Iga na Legii

/ Redakcja , źródło: własne, foto: Mateusz Kostrzewa

Dwa dni po powrocie z Paryża, Iga Świątek spotkała się z mediami na pierwszej konferencji prasowej po największym sukcesie polskiego tenisa. Podobnie jak na korcie, u jej boku dziennikarze mogli zobaczyć trenera Piotra Sierzputowskiego, psycholog sportową Darię Abramowicz oraz  fizjoterapeutę i trenera przygotowania fizycznego Macieja Ryszczuka.

Polce udało się przylecieć do kraju w poniedziałek, po krótkim międzylądowaniu w Salzburgu i wizycie u jednego ze swoich sponsorów – firmie Red Bull. Niespełna 48 godzin później Iga ze swoimi najbliższymi współpracownikami zasiadła za stołem prezydialnym w Skyboksie na stadionie Legii Warszawa i odpowiadała na pytania polskich dziennikarzy.

Wprawdzie główne zainteresowanie skierowane było na samą tenisistkę i to ona musiała odpowiadać na większość pytań, ale Iga prosiła także innych o pomoc w odpowiedziach, nawiązując do tego co podkreśla od pierwszej chwili po zdobyciu tytułu na Roland Garros: „pracujemy w zespole”.

– Dopiero powoli dociera do mnie czego dokonałam w Paryżu. Ciągle czuję się oszołomiona, ale pewnie jak wrócę z wakacji, to wreszcie to do mnie w pełni dotrze – mówiła Iga.

Pierwszą „wywołaną” do odpowiedzi z „Teamu Świątek” była Daria Abramowicz. A tematem przemiana Igi i kiedy takowa nastąpiła. – To nie przemiana, a raczej proces, który cały czas trwa i to od czasu gdy mnie jeszcze w teamie nie było, a przecież pracuję z Igą od kilkunastu miesięcy – odpowiadała pani psycholog, której nazwisko wymieniane było w ostatnich dniach najczęściej. Trafiło nawet na główną stronę serwisu WTAtennis.com.

– To nie był łatwy czas dla nas wszystkich. I mam tu na myśli nie tylko sam turniej paryski, ale ostatnie tygodnie. W końcu był to powrót sportu po długiej przerwie – wyjaśniała Abramowicz.

Sama Iga przyznała, że zawsze czuła się dobrze w Paryżu, na czerwonej mączce. Nie chciała wyróżnić żadnego z rozegranych na Roland Garros meczów, choć siłą rzeczy jako przełomowy sam wysuwał się pojedynek z Simoną Halep w IV rundzie.

– Każdy z tych meczów był inny. Były takie, gdzie byłam faworytką, były takie, gdzie nie byłam. W każdym z nich starałam się zachować swoją rutynę – opowiadała. W utrzymaniu rutyny pomagał także turniej deblowy i mecze rozgrywane pomiędzy pojedynkami singlowymi.

Na pytanie kiedy uwierzyła w finale, że może go wygrać warszawianka stwierdziła, że kluczowy był chyba moment, gdy Sofia Kenin zeszła na przerwę medyczną. – Starałam się rozgrzewać na korcie serwując i usłyszałam doping publiczności, która zaczęła się bawić. Wtedy poczułam, ze mogę mieć sporo radości z tego meczu i już nic złego mnie tu nie spotka. Gdy Sofia wróciła na kort, nie przegrałam już żadnego gema. Chyba… – opowiadała.

Padło tez pytanie o oczekiwania. – Nie ma z tym  problemu. Zawsze zachowywałam do takich spraw dystans, chyba, że sama narzucałam sobie jakieś oczekiwania – przyznała.

W kwestii przyszłości więcej do powiedzenia miał trener Piotr Sierzputowski. – Nie myśleliśmy jeszcze o przyszłym sezonie, ale już chyba czas zacząć go planować. Potrzebujemy spokoju do przygotowań i zapewne będziemy reagować na wydarzenia. W zależności od posiadanych opcji, szczególnie tych sprawdzonych w przeszłości zaplanujemy okres przygotowawczy. Oczywiście decydujące znaczenie będzie miała pogoda – wyjaśniał trener mistrzyni. W poprzednich latach Iga przygotowywała się do startu na antypodach, w Hiszpanii i na południu Francji. Spekuluje się także na temat przygotowań w Dubaju.

Były również pytania o ewentualny debel z Naomi Osaką i… mikst z Rafaelem Nadalem.

– Z Naomi będzie nam trudno zaplanować wspólny start, bo obie jesteśmy singlistkami i pewnie obie na singlu będziemy się koncentrować – mówiła Iga, a trener Sierzputowski dodał: „Dużo bardziej wolałbym, by Iga ponownie zagrała miksta z Łukaszem Kubotem”.  Słowo igrzyska nie padło, ale wszyscy obecni wiedzieli o co chodzi.

Zdaniem Igi mikst z Nadalem raczej nie wchodzi w grę, szczególnie, że jak przyznała nie miała okazji nawet z Rafaelem okazji, by się spotkać po jego niedzielnym zwycięstwie. – Ale ciągle mam nadzieję, że ten dzień nadejdzie i on dostrzeże potencjał tej znajomości… – zażartowała i sama zaczęła się śmiać, bo zabrzmiało to jak wyznanie fanki Hiszpana.

Ważną informacją dla polskich kibiców było to, że Iga nie potwierdziła jeszcze swojego startu w planowanym na luty meczu w Billy Jean King Cup z Brazylią. – Jeszcze tego nie zaplanowaliśmy, ale mam nadzieje, że może zdarzy się inna okazja, by polscy kibice mogli mnie zobaczyć – wyjaśniała.

W trakcie konferencji dziękowali Idze, w imieniu jej sponsora, Jacek Pawlak, prezes Toyota Poland oraz występujący w roli gospodarza Dariusz Mioduski, prezes Legii Warszawa.

Adam Romer

ATP Finals. W singlu niemal wszystko jasne, w deblu wiele może się zmienić

/ Szymon Frąckiewicz , źródło: ATP, własne, foto: AFP

Wielkimi krokami zbliża się turniej ATP Finals. Rozpocznie się on 15 listopada. Będzie to ostatnia edycja tych rozgrywek, która odbędzie się w londyńskiej hali O2. Od przyszłego sezonu turniej rozgrywany będzie w Turynie. 

W „pandemicznym” sezonie 2020 wiele turniejów odwołano, jednak męski finał sezonu przetrwał w kalendarzu. Na miesiąc przed startem turnieju możemy zatem przyjrzeć się sytuacji poszczególnych tenisistów. W turnieju singla znamy już sześciu z ośmiu uczestników. Więcej może zmienić się w deblu, gdzie tylko trzy pary są pewne udziału.

Jeszcze w sierpniu, w raz z zaakceptowaniem kalendarza na resztę sezonu, pewnym stało się, że w Londynie wystąpią w listopadzie Novak Dżoković, Rafael Nadal i Dominic Thiem. W tym gronie byłby również Roger Federer, gdyby nie to, że z powodu kontuzji przedwcześnie zakończył ten sezon. Po dotarciu do półfinału US Open do grona zakwalifikowanych do ATP Finals dołączył Danił Miedwiediew. Występy na Roland Garros pozwoliły natomiast na awans Stefanosowi Tsitsipasowi i Alexandrowi Zverevowi.

Do obsadzenia pozostały zatem jeszcze dwa miejsca. Na ten moment zdecydowanie najbliżej ich obsadzenia są Andriej Rublow i Diego Schwartzman. Znaczne mniejsze szanse ma Pablo Carreno busta, podczas gdy Casper Ruud musiałby już chyba liczyć na wycofanie się któregoś z wyżej notowanych rywali.

Znacznie więcej może się jeszcze zmienić w grze podwójnej. Tutaj pewne awansu są na ten moment tylko trzy pary: Rajeev Ram i Joe Salisbury, Mate Pavić i Bruno Soares oraz Kevin Krawietz i Andreas Mies. Bardzo bliscy wywalczenia awansu są także Marcel Granollers i Horacio Zeballos oraz Wesley Koolhof i Nikola Mektić. Kolejne premiowane udziałem w finałowym turnieju miejsca zajmują aktualnie John Peers i michael Venus, Jamie Murray i Neal Skupski oraz Max Purcell i Luke Saville. O zajęcie ich miejsca walczyć będą jednak kolejne cztery pary. Wśród nich są Łukasz Kubot i Marcelo Melo, którzy potrzebują jednak bardzo dobrych występów w najbliższych turniejach. Lepszą pozycję od nich zajmują w tej chwili Juan Sebastian Cabal i Robert Farah oraz Ivan Dodig i Filip Polasek. Jeśli Polakowi i Brazylijczykowi nie uda się wyprzedzić rywali, będzie to pierwszy turniej ATP Finals bez ich udziału od 2016 roku.