Lyon. Nie będzie francuskiego półfinału

/ Dominika Opala , źródło: www.wtatennis.com /własne, foto: AFP

Kibice gospodarzy liczyli, że ich reprezentantki powalczą między sobą o finał. Tak się jednak nie stało. Zarówno Caroline Garcia i Oceane Dodin zakończyły udział w turnieju na ćwierćfinale. Pogromczynią pierwszej z Francuzek okazała się Alison Van Uytvanck, natomiast drugiej Sofia Kenin. 

Świeżo upieczona mistrzyni Australian Open ponownie stoczyła zacięty bój, ale ostatecznie Sofia Kenin zdołała pokonać Oceane Dodin i awansować do pierwszego półfinału od triumfu w Melbourne. Amerykanka łatwo wygrała partię otwarcia, tracąc zaledwie gema. Kenin grała pewnie i kontrolowała sytuację na korcie. W drugim secie objęła prowadzenie 5:2 i nic nie zapowiadało dla niej problemów, tym bardziej, że wcześniej musiała bronić tylko jednego break pointa. Od tego momentu jednak obraz gry zaczął się zmieniać. To Francuzka zaczęła grać agresywniej i trafiać. Dodin odrobiła straty, a następnie doprowadziła do tie-breaka, w którym również przegrywała 2:5. Reprezentantka gospodarzy nie poddała się jednak i wygrała pięć punktów z rzędu, wyrównując stan meczu.

Dodin nie poszła za ciosem w trzeciej partii i straciła serwis w trzecim i piątym gemie. Tym razem Kenin nie pozwoliła rywalce odrobić strat i po prawie dwóch godzinach gry mogła cieszyć się z awansu do półfinału. Tam Amerykanka zmierzy się z Alison Van Uytvanck, która ekspresowo poradziła sobie z inną faworytką gospodarzy, Caroline Garcią. Francuzka zdołała urwać Belgijce tylko cztery gemy i nie odniosła trzeciego zwycięstwa z rzędu z reprezentantką tego kraju.

W drugim półfinale zmierzą się natomiast Daria Kasatkina i Anna-Lena Friedsam. Obie tenisistki stoczyły w piątek trzysetowe boje. Rosjanka okazała się lepsza od Camili Giorgi, z kolei Niemka sprawiła niespodziankę eliminując rozstawioną z „ósemką” Viktorię Kuzmovą. Tym samym Friedsam jest jedyną zawodniczką w 1/2 finału, która nie jest rozstawiona.


Wyniki

Ćwierćfinały singla:

Sofia Kenin (USA, 1) – Oceane Dodin (Francja) 6:1, 6:7 (5), 6:2

Alison Van Uytvanck (Belgia, 5) – Caroline Garcia (Francja, 3) 6:2, 6:2

Daria Kasatkina (Rosja, 7, WC) – Camila Giorgi (Włochy) 6:2, 4:6, 6:2

Anna-Lena Friedsam (Niemcy) – Viktoria Kuzmova (Słowacja, 8) 3:6, 7:6 (4), 6:2

Puchar Davisa. Zwycięski powrót Janowicza.

/ Michał Jaśniewicz , źródło: Korespondencja z Kalisza, foto: PZT (Michał Jędrzejewski)

Powrót po pięcioletniej przerwie do rywalizacji w Pucharze Davisa nie był dla Jerzego Janowicza łatwy, ale najważniejsze, że okazał się zwycięski. Łodzianin pokonał Park Long Yeunga 6:7(5), 7:5, 6:4, wyprowadzając reprezentację Polski na prowadzenie z Hongkongiem 2-0.

W pierwszym secie Janowicz nie zdołał znaleźć recepty na świetnie serwującego i bardzo regularnie grającego reprezentanta Hongkongu i ostatecznie przegrał w tie breaku 5-7. – Muszę przyznać, że nie spodziewałem się takiej gry mojego przeciwnika. Dziwi mnie, że jest tak daleko w rankingu, bo z taką grą jaką zaprezentował to powinien być w pierwszej 300 bez większego problemu – komplementował rywala po meczu Janowicz.

Reprezentant Polski na szczęście zdołał się pozbierać, wykorzystał w dwóch kolejnych partiach pojedyncze błędy rywala, a przede wszystkim lepiej wytrzymał trudy meczu pod kątem fizycznym. Dzięki czemu reprezentacja Polski prowadzi po pierwszym dniu zmagań w Kaliszu 2-0. – Na pewno nie było łatwo. Rywal postawił dosyć trudne warunki – ocenił 30-latek z Łodzi. Dzięki wygranej Janowicza Polacy pozostają zdecydowanymi faworytami spotkania. Bukmacherzy nie mają żadnych wątpliwości.

Janowicz przyznał, że jeszcze nie jest w optymalnej dyspozycji po powrocie do rywalizacji, ale wszystko idzie w dobrym kierunku i przede wszystkim nie dolegają mu problemy zdrowotne. – Na pewno potrzebuję trochę spokoju. Na razie przede wszystkim skupiam się na zdrowiu. Tenis powoli zaczyna się przebijać na pierwszą pozycję, bo zaczynam się coraz pewniej czuć – stwierdził na pomeczowej konferencji Jerzy Janowicz.

Z pierwszego dnia rywalizacji w Arena Kalisz może być, debiutujący w roli kapitana, Mariusz Fyrstenberg. Zarówno on, jak i Jerzy Janowicz zgodnie przyznali, że najbardziej brakowało im dzisiaj obecności publiczności na trybunach (mecz został rozegrany przy pustych trybunach ze względu na zagrożenie koronawirusem). – Bardzo żałuję, że nie było publiczności. „JJ” jest taki, że lub publikę, zrobiłby show i na pewno szybciej wszedłby w swój rytm. Cieszę się, że w tak trudnym meczu czekał cierpliwie na swoje okazje. Nie denerwował się, wiedział, że okazje przyjdą. Tak więc wszyło tutaj jego doświadczenie – ocenił kapitan polskiej drużyny.

W razie problemów z bukmacherem, możesz to zgłosić na stronie trustbet.


Wyniki

Polska : Hongkong 2:0

Kacper Żuk – Ching Lam 6:2 6:1
Jerzy Janowicz – Park Long Yeunga 6:7(5), 7:5, 6:4

Żuk: w głowie miałem sporo myśli

/ Anna Niemiec , źródło: Korespondencja z Kalisza, foto: PZT

Kacper Żuk udanie zadebiutował w narodowej reprezentacji w Pucharze Davisa. Polak oddał tylko trzy gemy Chingowi Lamowi, ale po meczu przyznał, że pod względem mentalnym, był to dla niego trudny pojedynek.

Debiut w roli faworyta nie był łatwy – przyznał w rozmowie z dziennikarzami 21-latek z Nowego Dworu Mazowieckiego. – Co można było dzisiaj zauważyć na początku mojego meczu. Było mi ciężko. Ostatnie dni grało mi się naprawdę dobrze, ale na początku pojedynku pojawiło się w głowie sporo myśli. Dodatkowo wiedziałem, że przeciwnik nie jest z najwyższej półki, że wygrywałem w tym roku ze zdecydowanie lepszymi zawodnikami. Pomimo tego, próbowałem zagrać to co potrafię. Biorąc pod uwagę okoliczności, myślę, zagrałem swój dobry, solidny tenis.

Na początku stycznia Kacper Żuk zadebiutował w reprezentacji Polski, ale w imprezie ATP Cup. Polak przyznał, że występ w Kaliszu był dla niego zupełnie innym przeżyciem.

Trudno porównywać te dwie imprezy. W ATP Cup grałem z rywalami, których do tej pory mogłem oglądać w telewizji. Gdy wychodzisz na taki mecz, starasz się zagrać jak najlepiej i co będzie, to będzie. Czy dostaniesz dwa gemy czy będzie walka, tak jak u mnie, to motywuje do dalszej pracy. To mi pokazało, że jestem na takim poziomie, że mogę rywalizować z takimi zawodnikami. Tutaj byłem w roli faworyta, z orzełkiem na piersi, taki debiut  nie jest łatwy. Spodziewałem się, że będzie troszkę łatwiej mentalnie, ale tak nie było – zakończył polski tenisista.

Puchar Davisa. Udany debiut Żuka

/ Anna Niemiec , źródło: Korespondencja z Kalisza, foto: PZT (Michał Jędrzejewski)

Kacper Żuk zdobył pierwszy punkt dla reprezentacji Polski w meczu przeciwko Hongkongowi rozgrywanem w Kaliszu. Pierwsza rakieta Biało-Czerwonych nie dała szans Chingowi Lamowi.

Polak, dla którego był to debiut w narodowej drużynie w Pucharze Davisa, rozpoczął spotkanie nerwowo. Popełnił kilka prostych błędów i już w pierwszym gemie stracił podanie. 21-latek z Nowego Dworu Mazowieckiego szybko opanował jednak emocje i błyskawicznie odrobił stratę „breaka”. Później gra toczyła się z regułą własnego serwisu do połowy pierwszego seta. W szóstym gemie Żuk wywalczył przełamanie, kończąc akcje przy siatce backhandowym wolejem. Wypracowanej przewagi już nie wypuścił z rąk i pewnie objął prowadzenie 1-0 w meczu.

Faworyt gospodarzy kontynuował dobrą grę również na początku drugiej osłony pojedynku. W drugim gemie Lam obronił dwa „breakpointy”, ale przy trzecim musiał już skapitulować i Polak chwilę później odskoczyła na 3:0. Tenisista z Hongkongu utrzymał podanie w czwartym gemie, ale Żuk na więcej już mu nie pozwolił. Zawodnik Mariusza Fyrstenberga zamknął mecz już przy pierwszej okazji i wyprowadził reprezentację Polski na prowadzenie 1:0 w meczu barażowym o Grupę Światową II.

W drugim piątkowym spotkaniu zmierzą się Jerzy Janowicz i Pak Long Yeung.


Wyniki

Polska : Hongkong 1:0

Pierwszy mecz

Kacper Żuk – Ching Lam 6:2 6:1

Puchar Davisa. Janowicz wraca po pięciu latach przerwy

/ Kacper Kaczmarek , źródło: własne, foto: AFP

Gdy we wrześniu 2015 r. Jerzy Janowicz wraz z kolegami świętował awans do Grupy Światowej Pucharu Davisa, nikt nie przypuszczał, że Polak rozstanie się z rozgrywkami aż do 2020 r. Od tego czasu w karierze łodzianina wydarzyło się wiele, ale najgorsze ma już na szczęście za sobą. Po niespełna pięcioletniej przerwie Janowicz ponownie przywdzieje trykot w narodowych barwach i postara się pomóc drużynie w powrocie na tenisowe salony. Na początek, w Kaliszu, łodzianin i spółka zmierzą z Hongkongiem, a stawką spotkania jest prawo do występu na zapleczu Grupy Światowej. 

Janowicz po raz ostatni dla reprezentacji zagrał 20 września 2015 r. Mimo, że pojedynek z Martinem Klizanem przegrał w trzech setach, reprezentacja Polski wygrała całe spotkanie 3-2 i zapewniła sobie awans do Grupy Światowej w roku kolejnym. W historycznym dla polskiego tenisa spotkaniu z Argentyną łodzianin już jednak nie zagrał. Kilka dni przed planowanym meczem w gdańsko-sopockiej Ergo Arenie, Polak wycofał się z rozgrywek z powodu kontuzji, a Polacy po pięciomeczowym boju musieli uznać wyższość przyjezdnych. Jeśli chodzi o łodzianina, zaczęła się odzywać kontuzja kolana, która jak się później okaże sparaliżuje jego występy na światowych kortach w kolejnych czterech latach.

Janowicz starał się leczyć zachowawczymi środkami i z mniejszym lub większym powodzeniem rywalizował jeszcze przez kilka miesięcy w 2016 i 2017 roku. Całe ostatnie dwa lata stracił jednak na operacjach i rehabilitacji wspomnianego wcześniej kolana. Powrót na korty miał nastąpić początkowo w 2019 r., ale finalnie 29-latek przedłużył okres rekonwalescencji i w 2020 r. “rozpoczął karierę na nowo”. W trakcie jego przerwy, w Pucharze Davisa zmieniło się wiele, a Polska z tenisowych salonów spadła wręcz na niziny prestiżowych rozgrywek. W międzyczasie pojawiła się także reforma, która mocno zmodyfikowała format pucharu. Obecnie Polacy są blisko II Grupy Światowej, która później umożliwi im walkę o Grupę Światową. 

W piątek i sobotę Polacy powalczą w Kaliszu z reprezentacją Hongkongu i będą zdecydowanymi faworytami w starciu z Azjatami. Mimo, że w Biało-Czerwonych barwach zabraknie m.in. Huberta Hurkacza i Łukasza Kubota, Polacy nie powinni mieć problemów z przeciwnikiem, który posiada wyłącznie jednego zawodnika w czołowym tysiącu rankingu ATP. Dość powiedzieć, że Pak Long Yeung – bo o nim mowa – zajmuje w zestawieniu ATP 960. miejsce, a jego pozostali koledzy nie są nawet w nim klasyfikowani. Dla kontrastu, Janowicz, który do sezonu 2020 przystąpił z zerowym punktowym, po trzech turniejach jest już w czołowej “500”.

Dla łodzianina będzie to już 32. spotkanie w barwach reprezentacji w Pucharze Davisa. Z dotychczasowych 31, na swoją korzyść rozstrzygnął 21. Większość wygranych zanotował na nawierzchni twardej, na której też odbędzie się najbliższe spotkanie z Hongkongiem w Kaliszu.  Pierwszy mecz  – z Pak Long Yeungiem – rozegra w piątek ok. 19:00. Transmisję ze spotkania będzie można obejrzeć m.in. na oficjalnej stronie Polskiego Związku Tenisowego – koszt 15 zł. 

Puchar Davisa. Gdzie obejrzeć mecz Polaków?

/ Kacper Kaczmarek , źródło: własne, foto: AFP

Polski Związek Tenisowy przeprowadzi bezpośrednią transmisję ze spotkania Polska – Hongkong w ramach rozgrywek Pucharu Davisa. Mecz, którego stawką jest udział w przyszłorocznej II Grupie Światowej, potrwa od piątku do soboty. 

W związku z szalejącym w Europie koronawirusem organizatorzy meczu Polska-Hongkong zdecydowali się o zamknięciu trybun podczas rozgrywek Pucharu Davisa w Kaliszu. Z tego względu transmisja internetowa jest jedyną możliwością na śledzenie prestiżowych rozgrywek na żywo. Zainteresowani streamem mogą wykupić dwudniowy pakiet i śledzić rozgrywki TUTAJ.

Przypomnijmy, że w kadrze Biało-Czerwonych na najbliższy mecz zabrakło m.in. Huberta Hurkacza i Łukasza Kubota. W biało-czerwonym stroju nie zobaczymy też tym razem Kamila Majchrzaka, a o sile Polaków stanowić będą m.in. Kacper Żuk i Jerzy Janowicz. W kadrze prowadzonej przez Mariusza Fyrstenberga znaleźli się także Szymon Walków, Jan Zieliński i Maks Kaśnikowski.

Monterrey. Switolina uzupełniła grono ćwierćfinalistek

/ Jakub Karbownik , źródło: Własne/www.wtatennis.com, foto: AFP

Elina Switolina pokonała Olgę Goworcową 6:3, 6:4 i jako ostatnia zapewniła sobie miejsce w ćwierćfinale Abierto GNP Seguros. Wcześniej do najlepszej ósemki awansowała między innymi Johanna Konta, która jest rozstawiona z numerem dwa.

Brytyjka po tym, jak w poprzedniej rundzie pokonała powracającą do tenisowej rywalizacji Kim Clijsters, w czwartek rozprawiła się z kolejną rywalką. Brytyjka w dwóch setach pokonała Tatjanę Marię. W trwającym blisko dwie godziny meczu doszło do jednego przełamania serwisu. W szóstym gemie drugiego seta Konta przełamała podanie rywalki. Ten moment okazał się kluczowy dla losów całego spotkania.

Jako ostatnie w czwartek na kort, by walczyć o miejsce w ćwierćfinale, wyszły Elina Switolina i Olga Goworcowa. Pierwszą odsłonę dobrze rozpoczęła Białorusinka, która wyszła na prowadzenie 2-0. Od tego momentu wygrała jednak tylko jednego gema i prowadzenie objęła Switolina. W drugiej odsłonie turniejowa jedynka prowadziła już 5:2. Rywalka zdołała odrobić dwa gemy straty. Jednak wykorzystując drugą piłkę meczową, Ukrainka zapewniła sobie awans do drugiego w tym roku ćwierćfinału turnieju głównego cyklu.


Wyniki

Druga runda singla:

Elina Switolina (Ukraina, 1) – Olga Goworcowa (Białoruś) 6:3, 6:4

Johanna Konta (Wielka Brytania, 1) – Tatjana Maria (Niemcy) 7:6(4), 6:3

Arantxa Rus (Holandia) – Lauren Davis (USA, 10) 7:5, 6:0

Anastazja Potapowa (Rosja) – Tamara Zidansek (Słowenia) 1:6, 7:6(3), 6:1