Kubot i Melo idą jak burza

/ Maciej Pietrasik, źródło: własne, foto: AFP

Łukasz Kubot i Marcelo Melo potwierdzają, że w Wiedniu czują się znakomicie. W ćwierćfinale Polak i Brazylijczyk stracili tylko cztery gemy. Od trzeciego tytułu w tym miejscu dzielą ich już tylko dwa mecze, lecz teraz czeka na nich para, która już potrafiła znaleźć sposób na „nasz” duet.

Wiedeń jest jednym z dwóch miejsc, w których Łukasz Kubot oraz Marcelo Melo święcili po dwa triumfy. Wygrywali tu wspólnie na samym początku wspólnej gry, w latach 2015-2016. W tegorocznej edycji radzą sobie na razie równie dobrze, a boleśnie przekonali się właśnie o tym kolejni rywale.

Rohan Bopanna i Denis Shapovalov jeszcze nie zdołali się dobrze rozgrzać, a już zostali przełamani. Okazał się to dopiero początek dominacji polsko-brazylijskiego duetu. Kubot z Melo pewnie wygrywali kolejne gemy. Zatrzymali się dopiero na siedmiu, gdy wygrali partię otwarcia, a w drugiej prowadzili z przełamaniem.

Hindusa i Kanadyjczyka stać było na natychmiastowe odrobienie strat w drugim secie, lecz przy stanie 3:3 Kubot oraz Melo znów przełamali przeciwników. Tym razem utrzymali już przewagę i wygrali cały mecz 6:0, 6:4. W walce o finał Polak z Brazylijczykiem zagrają z dwójką Francuzów: Pierre’em-Huguesem Herbertem i Nicolasem Mahutem. Rywalizowali z nimi dwukrotnie w sezonie 2018. Najpierw wygrali podczas US Open, ale na koniec sezonu musieli uznać wyższość przeciwników w ATP World Tour Finals.


Wyniki

Ćwierćfinał debla:
Ł. Kubot, M. Melo (Polska, Brazylia, 1) – R. Bopanna, D. Shapovalov (Indie, Kanada) 6:0, 6:4

„Ludzie nie zdają sobie sprawy, że grasz w tenisa”. Kyrgios znów obraża!

/ Michał Krogulec, źródło: Twitter Nicka Kyrgiosa, foto: AFP

Kary nakładane na Nicka Kyrgiosa nie studzą jego temperamentu. Mimo, że obecnie nie oglądamy Australijczyka na europejskich kortach twardych, to jest o nim głośno. Tym razem obraził na Twitterze norweskiego tenisistę Caspera Ruuda, nazywając styl jego tenisa „nudnym” dokładając do tego wulgarny skrót. 
Kontynuuj czytanie „„Ludzie nie zdają sobie sprawy, że grasz w tenisa”. Kyrgios znów obraża!”

Dla dobra wspólnego austriackich kibiców, czyli Dominika Thiema…

/ Adam Romer, Michał Krogulec, źródło: własne, foto: AFP

Adam Romer, Korespondencja z Wiednia

Nic bardziej ekstremalnego już się podczas turnieju Erste Bank Open w Wiedniu nie zdarzy. Na głównej arenie spotkali się bowiem Diego Schwartzman i Sam Querrey. I walczyli jak równy z równym przez 161 minut.

Miłośnicy tenisa kolejny raz mogli się przekonać, że jest to sport dla każdego. Gdy na kort wychodzi mierzący (oficjalnie, czyli w butach na grubym obcasie…) 1,70 metra Schwartzman i przerastający go o 30 centymetrów amerykański dryblas Querrey, to trudno o bardziej ekstremalne zestawienie dwóch zawodników.

Obu tenisistów różnił nie tylko wzrost, temperament na korcie, ale, co chyba najważniejsze, styl gry. Argentyńczyk musiał każdy punkt wybiegać, wypracować kolejnymi uderzeniami, podczas gdy Amerykanin bazował na bombach z serwisu i forhendu.

Mecz toczył się raz w jedną, raz w drugą stronę. Raz jeden (Schwartzman) nie dobiegał częściej niż mijał, co dało seta Amerykaninowi, by potem drugi (Querrey) częściej zaczynał się mylić przy swoich „strzałach na raz”. W efekcie obaj zgodnie dotarli po dwóch godzinach i 40 minutach do tie breaka decydującej partii.

Trzeba oddać sprawiedliwość, że Diego mógł mecz zakończyć nieco wcześniej, kończąc jeden z dwóch meczboli przy serwisie rywala, ale oba punkty, gdy próbował przejąć inicjatywę i ruszał do przodu pakował w siatkę.

Takiego błędu już w tie breaku trzeciego seta nie zrobił i trzymał się wcześniej obranej taktyki i linii końcowej.  Mimo to obaj panowie wreszcie przysporzyli wiedeńskiej publiczności dodatkowych emocji, bo koniec był bliski, to i emocje większe…

„Duży” Querrey zaczął słabiej, myląc się kilka razy w prostych sytuacjach. Gdy na tablicy pojawił się wynik 6-2 dla Argentyńczyka, zdawało się być po meczu. Tymczasem zrobiło się 6-3, 6-4, 6-5… i znów „pomóc” musiał Amerykanin, pakując stosunkowo proste zagranie w siatkę.

Diego zadowolony zagra w piątek w ćwierćfinale, a Sam musi się zastanowić czy jednak nie warto mniej się mylić… Inna sprawa, że tegoroczna nawierzchnia w Wiedniu, wyjątkowo wolna jak na korty twarde, bardzo pomaga tym biegającym. A oczywiście wszystko dla dobra wspólnego austriackich kibiców, czyli Dominika Thiema…

Pytanie tylko, czy Austriak upora się z kolejnymi Hiszpanami, którzy wyrastają na jego drodze jak grzyby po deszczu. W czwartek wieczorem musiał „przeskoczyć” Fernando Verdasco, z którym dotychczas nigdy nie wygrał i to się udało. Dominik Thiem wygrał 3:6, 6:3, 6:2 i jedna liczba najbardziej rzuca się w oczy z pomeczowych statystyk. 90% wygranych piłek po pierwszym podaniu robi wrażenie. W piątek, w kolejnym meczu dnia czeka już na niego następny Hiszpan Pablo Carreno Busta, który w stylu nieco do Schwartzmana ,„wybiegał” sobie trzysetowe zwycięstwo z solidnym Kazachem Michaiłem Kukuszkinem.

Jak potoczą się losy 26-letniego Dominica Thiema w Wiedniu, to jedno pytanie. Drugie o jego karierę, bo Austriak do pokolenia Next Gen nie należy,  z racji wieku, a tytułów wielkoszlemowych na razie brak. A młodsi już składają deklarację (jak Denis Shapovalov) o detronizacji Wielkiej Trójki, którą tworzą Roger Federer, Rafael Nadal i Novak Dźoković. Jan de Witt, trener Nikołoza Basilaszwilego, w wywiadzie dla tennisnet.com przyznał, że rozwój Dominika Thiema jest jedną z najbardziej emocjonujących historii w tenisowym tourze.  Jest i zapewne będzie.

Efekty wieloletniej współpracy z Günterem Bresnikiem widać do dziś. Powiedzieć, że Thiem czerpie pełnymi garściami z tego, co wypracował pod okiem Bresnika, to nic nie powiedzieć. Jeśli Austriak zdobędzie w przyszłości Wielkiego Szlema, to w pierwszej kolejności będzie pewnie dziękował Bresnikowi, bo ukształtował go na tenisistę światowej klasy. Ale za nim Szlem, to jest jeszcze Wiedeń. Ważne miejsce w jego karierze. Warto ogłosić się triumfatorem Erste Bank Open. Jeszcze 3 dni oczekiwania…

Shapovalov kandydatem do triumfu w Wielkim Szlemie w 2020 roku?!

/ Michał Krogulec, źródło: własne/tennisworldusa.org, foto: AFP

Denis Shapovalov odniósł w tym sezonie 27 zwycięstw na kortach twardych, co czyni mistrza ze Sztokholmu niezwykle skutecznym tenisistą w roku 2019. Po turnieju w stolicy Szwecji stwierdził, że zdetronizuje Rogera Federera, Rafaela Nadala i Novaka Dźokovicia. Kontynuuj czytanie „Shapovalov kandydatem do triumfu w Wielkim Szlemie w 2020 roku?!”

Bertens pierwszą półfinalistką

/ Szymon Adamski, źródło: własne, foto: AFP

Kiki Bertens jako pierwsza awansowała do półfinału WTA Elite Trophy w Zhuhai. W piątek przed dużą szansą na dołączenie do Holenderki stanie Saisai Zheng, co na pewno sprawiło by radość miejscowej publiczności. Z naszego punktu widzenia najważniejsze będzie przystąpienie do rywalizacji Alicji Rosolskiej. 

W jednej z czterech grup rywalizacja już dobiegła końca. Najlepsza w niej okazała się Kiki Bertens, która najpierw pokonała Donnę Vekić, a w czwartek dołożyła do tego zwycięstwo nad Dajaną Jastremską. Podczas pojedynku z Ukrainką sytuacja była bardzo klarowna. Wygrana zapewniała sobie awans do półfinału, natomiast przegrana zostawała z pustymi rękoma i w ten sposób kończyła sezon. Bertens wywiązała się z roli faworytki i pokonała młodszą koleżankę 6:4, 6:3. Podobnym wynikiem zakończyło się pierwsze spotkanie Holenderki i Ukrainki, do którego doszło trzy tygodnie temu w Pekinie. Wówczas Bertens wygrała 7:6(5), 6:3. O przypadku nie może być zatem mowy.

W innym z czwartkowych pojedynków Karolina Muchova pokonała Alison Riske, mimo że pierwszego seta przegrała 2:6, a w drugim dwukrotnie musiała odrabiać stratę przełamania. Skuteczna pogoń na pewno doda Czeszce dużo pewności siebie przed starciem z inną z Amerykanek – Sofią Kenin. Zwyciężczyni tego meczu awansuje do półfinału.

Chińscy kibice najbardziej wyczekują jednak spotkania Saisai Zheng z Petrą Martić. Sytuacja w tej grupie jest na tyle skomplikowana, że reprezentantka gospodarzy może awansować do półfinału nawet w przypadku porażki. Wcześniej na korcie pojawią się chińskie deblistki – Xinyu Wang i Lin Zhu. To będzie bardzo interesujący mecz z naszej perspektywy, ponieważ po drugiej stronie siatki staną Alicja Rosolska i Darija Jurak. Dla polsko-chorwackiej pary będzie to początek zmagań w Zhuhai.


Wyniki

Faza grupowa:

Madison Keys (USA) – Petra Martić (Chorwacja) 6:3, 6:4
Karolina Muchova (Czechy) – Alison Riske (USA) 2:6, 6:2, 7:5
Kiki Bertens (Holandia) – Dajana Jastremska (Ukraina) 6:4, 6:3

Andrea Gaudenzi nowym prezesem ATP

/ Szymon Adamski, źródło: własne / atptour.com, foto: AFP

Włoch Andrea Gaudenzi zostanie nowym prezesem ATP. Na jednym z najważniejszych stanowisk w światowym tenisie zastąpi Chrisa Kermode’a, z którego pracy nie wszyscy byli zadowoleni. Krytycznie wyrażał się o nim m.in. Novak Dźoković. Czteroletnia kadencja następcy rozpocznie się pierwszego stycznia 2020 roku. 

Los Kermode’a od dawna był przesądzony. Wciąż jednak nie było znane nazwisko następcy Brytyjczyka. W środę ogłoszono, że będzie nim Andrea Gaudenzi – były włoski tenisista, sklasyfikowany najwyżej na 18. miejscu w rankingu ATP. – To dla mnie zaszczyt. Nie mogę się doczekać, kiedy będę mógł wykorzystać globalny sukces i popularność tenisa. Dla męskich rozgrywek to czas, który jest niewątpliwie jednym z najbardziej ekscytujących w historii profesjonalnego tenisa. Jestem bardzo wdzięczny za tę okazję i nie mogę się doczekać rozpoczęcia pracy w styczniu – powiedział po nominacji 46-latek.

Pracownicy ATP wiele sobie obiecują po Gaudenzim, doceniając go za wielopłaszczyznowe doświadczenie. Z jednej strony wie, czego oczekują tenisiści, bo sam grał na wysokim poziomie, a z drugiej – bardzo dobrze wywiązywał się z zadań, zasiadając w zarządzie ATP Media. Ponadto Włoch zajmował stanowiska kierownicze w kilku firmach z obszaru technologii i rozrywki.

W imieniu wszystkich zawodników głos zabrał Novak Dźoković, jeden z przeciwników ustępującego prezesa. – W imieniu zawodników chciałbym powitać Andreę jako następnego prezesa ATP. Jako były zawodnik wchodził w nasze buty, a po karierze stał się odnoszącym sukcesy przedsiębiorcą. Ma wszystkie cechy, które pozwalają mu zasiąść za sterem. Z niecierpliwością czekamy na współpracę z korzyścią dla zawodników i ogółu sportu – powiedział Serb.

Koniec sezonu dla Nishikoriego

/ Jakub Karbownik, źródło: Własne/www.espn.com, foto: AFP

Kei Nishikori zakończył sezon 2019. O decyzji poinformował menedżer Japończyka.

Finalista US Open 2014 ostatni raz pojawił się na kortach podczas nowojorskiego Wielkiego Szlema, gdzie przegrał w meczu trzeciej rundy. Jednak od dłuższego czasu niespełna 30-letni tenisista borykał się z kłopotami zdrowotnymi. Dokuczała mu kontuzja łokcia. Ostatecznie we wtorek Nishikori poddał się operacji usunięcia ostróg kostnych, a to oznacza, że nie zobaczymy go już na zawodowych kortach w tym sezonie.

– Kei próbował zażegnać problemy zdrowotne poprzez przerwę w grze oraz rehabilitację. Jednak nie okazało się to skuteczne i konieczny był zabieg. To oznacza koniec sezonu – poinformował Olivier van Lindonk, menedżer japońskiego tenisisty.

Wcześniejszy koniec gry w 2019 roku i absencja podczas listopadowych rozgrywek Pucharu Davisa komplikują sytuację Nishikoriego, jeżeli chodzi o występ na przyszłorocznych igrzyskach olimpijskich.


Wyniki