. W niedzielę rozegrano ostatnie mecze 93. edycji Mistrzostw Polski w tenisie, które odbyły się w Gliwicach. O ile wśród mężczyzn najlepszy okazał się Paweł Ciaś, dla którego był to już trzeci tego typu sukces, tak u kobiet puchar wzniosła Stefania Rogozińska-Dzik, po raz pierwszy startująca w kategorii seniorek. 

Zarówno u mężczyzn, jak i u kobiet, trudno było cokolwiek wyrokować przed rozpoczęciem finałowej rywalizacji. Z jednej strony mieliśmy przedstawicieli bardziej doświadczonej grupy – Anastazję Szoszynę i Pawła Ciasia – którzy od wielu lat biorą udział w Mistrzostwach Polski i wiedzieli, jak grać o najwyższe cele. Tenisistka pochodząca z Ukrainy w ubiegłym roku doszła do półfinału, a Ciaś do spotkania o tytuł przystąpił jako dwukrotny mistrz Polski z lat 2013 i 2015.

Najpierw do gry przystąpiły kobiety, które rywalizację rozpoczęły przy świecącym słońcu i dużej, biorąc pod uwagę wcześniejsze dni, frekwencji. Lepszy początek zanotowała Szoszyna, która wykorzystała bolączki Rogozińskiej-Dzik. 18-latka była wyraźnie przytłoczona presją, co gołym okiem było widać w jej grze. Efekt? Pewnie wygrany set przez 22-letnią reprezentantkę klubu Grunwald Poznań.

Następnie obraz meczu zmienił się o 180 stopni. Przede wszystkim aura była zupełnie inna – promienie słoneczne ustąpiły miejsca chmurom i silnym podmuchom wiatru. Wraz z tym lepiej prezentować zaczęła się Rogozińska-Dzik, która zaczęła realizować swój taktyczny plan i poprzez agresywne akcje zaczęła regularnie punktować. Natomiast zdecydowanie gorzej fizycznie wyglądała Szoszyna, której czkawką odbijało się to, że w Gliwicach rywalizowała na trzech frontach i w każdej konkurencji doszła do finału.

21-latka nie zdołała odwrócić losów spotkania. Wprawdzie w decydującej partii wróciła ze stanu 1:4 i doprowadziła do wyrównania na 4:4, to jednak później lepiej z presją poradziła sobie młodsza oraz mniej doświadczona tenisistka. Zawodniczka Legii Warszawa najpierw utrzymała własne podane, a następnie tylko trzymała piłeczkę w korcie – to wystarczyło, bowiem Szoszyna w najważniejszym gemie spotkania popełniła kilka prostych błędów.

Tym samym Rogozińska-Dzik triumfowała 3:6, 6:1, 6:4 i odniosła największy sukces w karierze. Wynik ten jest szczególny, bowiem w seniorskich Mistrzostwach Polski zagrała dopiero po raz pierwszy w karierze! –  Po pierwszym secie musiałam ochłonąć i przemyśleć taktykę. Powiodło się, od przerwy wszystko zaczęło iść już po mojej myśli. Bardzo się cieszę z tego tytułu, bo w juniorkach w mistrzostwach Polski wygrałam tylko raz, do lat 16, zwykle przegrywałam albo z Igą Świątek, albo z Mają Chwalińską. Dziękuję moim trenerom, że pomogli mi podjąć mądrą decyzję i skoncentrować się tylko na singlu, bo w innym wypadku w trzecim secie też mogłabym być zbyt zmęczona – powiedziała kilka chwil po dekoracji.

Mniej płynnie przebiegało finałowe starcie u mężczyzn. Daniel Michalski i Paweł Ciaś już na rozgrzewkę wyszli przy dość mocno padającym deszczu. Ucierpiała przez to również frekwencja, choć nadal nie brakowało śmiałków, którzy ani myśleli o odpuszczeniu widowiska. Mimo wspomnianych opadów – tenisistom udało się skończyć premierowego seta oraz rozegrać dwa gemy w drugiej partii. W lepszym nastroju kort opuszczał Ciaś, który prowadził 6:4, 1:1.

Po niespełna dwóch godzinach przerwy tenisiści wrócili na kort i mogli kontynuować bój o czempionat. Rywalizacja miała znów wręcz identyczny przebieg – chociaż mecz był bardzo wyrównany, to jednak w kluczowych momentach lepiej radził sobie starszy z biało-czerwonych, który także i tym razem zdobył o jedno przełamanie więcej. Wygrana 6:4, 6:4 pozwoliła graczowi klubu Beskidy Ustroń na zdobycie trzeciego mistrzostwa Polski w karierze.

Jak to świadczy o stanie polskiego tenisa? W końcu mistrzem kraju został zawodnik, który w tym roku wystąpił w jednym zawodowym turnieju, bowiem zawiesił profesjonalne starty. 25-latek zdradził, że powodem takiego stanu rzeczy były problemy finansowe. – Od niecałego roku trudno o moją czynność zawodową – fundusze na to nie pozwalają. Ciężko powiedzieć, jaki mam obecnie status. Jeśli dostałbym fundusze, powiedzmy na najbliższe dwa lata, to śmiało wróciłbym do grania – zapewnił tenisista, który najwyżej w karierze był notowany na 395. miejscu w rankingu ATP.

Tym samym zakończyły się 93. Mistrzostwa Polski w tenisie ziemnym, które ze względu na pulę nagród – znów były swego rodzaju historyczne. Wszystko wskazuje, że rekord płacowy zostanie pobity również w przyszłorocznej edycji. Powoli za tradycję należy uznać zapewnienia organizatorów o powiększaniu puli nagród – i prawidłowo!

Mistrzostwa Polski odbywają się w ramach Lotos PZT Polish Tour

Kawa wyszarpała zwycięstwo w 1. rundzie eliminacji

/ Szymon Adamski, źródło: własne, foto: Bella Cup

Katarzyna Kawa w łotewskiej Jurmale stara się o pierwszy w karierze awans do drabinki głównej turnieju WTA. Po zwycięstwie 6:4, 3:6, 7:6(5) nad Anną Daniliną z Kazachstanu dzieli ją od tego tylko jedno zwycięstwo. 

Nie o takim początku rywalizacji marzyła nasza reprezentantka. Najważniejszy cel, w postaci awansu do kolejnej rundy, udało się co prawda zrealizować, jednak wykonanie zadania kosztowało Kawę nadspodziewanie dużo sił. Z szerzej nieznaną Kazaszką Anną Daniliną spędziła na korcie 2 godziny i 17 minut. Od porażki dzieliły ją już tylko dwa punkty, ale w najważniejszych momentach nie zawiodła. Teraz już pójdzie z górki? – Na to liczę – powiedziała po meczu Katarzyna Kawa.

Polka ma problemy z pierwszymi meczami w turniejach. Siedem ostatnich to trzysetówki, często bardzo wyrównane. – Za każdym razem gram w innych warunkach, zmieniają się piłki, przed pierwszym meczem nie mam też pewności, w jakiej jestem formie – wylicza przyczyny Kawa. Dodaje jednak, że rozwija się z meczu na mecz.

Już jutro stanie do walki z Naikthą Bains z Wielkiej Brytanii. Spotkanie zadecyduje o tym, która z zawodniczek wystąpi w turnieju głównym. – Ewentualnego zwycięstwa i awansu do turnieju głównego nie będę traktować jako życiowego sukcesu. Mogę spodziewać się po sobie takich wyników – dodała na koniec nasza reprezentantka.

Z Jurmały Szymon Adamski


Wyniki

Katarzyna Kawa (Polska, 3) – Anna Danilina (Kazachstan) 6:4, 3:6, 7:6(5)

Koniec współpracy Kerber z Shuettlerem

/ Jakub Karbownik, źródło: Twitter/własne, foto: AFP

Angelique Kerber zakończyła współpracę z Rainerem Shuettlerem. Finalista Australian Open 2003 oraz trzykrotna mistrzyni wielkoszlemowa pracowali razem od listopada ubiegłego roku.

Podczas zeszłorocznego Wimbledonu trenująca w Puszczykowie Niemka sięgnęła po tytuł mistrzowski. Ojcem tego sukcesu był Wim Fisett. Po zakończeniu sezonu 2018 drogi Kerber i Belga się rozeszły, a trzykrotna mistrzyni wielkoszlemowa związała się zawodowo z Rainerem Shuettlerem. Pod okiem finalisty Australian Open 2003, Niemka nie odnosiła oczekiwanych sukcesów. Po czwartej rundzie szlema na Antypodach, w Paryżu leworęczna tenisistka  przegrała już w pierwszej rundzie, a w Londynie zatrzymała się na drugiej rywalce. Takie wynik sprawiły, że Kerber wypadła z top 10 rankingu WTA.

Nigdy nie jest łatwo o zmiany, szczególnie gdy pracuje się z takim wspaniałym człowiekiem jak Rainer. Uznaliśmy jednak, że nadszedł czas na nowy początek. Rainer stał się moim przyjacielem i jestem wdzięczna za jego ciężką pracę oraz poświęcenie w ostatnich miesiącach – poinformowała tenisistka na twitterze.

Amerykański sen

/ Dominika Opala, źródło: www.atptour.com /własne, foto: AFP

Alexander Bublik zagra w pierwszym finale w karierze w turnieju głównego cyklu. Kazach pokonał Marcela Granollersa w trzech setach. W walce o tytuł zmierzy się z Johnem Isnerem, który także potrzebował trzech partii, by wyeliminować Ugo Humberta.

W poprzednim sezonie Alexander Bublik rywalizował głównie w challengerach i zapisał wówczas na swoje konto aż cztery tytuły w turniejach tej rangi. 22-latek urodzony w Rosji udowadnia jednak w tym tygodniu, że w głównym cyklu także potrafi osiągać sukcesy. W niedzielę stanie przed szansą na zdobycie premierowego trofeum w tourze.

W półfinale Kazach okazał się lepszy od Marcela Granollersa. W pierwszym secie Bublik prowadził 4:0, ale ta przewaga nie trwała długo, gdyż kolejne cztery gemy wygrał Hiszpan. Losy partii rozstrzygnął tie-break. Tym razem młodszy z tenisistów nie wypuścił już prowadzenia z rąk i zapisał odsłonę na swoje konto. Drugi set lepiej rozpoczął się dla zawodnika z Barcelony. Uzyskał przełamanie w pierwszym gemie i doprowadził tę przewagę do końca.

W trzeciej partii kluczowym momentem był piąty gem. Wtedy to Bublik odebrał serwis rywalowi i pewnie zmierzał po zwycięstwo. Udało mu się to po dwóch godzinach i 10 minutach. Tym samym Kazach zameldował się w pierwszym finale w karierze.

– Ciężko na to pracowałem, więc jestem bardzo szczęśliwy – cieszył się Bublik. – Muszę postarać się być najlepszą wersją siebie i zobaczymy, co wydarzy się w finale – dodał.

W meczu o tytuł zmierzy się z Johnem Isnerem, który już trzykrotnie sięgał po tytuł w Newport. W tej edycji Hall of Fame Open Amerykanin w każdym z meczów stracił seta. W półfinale stoczył zacięty bój z Ugo Humbertem. W pierwszych dwóch setach nie doszło do żadnego przełamania, więc tenisiści rywalizowali w tie-breakach. Pierwszy padł łupem Humberta, drugi Isnera. Porażka w drugiej odsłonie nieco podłamała Francuza, który już na początku trzeciej partii stracił podanie. Trzykrotny mistrz tej imprezy nie wypuścił tej okazji z rąk i po prawie trzech godzinach gry awansował do finału. Bilans meczów Isnera w Newport wynosi teraz 22-4.


Wyniki

Półfinały singla:

John Isner (USA, 1, WC) – Ugo Humbert (Francja, 4) 6:7 (4), 7:6 (5), 6:3

Alexander Bublik (Kazachstan, 7) – Marcel Granollers (Hiszpania) 7:6 (5), 3:6, 6:4