Niespodziewany błysk Ostapenko. Pliszkova za burtą

/ Szymon Adamski, źródło: własne, foto: AFP

Zwycięstwo Jeleny Ostapenko nad Karoliną Pliszkovą to bez wątpienia największa niespodzianka pierwszego dnia rywalizacji w Pekinie. Lepiej od Czeszki radziły sobie inne rozstawione tenisistki: Kiki Bertens, Belinda Bencic i Sofia Kenin.

Turniej w Pekinie to czwarta i zarazem ostatnia z imprez WTA Premier Mandatory w obecnym sezonie. W pierwszych trzech Ostapenko wygrała łącznie tylko dwa mecze, co zresztą jest odzwierciedleniem jej przeciętnej postawy w całym sezonie. O wiele lepiej radziła w nich sobie natomiast Karolina Pliszkova, która w Miami potrafiła dojść nawet do finału. Tamte wyniki nie miały jednak żadnego znaczenia dla losów pojedynku w Pekinie. Ostapenko lepiej zniosła trudy końcówek wyrównanych setów i wygrała 7:5, 3:6, 7:5. To dla niej jedno z najcenniejszych zwycięstw w karierze. Choć nie da jej wielu rankingowych punktów, to przyszło w trudnym momencie i być może okaże się punktem zwrotnym w karierze.

W drugiej rundzie rywalką Łotyszki będzie kolejna z Czeszek, tym razem Katerina Siniakova. Urodzona nieopodal granicy z Polską zawodniczka pokonała w pierwszej rundzie 6:2, 6:2 jedną z najmłodszych uczestniczek turnieju – 18-letnią Xiyu Wang. Chinka znalazła się w drabince głównej dzięki uprzejmości organizatorów, którzy przyznali jej dziką kartę.

Do drugiej rundy awansowały też trzy rozstawione tenisistki: Kiki Bertens (numer 8), Belinda Bencic (numer 9) i Sofia Kenin (numer 15). Najmniej problemów z przeciwniczką miała Bencic, która pokonała 7:5, 6:2 Su-Wei Hsieh. Kenin i Bertens rozstrzygały natomiast starcia na swoją korzyść w decydujących partiach. Najpierw Holenderka zwyciężyła 3:6, 6:1, 7:6(3) Donnę Vekić, a następnie, w meczu rozgrywanym w nocy miejscowego czasu Amerykanka wygrała 6:0, 2:6, 6:2 z pogrążoną w kryzysie Garbine Muguruzą.

Przypomnijmy, że w sobotę dokończono też kwalifikacje. Miały one dla nas szczęśliwy przebieg, bowiem bardzo dobrze spisała się w nich Magda Linette. Polka już w niedzielę zagra w turnieju głównym. Jej przeciwniczką będzie Sloane Stephens, mistrzyni US Open 2017.


Wyniki

Pierwsza runda:

Saisai Zheng (Chiny) – Monica Puig (Portoryko) 4:6, 6:3, 7:6(5)
Belinda Bencic (Szwajcaria, 9) – Su-Wei Hsieh (Tajwan) 7:5, 6:2
Sofia Kenin (USA, 15) – Garbine Muguruza (Hiszpania) 6:0, 2:6, 6:2
Polona Hercog (Słowenia) – Julia Goerges (Niemcy) 6:7(4), 7:6(5), 6:4
Kiki Bertens (Holandia, 8) – Donna Vekić (Chorwacja) 3:6, 6:1, 7:6(3)
Daria Kasatkina (Rosja) – Shuai Peng (Chiny) 2:6, 6:4, 6:4
Katerina Siniakova (Czechy) – Xiyu Wang (Chiny) 6:2, 6:2
Jelena Ostapenko (Łotwa) – Karolina Pliszkova (Czechy, 2) 7:5, 3:6, 7:5

Pokaz siły De Minaura

/ Dominika Opala, źródło: własne, foto: AFP

Sobota nie była szczęśliwym dniem dla Hiszpanów w Zhuhai. Najpierw z turniejem pożegnał się Albert Ramos-Vinolas, a potem Roberto Bautista Agut. Tym samym o tytuł zagrają Adrian Mannarino i Alex de Minaur.

Za każdym razem, kiedy Alex de Minaur dociera do finału, wygrywa go. Tak było w tym roku w Sydney i w Atlancie. Kolejną szansę na takie osiągnięcie będzie miał w niedzielę w Zhuhai. Australijczyk w półfinale zdominował Roberto Bautistę Aguta i powalczy o trzeci tytuł w karierze.

De Minaur łącznie przełamał rywala czterokrotnie, po dwa razy w każdym secie. Australijczyk spisywał się doskonale przy własnym podaniu, tracąc tylko jeden punkt po pierwszym serwisie. Popełniał mało błędów, dużo ryzykował, a to przynosiło upragniony efekt. Hiszpan nie był w stanie nawiązać wyrównanej walki i po 78 minutach schodził z kortu jako przegrany.

Rywalem de Minaura w walce o tytuł będzie Adrian Mannarino. Francuz wcześniej odprawił innego z Hiszpanów – Alberta Ramosa-Vinolasa. Mannarino potrzebował trzech setów, by odnieść zwycięstwo, ale trzeba przyznać, że dwa sety, które wygrał, były imponujące. Stracił w nich on tylko jednego gema. Dla Francuza będzie to ósmy finał w karierze. Do tej pory udało mu się zdobyć jeden tytuł, wywalczony w tym roku w Den Bosch.


Wyniki

Półfinały singla:

Adrian Mannarino (Francja) – Albert Ramos-Vinolas (Hiszpania, 8) 6:0, 4:6, 6:1

Alex de Minaur (Australia, 7) – Roberto Bautista Agut (Hiszpania, 2) 6:2, 6:2

Van Uytvanck zachowała stuprocentową skuteczność w finałach

/ Szymon Adamski, źródło: AFP, foto: własne

Alison Van Uytvanck nie miała sobie równych w turnieju WTA na kortach twardych w Taszkiencie. 25-letnia Belgijka pokonała w finale 6:2, 4:6, 6:4 Rumunkę Soranę Cirsteę i sięgnęła po czwarte trofeum w karierze, a drugie w obecnym sezonie.

Impreza w Uzbekistanie od wielu lat jest okazją dla zawodniczek z drugiego szeregu do zdobycia pokaźnej liczby punktów. Tym razem najlepiej ją wykorzystała rozstawiona z numerem cztery Alison Van Uytvanck. W pierwszej rundzie Belgijka ograła 6:0, 6:1 20-letnią Liudmiłę Samsonową z Rosji, a później pokonała szereg bardzo doświadczonych zawodniczek: Monicę Niculescu, Pauline Parmentier, Kristynę Pliszkovą i Soranę Cirsteę. W całym turnieju straciła tylko jednego seta. To zasługa Cirstei, która w finale walczyła zaciekle do ostatniej piłki. Dość powiedzieć, że po obronie dwóch piłek meczowych, miała break-pointa na 5:5, jednak nie zdołała odwrócić losów rywalizacji w trzecim secie.

Van Uytvanck podtrzymała tym samym nadzwyczajną skuteczność w meczach finałowych. W głównym cyklu czterokrotnie dochodziła do finału i za każdym razem zwyciężyła. Co więcej, zawsze były to niezwykle wyrównane pojedynki, co czyni jej osiągnięcie jeszcze cenniejszym.

Dzięki zwycięstwu w Taszkencie Van Uytvanck awansuje na 44. miejsce w rankingu WTA. Z kolei Sorana Cirstea od poniedziałku będzie 75. rakietą świata.

 


Wyniki

Finał:

Alison Van Uytvanck (Belgia, 4) – Sorana Cirstea (Rumunia, 8) 6:2, 4:6, 6:4

Hat-trick Hurkacza?

/ Jakub Karbownik, źródło: Własne/atptour.com, foto: AFP

Hubert Hurkacz zagra z Lucasem Pouille’em w meczu pierwszej rundy turnieju rangi ATP World Tour 500 w Tokio. Dla Polaka to debiut w drabince turnieju głównego w stolicy Japonii.

Przed rokiem wrocławianin był 96. tenisistą świata i odpadł w eliminacjach Rakuten Japan Open Tennis Championships. W tym roku, jako zawodnik z top 40, Hurkacz ma pewne miejsce zarówno w drabince turnieju singlowego, jak i deblowego.

Pierwszym rywalem Polaka będzie Lucas Pouille. Francuz jest w Tokio rozstawiony z numerem pięć, ale wrocławianin nie ma podstaw, by się go obawiać. W tym roku panowie spotykali się dwukrotnie i oba pojedynki wygrał Hurkacz. Na lepszego z tej pary w drugiej rundzie będzie czekać zwycięzca pojedynku między Yoshihito Nishioką a Joao Sousą. Zaś w ćwierćfinale może czekać największa gwiazda turnieju, lider rankingu – Novak Dźoković. Dla Serba jest to debiut w japońskiej imprezie. Wybrał ją kosztem Pekinu, gdyż to w stolicy Japonii za rok odbędą się igrzyska olimpijskie. Mieszkający w Monte Carlo tenisista pragnie sięgnąć w nich po złoty medal.

Haggerty pozostaje przewodniczącym ITF

/ Szymon Frąckiewicz, źródło: San Francisco Chronicle, foto: AFP

Podczas posiedzenia Międzynarodowej Federacji Tenisowej w Lizbonie odbyły się wybory na przewodniczącego organizacji. Już w pierwszej turze na drugą kadencję wybrany został David Haggerty.

Nie pomogła Davidowi Miley’owi aktywna kampania prowadzona na całym świecie, nie pomogło Anilowi Khannie wsparcie Azjatów, jak i nie pomogło Ivo Kaderce jego doświadczenie z pracy w krajowym i europejskim związku. Dotychczasowy prezes ITF – David Haggerty – bez żadnych wątpliwości zwyciężył w wyborach i pozostaje prezesem federacji na kolejną kadencję.

Haggerty otrzymał aż 60,5% spośród 428 głosów. Zwyciężył zatem już w pierwszej turze. Głównym zadaniem, jakie stawia przed sobą w nowej, trwającej do 2023 roku kadencji, jest reforma Pucharu Federacji. Czas pokaże, czy odbędzie się ona bez takich kontrowersji, jakie miały miejsce w przypadku Pucharu Davisa.

(Nie)pewny skład Mastersa

/ Kacper Kaczmarek, źródło: własne, foto: AFP

Już trzy tenisistki mogą być pewne awansu do kończącego sezon turnieju Masters w Shenzhen. Prawo startu w Chinach, niezależnie od wyników w pozostałych turniejach, wywalczyły sobie liderka rankingu Ashleigh Barty oraz Czeszka Karolina Pliszkova i Rumunka Simona Halep. Walka o ostatnie pięć miejsc rozstrzygnie się między siedmioma tenisistkami. Kogo zobaczymy w Shenzhen?

Najbliżej wspomnianej trójki jest zajmująca czwarte miejsce w rankingu WTA Race Kanadyjka Bianca Andreescu. Świeżo upieczonej mistrzyni US Open do występu w Masters brakuje wygranego meczu w zbliżającym się turnieju Premier Mandatory w Pekinie. W rzeczywistości jednak, jedynie ogromny kataklizm mógłby odebrać 19-latce z Missisaugi miejsce w czołowej “ósemce” sezonu, dlatego też z 99-procentową pewnością możemy dopisać ją do listy startowej kończącego sezon Mastersa.

Z dużym prawdopodobieństwem dwa z pozostałych czterech miejsc w turnieju w Shenzhen zajmą Naomi Osaka i Petra Kvitova. Japonka i Czeszka muszą jednak postawić kropkę nad “i” i dobrze zaprezentować się publiczności w Pekinie. Co ciekawe, obie na wypadek niepowodzenia w stolicy Chin zabezpieczyły się możliwością startu w ostatnich turniejach sezonu, tym samym niewykluczone, że Osakę zobaczymy jeszcze w Tiencinie, a Kvitovą w Linzu i Moskwie. 

Najciekawiej robi się jednak za plecami obu tych zawodniczek. Na ten moment siódme miejsce w rankingu WTA Race zajmuje Serena Williams, ale Amerykanka do końca sezonu nie planuje już startu w żadnym turnieju. Oficjalnego stanowiska w sprawie występu w Finałach WTA jeszcze nie wydała, ale po raz ostatni grała w nich w 2014 r. i wątpliwe, by w tym zmieniła swoje zdanie. W takim wypadku walka o dwa pozostałe miejsca powinna rozstrzygnąć się między ubiegłoroczną zwyciężczynią Mastersa Eliną Switoliną, Szwajcarką Belindą Bencic i Holenderką Kiki Bertens. 

Zarówno Switolina, jak i Bertens mają dobre wspomnienia z ubiegłorocznych zmagań w Singapurze. Obie pokonały większość rywalek w grupie i awansowały do półfinału, rozstrzygając między sobą losy awansu do wielkiego finału. Holenderce ciężko będzie jednak powtórzyć sukces z 2018 r., gdyż wskutek słabych występów w największych turniejach w 2019 r., ma najmniejsze szanse na awans, nawet w przypadku niezłych występów w końcówce sezonu. Klasyfikacja WTA Race opiera się bowiem na 16 najlepszych wynikach w danym sezonie, ale 10 z nich zarezerwowanych jest dla czterech turniejów Wielkiego Szlema, czterech Premier Mandatory i dwóch najlepszych Premier 5. A w nich, oprócz wygranych zmagań w Madrycie i półfinału z Rzymu, wyniki Bertens są po prostu słabe. 

Holenderka w żadnym z turniejów wielkoszlemowych nie wygrała trzech meczów z rzędu, a w pozostałych z rangi Premier Mandatory docierała maksymalnie do czwartej rundy. Swoją pozycję w rankingu zawdzięcza bardzo dobrym turniejom z średniej półki (głównie rangi Premier), ale wskutek tego jedynie świetne wyniki w Pekinie i Moskwie (na miarę półfinału/finału) mogłyby dać Bertens cień nadziei na występ w Shezhen.

Tenisistki, plasujące się za plecami Holenderki mogą przygotowywać się do bliźniaczego “Mastersa drugiej szansy” w Zhuai, gdyż ich strata do czołowej “ósemki” jest już zbyt wielka. W tym gronie są m.in. Brytyjka Johanna Konta (z powodu kontuzji kolana nie zagra już do końca roku), Amerykanki: Madison Keys i Sofia Kenin oraz Chorwatka Petra Martić.

Czołówka Rankingu WTA Race (stan na 28 września):

1) Asleigh Barty (Australia) 5836
2) Karolina Pliszkova (Czechy) 5315
3) Simona Halep (Rumunia) 4907
4) Bianca Andreescu (Kanada) 4737
5) Naomi Osaka (Japonia) 4256
6) Petra Kvitova (Czechy) 4196
7) Serena Williams (USA) 3935
8) Elina Switolina (Ukraina) 3790
9) Belinda Bencic (Szwajcaria) 3595
10) Kiki Bertens (Holandia) 3490

11) Johanna Konta (Wielka Brytania) 2880
12) Madison Keys (USA) 2552
13) Sofia Kenin (USA) 2505
14) Petra Martić (Chorwacja) 2458

Plany startowe czołówki na najbliższe tygodnie:

Asleigh Barty (Pekin)
Karolina Pliszkova (Pekin)
Simona Halep (Pekin)
Bianca Andreescu (Pekin)
Naomi Osaka (Pekin, Tiencin)
Petra Kvitova (Pekin, Linz, Moskwa)
Serena Williams (-)
Elina Switolina (Pekin, Moskwa)
Belinda Bencic (Pekin, Linz)
Kiki Bertens (Pekin, Moskwa)

Odrodzenie Sabalenki

/ Anna Niemiec, źródło: www.wtatennis.com/własne, foto: AFP

Aryna Sabałenka została pierwszą tenisistką w historii, której udało się obronić tytuł w turnieju Dongfeng Motor Wuhan Open. Białorusinka w finale w trzech setach pokonała Alison Riske.

Ubiegłoroczna mistrzyni świetnie rozpoczęła niedzielne spotkanie i błyskawicznie wyszła na prowadzenie 5:1. Amerykanka zdołała odrobić stratę jednego przełamania, ale seta nie zdołała już uratować. W drugiej partii 21-latka z Mińska straciła trochę koncentrację i zaczęła popełniać więcej niewymuszonych błędów. Z kolei reprezentantka Stanów Zjednoczonych podniosła poziom swojej gry. Ani razu nie musiała bronić się przed stratą podania, a sama wykorzystała jednego z czterech „breakpointów” i wyrównała stan rywalizacji.

Po przegraniu drugiej odsłony spotkania Sabałenka skorzystała z przerwy toaletowej i na kort wróciła odmieniona. W decydującym secie nie dopuściła rywalki do głosu, straciła tylko jednego gema i po godzinie i 54 minutach mogła cieszyć się ze zwycięstwa.

Nie mogę uwierzyć, że udało mi się obronić ten tytuł. Trudno było mi wyobrazić sobie, że jest to możliwe – przyznała reprezentantka naszych wschodnich sąsiadów. – To naprawdę dużo dla mnie znaczy, bo ten rok był trudny dla wszystkich. Od początku roku myślałam tylko o obronie punktów w rankingu i to był mój problem. Nie mogłam przez to dobrze pracować, grać czy walczyć.

W Wuhan Aryna Sabałenka zdobyła czwarty tytuł w karierze.


Wyniki

Finał singla

Aryna Sabałenka (Białoruś, 9) – Alison Riske (USA) 6:3 3:6 6:1

Radwańska w finale

/ Anna Niemiec, źródło: własne, foto: AFP

Urszula Radwańska zagra o tytuł w imprezie rangi ITF z pulą nagród 25 tysięcy dolarów. Polka pokonała Arianne Hartono i o drugie turniejowe zwycięstwo w sezonie zagra z Larą Salden.

Krakowianka zdobyła przełamanie już w pierwszym gemie, ale Holenderka błyskawicznie odrobiła stratę. Reprezentantka Polski po raz drugi odebrała podanie rywalce w szóstym gemie, dzięki czemu odskoczyła na 4:2 i tym razem utrzymała tę przewagę już do końca partii

W drugiej odsłonie spotkania młodsza z sióstr Radwańskich szybko wyszła na prowadzenie 4:0 i już nie oglądała się za siebie. Po 63 minutach zakończyła spotkania i awansowała do czwartego w tym sezonie finału, w którym zmierzy się z Larą Salden. Belgijka w dwóch setach pokonała Oceane Dodin.

W styczniu Urszula Radwańska okazała się najlepsze na Gwadelupie. W marcu krakowianka przegrała decydujący mecz w Kazaniu, a w maju musiała skreczować w decydującym pojedynku w portugalskim Obidos.


Wyniki

Półfinał singla

Urszula Radwańska (Polska, 2) – Arianne Hartono (Holandia) 6:4 6:2

Mistrzyni wielkoszlemowa na drodze Linette

/ Jakub Karbownik, źródło: www.wtatennis.com/własne, foto: AFP

Sloane Stephens będzie rywalką Magdy Linette w meczu pierwszej rundy turnieju rangi WTA Premier Mandatory w Pekinie. Amerykanka jest rozstawiona w drabince azjatyckiej imprezy z numerem „13”.

Najwyżej notowana w rankingu WTA polska tenisistka w piątek i sobotę przeszła dwustopniowe eliminacje i po raz drugi w karierze wystąpi w turnieju głównym China Open. Przed dwoma laty poznanianka zakończyła start po pierwszym meczu. Tym razem los był dla poznanianki umiarkowanie łaskawy.

Na otwarcie rywalizacji Linette zagra ze Sloane Stephens. Amerykanka co prawda nie gra w tym sezonie tak, jak to miało miejsce rok i dwa lata temu, kiedy triumfowała w US Open i walczyła w finale Roland Garros. Jednak wciąż jest piętnastą rakietą świata i będzie groźną rywalką dla Polki. Dotychczas obie panie spotykały się dwukrotnie i oba mecze wygrała tenisistka zza Oceanu.

Mecz między Linette i Stephens zostanie rozegrany w niedzielę około 11:30 rano polskiego czasu. Będzie to czwarty mecz dnia na jednym z kortów kompleksu Olympic Green Tennis Centre.

Carreno Busta kontra Bublik w finale

/ Dominika Opala, źródło: własne, foto: AFP

Pablo Carreno Busta awansował do pierwszego finału w tym sezonie. Hiszpan wyeliminował Denisa Shapovalova w dwóch setach. Z kolei Alexander Bublik okazał się lepszy od Lloyda Harrisa i stanie przed szansą zdobycia premierowego tytułu.

Pablo Carreno Busta, który w ostatnim czasie zmagał się z kontuzjami, rozgrywa najlepszy turniej w tym roku. Hiszpan dotarł do finału, tracą po drodze tylko seta. W półfinale nie dał szans Denisowi Shapovalovi, który siódmy raz próbował osiągnąć finał głównego cyklu i siódmy raz mu się to nie udało.

Kanadyjczyk miał dwie piłki na przełamanie w gemie otwarcia, ale nie wykorzystał tych szans, a w szóstym gemie jako pierwszy stracił serwis. Break ten był kluczowy dla losów partii, która w większości opierała się na dyspozycji serwisowej. Po 30 minutach Hiszpan objął prowadzenie w meczu.

W drugiej odsłonie obraz pojedynku się nie zmienił. To nadal serwis był dominującym elementem. Przy stanie 3:3 Carreno Busta wywalczył przełamanie i był dwa gemy od awansu do finału. Shapovalov zdołał wygrać jeszcze zdobyć swojego czwartego gema w secie, ale na więcej nie było go stać. Tym samym po 63 minutach Carreno Busta zameldował się w pierwszym finale w tym sezonie.

Jego finałowym rywalem będzie Alexander Bublik. Kazach pokonał Lloyda Harrisa, który wystąpił w turnieju jako „lucky loser”. W partii otwarcia tenisiści przełamali się po razie i o losach setach zadecydował tie-break. Skończył się on pomyślnie dla Bublika.

Druga odsłona była również wyrównana. Zarówno Kazach, jak i Afrykaner utrzymywali pewnie swoje podania. Przełomowy moment nastąpił w dziesiątym gemie. Bublik zdołał przełamać rywala i tym samym zakończył pojedynek.

22-latek urodzony w Rosji osiągnął drugi finał w głównym cyklu w tym roku. W Newport lepszy od niego okazał się John Isner, więc w niedzielę Bublik ponownie stanie przed szansą zdobycia premierowego tytułu.


Wyniki

Półfinały singla:

Pablo Carreno Busta (Hiszpania) – Denis Shapovalov (Kanada, 8) 6:3, 6:4

Alexander Bublik (Kazachstan) – Lloyd Harris (RPA, LL) 7:6 (6), 6:4