Murray chce wrócić w Miami

/ Szymon Frąckiewicz , źródło: ATP, foto: AFP

Andy Murray zapowiada kolejny powrót. Brytyjczyk zapowiedział przygotowania do turnieju w Miami. Zawody na Florydzie odbędą się w dniach 25 marca – 5 kwietnia.

Ostatnim jak dotąd meczem Andy’ego Murraya pozostaje występ w ramach Pucharu Davisa 20 listopada ubiegłego roku. Kariera byłego lidera rankingu od kilku lat przerywana jest ciężkimi kontuzjami. W szczególności są to urazy bioder i miednicy. Szkot ma za sobą liczne zabiegi, lecz problemy go nie opuszczają. Między innymi wygrał turniej w Antwerpii. Pod koniec zeszłego sezonu wydawało się, że sytuacja nieco się stabilizuje, niestety w 2020 roku Murray wciąż nie rozgrał choćby jednego meczu.

Ma się to jednak zmienić jeszcze w tym miesiącu. Zajmujący aktualnie 129. miejsce w rankingu ATP tenisista zapowiedział, że chce wystąpić w Miami. Z pewnością ze względu na swoją przeszłość mógłby liczyć na „dziką kartę” od organizatorów.

Szkot w wywiadzie dla Amazon Prime przyznał, że dąży do tego by pojawić się na kortach przy Hard Rock Stadium. „ W bardzo krótkim czasie zaczynam treningi by przygotować się na Miami. Przez ostatnich kilka miesięcy przebyłem tyle rehabilitacji, że mam dużo siły, wszystkie mięśnie wokół biodra pracują dobrze. Jedyny problem, to że nie grałem w tenisa” – powiedział.

Murray wyszczególnił, że przez ostatnie trzy miesiące tylko dwukrotnie trenował na korcie. Dwukrotny mistrz olimpijski ma miłe wspomnienia z Miami. Dwukrotnie sięgał tam po trofeum. Miało to miejsce w 2009 i 2013 roku.

Lyon. Faworytka nie zawiodła – Kenin zagra o tytuł z niespodzianką turnieju

/ Natalia Kupsik , źródło: własne, foto: AFP

Poznaliśmy finalistki tegorocznej edycji turnieju w Lyonie. W pierwszym półfinale faworyzowana Daria Kasatkina przegrała w trzech setach z Anną-Leną Friedsam. Nie zawiodła natomiast rozstawiona z numerem jeden Sofia Kenin, która po bardzo zaciętym spotkaniu pokonała Alison Van Uytvanck. 

Na początku pierwszego półfinału wbrew przewidywaniom dużo bardziej regularny tenis prezentowała nierozstawiona Niemka. Friedsam umiejętnie wykorzystywała także błędy rywalki i już w czwartym gemie zanotowała przełamanie. W efekcie pierwszy set padł wkrótce jej łupem. Na otwarcie drugiej partii Niemka ponownie próbowała przejąć inicjatywę, ale Kasatkina odpowiedziała tym razem dużo skuteczniej i po chwili to ona odebrała serwis rywalce. Przy stanie 4-2 cierpliwa gra Friedsam z głębi kortu pozwoliła jej na odrobienie strat. W końcówce Rosjanka nie bez problemów poradziła sobie z ofensywą przeciwniczki, wyrównując stan spotkania.

W decydującej odsłonie faworytka miała jednak coraz więcej kłopotów z utrzymaniem właściwego rytmu gry i ze zmiennym szczęściem trafiała w kort. Niemal natychmiast po przełamaniu odrobiła straty ale od stanu 2:2, gemy na swoim koncie zapisywała już tylko jej rywalka. W ten sposób Anna-Lena Friedsam awansowała do drugiego w karierze finału turnieju WTA.

To niesamowite, zwłaszcza po tych wszystkich kontuzjach, z którymi się zmagałam – cieszyła się po zwycięstwie Niemka.

Do wyłonienia drugiej finalistki zawodów były z kolei potrzebne aż trzy tie-breaki. Obie zawodniczki miały na początku zaskakująco dużo problemów z wygrywaniem punktów przy własnym podaniu. Sytuacja ustabilizowała się pod tym względem dopiero przy stanie 4:4. Od tego momentu gemy padały już łupem serwujących, a do rozstrzygnięcie pierwszej partii potrzebny był tie-break. W końcówce więcej zimnej krwi zachowała Amerykanka, zapisując pierwszego seta na swoje konto. W drugiej partii Belgijka szybko wypracowała przewagę, ale mimo komfortowego wyniku  5:3  w jej grę nieoczekiwanie wkradła się nerwowość. Dopiero zwycięski tie-break przedłużył jej szanse na awans do finału. Trzecia, najbardziej zacięta, odsłona nie przyniosła przełamań. Kolejny tie-break był tym razem koncertem w wykonaniu Kenin. Aktualna mistrzyni Australian Open popisała się niezwykłą precyzją oraz opanowaniem, na które nawet świetnie dysponowana Alison Van Uytvanck nie była w stanie odpowiedzieć

To był dla mnie bardzo trudny mecz. W kobiecym tenisie rzadko zdarzają się pojedynki zakończone aż trzema tie-breakami. Alison zagrała dziś naprawdę bardzo dobrze – doceniła przeciwniczkę Amerykanka.

Finałowy pojedynek pomiędzy Kenin a Friedsam zaplanowano na jutro na godzinę 15:00.


Wyniki

Półfinały singla:

Sofia Kenin (USA, 1) – Alison Van Uytvanck (Belgia, 5) – 7:6 (5), 6:7 (2), 7:6 (2)

Anna-Lena Friedsam (Niemcy) – Daria Kasatkina (Rosja, 7, WC) – 6:3, 3:6, 6:2,

 

Puchar Davisa. Stać się mężczyzną

/ Anna Niemiec , źródło: Korespondencja z Kalisza, foto: PZT (Michał Jędzrzejewski)

W Kaliszu Reprezentacja Polski już po grze podwójnej zapewniła sobie zwycięstwo nad Hongkongiem. Na zakończenie spotkania okazję do debiutu w narodowej drużynie dostał Maks Kaśnikowski, który pokonał Waia Yu Kaia.

Spotkanie lepiej rozpoczął zawodnik gości, który wygrał pierwsze cztery gemy i kilka minut później pewnie objął prowadzenie 1:0 w meczu. Na początku drugiej odsłony pojedynku 16-latek z Piaseczna ponownie znalazł się w opałach i musiał bronić „breakpointów”. Kaśnikowski tym razem zdołał jednak utrzymać podanie i powoli zaczął odwracać losy meczu. Polak zdecydowanie ograniczył liczbę błędów i coraz częściej skutecznie kontrował agresywnie grającego rywala. Przyniosło to efekt w postaci dwóch przełamań i zwycięstwa 6:2 w drugiej partii. O losach pojedynku zadecydował mistrzowski tie-break. Faworyt gospodarzy szybko wypracował sobie w nim bezpieczną przewagę i wygrał 10:3.

To był mój trzeci wygrany mecz w tym roku, po tym jak przegrałem seta 1:6 – zdradził na konferencji prasowej młody Polak. – To pokazuje, że w tenisie trzeba walczyć do końca. Każda piłka jest ważna, przegrana w pierwszym secie nie ma znaczenia. Cieszę się bardzo, że udało mi się wygrać w debiucie w kadrze i to jeszcze po tak ciężkim meczu. Przeciwnik na początku meczu zaprezentował niesamowity poziom, ale później pokazałem na co mnie stać. Mam nadzieje, że jeszcze wiele takich spotkań uda mi się wygrać.

Na spotkaniu z dziennikarzami swojego podopiecznego bardzo chwalił Mariusz Fyrstenberg.

U nas w drużynie zawsze powtarzaliśmy, że w trakcie Pucharu Davisa debiutujący zawodnicy wchodzą na kort jako chłopcy, a schodzą jako mężczyźni i Maksowi ta sztuka się dzisiaj udała – rozpoczął kapitan naszej drużyny. – On ma 16 lat. Zawsze podkreślam, że przejście z tenisa juniorskiego do seniorskiego zajmuje miesiące, a czasem lata. Wydaje mi się, że Maks po przegraniu pierwszego seta, zrobił dzisiaj ten wielki krok. Maks niesamowicie podniósł poprzeczkę swojemu rywalowi i bardzo się cieszę, że mogłem dzisiaj siedzieć na ławce i go dopingować. Jestem przekonany, że w ciągu kilku lat on będzie jednym z naszych najlepszych zawodników – zakończył kapitan reprezentacji Polski.


Wyniki

Polska : Hongkong 4:0

Pierwszy pojedynek

Kacper Żuk – Ching Lam 6:2, 6:1

Drugi pojedynek

Jerzy Janowicz – Park Long Yeunga 6:7(5), 7:5, 6:4

Trzeci pojedynek

Sz. Walków, J. Zieliński – C. Lam, P.L. Yeung 6:3 6:7(6) 6:3

Czwarty pojedynek

Maks Kaśnikowski – Wai Yu Kai 1:6 6:2 10:3

Puchar Davisa. Szwedzi otwierają nowy rozdział

/ Szymon Adamski , źródło: własne, foto: AFP

Przez wiele lat Szwedzi mieli jedną z najlepszych tenisowych reprezentacji na świecie. Kiedy jednak w 2012 roku wypadli z elity, nie potrafili wrócić do zaszczytnego grona. Aż do teraz. Robert Lindstedt i spółka pokonali 3-1 Chilijczyków i w listopadzie zagrają w turnieju finałowym Pucharu Davisa. 

Szwedzcy tenisiści siedmiokrotnie cieszyli się ze zwycięstwa w Pucharze Davisa. To czyni ich jednymi z najbardziej utytułowanych w historii rozgrywek. Częściej po prestiżowe trofeum sięgali tylko Amerykanie, Australijczycy, Francuzi i Brytyjczycy. Ostatnia dekada to jednak lata posuchy dla reprezentacji ,,Trzech Koron”. Po zakończeniu kariery przez Robina Soderlinga nie było żadnego tenisisty, który umożliwiłby im nawiązanie walki z najlepszymi. Robert Lindstedt mógł dwoić się i troić, ale bez solidnego singlisty powrót do elity był niemożliwy.

42-letni obecnie Lindstedt w końcu doczekał się jednak na wsparcie. Mikael Ymer czyni stałe postępy i jest zaliczany do grona najzdolniejszych zawodników młodego pokolenia. Szwedzkiej mieszanki doświadczenia z młodością (Ymer ma 21 lat) nie można jeszcze nazwać wybuchową, ale jest ona do tego stopnia strawna, że Skandynawów zobaczymy w turnieju finałowym Pucharu Davisa. W meczu kwalifikacyjnym w Sztokholmie gospodarze pokonali 3-1 Chile. Mikael Ymer, jak na lidera przystało, zapewnił dwa punkty w grze pojedynczej, a swoje zrobili też debliści – Robert Lindstedt i najmniej znany z całej drużyny Markus Eriksson. Po raz pierwszy od 2012 roku Szwedzi znajdą się wśród najlepszych drużyn narodowych na świecie.

W turnieju finałowym wystąpią też mistrzowie sprzed dwóch lat, czyli Chorwaci. Poprzedni rok był zupełnie nieudany dla tej ekipy, ale teraz wszystko wydaje się wracać na właściwe tory. Stery przejął Vedran Martić, a na korcie dowodzą Marin Czilić i Mate Pavić, czyli tenisiści mogący się pochwalić wielkoszlemowymi tytułami. Zwycięstwo nad Indiami nie przyszłoby jednak tak łatwo, gdyby nie miła niespodzianka, jaką na początku rywalizacji sprawił Borna Gojo. Najmłodszy członek chorwackiej reprezentacji pokonał 3:6, 6:4, 6:2 Prajnesha Gunneswarana. Później do gry włączyli się bardziej doświadczeni zawodnicy i podopieczni Marticia wygrali 3-1. W tym samym stosunku Austriacy pokonali Urugwajczyków, a Kazachowie Holendrów.

Najbardziej okazałe zwycięstwo odnieśli Włosi, którzy w czterech meczach z Koreańczykami nie stracili ani jednego seta. Corrado Barazzutti może być tym bardziej dumny z drużyny, że punkty zdobyli debiutujący w narodowych barwach Gianluca Mager i Stefano Travaglia.


Wyniki

Kwalifikacje do turnieju finałowego:

Kazachstan – Holandia 3-1

Michaił Kukuszkin – Robin Haase 4:6, 7:6(2), 3:6
Aleksander Bublik – Tallon Griekspoor 7:6(4), 7:6(4)
A. Golubew, A. Niedowiesow – R. Haase, J. Rojer 6:3, 6:3
Aleksander Bublik – Robin Haase 7:6(4), 6:1

Włochy – Korea Południowa 4-0

Fabio Fognini – Duck Hee Lee 6:0, 6:3
Gianluca Mager – Ji Sung Nam 6:3, 7:5
S. Bolelli, F. Fognini – J. Nam, M. Song 6:3, 6:1
Stefano Travaglia – Yunseong Chung 6:0, 6:1

Austria – Urugwaj 3-1

Dennis Novak – Martin Cuevas 6:2, 6:4
Jurij Rodionov – Pablo Cuevas 7:6(7), 3:6, 6:7(5)
A. Marach, J. Melzer – A. Behar, P. Cuevas 4:6, 6:3, 7:5
Dennis Novak – Pablo Cuevas 2:6, 6:3, 6:4

Chorwacja – Indie 3-1

Borna Gojo – Prajnesh Gunneswaran 3:6, 6:4, 6:2
Marin Czilić – Ramkumar Ramanathan 7:6(8), 7:6(8)
M. Pavić, F. Skugor – R. Bopanna, L. Paes 3:6, 7:6(9), 5:7
Marin Czilić – Sumit Nagal 6:0, 6:1

Węgry – Belgia 3-2

Attila Balazs – Ruben Bemelmans 7:5, 6:7(4), 4:6
Marton Fucsovics – Kimmer Coppejans 6:2, 5:7, 6:4
A. Balazs, M. Fucsovics – S. Gille, J. Vliegen 6:3, 1:6, 4:6
Attila Balazs – Kimmer Coppejans 6:3, 6:0
Marton Fucsovics – Ruben Bemelmans 6:7(7), 6:4, 6:2

Niemcy – Białoruś 4-1

Jan-Lennard Struff – Ilia Iwaszka 6:4, 6:4
Philipp Kohslchreiber – Egor Gerasimow 6:4, 5:7, 6:7(3)
K. Krawietz, A. Mies – I. Iwaszka, A. Wasilewski 6:4, 7:6(5)
Jan-Lennard Struff – Egor Gerasimow 6:3, 6:2
Dominik Koepfer – Daniił Ostapenkow 6:0, 6:2

Szwecja – Chile 3-1

Mikael Ymer – Tomas Barrios 6:2, 6:3
Elias Ymer – Alejandro Tabilo 4:6, 3:6
M. Eriksson, R. Lindstedt – T. Barrios, A. Tabilo 6:4, 6:4
Mikael Ymer – Alejandro Tabilo 3:6, 7:5, 6:3

Indian Wells. Organizatorzy wprowadzają zmiany w związku z koronawirusem

/ Dominika Opala , źródło: www.espn.com /własne, foto: AFP

W związku z rozprzestrzenianiem się koronawirusa, organizatorzy BNP Paribas Open w Indian Wells zdecydowali się wprowadzić zmiany, które zwiększą bezpieczeństwo. Dzieci do podawania piłek będą nosić rękawiczki, a także nie będą mogły dotykać ręczników tenisistów i tenisistek. 

Koronawirus rozprzestrzenia się po całym świecie. Organizatorzy imprez sportowych stają przed dylematem odwoływania zawodów czy zamknięcia ich dla kibiców. W przyszłym tygodniu rozpoczyna się BNP Paribas Open w Indian Wells, który ze względu na swą popularność nazywany jest „piątym Wielkim Szlemem”. Organizatorzy tego turnieju także postanowili zwiększyć bezpieczeństwo fanów, tenisistów i osób, które pracują przy organizacji imprezy.

Jedną ze zmian jest zakazanie dzieciom do podawania piłek dotykania i przenoszenia ręczników zawodników. Na korcie ustawione będą specjalne krzesła, na które tenisistki i tenisiści będą sami odkładać ręczniki potrzebne w czasie rozgrywania meczu. Dodatkowo „ball kids” będą zakładać rękawiczki na czas pojedynku. Obowiązek noszenia rękawiczek dotyczyć też będzie pracowników restauracji i dostarczycieli jedzenia, a także wolontariuszy sprawdzających bilety.

W razie potrzeby pracownicy pierwszej pomocy i służby zdrowia będą mieli dostęp do masek, a wszystkie wspólne obszary będą codziennie czyszczone. Jeśli jednak kibice poczują niepokój związany z koronawirusem i zdecydują się nie oglądać swoich faworytów na żywo, wtedy organizatorzy oferują zwrot pieniędzy bądź kredyt na przyszły rok.

Rzecznik turnieju zapewnia, iż rozważane są dalsze działania, które codziennie będą oceniane, aby zapewnić bezpieczeństwo zawodników i fanów.

Czy Williams wróci na szczyt? Mouratoglou: to nie jest kwestia pewności siebie

/ Natalia Kupsik , źródło: własne/www.ubitennis.net, Tennis Head, foto: AFP

Wieloletni trener Sereny Williams w artykule dla magazynu Tennis Head szeroko skomentował spekulacje dotyczące możliwości powrotu byłej liderki rankingu do dyspozycji z najlepszych lat. Zdaniem Patricka Mouratoglou dla sportowej przyszłości Amerykanki kluczowe znaczenie będzie miało odbudowanie dawnego poziomu sprawności fizycznej.

Kiedy Serena William powróciła na kort po ciąży wielu zadawało sobie pytanie, czy uda jej się  jeszcze zwojować tenisowy świat. Chociaż od tego czasu zawodniczka zanotowała kilka naprawdę udanych występów, nie była w stanie zapisać na koncie kolejnego triumfu w zawodach najwyższej rangi.

– Ludzie pytają mnie czasami, czy Serena nie rozgrywa w sezonie zbyt małej liczby meczów obok tych na turniejach wielkoszlemowych.  Oczywiście tylko grając i wygrywając mecze można zbudować pewność siebie, ale nie wydaje mi się, żeby problemem Sereny był jej brak – stwierdził szkoleniowiec, który z młodszą z sióstr Williams pracuje od ośmiu lat.

– Gdyby nie miała pewności siebie, nie potrafiłaby wygrywać ćwierćfinałów i półfinałów w stylu, w jakim to robi. Podobnie jest z jej umiejętnościami tenisowymi, kiedy dochodzi do finałów, to nie one są problemem – dodał.

Analizując dyspozycję swojej najsłynniejszej podopiecznej Mouratoglou zwracał uwagę na wpływ ciąży na karierę zawodniczki. – Serena rozegrała w ostatnich latach siedem turniejów wielkoszlemowych, w czterech przegrywając w finale. W żadnym z nich nie widzieliśmy jednak na korcie tej Sereny, która zanim zrobiła sobie czternastomiesięczną przerwę na urodzenie dziecka, zapisała na koncie 23 wielkoszlemowe tytuły.

Mimo szeregu obaw trener Williams nie skreśla szans tenisistki na odbudowania dawnej formy. – Aktualnie Serena mierzy się z zupełnie nowym, ostatnim w jej karierze rodzajem wyzwania. Najwyraźniej musimy się dostosować do okoliczności i znaleźć w tej sytuacji jakieś rozwiązanie” – komentował Mouratoglou – „Ona jest coraz bliżej odbudowania swoich stuprocentowych możliwości kondycyjnych, ale wydaje mi się, że na ten moment jeszcze tego nie osiągnęła.

Zieliński: stres świadczy o tym, że ci zależy

/ Anna Niemiec , źródło: Korespondencja z Kalisza, foto: PZT (Michał Jędzrzejewski)

Szymon Walków i Jan Zieliński przypieczętowali dzisiaj zwycięstwo Polski nad Hongkongiem. Na konferencji prasowej opowiedzieli trochę o pełnym zwrotów akcji meczu i o presji towarzyszącej debiutantom.

Nasi debliści bardzo dobrze rozpoczęli sobotnie spotkanie. Na początku dominowali nad rywalami we wszystkich elementach gry, ale później sytuacja mocno się skomplikowała.

– Przez półtora seta kontrowaliśmy wydarzenia na korcie, byliśmy lepsi od przeciwników pod każdym względem. W drugim secie nie wykorzystaliśmy kilku szans na podwójne przełamanie i to się trochę zemściło – wyjaśnił Walków. – Na pewno łatwiej by nam się grało, a tak dostaliśmy przełamanie powrotne i zaczęły się nerwy. Trochę na własne życzenie. Z Jankiem spędziliśmy ostatnie dwa tygodnie razem, przechodziliśmy przez różne trudne momenty. Ze wszystkich wychodziliśmy jednak zwycięsko i to na pewno nas budowało. Dzisiaj też pokazaliśmy, że potrafiliśmy wyjść z takiej sytuacji i dobrze zagrać w trzecim secie.

– Nie sztuką jest wygrać, jak wszystko idzie, wtedy wszyscy potrafią grać. Sztuką jest pozbierać się w trudnych momentach. Trzeba wyczyścić głowę, nie myśleć o niewykorzystanych piłkach meczowych i zacząć walczyć od początku w trzecim secie – dodał warszawianin.

Walków i Zieliński w Kaliszu, tak jak Kacper Żuk, zadebiutowali w reprezentacji narodowej w Pucharze Davisa. 21-latek z Nowego Dworu Mazowieckiego przyznał, że w piątek zjadła go trochę trema, ale nasi debliści przyznali, że towarzyszyły im przede wszystkim pozytywne emocje.

– Towarzyszyła nam nie presja, tylko pozytywna adrenalina i emocje, świadczące o tym, że ci zależy. Grasz na kraju, dla kolegów na ławce, dla kapitana, a nie dla samego siebie, tak jak na co dzień. To jest pozytywny stres, tylko trzeba się do niego przyzwyczaić. Znamy się wszyscy nie od dziś, część z nas jest debiutantami, są jeszcze pewne rzeczy do dopracowania, ale myślę, że mamy mocną drużynę i wszystko idzie w dobrą stronę – podsumował Zieliński.

Puchar Davisa. Debiutanci przypieczętowali awans

/ Anna Niemiec , źródło: Korespondencja z Kalisza, foto: PZT (Michał Jedzrzejewski)

W Kaliszu Szymon Walków i Jan Zieliński zapewnili reprezentacji Polski zwycięstwo nad Hongkongiem. Debiutujący w Pucharze Davisa tenisiści po dramatycznym pojedynku pokonali Chinga Lama i Paka Longa Yeunga.

Reprezentanci Polski wyszli na sobotnie spotkanie bez debiutanckiej tremy i pewnie wygrywali własne podania. W czwartym gemie Lam popełnił dwa podwójne błędy serwisowe. Polacy dołożyli do tego dwie dobre akcje w obronie, dzięki czemu  zdobyli przełamanie i odskoczyli na 4:1. W szóstym gemie podopieczni Mariusza Fyrstenberga wypracowali kolejne dwie szanse na „breaka”, ale Yeung wybronił się wygrywającymi serwisami. Zieliński i Walków w tej części meczu ani razu nie musieli nawet bronić się przed stratą podania i dzięki wypracowanej wcześniej przewadze, pewnie objęli prowadzenie 1:0 w meczu.

Tenisiści z Hongkongu ponownie znaleźli się w opałach już na początku drugiej odsłony spotkania. Dzięki świetnemu returnowi Zielińskiego po linii z backhandu, Polacy wywalczyli przełamanie już w pierwszym gemie. W dalszej części meczu Biało-Czerwoni kontynuowali pewną grę przy własnym serwisie i wypracowywali sobie kolejne szanse przy podaniu rywali, ale nie potrafili ich zamienić na „breaka”. Przy wyniku 5:4 polski duet miał szansę zamknąć spotkanie przy pomocy własnego serwisu, ale Yeung i Lam w efektownym stylu obronili dwie piłki meczowe i doprowadzili do wyrównania. O losach tej części meczu musiał zadecydować tie-break. W tej dodatkowej rozgrywce goście szybko odskoczyli na 5:1. Pięć następnych punktów padło jednak łupem Polaków, którzy wypracowali sobie trzecią piłkę meczową, ale reprezentanci Hongkongu i tym razem się wybronili. Po zmianie stron wygrali również dwa kolejne punkty i doprowadzili do wyrównania.

Polacy, podrażnieni niepowodzeniem z końcówki drugiego seta, z animuszem rozpoczęli decydująca partię. Odebrali podanie rywalom w drugim gemie i szybko odskoczyli na 3:0. Zawodnicy z Azji odrobili stratę w piątym gemie. Polska para w efektowny sposób obroniła dwa „breakpointy”, ale przy trzecim Zieliński popełnił podwójny błąd serwisowy. Biało-Czerwoni nie pozwolili jednak rywalom na doprowadzenie do remisu. Dzięki dobrym returnom najpierw przełamali Yeunga, a chwilę później Walków pewnie wygrał swój serwis i na tablicy pojawił się wynik 5:2. W dziewiątym gemie faworyci gospodarzy po raz drugi stanęli przed szansą, żeby rozstrzygnąć spotkanie przy pomocy własnego serwisu i tym razem ją wykorzystali. Łatwo jednak nie było. W trwającym kilkanaście minut gemie, tenisiści z Hongkongu obronili kolejne trzy piłki meczowe, a sami wypracowali sobie trzy okazje na przełamanie. Lepsi w tej wojnie nerwów okazali się jednak Walków i Zieliński, którzy wykorzystali siódmą piłkę meczową i mogli wznieść ręce w geście triumfu.

Dzięki zwycięstwu nad Hongkongiem drużyna Mariusza Fyrstenberga awansowała do Grupy Światowej II i we wrześniu zagra o prawo gry w barażu o Grupę Światową I w 2021 roku.


Wyniki

Polska : Hongkong 3:0

Pierwszy pojedynek

Kacper Żuk – Ching Lam 6:2, 6:1

Drugi pojedynek

Jerzy Janowicz – Park Long Yeunga 6:7(5), 7:5, 6:4

Trzeci pojedynek

Sz. Walków, J. Zieliński – Ch. Lam, P.L. Yeung 6:3 6:7(6) 6:3

Charleston. Clijsters i Stephens zagrają razem debla

/ Szymon Adamski , źródło: własne, foto: AFP

Kim Clijsters nie grała na nawierzchni ziemnej od Roland Garros 2011. Niebawem ten stan rzeczy ma ulec zmianie. Wracająca do rywalizacji Belgijka dostała dzikie karty do turniejów gry pojedynczej i podwójnej w Charlestonie. Impreza rangi Premier odbędzie się w dniach 6-12 kwietnia. 

Powrót Kim Clijsters do rywalizacji to bez wątpienia jedno z najważniejszych wydarzeń początku obecnego sezonu. Czterokrotna mistrzyni wielkoszlemowa wciąż czeka na pierwsze zwycięstwo, bowiem w Dubaju i Monterrey przegrywała mecze 1. rundy. Być może ręce w geście triumfu uniesie w Charlestonie. Szansa na zwycięstwo będzie podwójna, ponieważ organizatorzy przyznali jej dwie dzikie karty – nie tylko do turnieju gry pojedynczej, ale też do turnieju deblowego. Partnerką 36-letniej Belgijki będzie Sloane Stephens. Bez wątpienia spotkanie (a może spotkania) z ich udziałem będą cieszyć się dużą popularnością wśród fanów. Nieczęsto dwie tak utytułowane tenisistki stają po tej samej stronie kortu.

Decydując się na udział w turnieju w Charlestonie, Clijsters wyraziła też gotowość do powrotu do gry na kortach ziemnych. Ostatni taki mecz rozegrała podczas Roland Garros w 2011. W 2. rundzie uległa wówczas Holenderce Arantxy Rus. Na tej nawierzchni również osiągała jednak wielkie sukcesy. Warto wspomnieć chociażby edycję paryskiego szlema z 2003 roku, kiedy to Clijsters grała o tytuł w singlu i deblu. Zwyciężyła tylko w finale gry podwójnej.

Zawody w Charlestonie rozpoczną się 6 kwietnia. Wcześniej Clijsters wystartuje jeszcze w Indian Wells.

Indian Wells. Mistrzyni i finalistka przegrały z kontuzjami

/ Jakub Karbownik , źródło: Własne/www.wtatennis.com, foto: AFP

Simona Halep i Angelique Kerber nie wezmą udziału w tegorocznych zmaganiach podczas turnieju w Indian Wells. Obie musiały zrezygnować z występu z powodu kontuzji.

Rumunka i Niemka to zawodniczki, które mogą się pochwalić sukcesami z minionych edycji BNP Paribas Open. Halep to mistrzyni tego turnieju sprzed pięciu lat. Z kolei reprezentantka naszych zachodnich sąsiadów w zeszłym roku walczyła w finale. W tym roku żadnej z nich nie zobaczymy na kortach Indian Wells Tennis Gardens.

– Jest mi niezmiernie przykro, ale rehabilitacja kontuzjowanej stopy, jakiej nabawiłam się przed turniejem w Dubaju nie przebiega na tyle szybko, abym mogła w tym roku wystąpić podczas BNP Paribas Open – poinformowała Halep.

Problemy zdrowotne ma również Angelique Kerber. O swojej absencji w jednej z największych imprez w sezonie zeszłoroczna finalistka poinformowała za pośrednictwem Instagrama.

– Moja cierpliwość w ostatnim czasie została poddana poważnej próbie. Wciąż przechodzę rehabilitację kontuzjowanej lewej nogi. Wierzyłam, że uda mi się przygotować do marcowych występów w Indian Wells i Miami. Jednak mój sztab medyczny zalecił mi, abym jeszcze się wstrzymała z powrotem na kort. Dziękuję wszystkim za wsparcie i do zobaczenia na kortach wkrótce – napisała ubiegłoroczna finalistka Indian Wells.