Andreozzi i Molteni najlepsi w deblu

/ Maciej Pietrasik, źródło: Korespondencja ze Szczecina, foto: Rafał Kucharski

Guido Andreozzi oraz Andres Molteni okazali się najlepsi w finale debla podczas Pekao Szczecin Open. W finale Argentyńczycy pokonali Matwe Middelkoopa oraz Hansa Podlipnika-Castillo 6:4, 6:3. Andreozzi powetował sobie tym samym przegrany finał sprzed roku, a w Szczecinie ma szanse na dwa tytuły.

W zeszłym roku Guido Andreozzi triumfował w grze pojedynczej, a w deblu dotarł do finału. Wówczas grał wspólnie z innym Argentyńczykiem, Guillermo Duranem, a w finale lepsi od tenisistów z Ameryki Południowej okazali się Karol Drzewiecki oraz Filip Polasek. Teraz Andreozzi grał wspólnie z Andresem Moltenim, który w tym roku wygrał nawet turniej głównego cyklu ATP w Cordobie.

Choć Andreozzi w Szczecinie grał już siódmy mecz w ciągu czterech dni, nie było widać po nim większego zmęczenia. Bardzo dobrze grał z głębi kortu, za wykańczanie akcji przy siatce często odpowiedzialny był natomiast Molteni. W piątym gemie Argentyńczycy przycisnęli rywali, przełamali Matwe Middelkoopa i w kolejnych gemach utrzymywali podanie.

Druga odsłona wyglądała zresztą bardzo podobnie. Znów kryzys serwisowy miał Middelkoop, który stracił pofanie nawet dwukrotnie. Andreozzi oraz Molteni serwowali natomiast znakomicie. Tylko raz musieli bronić break pointa, gdy przy serwisie pierwszego z nich była równowaga. Poza tym holendersko-chiljski duet nie miał za wiele do powiedzenia – Argentyńczycy triumfowali 6:4, 6:3 i zostali nowymi mistrzami Pekao Szczecin Open.

– Pekao Szczecin Open to duży i ważny turniej, więc wspaniale, że udało nam się zakończyć deblową część imprezy w najlepszy możliwy sposób. Ostatnio dość często zmieniałem partnerów, ale przez najbliższy czas w challengerach będę grał właśnie u boku Guido. To ważne, aby występować z tą samą osobą, bo wtedy łapie się odpowiednie zgranie. Ostatnie miesiące nie były dla mnie najlepsze, więc tym bardziej cieszę się z wygranej w Szczecinie, bo dobrze jest wrócić na zwycięską ścieżkę – mówił na pomeczowej konferencji Molteni.

Turniej Pekao Szczecin Open jest częścią cyklu LOTOS PZT Polish Tour.

Ze Szczecina, Maciej Pietrasik


Wyniki

Finał debla:
G. Andreozzi, A. Molteni (Argentyna, 2) – M. Middelkoop, H. Podlipnik-Castillo (Holandia, Chile, 1) 6:4, 6:3

Trudne zadanie przed Pliszkovą

/ Anna Niemiec, źródło: www.wtatennis.com/własne, foto: AFP

O tytuł w turnieju Zhengzhou Open zagrają Karolina Pliszkova i Petra Martić. Turniejowa „jedynka” poradziła sobie z Ajlą Tomljanović, a Chorwatka nie dała szans Kristinie Mladenovic

Jako pierwsza miejsce w finale zapewniła sobie Czeszka. W pierwszej partii reprezentantka naszych południowych sąsiadów ani razu nie musiała nawet bronić się przed stratą podania, a sama dwukrotnie odebrała podanie rywalce i zapisała pierwszego seta na swoim koncie. W drugiej partii Australijka miała jednego „breakpointa”. Nie wykorzystała go jednak, a sama ponowne dwukrotnie straciła podanie i po 68 minutach gry zeszła z kortu pokonana.

Serwowałam dzisiaj naprawdę nieźle, często trafiałam pierwszym podaniem – zdradziła klucz do sukcesu Pliszkova. – Dobrze się czułam również w wymianach z głębi kortu. Pomimo wielu rozegranych spotkań, czuję, że z każdym meczem gram coraz lepiej. Myślę, że ona dzisiaj nie grała źle, choć wynik mógłby na to wskazywać. Na papierze mogło to wyglądać na łatwy mecz, ale dla mnie na pewno tak nie było.

W finale Czeszkę czeka bardzo trudne zadanie. Jej rywalką będzie Petra Martić, która oddała tylko trzy gemy Kristinie Mladenovic. Podopieczna Sandry Zaniewskiej w bilansie spotkań prowadzi 4:1 z bardziej utytułowaną rywalką.


Wyniki

Półfinał singla

Karolina Pliszkova (Czechy, 1) – Ajla Tomljanovic (Australia) 6:3 6:2

Petra Martić (Chorwacja, 7) – Kristina Mladenovic (Francja) 6:0 6:3

Andreozzi przeszedł do historii. W niedzielę to powtórzy?

/ Maciej Pietrasik, źródło: Korespondencja ze Szczecina, foto: Rafał Kucharski

W historii Pekao Szczecin Open żaden tenisista nie był przez dwa lata z rzędu w finałach singla oraz debla. Teraz tej sztuki dokonał Guido Andreozzi. W niedzielę Argentyńczyk może zostać pierwszym, który obroni singlowy tytuł. Przeszkodzić spróbuje mu Josef Kovalik.

Już przed rozpoczęciem sobotnich półfinałów było pewne, że Albert Ramos-Vinolas lub Guido Andreozzi stanie w niedzielę przed szansą na zapisanie się w historii Pekao Szczecin Open. Ramos-Vinolas mógł zostać pierwszym hiszpańskim mistrzem imprezy, Andreozzi chciałby jako pierwszy obronić mistrzowski tytuł. Hiszpan wydawał się faworytem półfinałowego starcia, z rywalem miał zresztą rachunki do wyrównania, bo w tym roku przegrał z nim jedno spotkanie.

Ramos-Vinolas od początku nie serwował jednak najlepiej, a Andreozzi od razu to wykorzystał. Szybko wywalczył breaka, potem dołożył jeszcze jednego i spokojnie kontrolował przebieg meczu. Grał agresywnie, nie pozwalał przeciwnikowi na wiele i w secie otwarcia zwyciężył 6:3. W drugiej odsłonie role się odwróciły i Ramos-Vinolas doprowadził do wyrównania. Decydująca partia okazała się jednak popisem zeszłorocznego mistrza. Andreozzi oddał rywalowi tylko jednego gema, zwyciężył 6:3, 2:6, 6:1 i został pierwszym graczem, który rok po roku zagra w Szczecinie w finałach singla i debla.

– Wiedziałem, że muszę grać agresywnie z forhendu. To był dla mnie bardzo dobry dzień, być może wyglądało to łatwo, ale to był bardzo trudny mecz. Starałem się grać blisko linii końcowej i przejmować inicjatywę. Polska to dla mnie specjalne miejsce. Nie wiem, czemu tak jest, ale zawsze gram tu bardzo dobrze. Jestem szczęśliwy, że znów jestem tu w finale. Każdy moment gry w tenisa sprawia mi radość. Tak samo będzie jutro – powiedział po meczu Andreozzi.

W drugim półfinale rewelacja tegorocznego turnieju, Josef Kovalik, wyeliminował rozstawionego z numerem dwa Marco Cecchinato. Słowak w ciągu ostatnich miesięcy zmagał się z kontuzją nadgarstka, przez co z pierwszej setki spadł aż do czwartej. W Szczecinie awansował do pierwszego singlowego finału od ponad roku. W spotkaniu z Cecchinato już na samym początku wywalczył breaka i wydawało się, że spokojnie utrzyma przewagę do samego końca. Przy 5:4 Kovalik nie wykorzystał jednak setbola, a turniejowy numer dwa doprowadził do wyrównania.

O wszystkim rozstrzygnął dopiero tiebreak, w którym Cecchinato miał dwie piłki setowe. Zacięta rozgrywka padła łupem Kovalika, a Włocha bardzo to denerwowało – wystrzelił piłkę poza kort, a że był to już drugi taki przypadek w ciągu meczu, to został ukarany karą punktu. Im dłużej trwał drugi set, tym przewaga Słowaka była większa. Kovalik zwyciężył 7:6(7), 6:1 i zameldował się w finale. Tym samym z czterech spotkań z Cecchinato wygrał trzecie

– Każdy mecz z nim był trudny i musiałem grać swój najlepszy tenis, aby zwyciężyć. Pierwszy set był bardzo trudny, on miał piłki setowe, ale ich nie wykorzystał. Pozostałem skupiony, a on zaczynał robić coraz więcej błędów. Po meczu z Giustino, kiedy obroniłem trzy piłki meczowe, każde spotkanie traktuję jako bonus. Tak naprawdę nie powinno mnie już tu być. Trudno jest wrócić do gry po półrocznej przerwie. Jestem wdzięczny za każdą wygraną i bardzo szczęśliwy, że zagram jutro w finale – przyznał Słowak.

Turniej Pekao Szczecin Open jest częścią cyklu LOTOS PZT Polish Tour.

Ze Szczecina, Maciej Pietrasik


Wyniki

Półfinały singla:
Guido Andreozzi (Argentyna, 5) – Albert Ramos-Vinolas (Hiszpania, 1, WC) 6:3, 2:6, 6:1
Jozef Kovalik (Słowacja) – Marco Cecchinato (Włochy, 2) 7:6(7), 6:1

Matkowski oficjalnie zakończył karierę

/ Dominika Opala, źródło: własne, foto: AFP

Marcin Matkowski miał w sobotę rozegrać ostatni mecz w karierze. Starcie deblowe z Estonią zostało jednak odwołane, po tym, jak Hubert Hurkacz zdobył drugi punkt dla Polski w spotkaniu.

Marcin Matkowski w czerwcu zapowiedział zakończenie kariery. Mówił, że prawdopodobnie będzie to miało miejsce we wrześniu podczas Pucharu Davisa, jeśli dostanie powołanie. Tak też się stało. Tenisista urodzony w Barlinku rozegrał dwa mecze w Atenach. W parze z Łukaszem Kubotem wystąpił w starciach z Monako i Grecją. Oba zakończyły się zwycięstwami Polaków.

Marcin Matkowski miał także zagrać w sobotę przeciwko estońskiemu duetowi. Jednak ten mecz nie doszedł do skutku. Kamil Majchrzak i Hubert Hurkacz wygrali swoje pojedynki i zapewnili zwycięstwo reprezentacji Polski, dlatego też zdecydowano się odwołać mecz gry podwójnej.

Ostatnim występem w karierze Matkowskiego było więc starcie z Grecją. „Matka” pierwszy raz zagrał w reprezentacji w 2000 roku. Rozegrał w kadrze 47 spotkań z czego 35 wygrał. Największe sukcesy odniósł w deblu, gdyż dla drużyny narodowej wygrał w tej konkurencji 31 starć.

Pogromczyni Polki poszła za ciosem

/ Anna Niemiec, źródło: www.wtatennis.com/własne, foto: AFP

O tytuł w turnieju Jiangxi Open zagrają Jelena Rybakina i Rebecca Peterson. Kazaszka w trzech setach pokonała Peng Shaui, a reprezentantka Szwecji nie dała szans Ninie Stojanović.

Jako pierwsza awans do finału zapewniła sobie 24-latka urodzona w Sztokholmie, która wczoraj po prawie trzech godzinach walki pokonała Magdę Linette. W sobotę tenisistka rozstawiona z numerem 5 poszła za ciosem i oddała tylko cztery gemy Stojanović.

Zdecydowanie ciężej na awans musiała zapracować Kazaszka, która łatwo wygrała pierwszego seta z faworytką gospodarzy, ale w drugim o jedno przełamanie lepsza była Chinka. W decydującej odsłonie szalę zwycięstwa przechyliła na swoją stronę Rybakina.

To była bardzo trudny mecz, więc cieszę się, że udało mi się awansować do finału – powiedziała rodaczka Julii Putincewej. – W drugim secie straciłam trochę koncentrację i zaczęłam popełniać więcej błędów. Cieszę się, że w później udało mi się wrócić do dobrej gry i odnieść zwycięstwo.

Reprezentantka Kazachstanu w niedzielę po raz pierwszy w karierze zmierzy się z Rebeccą Peterson.


Wyniki

Półfinał singla

Jelena Rybakina (Kazachstan, 4) – Shaui Peng (Chiny) 6:1 3:6 6:2

Rebecca Peterson (Szwecja, 5) – Nina Stojanović (Serbia) 6:3 6:1

Andreescu wróciła do ojczyzny. Jedna z ulic zostanie nazwana jej imieniem

/ Peter Figura, źródło: własne, foto: Peter Figura

Po zwycięstwie w finale US Open, pamiątkowej fotografii z pucharem na szczycie The Rockefeller Centre, wywiadach w najbardziej znanych programach telewizji amerykańskiej takich jak the Tonight Show z Jimmy Fallon czy Good Morning America, Bianca Andreescu powróciła do Kanady. Przy okazji spotkała się z przedstawicielami kanadyjskich mediów.

A powrót był w stylu godnym pierwszej kanadyjskiej mistrzyni US Open. Prywatny samolot, którego wynajęciem dla Andreescu zajęła się  firma Uninterrupted, a na pokładzie znajdowały się butelki najlepszego szampana i truskawki w czekoladzie. – Dziękuję za super podróż. Wydaje mi się, że będę mogła się do takiego traktowania przyzwyczaić – żartowała Andreescu.

Zainteresowanie kanadyjskich mediów było ogromne. Andreescu to dzisiaj najbardziej popularna sportmenka w Kraju Klonowego Liścia i najbardziej rozpoznawalna i wartościowa marketingowo. Z życzeniami po zwycięstwie w Nowym Jorku pospieszyli m.in. premier Kanady Justin Trudeau, Shanaia Twain, legendarny kanadyjski koszykarz Steve Nash, hokeiści Toronto Maple Leafs i Vancouver Canucks, czy też Billie Jean King. Andreescu doczekała się nawet poświęconego jej hashtagu #SheTheNorth.

Pomimo tak ogromnej popularności Bianca zachowuje spokój i dystans do tego co się dzieje. Pamiętała o tym, aby podziękować tym, którzy przyczynili się do jej ogromnego sukcesu. Powoli przyzwyczaja się też do ogromnej popularności. Mississauga – czwarte co do wielkości miasto Kanady i miejsce urodzenia Bianki – szykuje bowiem specjalne uroczystości, w których udział ma wziąć nawet 50 tysięcy ludzi. Burmistrz Missisaugi – Bonnie Crombie planuje przekazanie Andreescu kluczy do miasta, a rada miejska podjęła już uchwałę o nadaniu jednej z ulic nazwy Andreescu Way. Chcemy aby te uroczystości były naprawdę wielkie, takie jakich Bianca nawet się nie spodziewa – powiedziała Burmistrz Crombie.

Andreescu myśli też już o najbliższych występach. W planach ma występy w Azji, po których chciałaby awansować na trzecie miejsce w rankingu WTA. Obecnie zajmuje piątą pozycję. – No i chcę też nacieszyć się tym sukcesem z moimi najbliższymi i pomieszkać trochę we własnym domu – powiedziała na koniec konferencji prasowej tegoroczna mistrzyni US Open.

Linette poznała rywalkę, Radwańska przegrała w eliminacjach

/ Szymon Adamski, źródło: własne, foto: AFP

Magda Linette i Urszula Radwańska zgłosiły się do turnieju WTA International w Seulu. Pierwsza z wymienionych została rozstawiona w drabince głównej z numerem cztery. Z kolei Radwańska próbowała się przedrzeć przez eliminacje. Niestety przegrała już pierwszy mecz, choć prowadziła z Destanee Aiavą 6:1, 5:1.

Urszula Radwańska mogła po raz drugi w sezonie pokonać utalentowaną Australijkę. Na początku czerwca, w turnieju na kortach trawiastych w Surbiton pokonała Aiavę 6:4, 6:4. Tym razem prowadziła 6:1, 5:1, ale w tym momencie doszło do koszmarnego zwrotu akcji. Australijka doprowadziła do tie-breaka w drugim secie, broniąc po drodze czterech piłek meczowych. Później wygrała dodatkową rozgrywkę 11-9, a decydującego seta 6:1 i to ona znalazła się w decydującej rundzie eliminacji.

W Seulu wystartuje też Magda Linette. Najwyżej notowana z naszych tenisistek została rozstawiona w imprezie z numerem cztery i rozpocznie zmagania od pojedynku z Iriną-Camelią Begu. 29-letnia Rumunka to triumfatorka koreańskich zawodów z 2015 roku. Jeśli Polka wygra to spotkanie, w drugiej rundzie zmierzy się z Anastazją Potapową lub Na-Lae Han.

Najwyżej rozstawioną zawodniczką jest Greczynka Maria Sakkari. Na udział w turnieju nie zdecydowała się bowiem jego zeszłoroczna zwyciężczyni – Holenderka Kiki Bertens.

 


Wyniki

Pierwsza runda eliminacji:

Destanee Aiava (Australia, 9) – Urszula Radwańska (Polska) 1:6, 7:6(9), 6:1

Majchrzak raz, Hurkacz dwa. Wygrywamy cały turniej!

/ Szymon Adamski, źródło: własne, foto: AFP

Reprezentacja Polski w cuglach wygrała  finałowe spotkanie z Estonią podczas turnieju III Grupy Strefy Europejskiej Pucharu Davisa. Najpierw Kamil Majchrzak ograł 6:0, 6:2 Kennetha Raismę, a później Hubert Hurkacz pokonał 6:1, 7:5 Kristjana Tamma. Stawką meczu było pierwsze miejsce w turnieju, bowiem awans do baraży o II Grupę biało-czerwoni wywalczyli już wcześniej. 

Polacy od początku byli zdecydowanymi faworytami w starciu z Estończykami. Na dodatek kapitan rywali podjął dość zaskakującą decyzję i nie wystawił do gry Jurgena Zoppa, bezsprzecznie najsilniejszego ogniwa w swojej drużynie. Szanse Estończyków zmalały tym samym niemal do zera, bowiem ciężko było się spodziewać, że Kenneth Raisma i Kristjan Tamm, rywalizujący na co dzień w najniższych rangą zawodach ITF, postawią się Kamilowi Majchrzakowi i Hubertowi Hurkaczowi.

Nasi singliści wywiązali się z zadania i różnica klas widoczna ,,na papierze” znalazła swoje odzwierciedlenie na korcie. Kamil Majchrzak potrzebował niespełna godziny, by pokonać 6:0, 6:2 Kennetha Raismę i bez straty seta zakończyć zmagania w ateńskim turnieju. Dzięki tenisiście z Piotrkowa Trybunalskiego za każdym razem wychodziliśmy na prowadzenie 1:0. W większości przypadków kropkę nad ,,i” stawiał już Hubert Hurkacz i debel nie miał większego znaczenia. Tylko Grecy, za sprawą świetnego Stefanosa Tsitsipasa, potrafili doprowadzić do sytuacji, w której gra podwójna była kluczowa dla losów rywalizacji. Wówczas jednak Łukasz Kubot i Marcin Matkowski stanęli na wysokości zadania i gospodarzy również udało się pokonać.

Estończycy nie stawiali nam aż takiego oporu. Kristjan Tamm, zwłaszcza w drugim secie, dzielnie walczył z Hubertem Hurkaczem, ale ostatecznie uległ mu 1:6, 5:7. W ten sposób biało-czerwoni przypieczętowali zwycięstwo w całym turnieju i z pierwszego miejsca awansowali do przyszłorocznych baraży o awans do II Grupy Strefy Euroafrykańskiej. W Atenach do rozegrania został jeszcze mecz deblowy z Estończykami, po którym poznamy dokładny wynik finałowego starcia. Najprawdopodobniej ostatni mecz w karierze rozegra Marcin Matkowski.


Wyniki

Polska – Estonia 2-0

Kamil Majchrzak – Kenneth Raisma 6:0, 6:2
Hubert Hurkacz – Kristjan Tamm 6:1, 7:5
Ł. Kubot, M. Matkowski – V. Ivanov, K. Raisma