Monte Carlo. Valentin Vacherot lepszy od Huberta Hurkacza

/ Hanna Pałuska , źródło: własne/atptour.com, foto: Peter Figura

Hubert Hurkacz liczył na trzecią wygraną z rzędu, ale niestety tym razem się nie udało. Polak musiał uznać wyższość reprezentanta gospodarzy Valentina Vacherota i po prawie trzy godzinnej walce przegrał 7:6(4), 3:6, 4:6 w trzeciej rundzie turnieju ATP 1000 Masters w Monako. 

Początek pierwszej partii nie poszedł po myśli Hurkacza. Vacherot wygrał cztery gemy z rzędu, przełamując podanie Polaka dwa razy. Nie były to jednak punkty bez walki. W czwartym gemie Hurkacz miał cztery break pointy powrotne. Mimo iż Wrocławianin nie wykorzystał ich to pokazał, że nie podda się tak łatwo. Sytuacja odwróciła się o 180 stopni, a reprezentant Polski odrobił dwie straty przełamania i doprowadził do wyrównania w gemach. Wygrał pięć gemów z rzędu i wrócił do gry. Dziesiąty gem spotkania był zacięty i grany na przewagi. Fani Huberta Hurkacza liczyli na to, że ich tenisista zdobędzie break pointa i potem go wykorzysta, ale tak się nie stało. Wyrównana gra doprowadziła do tie-breaka. Lepiej zaczął się on dla Vacherota, ale po chwili Hurkacz odrobił straty. Od stanu 4:4 Polak wygrał cztery punkty z rzędu i zapisał pierwszego seta na swoim koncie.

Druga partia rozpoczęła się od dwóch break pointów dla Wrocławianina, jednak nie zamienił ich na przełamanie. Był to znak, że będzie chciał zamknąć to spotkanie w dwóch setach. Rywal jednak popsuł mu plany. W szóstym gemie przełamał jego podanie i wyszedł na prowadzenie, którego już nie wypuścił z rąk. Wykorzystał pierwszą piłkę setową i doprowadził do wyrównania.

O tym kto awansuje do ćwierćfinału zadecydowała trzecia partia. W niej ponownie pierwszy szansę na przełamanie miał Hurkacz, ale Vacherot wyszedł z opresji. Siódmy gem był kluczowym dla losów całego seta i spotkania. Polak nie utrzymał podania, a reprezentant gospodarzy wykorzystał czwartego break pointa i zdobył przewagę. W ostatnim gemie Hurkacz miał trzy szanse, aby wrócić do gry, jednak ostatecznie Monakijczyk wykorzystał pierwszą piłkę meczową i zameldował się w ćwierćfinale. W nim zmierzy się z Alexem de Minaurem.


Wyniki

Trzecia runda:

Valentin Vacherot (Monako) – Hubert Hurkacz (Polska) – 6:7(4), 6:3, 6:4

Monza. Karol Drzewiecki odpadł w ćwierćfinale gry podwójnej po zaciętym meczu

/ Hanna Pałuska , źródło: własne, foto: Adam Romer

Karol Drzewiecki i Petr Nouza byli blisko awansu do półfinału gry podwójnej turnieju ATP 125 Challenger w Monzie, ale ostatecznie musieli uznać wyższość rywali z Nowej Zelandii. Polak i Czech przegrali 6:4, 3:6, 12:14 w ćwierćfinale. 

Pierwszy set zaczął się od przełamania serwisu przeciwników. To dało Drzewieckiemu i Nouzie cenną przewagę, której już nie stracili do końca partii. Nowozelandzka para miała szansę na odrobienie strat w czwartym gemie, ale jej nie wykorzystała. Tym samym Polak i Czech wygrali pierwszą partię, tracąc cztery gemy.

Drugi set mógł zacząć się dokładnie tak jak poprzedni. Polsko-czeska para miała break pointa w pierwszym gemie, ale tym razem rywale wyszli z opresji. Wyciągnęli wnioski z poprzednich punktów i sami wyszli na prowadzenie. Miało to miejsce w szóstym gemie. Drzewiecki i Nouza nie odrobili straty przełamania i w meczu ćwierćfinałowym doszło do wyrównania w setach.

O tym która para awansuje do półfinału zadecydował super tie-break. Był on bardzo zacięty i rozegrano w nim łącznie 26 punktów. Pierwsi na prowadzenie wyszli Polak i Czech, ale szybko je stracili. Od stanu 3:3 gra była wyrównana. W najważniejszym momencie do głosu doszli rywale z Nowej Zelandii. Wygrali dwa punkty z rzędu od stanu 7:7 i tym samym uzyskali dwie piłki meczowe. Drzewiecki i Nouza tak szybko jednak się nie poddali i doprowadzili do wyrównania. Mieli dwie piłki na awans do półfinału, ale przeciwnicy je obronili. Ostatnie słowo należało do tenisistów z Nowej Zelandii. Wykorzystali czwartą piłkę meczową i zameldowali się w 1/2 finału.


Wyniki

Ćwierćfinał gry podwójnej:

Finn Reynolds, James Watt (Nowa Zelandia, Nowa Zelandia) – Karol Drzewiecki, Petr Nouza (Polska, Czechy) – 4:6, 6:3, 14:12

Monza. Pieczonka w półfinale debla po niesamowitej walce

/ Kamil Karczmarek , źródło: , foto: Paweł Rychter

Filip Pieczonka awansował do półfinału turnieju gry podwójnej Challengera w Monzy. Polak razem z Iwanem Liutarewiczem wygrali po długiej rywalizacji z Filipem Dudą i Stefanem Latinowiciem.

W Monzy Filip Pieczonka i Iwan Liutarewicz liczą na kolejny dobry wspólny występ. W ćwierćfinale turnieju trafili na Filipa Dudę i Stefana Latinowicia. Czech i Serb w 1. rundzie wyeliminowali rozstawionych z dwójką Wasila Kirkowa i Barta Stevensa. W starciu z Liutarewiczem i Pieczonką także mieli dużą ochotę na odniesienie triumfu. Objęli prowadzenie 3:0 z dwoma przełamaniami. Polak i Białorusin obronili stratę jednego breaka, ale nie odwrócili losów seta. Pierwszą partię przegrali 4:6.

W drugim secie Duda/Latinowić znów uzyskali przewagę przełamania. Filip Pieczonka i Iwan Liutarewicz zaliczyli passę pięciu wygranych gemów od 0:2. Dzięki temu to oni mieli zapas breaka, który utrzymali do końca partii wygranej 6:3. O awansie do półfinału w tym starciu zdecydował supertiebreak.

Na początku dodatkowej rywalizacji duet Liutarewicz/Pieczonka pewnie zmierzał się do zwycięstwa. Supertiebreak rozpoczęli od 3:0. Później mieli nawet 5 punktów przewagi – 8:3. Przy 9:6 Polak z Białorusinem doczekali się pierwszej piłki meczowej. Duda oraz Latinowić wyrównali i rozpoczęła się gra na przewagi. Czech i Serb także mieli dwie piłki meczowe. Ostatecznie ostatni punkt należał do Pieczonki i Liutarewicza, którzy po szóstym meczbolu zwyciężyli 15:13. W 1/2 finału zmierzą się z Sanderem Gillem i Semem Verbeekiem, czyli turniejową trójką.


Wyniki

Turniej ATP Challenger w Monzy – 1/4 finału:

Iwan Liutarewicz/Filip Pieczonka (,/Polska) – Filip Duda/Stefan Latinowić (Czechy/Serbia) 4:6, 6:3, 15:13

Była liderka rankingu WTA przeszła z tenisa na nauczanie zumby, zaskakując nieoczekiwanym wyborem

/ Materiał sponsorowany , źródło: Materiał sponsorowany, foto: Materiał sponsora/Własne

Kariera sportowa nie trwa wiecznie, o czym całkiem niedawno przekonała się hiszpańska tenisistka Garbine Muguruza. Niepokazująca się na korcie już od ponad 8 miesięcy była liderka WTA, całkiem niedawno zajęła się… nauczaniem zumby! To jednak niejedyny taki przypadek w świecie tenisa. Przeczytaj i dowiedz się więcej!

 

Tenisistka, która porzuciła kort dla zumby

 

Decyzja Garbine Muguruza  o odejściu ze świata tenisa, jaką była liderka WTK podjęła ponad 8 miesięcy temu, nie była łatwa. Ostatni raz na korcie wystąpiła w lutym tego roku i od tamtej pory nie pojawiła się na nim z powrotem… Jak się okazuje, od tego czasu sportsmenka wcale nie próżnowała. Kilka dni temu została bowiem przyłapana na udzielaniu lekcji… zumby! I choć jak sama jeszcze utrzymywała w kwietniu – jej przerwa od tenisa spowodowaną była chęcią spędzenia czasu z rodziną i narzeczonym Arthurem Borgesem, całkiem możliwe, że znalazła ona nowe powołanie.

 

Jak donosi serwis tennis.com, była liderka rankingu WTA zawiesiła karierę tenisową i podjęła zaskakującą decyzję – została bowiem instruktorką zumby. Przyłapana w Maladze podczas maratonu zumby, wyznała prasie, że w końcu ma czas „na plany, których nie mogła zrealizować, gdy rywalizowała na torze”. Natomiast zapytana o to, czy z zumbą wiąże swoje dalsze plany zawodowe, odpowiedziała, że „nie postawiła sobie jeszcze żadnych celów”.

 

Biorąc jednak pod uwagę, że jej ostatni występ na korcie podczas Open 6e Sens Métropole de Lyon zakończył się porażką z nastoletnią, czeską tenisistką Lindą Noskovą, raczej nie zapowiada się na powrót Murguruza. Tym bardziej że była to już jej piąta z rzędu przegrana. Nic więc dziwnego, że powstrzymała się ona od udzielania prasie jakichkolwiek szczegółów na temat powrotu na kort.

 

Złakniona sensacji hiszpańska prasa bardzo szybko podchwyciła  ten temat, jednogłośnie orzekając, że Gabrine Murguruza porzuciła tenisa na rzecz zostania instruktorką zumby. Zwłaszcza ze względu na to, że była tenisistka bardzo często publikuje w swoich social mediach nagrania z prowadzonych przez nią zajęć zumby. Jak sama wielokrotnie podkreślała w zumbie w przeciwieństwie do tenisa „nie ma znaczenia, czy popełni się błąd.

 

W tańcu dajesz się ponieść muzyce, a emocje wychodzą na pierwszy plan”. Niektórzy twierdzą jednak, że dwukrotna mistrzyni Wielkiego Szlema niebawem powróci do gry, a przygoda z zumbą jest dla niej  jedynie ofertą bonusową do urlopu od rakiety. Zwłaszcza ze względu na to, że do pełni szczęścia brakuje jej jeszcze pucharu Australian Open i US Open.

 

Nie tylko zumba – czym jeszcze zajmują się byłe tenisistki?

 

Garbine Muguruza to jednak niejedyny taki przypadek w świecie tenisa. Wiele gwiazd kortu porzuca rakiety na dobre, oddając się innym zajęciom. Wiele byłych gwiazd tenisa oddaje się przyjemnościom takim jak kasyno online, gdzie jak zwykli ludzie mogą nacieszyć się ofertą bonusową i wieloma innymi promocjami. Takie przypadki pokazują, że świat sportu i hazardu czasem idą w parze. Podobnie jak w tenisie, gdzie gracze ryzykują na korcie, tak i w kasynach można poczuć ekscytację, podejmując pewnego rodzaju ryzyko. Dlatego też, wiele kasyn online stara się nawiązywać współpracę z byłymi gwiazdami sportu, aby wspólnie promować swoje usługi i oferty, tworząc korzystne warunki zarówno dla nich, jak i dla swoich klientów.

 

Czasem jednak emocji szukają zupełnie gdzie indziej. ajlepszym tego przykładem jest jedna z najbogatszych tenisistek na świecie – Serena Williams. Co ciekawe, znacznej części swojej fortuny dorobiła się na… na biznesie! Jak donosi portal sport.pl, po zakończeniu swojej kariery sportowej gwiazda zajęła się prowadzeniem kobiecej drużyny piłkarskiej. Kilka lat temu założyła ona w Los Angeles pierwszy kobiecy klub piłkarski.

 

To jednak nie pierwszy projekt sportowy, w jaki była tenisistka zaangażowała się po odejściu z kortu. W 2014 roku założyła ona bowiem słynny Serena Ventures,  czyli fundusz inwestycyjny, którym po cichu finansuje różne dziedziny sportu. Tak właśnie pozyskała m.in. udziały w:

  • drużynie Miami Dolphins,
  • Firmach farmaceutycznych,
  • Branży żywnościowej,
  • Branży modowej.

Po zakończeniu kariery Serena studiowała nawet projektowanie mody, czego owocem stała się jej własna marka odzieżowa – S by Serena.

 

Polska ex-tenisistka właścicielem sieci hoteli

 

Podobny przypadek możemy znaleźć nawet wśród polskich gwiazd WTA. Mowa oczywiście o jednej z najsłynniejszych polskich tenisistek –  Agnieszce Radwańskiej, która porzuciła karierę sportową po to, by zostać mamą. Jak donosi wtatennis.com obecnie realizuje się ona jako właścicielka sieci luksusowych hoteli. Będąca zawodową tenisistką przez 14 lat, na rok przed odejściem z branży w 2018 roku zdecydowała się na stworzenie luksusowych apartamentów w samym centrum Krakowa. w biznes zaangażowała również swoją mamę Martę, która czuwa nad wszystkim, gdy Agnieszka jest z rodziną w Warszawie.

 

Jak sama podkreśla, w wyborze branży hotelarskiej pomógł jej również tenis. Spędzając wiele nocy w hotelach na trasie, miała okazję poznać standardy i wady obiektów hotelowych. O wyborze Radwańskiej zadecydowało jednak jej wykształcenie. Mało kto wie o tym, że Agnieszka jest absolwentką turystyki i hotelarstwa. I to nie na jednej, a na kilku krakowskich uczelniach. Obecnie jako dyrektor generalny ma natomiast okazję wykorzystać te zdolności i udoskonalać je pod względem oczekiwań gości swoich apartamentów.

 

Jak sama również podkreśla – w budowaniu własnej marki wykorzystała wiele doświadczeń pozyskanych na korcie. I choć budowała swe hotele od zera, poradziła sobie z tym wyzwaniem równie dobrze co na tenisowym korcie. W końcu nie bez powodu Tom Perrotta dziennikarz sportowy z „Wall Street Journal” nazwał ją „najbardziej sprawną taktycznie, a zarazem subtelną tenisistką na świecie”.

 

I choć nigdy nie zdobyła ona najważniejszego trofeum – obecnie ma okazję spełniać się jako mama małego Jakuba oraz właścicielka własnej sieci luksusowych hoteli. A na pamiątkę swoich imponujących wyczynów na kortach tenisowych, nadała apartamentom nazwy miast turniejowych. Odwiedzający je goście mają więc okazję wynająć Singapur, Miami, Sydney, Tokio, a nawet i Wimbledon.

Stuttgart. Dwie Polki w drabince turnieju głównego

/ Jakub Karbownik , źródło: Wlasne/www.twitter.com, foto: Eastnews

Magdalena Fręch to druga obok Igi Świątek tenisistka, która zostanie rozlosowana w drabince turnieju głównego Porsche Tennis Grand Prix. Łodzianka skorzystała na wycofaniu się Aryny Sabalenki.

Po marcowych turniejach na amerykańskich kortach twardych najlepsze tenisistki świata przenoszą się do Europy, aby rozpocząć rywalizację na kortach ziemnych. Dla polskich kibiców pierwszym ważnym punktem w kalendarzu jest turnieju WTA 500, który w przeszłości dwukrotnie wygrywała Iga Świątek.

I tym razem najlepszej polskiej tenisistki nie zabraknie w grze. Na kilkanaście godzin przed losowaniem drabinki, byłej liderce rankingu ubyła groźną rywalka.

– Z przykrością muszę przekazać, że w tym roku nie będę mogła zagrać w Porsche Tennis Grand Prix. Zawsze uwielbiam wracać do Stuttgartu. Atmosfera, kibice i wsparcie, jakie tam czuję, są dla mnie czymś wyjątkowym. I, oczywiście, bardzo liczyłam na to, że będę miała kolejną szansę na to, by powalczyć o to Porsche. Niestety, doznałam kontuzji po Miami i mimo że zrobiłam wszystko, by dojść do pełni sił na czas, nie jestem gotowa do rywalizacji. Bardzo mi przykro, że opuszczę tak wspaniały turniej. Życzę wszystkim wspaniałego tygodnia w Stuttgarcie i liczę na to, że wkrótce znów Was wszystkich zobaczę – poinformowała na swych mediach społecznościowych Aryna Sabalenka, która przed rokiem dotarła do finału.

Miejsce liderki światowego rankingu na liście startowej zajmie Magdalena Fręch. Bedzie to jej czwarty występ w Stuttgarcie. Najlepszy wynik osiągnęła przed rokiem, gdy dotarła do drugiej rundy.

Holger Rune ogłosił powrót do rywalizacji

/ Ksawery Styka , źródło: , foto: East News

Kiedy podczas półfinałowego pojedynku w turnieju ATP 250 w Sztokholmie Holger Rune zerwał ścięgno Achillesa wydawało się, że jego przerwa potrwa przynajmniej rok. Dzisiaj jednak Duńczyk poinformował, że wróci do zawodowego tenisa już w przyszłym miesiącu podczas imprezy w Hamburgu.

Ostatni mecz 22-latek rozegrał dokładnie 18 października ubiegłego roku. Wtedy to w połowie drugiego seta w starciu z Ugo Humbertem nagle poddał spotkanie i cały we łzach opuścił kort. Co bardziej bolesne – walczył on przecież o udziały w ATP Finals, a fatalna kontuzja wykluczyła go z dalszej rywalizacji, na czym ostatecznie skorzystał Lorenzo Musetti, który dostał się do turyńskiego turnieju jako ostatni.

Teraz, po siedmiu miesiącach od pechowego meczu, Holger Rune postanowił spróbować wrócić do gry w światowych imprezach. Ciężko pracował przez cały czas od października, co mogliśmy obserwować w jego mediach społecznościowych. Najpierw przeszedł operację, a później powoli wracał do pełni sprawności, dzięki specjalnie dostosowanym ćwiczeniom i pomocy fizjoterapeutów, którzy pilnowali każdego jego ruchu.

Organizatorzy turnieju ATP 500 w Hamburgu poinformowali dzisiaj, że to właśnie tam Duńczyk zamierza wrócić go gry. Nie kryją także radości, że to właśnie u nich, na kortach ziemnych Rune rozegra swój pierwszy oficjalny mecz od października.

Turniej zaplanowano na okres od 17 do 23 maja, więc przed Holgerem ostatnia prosta przygotowań. Będzie to kluczowy test dla jego nogi, która musi wytrzymać największe, meczowe obciążenia w walce o rankingowe punkty. Obecnie Duńczyk zajmuje 29. miejsce i to właśnie w drugiej połowie sezonu czeka go najtrudniejsze zadanie, czyli obrona sporej puli punktów wywalczonych przed rokiem.

BJK Cup. Poznaliśmy nominacje kapitanów na mecz Polska – Ukraina

/ Hanna Pałuska , źródło: X/własne, foto: Andrzej Szkocki

Już jutro rozpocznie się mecz Polska – Ukraina, którego rezultat zadecyduje która drużyna awansuje do wrześniowych finałów Billie Jean King Cup w Shenzen. Kapitanowie odsłonili karty i ujawnili które dokładnie zawodniczki zobaczymy w najbliższych dniach na korcie w Gliwicach.

Rywalizacja rozpocznie się 10 kwietnia od godziny 16:00. Jako pierwsze na kort wyjdą Magda Linette i Marta Kostjuk. Następnie Katarzyna Kawa podejmie Elinę Switolinę. Na piątek zaplanowano dwa pojedynki.

W sobotę kibice mogą liczyć na więcej emocji. Pierwsze spotkanie zostało zaplanowane już na godzinę 12:00 i będzie to pierwszy pojedynek deblowy. Maja Chwalińska i Katarzyna Kawa zmierzą się z Nadiją Kiczenok i Ludmyłą Kiczenok. Po nich najlepsza polska tenisistka podejmie najlepszą ukraińską zawodniczkę. Mowa tutaj o starciu Magdy Linette i Eliny Switoliny. W przypadku rozegrania ostatniego spotkania na kort wyjdą Katarzyna Kawa i Marta Kostjuk.

W Gliwicach reprezentacja Polski wystąpi bez Igi Świątek. Tym samym najwyżej polską tenisistką jest Magda Linette. Do dyspozycji kapitana Dawida Celta jest jeszcze Linda Klimovicova.

Mecz odbędzie się w Prezero Arenie w Gliwicach. Bilety cały czas są dostępne tutaj.

Konferencja prasowa przed meczem Polska-Ukraina. Biało-Czerwone liczą na wsparcie kibiców

/ Łukasz Duraj , źródło: PZT., foto: East News

W ten weekend Polki ponownie zagrają w Billie Jean King Cup. Z tej okazji odbyła się konferencja prasowa z udziałem kapitanów obu zespołów oraz tenisistek.

Stawką potyczki z Ukrainą będzie awans do turnieju finałowego BJKC w Chinach. Rywalkami Biało-Czerwonych zostały Ukrainki a mecze odbędą się w Gliwicach.

Przed odbiciem pierwszej piłki miało miejsce spotkanie z dziennikarzami, podczas którego głos zabrał kapitan Dawid Celt:

Wibracje w naszym zespole są świetne. Cieszę się ze składu, który udało się zebrać na ten mecz, choć wiadomo, że nieobecność Igi Świątek to duża strata. Wibracje w drużynie wciąż są jednak świetne. Mamy doświadczone zawodniczki, czyli Magdę oraz Kasię, a także świeżą krew Lindy oraz Maję, która jest tenisistką unikalną. Gramy przed własną publicznością i mam nadzieję, że kibice nam pomogą. Ukraina to jeden z najlepszych zespołów na świecie, więc presja spoczywa na ich barwach.

Swoje odczucia przekazała także Magda Linette, która będzie w Gliwicach liderką naszej kadry:

Hala robi olbrzymie wrażenie. Cieszę się, że mam okazję wrócić do reprezentacji. Uwielbiam grać do kraju, bo atmosfera w drużynie jest świetna, a taki tydzień z kadrą to coś odświeżającego. Zawsze kończę go wyczerpana, ale i zadowolona. To czas, kiedy liczy się zespół. Gramy też dla fanów. Polscy kibice jeżdżą za nami po całym świecie, więc fajnie, kiedy pojawia się szansa na to, żebyśmy to my przyjechały do nich.

Kibice mogli też posłuchać Mai Chwalińskiej, która grała przeciwko Ukrainie w zeszłym roku:

Zapamiętam tamten mecz do końca życia. Teraz liczę, że dzięki atmosferze emocje będą podobne, tylko wynik się zmieni – podkreśla nasza tenisistka i dodaje: – Uwielbiam mecze reprezentacji. Możliwość wysłuchania hymnu, doping kibiców… To może przytłaczać, ale jest jednocześnie naprawdę ekscytujące oraz jednoczące.

Nie zabrakło również czasu na komentarze rywalek oraz ich kapitana:

Wiemy, na co je stać. Brak Świątek to z pewnością dla nas przewaga, ale szanujemy też pozostałe zawodniczki. Wiemy, że będą walczyć o każdy punkt, w czym pomoże im wsparcie kibiców – mówił Ilja Marczenko.

To cudowne, być w Polsce, tak blisko Ukrainy. Miło będzie posłuchać dopingu naszych fanów – podkreśliła Switolina. – Rok temu miałyśmy w Radomiu naprawdę trudną przeprawę i spodziewam się, że teraz będzie podobnie. Polki grają u siebie, to niewątpliwie ich atut. Nie mogę się doczekać tego wyzwania, zwłaszcza ze występy w kadrze to zawsze bukiet emocji. Jest szczęście, są nerwy. Reprezentowanie swojego kraju to uczucie wyjątkowe i jednoczące.

Na wsparcie kibiców zwróciła uwagę także Kostjuk. – Lubię, jak jest głośno. Wiem, że niełatwo będzie pokonać Polki, którym pomogą ich fani, ale na tym także polega piękno Billie Jean King Cup. Chcemy się tym cieszyć, bo taki doping w tourze nie zdarza się często.

W meczu z Ukrainą Dawid Celt będzie mógł wybierać spośród następujących zawodniczek:

Magda Linette (55., AZS Poznań), Maja Chwalińska (131. WTA, BKT Advantage Bielsko-Biała), Linda Klimovicova (154. WTA, BKT Advantage Bielsko-Biała), Katarzyna Kawa (160. WTA, BKT Advantage Bielsko-Biała) i Martyna Kubka (284. WTA, WKT Mera Warszawa).

Mecz Polska – Ukraina odbędzie się w dniach 10-11 kwietnia.

Sarasota. Minimalna porażka Szymona Kielana w deblu

/ Łukasz Duraj , źródło: https://www.atptour.com/, własne, foto: A. Rolak

W tym tygodniu Szymon Kielan wybrał się na Florydę. W środę Polak walczył tam w grze podwójnej, ale odpadł z rywalizacji.

Turniej rangi Challenger w Sarasocie nie zaczął się dobrze dla naszego reprezentanta. Kielan wystąpił bowiem w kwalifikacjach do singla, ale kreczował w spotkaniu z Joshuą Sheehym.

Do rozegrania pozostał jednak Szymonowi mecz deblowy. W tej konkurencji Polak miał zdecydowanie większe szanse. 23-latek i jego partner Jan Jermar zostali wszak rozstawieni z numerem cztery. W pierwszej rundzie zmagań na cegle ich rywalami byli Andrés Andrade i Liam Draxl.

Spotkanie, rozegrane na korcie imienia Kei Nishikoriego, zaczęło się od wymiany przełamań. Po niej panowie podawali tylko nieco lepiej a kolejny „brejk”w pierwszym secie miał miejsce w piątym gemie. Dzięki niemu Kielan i Jermar objęli prowadzenie 3:2, które podwyższyli wygranym serwisem. Polsko-czeski duet utrzymał zdobytą przewagę, uzyskując ostatecznie rezultat 6:4.

Niestety drugi set zupełnie nie udał się Polakowi i Czechowi. Para wygrała w nim ledwie jednego gema i musiała szukać drogi do wygranej przez super tie-break.

Dodatkowy set był bardzo wyrównany, ale minimalnie lepsi okazali się w nim rywale. Ekwadorczyk i Kanadyjczyk wygrali 11-9 i to oni pozostali w drabince turnieju.

 


Wyniki

 

Sarasota (pierwsza runda debla mężczyzn):

A. Andrade (Ekwador) / L. Draxl (Kanada) – S. Kielan / J. Jermar (Czechy) 4:6 6:1 11:9

Hubert Hurkacz skomentował awans do trzeciej rundy turnieju w Monte Carlo

/ Bartosz Bieńkowski , źródło: Team HH, foto: Peter Figura

Hubert Hurkacz pokonał Fabiana Marozsana 6:2, 6:3 i awansował do trzeciej rundy Rolex Monte-Carlo Masters. Więcej o tym meczu przeczytasz TUTAJ. Po zwycięstwie z Węgrem Polak krótko się wypowiedział.

Kolejny dobry mecz tutaj w Monako. Mega się cieszę z kolejnego zwycięstwa tutaj na mączce i cieszę się, że coraz lepiej buduję formę. Na pewno też zwycięstwa cieszą i dodają pewności siebie, także też dziękuję za mega wsparcie i do zobaczenia jutro na kortach.

Wrocławianin następny mecz w Monte Carlo rozegra już w czwartek. Rywalem Polaka będzie reprezentant gospodarzy, Valentin Vacherot. Stawką tego meczu będzie awans do ćwierćfinału turnieju.