Lexington. Premierowy tytuł dla Brady

/ Tomasz Górski , źródło: własne, foto: AFP

Jennifer Brady pokonała Jil Belen Teichmann 6:3, 6:4 w finale turnieju w Lexingoton. Dla Amerykanki radość tym większa, że sięgnęła po pierwsze trofeum głównego cyklu w karierze.

W pierwszej partii finału mieliśmy wyrównaną walkę. Obie zawodniczki wypracowywały sobie okazje na przełamanie. Jednak w najważniejszych momentach brakowało skuteczności przy returnie. Najważniejszym momentem okazał się ósmy gem. Wówczas Brady zdobyła breaka w pięciu punktach. Chwilę później zamknęła seta przy piątej sposobności.

Druga odsłona miał już inny przebieg. Tym razem na samym początku przełamanie wywalczyła Amerykanka i kontrolowała przebieg gry. W tej partii już więcej break pointów nie mieliśmy. Teichmann dochodziła jedynie do stanu równowagi. Po godzinie i czterdziestu pięciu minutach Brady wywalczyła premierowy tytuł.

– Wspaniale jest zdobyć pierwszy tytuł​​ – powiedziała po meczu Brady. – Każdego tygodnia jest tylko jeden zwycięzca, więc wychodząc z trofeum po raz pierwszy i to w domu, w Ameryce,  jestem naprawdę szczęśliwa – dodała.

Warto przypomnieć, że Amerykanka w drodze po historyczne zwycięstwo pokonała m.in. nasz zawodniczkę Magdę Linette, Ons Jabeur oraz Cori Gauff. Dodatkowo nie straciła nawet seta.

Brady wystąpiła także w finale gry podwójnej w parze z Marie Buzkovą. Jednak tam musiała uznać wyższość pary Carter/Stefani.


Wyniki

Finał singla:

Jeniffer Brady (USA)- Jil Belen Teichmann (Szwajcaria) 6:3, 6:4

Nowy Jork. Majchrzak weźmie udział w eliminacjach

/ Szymon Adamski , źródło: własne / PZT, foto: AFP

Kamil Majchrzak weźmie udział w dwóch nowojorskich turniejach. Tenisista z Piotrkowa Trybunalskiego już wcześniej był pewny udziału w US Open, natomiast pod znakiem zapytania stał udział w poprzedzającym wielkoszlemowe zmagania Western&Southern Open. Rezygnacje kolejnych rywali sprawiły, że Polak ma już zagwarantowany udział w eliminacjach. 

Dla naszego reprezentanta będą to dwa pierwsze indywidualne występy w zawodowych rozgrywkach w tym roku. Wcześniej brał udział tylko w ATP Cup. Następnie z powodu kontuzji zamroził ranking, co wiązało się z tym, że przez pół roku nie mógł wystąpić w żadnym turnieju. Kiedy wrócił, okazja do rywalizacji była, ale tylko w krajowym wydaniu. Majchrzak wygrał zawody we Wrocławiu i Kozerkach z cyklu LOTOS PZT Polish Tour, a w Mistrzostwach Polski dotarł do półfinału, w którym niespodziewanie uległ Danielowi Michalskiemu.

W przyszłym tygodniu w końcu wznowione zostaną rozgrywki ATP i jest to bardzo dobra informacja dla głodnego rywalizacji Majchrzaka. – Nie mogłem się doczekać międzynarodowej rywalizacji, dlatego zdecydowałem się zagrać od samego restartu Touru. Będę się starał maksymalnie wykorzystać szansę na poprawienie rankingu. Niektóre
turnieje mogą być słabiej obsadzone, więc będę się dostawał od razu do głównych drabinek. Tak jak choćby do US Open, dzięki decyzji, że nie ma tam kwalifikacji. Zresztą na moją korzyść działa też sposób, w jaki władze tenisa podeszły do rankingu, czyli system rozliczenia punktów przez 22 miesiące. To znaczy, że wszystkie punkty, które ugrałem w 2019
roku od marca do końca tamtego roku są tak naprawdę ważne do marca przyszłego roku – powiedział Majchrzak, obecnie 108. w rankingu ATP Tour.

Zanim Majchrzak weźmie udział w US Open, czeka go jeszcze występ w Western&Southern Open. W obecnym sezonie, z powodu pandemii koronawirusa turniej został przeniesiony z Cincinnati do Nowego Jorku. Piotrkowianin o miejsce w drabince głównej powalczy w kwalifikacjach.

– To ekstremalnie nieprzewidywalna sytuacja, dlatego trzeba korzystać z każdej okazji do zdobywania punktów. Możliwe, że sezon znów będzie przerwany na jesieni. Ale teraz ważne jest, że udało się zorganizować europejski cykl, chociaż może być spora grupa poszkodowanych, jak zawodnicy z USA czy Azji, którzy nie wszędzie dojadą. Ale mam nadzieję, że będziemy mogli rywalizować niezależnie od miejsca, z którego pochodzimy – ocenił aktualną sytuację nasz reprezentant.

Massu o Thiemie: Ma teraz jeszcze więcej motywacji

/ Dominika Opala , źródło: www.atptour.com /własne, foto: AFP

Nicolas Massu, niegdyś dziewiąty tenisista na świecie, a obecnie trener Dominika Thiema, optymistycznie podchodzi do wznowienia rozgrywek. Chilijczyk jest pełen entuzjazmu, że gra będzie kontynuowana na kortach twardych, czyli tak, jak na początku sezonu.

Bo to właśnie dzięki Nicolasowi Massu dokonał się przełom w grze Dominika Thiema na tej nawierzchni. W poprzednim sezonie, miesiąc po rozpoczęciu pracy z Chilijczykiem, Austriak sięgnął po pierwszy tytuł z cyklu Masters 1000. Miało to miejsce w Indian Wells, po pokonaniu w finale Rogera Federera. Tenisista z Wiener Neustadt dotarł też do finału Nitto ATP Finals 2019, a obecny sezon otworzył równie imponująco – walczył o tytuł w Australian Open.

W rozmowie z portalem ATPTour.com Massu opowiedział o treningach Thiema w czasie zawieszenia rozgrywek z powodu pandemii, a także wyjaśnił, dlaczego uważa, że to jego podopieczny jest pretendentem do zdobycia tytułów podczas Western & Southern Open i US Open.

W czasie zawieszenia rozgrywek Thiem przebywał w Austrii, natomiast Massu w swoim domu w Chile. Jednak pozostawali oni w stałym kontakcie, a Austriak był w stanie dobrze trenować z częścią swojego zespołu.

– Komunikowaliśmy się z Dominikiem, kiedy była potrzeba, a jego tata zawsze informował mnie o tym, jak pracują. Ponadto Dominic ćwiczył z trenerem od przygotowania fizycznego, który mieszka w Austrii – wyjaśnił Chilijczyk. – Nawet, gdy byłem na obowiązkowej kwarantannie w Chile, to mogłem zobaczyć wszystkie mecze pokazowe, które rozegrał. Potem analizowałem z Wolfgangiem te pojedynki.

Thiem i Massu spotkali się po czterech miesiącach przerwy i trenowali przez dwa tygodnie przed „pokazówkami”. Teraz ponownie połączyli sił, by przygotować się do startów w Nowym Jorku. Dwukrotny finalista Roland Garros pierwszy raz od kiedy stał się zawodowcem, miał tak długą przerwę od zawodowych rozgrywek. Chilijski szkoleniowiec nie martwi się tym jednak, bo jego podopieczny grał dużo meczów pokazowych.

To nie jest tak, że te miesiące minęły bez żadnej rywalizacji. Dominic rozegrał 28 pojedynków w 45 dni. Wiem, że to „pokazówki”, ale poziom gry zawodników był naprawdę wysoki. Staraliśmy się, żeby grał, jak najwięcej w tym czasie, więc ten wpływ braku rozgrywek nie będzie tak duży – powiedział Massu. – To może pomóc Dominikowi w Nowym Jorku. Gra dobrze, wygląda silnie i jest naprawdę skoncentrowany. Teraz ma jeszcze więcej motywacji, bo jest przyzwyczajony do napiętego kalendarza w normalnym sezonie.

Massu został zapytany także o to, czego potrzebuje Thiem, aby wykonać kolejny krok w Nowym Jorku i osiągnąć pierwszy półfinał w tym szlemie albo nawet go wygrać – Ostatnio Dominik był w stanie zrobić wiele rzeczy po raz pierwszy. Nigdy nie przekroczył czwartej rundy Australian Open, a w tym roku był zaledwie seta od zdobycia tytułu. Tak samo w Nitto ATP Finals, nigdy wcześniej nie przebrnął fazy grupowej, a w ubiegłym sezonie kilka piłek dzieliło go od zwycięstwa – wymieniał mistrz olimpijski. – Jest jednym z zawodników, który zawsze ma szansę wygrać turniej, gdy w nim bierze udział. Jest numerem trzy na świecie, a w ostatnich pięciu latach kończył sezon w Top 10, bo jego wyniki są stałe.

Thiem ma w planach granie turniejów zarówno w USA, jak i w Europie. Jednak w obecnych warunkach kalendarz jest ruchomy i wszystkie decyzje będą podejmowane na bieżąco.

Najważniejsze jest teraz myślenie o turniejach w Nowym Jorku. Następnie trzeba wziąć pod uwagę stan fizyczny i rezultaty. Jeśli na przykład osiągnie ćwierćfinał US Open, to nie zagra w Kitzbuhel, gdzie także jest zgłoszony – tłumaczył Massu. – Kiedy skończy się US Open, razem z całą drużyną podejmiemy, jak najlepsze decyzje.

Były dziewiąty tenisista świata przyznał także, że nie należy spodziewać się wielkich zmian w grze jego podopiecznego – Staramy się poprawiać każdego dnia. Nie musimy robić wielkich zmian, ale cały czas mogą być drobiazgi do wykonania. On jest kompletnym zawodnikiem i udowodnił, że potrafi dobrze grać na kortach twardych. Jest świetnym tenisistą i fantastyczną osobą. Potrafi słuchać i zawsze daje z siebie sto procent – zakończył.

Praga. Dwudziesty pierwszy tytuł Halep w karierze

/ Szymon Adamski , źródło: własne, foto: AFP

Simona Halep nie miała sobie równych w Pradze. Wiceliderka rankingu WTA pokonała w finale 6:2, 7:5 Beligjkę Elise Mertens i zdobyła 21. tytuł w karierze. Tylko cztery aktywne tenisistki mają więcej turniejowych zwycięstw. 

Halep została rozstawiona w Pradze z numerem jeden. Jej udział w zawodach mógł być bardzo krótki, ponieważ już w pierwszej rundzie tylko cztery punkty dzieliły ją od porażki z Poloną Hercog. Również pojedynek z Barborą Krejcikovą w 1/8 finału nie zapowiadał, że na koniec tygodnia to Rumunka będzie cieszyć się ze zwycięstwa w całej imprezie. Później było już jednak tylko lepiej. Na własnej skórze przekonała się o tym Magdalena Fręch, która ugrała w starciu z późniejszą triumfatorką dwa gemy. Halep do końca turnieju nie straciła ani jednego seta i wygrała pierwszy turniej od zeszłorocznego Wimbledonu.

W finale 28-latka z Konstancy pokonała 6:2, 7:5 rozstawioną z numerem trzy Elise Mertens. Spotkanie trwało nieco ponad półtorej godziny. W tym czasie Halep sześć razy przełamała przeciwniczkę, natomiast sama obroniła siedem z dziesięciu break-pointów.

To już 21. tytuł zdobyty przez rumuńską tenisistkę. Daje jej to piąte miejsce wśród aktywnych tenisistek. Sześć więcej ma Petra Kvitova, a daleko z przodu pozostają siostry Williams i Kim Clijsters.

W rankingu WTA Halep umocni się na drugiej pozycji. Mały awans zanotuje natomiast Elise Mertens. Belgijka dzięki punktom zdobytym w Pradze wyprzedzi Angelique Kerber i od poniedziałku będzie 22. rakietą świata.


Wyniki

Finał:

Simona Halep (Rumunia, 1) – Elise Mertens (Belgia, 3) 6:2, 7:5