Piotr Sierzputowski gościem audycji Tenis Klub!

/ Natalia Kupsik , źródło: własne/weszlo.fm, foto: Piotr Figura/Newspix.pl

W najnowszym wydaniu cotygodniowej audycji Tenis Klub Adam Romer i Artur Rolak do rozmowy zaprosili wyjątkowego gościa. Kilka słów o pracy z Igą Świątek, jej historycznym sukcesie oraz planach na przyszłość na antenie Weszło FM opowiedzieć zgodził się wczoraj trenujący 19-latkę Piotr Sierzputowski.

Podczas prawie czterdziestominutowej tenisowej dyskusji szkoleniowiec Igi Świątek miał okazję odpowiedzieć na wiele nurtujących fanów jego podopiecznej pytań. Sporo uwagi poświęcił oczywiście jej spektakularnemu triumfowi na paryskiej mączce, wracając pamięcią także do tego, co wydarzyło się bezpośrednio przed nim.

Adam Romer: Jak czujesz się w roli trenera mistrzyni wielkoszlemowej?

Piotr Sierzputowski: Co mam powiedzieć? Czuję, że dużo więcej czasu poświęcam teraz mediom. (śmiech) A poza tym, chyba nic się nie zmieniło.

Artur Rolak: Boli cię ręka, plecy? Od ściskania i poklepywania oczywiście.

Piotr Sierzputowski: Na szczęście nie, bo mamy takie czasy, że trzeba zachować dystans.

Adam Romer: Co zmieniło się od porażki z Aranxtą Rus w Rzymie do pierwszego zwycięstwa nad Marketą Vondrousową w Roland Garros?

Piotr Sierzputowski: Przede wszystkim ani Iga nie nauczyła się lepiej grać w tenisa, ani nie zrobiła jakiejś lwiej pracy. To znaczy na pewno wykonała ważną pracę w głowie, ale nie było to nic niezwykłego. Po prostu chyba potrzebowała czasu, żeby to sobie wszystko ułożyć, ale to co się zmieniło to na pewno fakt, że pojawił się luz na korcie. To jest moim zdaniem to, co sprawiło, że mogła dojść tak daleko.

Artur Rolak: Czy nie jest tak, że Iga rośnie na zawodniczkę, która najbardziej zmotywowana jest w meczach najwyższej rangi?

Piotr Sierzputowski: Trochę to moja wina i wina otoczenia, że szykujemy się na największe turnieje i robimy tak od zawsze. Nie gramy w tak wielu turniejach w roku, podporządkowujemy go tym największym. Zdajemy sobie sprawę z tego, że nie da się przygotować zawodniczki na wszystkie cztery Wielki Szlemy głównie z tego względu, że Roland Garros i Wimbledon normalnie są jeden po drugim, więc nie to możliwe. Natomiast to są nasze najważniejsze starty i to na nie z wzrostem formy celujemy. W tym roku sytuacja była wyjątkowa. Prawda jest tak, że szczytu formy szukaliśmy na US Open, ale nie uważam, żeby Iga była tam gorzej przygotowana pod względem sportowym, bo naprawdę świetnie grała przed samym turniejem.  Natomiast to, co zadziało się w głowie, to jakie się pojawiły wobec samej siebie oczekiwania, nie pozwoliło jej nawet 30 procentach tego pokazać. Dopiero z Azarenką można powiedzieć, że to był dobry mecz. Iga fajnie zagrała, tenis się podobał ale nie zrealizowała założeń taktycznych i mimo że walczyła o każdy punkt, nie robiła tego w sposób przemyślany. Właśnie dlatego wynik był taki, jaki był, choć tak naprawdę już na tym etapie można było osiągnąć dużo, dużo więcej.

W toku rozmowy nie mogło zabraknąć także pytań o przyszłość młodej zawodniczki. Od dawna wiadomo już, że team Igi Świątek mierzy wysoko, ale jednocześnie do ambitnych celów stara się podchodzić cierpliwie i rozważnie.

Adam Romer: Czy myślisz, że sens ma zakład o to, że Iga skompletuje karierowego Wielkiego Szlema?

Piotr Sierzputowski: Uważam, że na ten moment jest o to bardzo trudno, ze względu na to, co wydarzyło się na US Open w tym roku, a podejrzewam, że ta tendencja się utrzyma. Tak samo jest z graniem na trawie, mimo że wiemy, że Iga jest juniorską mistrzynią. Uważam, że  musi upłynąć bardzo dużo czasu, by Iga miała na tyle duże umiejętności i była na tyle gotowa zmieniać swoje nawyki i przyzwyczajenia, żeby grać na tych najszybszych nawierzchniach. Nie chciałbym wyrokować czy to jest, czy nie jest możliwe, natomiast Iga musi się bardzo dużo nauczyć, żeby kiedyś to stało się możliwe.

Artur Rolak: Powiedziałeś, że wybieracie sobie cele. Czy myślicie o tym na tyle długofalowo, że planujecie już na przykład, żeby przyszły sezon podporządkować nie Roland Garros, który Iga już ma, tylko Wimbledonowi, który jest tuż obok?

Piotr Sierzputowski: Fajnie by było móc sobie tak wybierać, natomiast to też buduje presję i nigdy nie rozmawiamy o tym, co trzeba wygrać, a czego nie. To byłby absurd. O celach rozmawiamy raczej po całym sezonie, bo pojedynczy turniej może nie świadczyć o tym, jak Iga gra. (…) Ona przegrywa wiele meczów w roku, nawet na największych turniejach może się to zdarzyć, bo na przykład trafi się akurat gorszy dzień. (…) Będziemy trenować i rozwijać umiejętności tak, aby umieć przeskakiwać z jednego turnieju na drugi, kiedy tylko ma się na to ochotę. Oglądałem ostatnio materiał o Madrycie, który w jednym roku miał niebieską mączkę, a ta była bardzo szybka i nieprzyjemna. Wtedy turniej wygrał Roger Federer. Dlaczego? Powiedział wprost, że Rafa Nadal jest od niego dużo lepszy na normalnej mączce, ale on się tam dostosował dużo szybciej niż inni. I o to jest właśnie sztuka – umieć się dostosować.

Kilka słów trener Igi Świątek powiedział także na temat swojej osoby. Jak podkreśla jest świadomy pojawiających się raz po raz nieprzychylnych komentarzy na temat jego młodego wieku, ale nie pozwala, by destrukcyjnie wpływały one na jego pracę.

Adam Romer: Między meczem z Azarenką, a pierwszym meczem na Roland Garros odbyłem co najmniej trzy rozmowy w Polsce z osobami, które jak się wydaje mają pojęcie na temat tenisa i wszystkie te trzy osoby powiedziały – „Nie, Piotrek to młody trener. On się uczy. Iga nic z nim nie wygra, musi mieć poważnego trenera.” Co ty powiesz im dzisiaj?

Piotr Sierzputowski: Takie rzeczy to ja słyszę na co dzień. Lubię też sobie poczytać komentarze w Internecie. Jeżeli ludzie tak piszą, dla mnie to tylko motywacja do dalszej pracy i poprawiania tego, co mam i już umiem. Do szukania ludzi, od których mógłbym się nauczyć ciekawych rzeczy. Natomiast uważam, że wiek nie ma tu żadnego znaczenia. Ma znaczenie doświadczenie, tylko pytanie ilu jest trenerów na świecie, którzy rzeczywiście takie doświadczenie mają. To jest bardzo wąskie, elitarne grono ludzi, jeśli już mówimy o kreowaniu zawodniczki do ścisłej czołówki. (…) Z takimi komentarzami spotykam się zresztą tylko w Polsce. Jeszcze mi się nie zdarzyło usłyszeć tego od nikogo „na świecie”. Szczególnie od trenerów na tourze, co może wynika z tego, że oni wiedzą z czym to się je i jak trudna to praca. Każdy tam każdego docenia. Niektórym wydaje się, że to tylko nagrywanie piłek, ale to ogromne wyzwanie, praca 24 godziny na dobę, siedem dni w tygodniu. Zawsze trzeba być do dyspozycji. Czy ten wynik cokolwiek zmienia? Nie wydaje mi się. Z mojej perspektywy zawsze miałem dobre relacje z trenerami w tourze.

Całej rozmowy z trenerem Piotrem Sierzputowskim odsłuchać można poniżej (10:16-49:48).

 

Kolonia. Hurkacz już w ćwierćfinale

/ Tomasz Górski , źródło: własne, foto: AFP

Hubert Hurkacz pokonał Mischę Zvereva 6:4, 6:3. Tym samym Polak zameldował się w ćwierćfinale turnieju rangi ATP 250 w Kolonii.

Polak rozpoczął mecz od stanu 0:40 przy własnym podaniu. Szybko jednak obronił break pointy. Później podobna sytuacja miała miejsce w piątym gemie. I jeszcze raz dwie szansy na przełamanie zmarnował Zverev. Premierowa okazja dla Hurkacza na breaka pojawiła się w ważnym momencie. Przy wyniku 5:4 Wrocławianin przełamał rywala i tym samym wykorzystał pierwszego setbola.

Druga partia to już większa kontrola Hubiego i prowadzenie 3:1. Niemiec, grający dzięki dzikiej karcie, raz był w stanie wrócić do meczu, ale kiedy zrobiło się 4:2 to już Polak przejął kontrolę. Zamknął mecz w godzinę i dwadzieścia pięć minut.

Po zwycięstwie nad Polmansm, dziś ponownie Hurkacz nie stracił seta. I pewnie zameldował się w ćwierćfinale turnieju ATP 250 w Kolonii. A jego następnym rywalem będzie Roberto Bautista Agut lub Gilles Simon.

 

 

 


Wyniki

Druga runda singla:

Hubert Hurkacz (Polska) – Mischa Zverev (Niemcy, WC) 6:4, 6:3

Kolonia. Udana inauguracja Kubota

/ Tomasz Górski , źródło: własne, foto: AFP

Od zwycięstwa Łukasz Kubot w parze z Marcelo Melo rozpoczął turniej w Kolonii. W pierwszej rundzie polsko-brazylijski debel pokonał Roberta Lindstedta i Felixa Auger-Aliassime’a 7:5, 7:5.

Łukasz Kubot i Marcelo Melo zagrali dziś pierwszy mecz po porażce na Roland Garros. Ich przeciwnikami była para połączona na potrzeby niemieckiego turnieju. Doświadczony i dobrze znany nam Robert Lindstedt oraz młodzieniec z Kanady Felix Auger-Aliassime. Ta rywalizacja skończyła się zgodnie z przewidywaniami. Polak i Brazylijczyk wygrali w dwóch setach, ale wcale łatwo to zwycięstwo nie przyszło.

Pierwszej partii rozpoczęło się od trzech przełamań z rzędu. Natomiast to Kubot i Melo prowadzili już nawet 4:2. Później znów chwila rozprężenia i słabszy moment faworyzowanej pary. Szwed i Kanadyjczyk wyrównali na 4:4, ale ostatecznie i tak polegli w premierowym secie 5:7.

Druga odsłona to już przewaga debla serwującego. W ciągu siedmiu gemów była tylko jedna szansa na breaka. Oczywiście obroniona. Ciekawie zaczęło się robić, gry Lindstedt i Auger-Aliassime wyszli na prowadzenie 5:3 i serwowali na seta. Wtedy doświadczenie Kubota i Melo dało o sobie znać. Zarówno Szwed jak i Kanadyjczyk nie utrzymali podania i przegrali ponownie 5:7. Cały mecz trwał godzinę i trzydzieści dwie minuty.

Teraz Kubot i Melo, a zatem para rozstawiona z numerem 1 w Kolonii, zagra jutro z Marinem Cziliciem i Tomislavem Brkiciem.

A jeszcze dziś w Kolonii zaprezentuje się Hubert Hurkacz. Polak w singlu zmierzy się z Mischą Zverevem.

 

 


Wyniki

Pierwsza runda debla:

Ł. Kubot, M. Melo (Polska, Brazylia, 1) – R. Lindstedt, F. Auger-Aliassime (Szwecja, Kanada) 7:5, 7:5