Paryż. Dimitrow wyeliminował Thiema!

/ Dominika Opala , źródło: własne , foto: AFP

Grigor Dimitrow pewnie pokonał Dominica Thiema i awansował do pierwszego w karierze ćwierćfinału Rolex Paris Masters. Z kolei Novak Dźoković odniósł 50. zwycięstwo w sezonie i będzie miał okazję do rewanżu na Stefanosie Tsitsipasie za porażkę w Szanghaju.

W walce o ćwierćfinał Novak Dźoković zmierzył się z Kyle’em Edmundem. Pierwszy set był niezwykle zacięty. Tenisiści pewnie wygrywali gemy serwisowe i losy partii musiał rozstrzygnąć tie-break, choć przy stanie 6:5 Serb miał dwie piłki setowe. Ostatecznie Brytyjczyk się wybronił i doszło do decydującej rozgrywki. W niej to lider rankingu przejął inicjatywę i objął prowadzenie 6:3. „Nole” roztrwonił jednak przewagę i końcówka stała się nerwowa. Ostatecznie zapisał partię otwarcia na swoje konto, wykorzystując siódmą piłkę setową.

Druga odsłona była już o wiele łatwiejsza dla czterokrotnego mistrza tej imprezy. Trzy razy przełamał rywala, wygrał 12 z ostatnich 14 punktów i po 83 minutach zameldował się w ćwierćfinale. Było to 50. zwycięstwo Dźokovicia w tym sezonie. Tę magiczną liczbę osiągnął 12. raz w karierze.

50. wygrany mecz w tym roku zanotował też w czwartek następny przeciwnik Serba, Stefanos Tsitsipas. Grek pokonał Alexa de Minaura w dwóch setach i zakończył marzenia Australijczyka o awansie do Nitto ATP Finals. Dźoković będzie miał szansę zrewanżować się Tsitsipasowi za tegoroczną porażkę w 1/4 finału w Szanghaju.

Z kolei inną parę ćwierćfinałową utworzyli Grigor Dimitrow i Cristian Garin. Bułgar rozegrał świetne spotkanie z Dominiciem Thiemem i oddał Austriakowi zaledwie pięć gemów. Tenisista z Chaskowa od początku kontrolował przebieg spotkania. W partii otwarcia kluczowe było przełamanie w czwartym gemie, natomiast w drugiej odsłonie Dimitrow dwukrotnie uzyskał breaka. Po 73 minutach Bułgar zameldował się w pierwszym w karierze ćwierćfinale Rolex Paris Masters.

Z kolei Garin stoczył zacięty bój z Jeremym Chardym. Chilijczyk obronił trzy piłki meczowe w tie-breaku trzeciego seta i pierwszy raz w karierze powalczy o półfinał turnieju rangi Masters 1000.


Wyniki

Trzecia runda singla:

Novak Dźoković (Serbia, 1) – Kyle Edmund (Wielka Brytania) 7:6 (7), 6:1

Grigor Dimitrow (Bułgaria) – Dominic Thiem (Austria, 5) 6:3, 6:2

Stefanos Tsitsipas (Grecja, 7) – Alex de Minaur (Australia) 6:3, 6:4

Cristian Garin (Chile) – Jeremy Chardy (Francja, Q) 6:7 (4), 6:4, 7:6 (6)

WTA Finals. Półfinały dla debiutantek. Do Barty dołączyła Bencic

/ Szymon Adamski , źródło: własne, foto: AFP

Ashleigh Barty i Belinda Bencic to dwie najszczęśliwsze tenisistki po zakończeniu zmagań w Grupie Czerwonej podczas WTA Finals. Australijka i Szwajcarka awansowały do półfinału kosztem między innymi Kiki Bertens, która do Shezhen przyjechała wycieńczona tegorocznymi zmaganiami.

To właśnie Kiki Bertens jako ostatnia mogła pokrzyżować szyki debiutantkom. W ostatnim meczu Grupy Czerwonej mierzyła się z Belindą Bencic i gdyby wygrała, awansowałaby do fazy półfinałowej. Zabrakłoby w niej natomiast Szwajcarki. W pierwszym secie Bertens prowadziła nawet 5:3, ale przegrała cztery kolejne gemy od tego momentu, znacznie pogarszając swoje położenie. Po pierwszym gemie drugiego seta zdecydowała się przedwcześnie zakończyć pojedynek.

Jako oficjalny powód takiej decyzji Holenderka podała chorobę wirusową. W pomeczowych wypowiedziach mówiła jednak o przemęczeniu sezonem i niedostatecznej regeneracji po zwycięstwie nad Ashleigh Barty z poprzedniej kolejki. Tenisistce dokuczał też ból brzucha. Z kolei Bencic zaznaczyła, że to nie był sposób, w jaki chciałaby wygrać, a tym samym odnieść jeden z największych sukcesów w karierze.

W piątek Ashleigh Barty i Belinda Bencic odpoczną, natomiast w sobotę czekają je mecze półfinałowe. Australijka zagra z drugą zawodniczką Grupy Fioletowej, a Szwajcarka z Eliną Switoliną.


Wyniki

Grupa Czerwona:

Belinda Bencic (Szwajcaria, 7) – Kiki Bertens (Holandia, 9) 7:5, 1:0 i krecz Holenderki

Eckental. Majchrzak uległ doświadczonemu Belgowi

/ Szymon Adamski , źródło: własne, foto: AFP

Przygoda Kamila Majchrzaka z challengerem w Eckental nie trwała długo, mimo że został w nim rozstawiony z numerem jeden. Sposób na naszego reprezentanta, już na etapie 1/8 finału, znalazł doświadczony Steve Darcis. 35-letni Belg zakończy karierę podczas przyszłorocznego Australian Open.

Ostatnie tygodnie nie należą do Kamila Majchrzaka. Paradoksalnie, w turniejach głównego cyklu spisywał się lepiej niż w challengerach, do których przystępował jako jeden z faworytów. Tak też było w niemieckim Eckental, gdzie został rozstawiony z numerem jeden. W pierwszym meczu przez ponad dwie godzin opór stawiał mu Marc-Andrea Huesler ze Szwajcarii. Rówieśnika ze Szwajcarii Majchrzak ostatecznie pokonał, ale już przeszkoda w postaci znacznie bardziej doświadczonego Steve’a Darcisa okazała się zbyt wymagająca. Zbliżający się do końca kariery Belg odrobił straty w meczu i wygrał 3:6, 6:2, 7:5.

Polak może żałować zwłaszcza trzeciej partii, w której – tak się mogło wydawać – najgorsze miał już za sobą. Przegrywał bowiem 2:5 i znajdował się w sytuacji nie do pozazdroszczenia. W ostatnim możliwym momencie odrobił jednak straty i doprowadził do remisu. Ostatnie słowo należało jednak do Darcisa. Belg najpierw objął prowadzenie 6:5, a później po raz czwarty w meczu przełamał Majchrzaka, tym samym przybijając przysłowiowy gwóźdź do trumny.

Dla Kamila Majchrzaka na pewno był to jeden z ostatnich występów w 2019 roku. Nazwisko Polaka widnieje jeszcze na liście zgłoszeń do challengera w Bratysławie, więc może to właśnie w stolicy Słowacji nasz reprezentant będzie chciał zakończyć sezon.


Wyniki

Mecz 1/8 finału:

Steve Darcis (Belgia) – Kamil Majchrzak (Polska, 1) 3:6, 6:2, 7:5

WTA Finals. Barty po raz trzeci

/ Jakub Karbownik , źródło: Własne/www.wtatennis.com, foto: AFP

Ashleigh Barty pokonała Petrę Kvitovą 6:4, 6:2 w pierwszym meczu ostatniej kolejki spotkań grupy czerwonej WTA Finals. To trzeci w tym roku wygrany mecz Australijki nad Czeszką.

Po dwóch kolejkach spotkań grupy czerwonej wszystkie cztery tenisistki miały szanse na awans do półfinału rywalizacji w Shenzhen. Jako pierwsze o wyjście z grupy rywalizowały Ashleigh Barty i Petra Kvitova. Dotychczas obie tenisistki spotykały się sześciokrotnie i cztery z tych pojedynków wygrała reprezentantka naszych południowych sąsiadów. Jednak dwie wygrane Australijki są o tyle cenniejsze, że tegoroczne. Spotkania i Miami i Pekinie były trzysetowe.

O losach pierwszej partii czwartkowego pojedynku zadecydowało przełamanie uzyskane przez Barty w piątym gemie. Wypracowanej przewagi nie oddała do końca seta i objęła prowadzenie w meczu. Druga odsłona od początku nie układała się po myśli Kvitovej, która dwukrotnie straciła podanie i pozwoliła rywalce objąć prowadzenie 4:0. Ta nie zwykła nie wykorzystywać takich prezentów i za trzecią piłką meczową po dziewięćdziesięciu minutach zakończyła spotkanie. Tym samym Australijka zapewniła sobie awans do półfinału.

Spotkanie z Barty to siódmy przegrany mecz z rzędu w historii startów Kvitovej w WTA Finals. Ostatnie zwycięstwo była wiceliderka rankingu WTA odniosła przed pięcioma laty, pokonując w drugiej kolejce spotkań fazy grupowej Marię Szarapową.


Wyniki

Grupa czerwona:

Ashleigh Barty (Australia, 1) – Petra Kvitova (Czechy, 6) 6:4, 6:2

Radwańska: brakuje mi tej adrenaliny

/ Anna Niemiec , źródło: wtatennis.com, foto: AFP

Agnieszka Radwańska pełni obecnie rolę ambasadorki imprezy Shiseido WTA Finals Shenzhen. Podczas spotkania z dziennikarzami Polka opowiedziała o swoim życiu po zakończeniu kariery oraz wskazała swoje potencjalne następczynie.

Czasami mam wrażenie, że mogłabym wskoczyć na kort i zagrać – zażartowała krakowianka. – Dobrze jest wrócić. Zakończenie kariery było najtrudniejszą decyzją w moim życiu, ale czuję się bardzo dobrze. Byłam zajęta innymi rzeczami, dzięki czemu nie myślałam o tym, że przed chwilą zrezygnowałam z profesjonalnego tenisa. Czas leci, bo właśnie minął przecież rok.

Radwańska przez 13 lat kariery wypracowała sobie opinię specjalistki od zagrań niemożliwych. Aż pięciokrotnie wygrywała plebiscyt na „Najlepsze zagranie roku”. Jako swoją potencjalną następczynię do tytułu „Królowej Hot Shotów” wskazała Ashleigh Barty.

Takich uderzeń nie da się wyuczyć na treningach. Nie mogłam grać tak mocno jak inne zawodniczki. Musiałam znaleźć sposób, żeby w inaczej wygrywać mecze. Myślę, że czucie było moją bronią przeciwko zawodniczkom, które potrafiły zabić piłkę. Ash Barty ma świetną rękę do tenisa, jedną z najlepszych w tourze, bardzo dobrze gra woleja – wyjaśniła starsza z sióstr Radwańskich. – Miło zobaczyć nie tylko mocne zagrania, ale również trochę takich z dobrym czuciem. Myślę, że teraz w kobiecym tenisie mamy naprawdę dobrą kombinację obu. Jest sporo dziewczyn z różnym stylem gry, w różnym wieku. Wchodzi sporo młodych, ale te starsze wciąż dobrze się trzymają.

Oprócz Ashleigh Barty, spore wrażenie na Agnieszce Radwańskiej zrobiła również Bianca Andreescu.

Bianca potrafi grać naprawdę mocno, ale potrafi też pokazać sporo sztuczek technicznych na korcie – wyjaśniła była wiceliderka światowego rankingu. – To na pewno fajna kombinacja. Ona gra jakby już od wielu lat była w tourze, a przecież dopiero zaczęła. To naprawdę robi wrażenie. Imponujące było jak zaczęła finał US Open przeciwko Serenie Williams. W ogóle nie była przestraszona. Grała bez żadnej presji, od razu na 100%, a to nie jest łatwe. Myślę, że na tym etapie kariery, ona robi naprawdę świetną robotę.

Najbardziej brakuje mi atmosfery wielkich turniejów, bo jej nie można porównać do niczego innego – zdradziła na koniec finalistka Wimbledonu z 2012, która równocześnie przyznała, że absolutnie nie tęskni za codzienną żmudną pracą i częstymi podróżami. – Ta adrenalina, którą czujesz przed meczem, widząc swoją następną przeciwniczkę, na razie nie poczułam niczego podobnego po zakończeniu kariery. Wciąż jestem wielką fanką tenisa. Ciągle kocham oglądać tenis, bo nigdy nie wiesz czego się spodziewać.