Najcenniejszy skalp Żuka

/ Anna Niemiec, źródło: własne, foto: facebook.com/mistrzostwapolskiwtenisie

Kacper Żuk zwyciężył w imprezie rangi ITF z pulą nagród 25 tysięcy dolarów. W finale Polak pokonał Botica van de Zandschulpa i zdobył trzeci, najcenniejszy w karierze, tytuł na zawodowych kortach.

W pierwszej partii obaj tenisiści bardzo długo pilnowali własnych serwisów. O losach tej części meczu zadecydowało pojedyncze przełamanie, które Holender zdobył w dziesiątym gemie. Druga odsłona meczu rozpoczęła się od trzech „breaków” z rzędu. Jednego więcej zdobył reprezentant Polski, co jak się później okazało, pozwoliło mu wyrównać stan rywalizacji. W decydującej odsłonie meczu 20-latek z Warszawy bardzo dobrze spisywał się przy własnym podaniu i ani razu nie musiał się nawet bronić przed „breakiem”. Sam przełamał rywala w trzecim i dziewiątym gemie, dzięki czemu po prawie dwóch godzinach walki mógł się cieszyć ze zwycięstwa.

W niedzielę Żuk zdobył trzeci tytuł w sezonie, ale pierwszy w imprezie z pulą nagród 25 tysięcy dolarów. W tym roku Polak triumfował również w Szarm el-Szejk i Troisdorfie, ale były to turnieje niższej rangi.

Kacper Żuk w Sztokholmie wystąpił również w finale gry podwójnej. W decydującym pojedynku razem z Janem Zielińskim musieli uznać wyższość Filipa Bergevi i Floriana Lakata.


Wyniki

Finał singla

Kacper Żuk (Polska) – Botic van de Zandschulp (Holandia, 3) 4:6 6:4 6:3

Finał debla

F. Bergevi, F. Lakat (Szwecja, Francja, 3) – J. Zieliński, K. Żuk (Polska, 4) 6:3 7:6(3)

Triumf Radwańskiej

/ Anna Niemiec, źródło: własne, foto: AFP

Urszula Radwańska okazała się bezkonkurencyjna w imprezie rangi ITF z pulą nagród 25 tysięcy dolarów. Polka w trzech setach pokonała Larę Salden i zdobyła drugi tytuł w sezonie.

Finałowe spotkanie lepiej rozpoczęła krakowianka, która odskoczyła na 2:0. Trzy kolejny gemy padły łupem Belgijki, ale rodaczka Kim Clijsters również nie cieszyła się zbyt długo przewagą przełamania. Przy wyniku 5:4 reprezentantka Polski miała dwie piłki setowe przy serwisie rywalki, ale żadnej z nich nie wykorzystała. O losach pierwszego seta musiał zadecydować tie-break, w którym zdecydowanie lepsza była Salden.

Młodsza z sióstr Radwańskich nie podłamała się tym niepowodzeniem i z animuszem rozpoczęła drugą odsłonę meczu. Turniejowa „dwójka” szybko wyszła na prowadzenie 4:0 z podwójnym przełamaniem. Reprezentantka Belgii nie zamierzała się jednak poddawać. Doprowadziła do wyniku 3:4 i miała szansę, żeby odrobić wszystkie straty. Krakowianka utrzymała jednak podanie, a chwilę po raz kolejny odebrała serwis rywalce i doprowadziła do wyrównania.

W decydującej partii Salden nie była w stanie się już przeciwstawić Polce i urwała tylko jednego gema.

Urszula Radwańska w niedzielę zdobyła drugi tytuł w sezonie, a szósty w karierze. W styczniu nasza tenisistka okazała się najlepsza na Gwadelupie. Krakowiance po raz pierwszy udało się zdobyć dwa tytuły w jednym roku.


Wyniki

Finał singla

Urszula Radwańska (Polska, 2) – Lara Salden (Belgia, 5) 6:7(2) 6:3 6:1

Hat trick De Minaura

/ Dominika Opala, źródło: własne , foto: AFP

Alex de Minaur okazał się najlepszy w Zhuhai. W finale pokonał Adriana Mannarino 7:6 (4), 6:4. To trzeci tytuł dla Australijczyka w tym sezonie, a każdy z nich wywalczył na innym kontynencie.

Alex de Minaur ma za sobą tydzień perfekcyjnej gry. Australijczyk szczególnie może być zadowolony ze swojego podania, które także w finale było kluczem do zwycięstwa. De Minaur kontynuuje świetny sezon, mimo trzymiesięcznej przerwy z powodu kontuzji.

W niedzielnej walce o tytuł tenisista z Sydney ponownie był nie do zatrzymania i przedłużył zwycięską passę w finałach. Partia otwarcia była zacięta, choć to młodszy z zawodników miał kontrolę nad przebiegiem meczu. Pewnie utrzymywał podanie, w przeciwieństwie do Adriana Mannarino, który w początkowych gemach musiał bronić wielu break pointów. Ostatecznie udało mu się doprowadzić do tie-breaka, w którym prowadził nawet 4:2. Jednak od tego momentu przegrał pięć punktów z rzędu i to De Mianur zapisał pierwszego seta na swoje konto.

W drugiej odsłonie Francuz także starał się dotrzymywać kroku rywalowi. Gra opierała się na uderzeniach z końca kortu, jednak to Australijczyk był bardziej ofensywny. Pierwsze przełamanie w meczu nadeszło w ostatnim gemie pojedynku. Przy stanie 5:4 De Mianur za 13. okazją uzyskał breaka i tym samym zakończył spotkanie po dwóch godzinach gry.

20-latek z Sydney zdobył trzeci tytuł w sezonie i w karierze. W styczniu był najlepszy w rodzinnym mieście, a w lipcu dołożył trofeum w Atlancie. W poniedziałek awansuje na 25. miejsce w rankingu ATP.


Wyniki

Finał singla:

Alex de Minaur (Australia, 7) – Adrian Mannarino (Francja) 7:6 (4), 6:4

Linette postraszyła, ale nie pokonała Stephens

/ Szymon Frąckiewicz, źródło: Własne, foto: AFP

W pierwszej rundzie turnieju w Pekinie Magda Linette przegrała 5:7, 3:6 ze Sloane Stephens. Polka zaprezentowała się jednak bardzo dobrze w starciu z utytułowaną reprezentantką Stanów Zjednoczonych.

Magda Linette stanęła naprzeciw Sloane Stephens po raz pierwszy od lutego 2016 i po raz trzeci w ogóle. Poprzednie dwa mecze Polka przegrywała łatwo, jednak aktualnie jest w życiowej formie, dlatego liczyliśmy na wyrównaną walkę. Nie zawiedliśmy się. Szczególnie wyrównany był pierwszy set. Poznanianka grała bardzo ambitnie. Choć Stephens zdobywała przełamania na 2:1 i 4:3 to nasza reprezentantka potrafiła odrabiać straty. Niestety, na breaka zdobytego przez Amerykankę w 11. gemie nie zdołała odpowiedzieć, przegrywając tym samym seta 5:7.

Druga partia rozpoczęła się obiecująco, bo tym razem to Linette w drugim gemie zdobyła przewagę przełamania. Jednakże słabsza dyspozycja faworytki była chwilowa. Z kolejnych siedmiu gemów Polka wygrała już tylko jeden, odpadając tym samym z rywalizacji.

Rozstawiona z numerem trzynaście Stephens może już natomiast myśleć o kolejnym wyzwaniu, jakie czeka na nią w Pekinie. Jej przeciwniczką w drugiej rundzie będzie Chinka Saisai Zheng. Reprezentantka gospodarzy pokonała Monicę Puig.


Wyniki

Sloane Stephens (Stany Zjednoczone, 13) – Magda Linette (Polska, Q) 7:5, 6:3

Carreno Busta przypomniał sobie smak zwycięstwa. Pierwszy tytuł od ponad dwóch lat

/ Szymon Adamski, źródło: własne, foto: AFP

Pablo Carreno Busta został triumfatorem czwartej edycji imprezy ATP w Chengdu. Hiszpan, który na triumf w zawodach tej rangi czekał od maja 2017 roku, pokonał w finale 6:7(5), 6:4, 7:6(3) bardzo dobrze serwującego Aleksandra Bublika. Choć przełamał go tylko raz, wystarczyło to do zwycięstwa.

Kibice w Chengdu po raz drugi z rzędu byli świadkami niezwykle wyrównanego finału, zakończonego w tie-breaku decydującego seta. Przed rokiem, w takich okolicznościach zwyciężał Bernard Tomic. Tym razem krnąbrny Australijczyk przepadł już w eliminacjach, a jego miejsce na tronie zajął stonowany Pablo Carreno Busta. Opanowanie 28-letniego zawodnika z Gijon zaprocentowało w decydujących fragmentach trzeciej partii, kiedy Aleksander Bublik był tylko dwie piłki od zwycięstwa.

To nie był jednak jedyny moment, kiedy to 22-letni reprezentant Kazachstanu był bliższy  wygrania całego turnieju. Bublik prowadził nawet 1-0 w setach, po tym jak rozstrzygnął na swoją korzyść pierwszego w meczu tie-breaka. Jego największą bronią był serwis. Już w drodze do finału posłał blisko 100 asów, a w najważniejszym meczu kontynuował popisy. Długo pozostawał nieuchwytny przy własnym podaniu, ale przy stanie 3:3 w drugim secie coś się zacięło. Bublik nie tylko nie zaserwował ani jednego asa, ale był też nieskuteczny przy siatce. W efekcie doszło do pierwszego i – jak się później okazało – jedynego przełamania w meczu. Carreno Busta utrzymał przewagę i drugą odsłonę rywalizacji wygrał 6:4.

Trzecią partię zwieńczył kolejny w meczu tie-break, ale wcześniej, przy stanie 6:5 dwie piłki od zwycięstwa był Bublik. Carreno Buście nie zadrżała jednak ręka, a wręcz przeciwnie – wyjątkowo pewnie prowadziła rakietę. Hiszpan wygrywając sześć punktów z rzędu, doprowadził do tie-breaka i zdołał w nim wypracować sobie sporą zaliczkę. Bublik próbował różnych sztuczek i urozmaicał grę, ale na głodnego sukcesu rywala to było za mało.

Carreno Busta wykorzystał drugą piłkę meczową i z radości padł na kolana. Wygrał pierwszy turniej od maja 2017 roku. Kolejny powód do radości będzie miał w poniedziałek, kiedy spojrzy w ranking ATP. Awansuje w nim bowiem z 63. na 39. miejsce. Na 57. pozycji znajdzie się natomiast Aleksander Bublik, który tym samym zostanie pierwszą rakietą Kazachstanu.


Wyniki

Finał:

Pablo Carreno Busta (Hiszpania) – Aleksander Bublik (Kazachstan) 6:7(5), 6:4, 7:6(3)

Linette zagra ze Stephens. Do trzech razy sztuka?

/ Kacper Kaczmarek, źródło: własne, foto: Peter Figura

Amerykanka Sloane Stephens będzie rywalką Magdy Linette w pierwszej rundzie turnieju China Open w Pekinie. Polka jak burza przebrnęła przez dwustopniowe kwalifikacje i zameldowała się w głównej drabince jednego z najważniejszych turniejów azjatyckiej części sezonu. Teraz przed poznanianką stoi jednak znacznie trudniejsze zadanie, bo po drugiej stronie siatki stanie zwyciężczyni US Open z 2017 roku.

Tytuł w Nowym Jorku to zdecydowanie największy sukces w karierze 26-letniej zawodniczki z Florydy, która swoje wysokie umiejętności potwierdziła także przed rokiem w Paryżu, gdzie dotarła do drugiego wielkoszlemowego finału. Stephens od triumfu w Roland Garros dzieliły zaledwie dwa gemy, ale finalnie górą po trzysetowej batalii okazała się Simona Halep. Amerykanka z Rumunką przegrała także dwa miesiące później w finale w Montrealu, a w listopadzie nie sprostała Elinie Switolinie w decydującym starciu Mastersa w Singapurze. Od tego czasu kariera amerykańskiej zawodniczki wyraźnie wyhamowała, w czym swoich szans może upatrywać rozgrywająca życiowy sezon Magda Linette.

Poznanianka zna już styl tenisistki z Florydy, bo obie zawodniczki miały okazję dwukrotnie skrzyżować rakiety w 2015 i 2016 roku. Zarówno w Waszyngtonie, jak i meczu Pucharu Federacji na Hawajach, poznanianka nie ugrała z Amerykanką ani jednego seta, ale w Pekinie sytuacja wcale nie musi się powtórzyć. 

W stolicy Chin Linette straciła jak do tej pory zaledwie sześć gemów, oddając po trzy rówieśniczkom z USA i Wielkiej Brytanii, Kristie Ahn i Heather Watson. Przed tygodniem Polka dotarła także do finału w Seulu, czym potwierdziła, że azjatyckie korty wyraźnie jej służą. Nic w tym zresztą dziwnego, bo trenując regularnie w Kantonie, poznanianka spędza w tej części świata bardzo dużo czasu. 

Przypomnijmy, że dzięki świetnym startom w drugiej części sezonu (m.in wygranym turnieju w Bronxie i finale w Seulu), poznanianka jest już 42. tenisistką świata. Przebrnięte kwalifikacje w Pekinie w wirtualnym rankingu przesunęły Polkę o jeszcze jedno “oczko” wyżej. Wygrany mecz ze Stephens będzie więc pierwszym krokiem w drodze o awans do grona “40” najlepszych tenisistek na świecie. Spotkanie z Amerykanką zaplanowano ok. 11:30 polskiego czasu.