Powstał mural z podobizną Dżokovicia

/ Dominika Opala , źródło: www.tennisworldusa.org /własne, foto: AFP

Novak Dżoković ma już własny mural. Autorem malowidła ściennego z podobizną Serba jest malarz ze wschodniej części Sarajewa, Milos Popović. 

Bałkański idol otrzymał hołd od bośniackiego artysty. Milos Popović namalował lidera światowego rankingu ATP na ścianie budynku mieszkalnego, który znajduje się na placu Srdjana Knezevica w Trnovie. Wieś ta położona jest 30 kilometrów od stolicy Bośni i Hercegowiny, Sarajewa. Mural ma około ośmiu metrów wysokości, a jego wykonanie zajęło pięć dni.

Szkic został przeniesiony na ścianę za pomocą tak zwanej „sieci”, z której również korzystali dawni mistrzowie, przenosząc swoje małe szkice na sufity kościołów – opisywał Popović. – Chociaż nie jest to pierwszy mural, który namalowałem, to przyznaję, że na początku myślałem, że to dla mnie duże wyzwanie. Miałem okazję wypróbować tę technikę wcześniej, ale było to mniej wymagające niż praca przy muralu w Trnovie – dodał.

Pomysł na mural powstał z inicjatywy Organizacji Turystycznej Trnova.

Biorąc pod uwagę, że Novak jest numerem jeden w świecie sportu, to jest to przesłanie globalne. Wierzę, że każdy kto odwiedzi tę małą gminę, skorzysta z okazji do zrobienia zdjęć przy malowidle, a przy tym spędzi krótki czas w tym miejscu, które naprawdę ma wiele do zaoferowania turystom – zakończył.

Muzeum Rafy Nadala znów otwarte

/ Szymon Frąckiewicz , źródło: Tennis World, foto: AFP

Muzeum Rafy Nadala mieszczące się przy akademii hiszpańskiego tenisisty w Manacor na Majorce ponownie otwarte. Przez ostatnie miesiące było oczywiście nieczynne z powodu pandemii koronawirusa.

Przy akademii tenisowej założonej przez Rafaela Nadala w jego rodzinnym Manacor mieści się poświęcone mu muzeum. W miniony piątek stało się ono ponownie otwarte dla zwiedzających, po tym jak zostało tymczasowo zamknięte ze względu na pandemię.

Na powierzchni 1500 m² można znaleźć przede wszystkim niektóre z trofeów Hiszpana, jak i jego dawne rakiety, czy stroje. Jednakże sam Rafa, jako fan wielu dyscyplin sportu, a nie tylko tenisa, zadbał o to, by jego muzeum było także miejscem hołdu dla jego ulubieńców z innych dyscyplin. Dzięki temu na wystawie znajdziemy też między innymi koszulkę Michaela Jordana, buty Usaina Bolta, kask Sebastiana Vettela, kij Tigera Woodsa, korki Cristiano Ronaldo, czy też kostiumy Michaela Phelpsa.

Oprócz wartości czysto upamiętniających i edukacyjnych muzeum ma też promować aktywny styl życia. Dlatego na jego terenie można znaleźć wiele atrakcji zachęcających do ruchu i rywalizacji. Jest to zdecydowanie obowiązkowy punkt podróży dla turystów, którzy są fanami sportu i wybierają się na Majorkę.

Ferrer w zespole Zvereva do końca obecnego sezonu

/ Jakub Karbownik , źródło: Własne/www.tennisworldusa.org, foto: AFP

David Ferrer będzie jednym z trenerów Alexandra Zvereva co najmniej do końca obecnego sezonu. Owocne okazały się wspólne treningi, które mają za sobą reprezentant naszych zachodnich sąsiadów oraz były trzeci zawodnik świata.

Na początku lipca siódmy obecnie zawodnik rankingu ATP ogłosił, że podczas treningów w Monte Carlo będzie mu towarzyszyć David Ferrer. Gdyby wszystko poszło po ich myśli, współpracę „pełną parą” mieli rozpocząć od wrześniowych turniejów na kortach ziemnych w Europie. Rzeczywistość przerosła nawet oczekiwania i Hiszpana już wcześniej zobaczymy w boksie Zvereva.

– David i mój ojciec są teraz moimi głównymi trenerami. Obaj są niezwykle ważni w sztabie – przyznał podczas konferencji prasowej niemiecki tenisista.

Pierwszym wyzwaniem, przed jakim stają to występ podczas US Open. Impreza odbędzie się w dniach 31 sierpnia – 13 września z zachowaniem rygoru sanitarnego. 23-letni tenisista wierzy, że uda się przeprowadzić imprezę. – Jeśli będziemy przestrzegać zasad w Nowym Jorku, to może się udać. Będziemy w „bańce” tak jak w NBA, czyli tylko w hotelu lub na korcie – odniósł się do czekającej go rywalizacji w Nowym Jorku ubiegłoroczny uczestnik meczów czwartej rundy.

Palermo. Jedna z tenisistek zakażona

/ Jakub Karbownik , źródło: www.ubitennis.net/własne, foto: AFP

Jedna z tenisistek mających wziąć udział w rozpoczynającym się 3 sierpnia Palermo Ladies Open jest zakażona koronawirusem. Wykazały to testy, jakim poddawane są wszystkie zawodniczki.

Impreza na południu Włoch to pierwszy turniej głównego cyklu, jaki tenisistki rozegrają po przerwie spowodowanej wybuchem pandemii COVID-19. Rywalizacja będzie się toczyć z zachowaniem reżimu sanitarnego. Jednym z warunków, który muszą spełnić tenisistki grające w turnieju, jest poddanie się testowi na koronawirusa tuż po przybyciu do Palermo.

Jak poinformowano, podczas pierwszej serii badań wykryto jeden przypadek zachorowania. Pierwotnie nie było wiadomo, o którą dokładnie zawodniczkę chodzi. Później jednak pojawiła się informacja, że zakażona jest Wiktoria Tomowa. Bułgarka miała grać w eliminacjach, ale w związku z zakażeniem wycofała się z rywalizacji i została odizolowana.

– We współpracy ze swoimi doradcami medycznymi oraz specjalistami ds. chorób zakaźnych, WTA wdrożyło plan reagowania na COVID-19. Każda osoba, która uzyska pozytywny wynik testu, zostanie odizolowana zgodnie z ustalonymi regułami i otrzyma odpowiednią opiekę medyczną. Ponadto wszyscy, którzy mogli mieć bliski kontakt z zakażoną, przejdą testy – czytamy w oświadczeniu.

Jak przyznano, wykrycie zakażenia nie wpłynie na przebieg rywalizacji. Impreza odbędzie się zgodnie z planem. W eliminacjach do turnieju wystąpiła Magdalena Fręch. Nasza jedyna reprezentantka uległa w pierwszej rundzie Słowence Kai Juvan.

Roberto Bautista Agut z herbem piłkarskiego klubu na koszulce

/ Jakub Karbownik , źródło: www.ubitennis.net/własne, foto: AFP

Logo hiszpańskiego klubu Villarreal FC pojawi się na koszulce, w której będzie występował w turniejach Roberto Bautista Agut. 32-letni tenisista kibicuje temu zespołowi od najmłodszych lat, a jako dziecko był nawet jego zawodnikiem.

Nierzadko zawodowym sportowcom stawiane jest pytanie – czym by się zajmowali, gdyby nie byli tenisistami. Dwunasty obecnie tenisista świata zapewne byłby piłkarzem. Roberto Bautista występował nawet w juniorskich drużynach Villareal. Przygodę z zawodową piłką zakończył, ale miłość do klubu pozostała. Także władze klubu nie zapomniały o swym byłym zawodniku, który ostatecznie wybrał tenis.

W mediach społecznościowych poinformowały o nawiązaniu współpracy marketingowej z Bautistą Agutem. W ramach podpisanej umowy tenisista będzie miał logo klubu na rękawie koszulki podczas turniejów rangi ATP Tour oraz ITF.

– Jestem związany z Villareal odkąd byłem dzieckiem. Z przyjemnością będę grał teraz z jego herbem – skomentował Twitterze podpisanie 32-letni tenisista.

Casper Ruud: Ten czas może nam wyjść na dobre

/ Natalia Kupsik , źródło: własne/www.atptour.com, foto: AFP

Casper Ruud w przeciwieństwie do wielu innych zawodników jest daleki od skarżenia się na wymuszoną pandemią przerwę w rozgrywkach ATP. Dla największej tenisowej nadziei Norwegii minione miesiące były pod wieloma względami bardzo cenne.

Okres, w którym niemożliwa stała się regularna rywalizacja na najwyższym poziomie Casper Ruud postanowił wykorzystać na wytężoną pracę nad tenisowymi umiejętnościami. Zawodnik nie kryje zadowolenia z tego, że zawieszenie rozgrywek pozwoliło mu nawet na kilka treningowych eksperymentów.

– Pod względem techniki gry nie wprowadziłem jakichś fundamentalnych zmian. Powiedziałbym raczej, że udoskonaliłem wiele jej różnych aspektów. Starałem się przenieść moje umiejętności na wyższy poziom przy pomocy nowych metod– powiedział tenisista – Celowo skupiłem się więc na trenowaniu bardziej agresywnych uderzeń z głębi kortu. Podczas niektórych ćwiczeń byłem wręcz absurdalnie agresywny tylko po to, by zrozumieć, jak się czuję grając w ten sposób. (…) Robienie tego, czego zazwyczaj nie robisz jest ważne. To był dobry okres na doskonalenie w ten sposób mojej gry – dodaje.

Oczywiście nie cały wolny czas zawodnik wypełnił treningami. Równie istotna podczas pandemicznej przerwy okazała się dla niego możliwość spędzenia większej ilości czasu w gronie bliskich, a także powrót do dawnego hobby.

– Trenuję mniej więcej pięć, sześć dni w tygodniu, ale czerpię też radość z odpoczynku, zwłaszcza wieczorami – wyjaśnia Ruud – Uwielbiam golf! (…) Sporo grałem podczas wolnego czasu, który spędzam w Oslo. Gram od najmłodszych lat i to moja wielka pasja.

Co ciekawe w przymusowym urlopie Norweg dostrzega także szansę na lepsze zaprezentowanie się w zbliżających się pojedynkach. Za sprawą swojego wieku miałby, jak twierdzi znaleźć się po wznowieniu rozgrywek w łatwiejszym niż bardziej doświadczeni zawodnicy położeniu.

– Myślę, że to, że jestem dosyć młody daje mi teraz pewną przewagę. W porównaniu ze starszymi zawodnikami, młodszym łatwiej jest utrzymać wysoki poziom i intensywność gry – powiedział Norweg – Ten czas może nam wyjść na dobre, jeśli tylko właściwie go wykorzystamy.

Palermo. Turniej, na który czekaliśmy pięć długich miesięcy

/ Szymon Adamski , źródło: własne, foto: AFP

Bez Simony Halep, Karoliny Pliszkovej czy Kiki Bertens, ale mimo to z ośmioma zawodniczkami z czołowej 30 rankingu WTA – tak wygląda obsada pierwszego turnieju WTA po pięciomiesięcznej przerwie. W Palermo zagrają też najlepsze włoskie tenisistki – Camila Giorgi i Sara Errani. To świetna informacja dla miejscowych kibiców, którzy zdążyli wykupić już niemal wszystkie bilety. 

Z numerem jeden w turnieju wystąpi Chorwatka Petra Martić, choć… sama w to nie wierzyła. – Bardzo cieszę się z tego, że tu jestem i wszystko zaczyna się od nowa. Szczerze mówiąc, jeszcze tydzień temu w to nie wierzyłam – powiedziała była podopieczna Sandry Zaniewskiej. Podobne słowa będą wybrzmiewać pewnie często w kolejnych dniach. Sytuacja wciąż jest bowiem niepewna. Równocześnie napływają informacje o nowych turniejach w kalendarzu i o tych wykreślanych z rozpiski. Turniej w Palermo ma potwierdzić, że świat tenisa znów jest gotowy do walki o rankingowe punkty. Przeszkodzić nie mogą nawet nowe przypadki zakażeń koronawirusem wśród tenisistów. Nikt się przecież nie łudzi, że zawodnicy w jakiś cudowny sposób przed nim uciekną. Wirus dopada przedstawicieli każdej grupy zawodowej i tenisiści nie są wyjątkiem.

W Palermo pozytywny wynik testu na koronawirusa otrzymała Bułgarka Wiktoria Tomowa. W żaden sposób nie zakłóciło to jednak przebiegu pierwszego dnia zmagań w kwalifikacjach. Tomową zastąpiła Daniela Seguel, a wszystkie pozostałe mecze odbyły się zgodnie z planem. Dla polskich kibiców najważniejszy był ten z udziałem Magdaleny Fręch. Nasza reprezentantka niestety przegrała 6:2, 2:6, 4:6 z Kają Juvan.

W turnieju głównym nie zobaczymy zatem ani Fręch, ani żadnej innej Polki. Iga Świątek i Magda Linette, które miałyby w nim pewne miejsce dzięki rankingowi, pominęły sycylijski turniej w swoich planach.  Linette wróci do rywalizacji najprawdopodobniej w przyszłym tygodniu podczas turnieju w Lexington, w którym udział planuje też m.in. Serena Williams. Iga Świątek chciała natomiast wznowić starty w Waszyngtonie, ale to jeden z tych turniejów, które wykreślono z kalendarza. Bardzo możliwe, że warszawiankę zobaczymy na korcie dopiero 21 sierpnia, kiedy ruszy Western&Southern Open, rozgrywane w tym roku wyjątkowo nie w Cincinnati, a w Nowym Jorku.

Wracając do Palermo, organizatorzy liczyli na przyjazd kilku tenisistek ze ścisłej światowej czołówki. Najwięcej mówiło i pisało się o Simonie Halep, ale brano pod uwagę również występ Karoliny Pliszkovej i Kiki Bertens, która w zeszłym roku dotarła do finału. Z różnych powodów żadna z nich ostatecznie na Sycylię nie dotarła. Nie oznacza to jednak, że obsada zawodów jest słaba. Wręcz przeciwnie – jest mocna, tyle tylko, że spodziewano się jeszcze mocniejszej. Dość powiedzieć, że poprzednią edycję wygrała sklasyfikowana wówczas na 90. pozycji Jill Teichmann. Pozycja w ogonie pierwszej setki wystarczyła Szwajcarce, by zostać rozstawioną z numerem osiem. W tegorocznej edycji z takim rankingiem ledwo co załapałby się do turnieju głównego, a rozstawiona z numerem osiem Jekaterina Aleksandrowa zajmuje 27. miejsce w rankingu. Różnica jest więc ogromna.

Petra Martić, Donna Vekić, Marketa Vondrouszova czy Dajana Jastremska – to jedne z największych gwiazd 31. edycji włoskiej imprezy. Na starcie pojawią się też reprezentantki gospodarzy: Camila Giorgi, Sara Errani oraz świeżo upieczona mistrzyni Włoch – Jasmine Paolini. To właśnie Włoszki będą zapewne najgłośniej dopingowane przez miejscowych kibiców. Łącznie do sprzedaży trafiło 2250 wejściówek. Skorzystają z nich jednak tylko ci kibice, którzy będą mieć temperaturę nie wyższą niż 37,5 stopnia. W przeciwnym razie zostaną odesłani z powrotem do domu. – Na organizatorach turnieju w Palermo ciąży olbrzymia odpowiedzialność – ocenił szef WTA Steve Simon. Pozostaje więc mieć nadzieję, że zapowiedzi znajdą pokrycie w rzeczywistości i Włosi wszystkiego dopilnują.

Pierwsze mecze turnieju głównego już w poniedziałek. Po pięciu miesiącach przerwy stawką spotkań czołowych zawodniczek znów będą rankingowe punkty. To gwarancja walki do upadłego i wspaniałych emocji, których na pewno brakowało każdemu kibicowi.

Łódź. Dublet Kani-Choduń. Ciaś najlepszy w turnieju mężczyzn

/ Szymon Adamski , źródło: własne, foto: LOTOS PZT Polish Tour

Paula Kania-Choduń doskonale spisała się w szóstym turnieju z cyklu LOTOS PZT Polish Tour. W Łodzi cieszyła się ze zwycięstwa i w singlu, i w deblu. W turnieju mężczyzn najlepszy okazał się natomiast Paweł Ciaś, który w finale odrobił straty ze stanu 2:5 w decydującym secie.

Turniej w Łodzi zamknął bardzo intensywną część krajowego cyklu. W ciągu ostatniego miesiąca polscy tenisiści mogli rywalizować w czterech imprezach, na czele z Mistrzostwami Polski. Pomiędzy kolejnymi imprezami było co najwyżej pięć dni przerwy. Ostatnio czasu na regenerację nie było w zasadzie wcale. Chociażby Paula Kania-Choduń we wtorek uczestniczyła w finale gry podwójnej w Kozerkach, a już w środę rozegrała dwa singlowe mecze w Łodzi.

Zmęczenie na pewno było duże, ale tenisistka z Sosnowca radziła sobie z nim równie dobrze, co z kolejnymi przeciwniczkami. W drodze po trofeum pokonała m.in. Martynę Kubkę i Katarzynę Piter, które w poprzednich imprezach LOTOS PZT Polish Tour docierały do finałów. W meczu o tytuł wygrała natomiast 6:0, 6:2 z Katarzyną Wysoczańską, dla której sam występ w finale był już bardzo cennym osiągnięciem.

Zupełnie inny przebieg miał finał turnieju mężczyzn. W nim emocji nie brakowało do samego końca. Jan Zieliński prowadził z Pawłem Ciasiem już 6:3, 3:6, 5:2, ale nie potrafił postawić przysłowiowej kropki nad ,,i”. Ciaś walczył do samego końca i zdołał odwrócić losy pojedynku, wygrywając pięć gemów z rzędu. Było to dla niego pierwsze turniejowe zwycięstwo w krajowym cyklu. Wcześniej bardzo bliski szczęścia był w Szczecinie. Zieliński wygrał natomiast aż trzy turnieje w grze podwójnej.

Po zwycięstwie w Łodzi zrównali się z nim w tej statystyce Szymon Walków i Kacper Żuk. Para rozstawiona z numerem jeden pokonała w finale 2:6, 6:2, 10-6 Karola Drzewieckiego i Piotra Matuszewskiego, czyli turniejowe ,,dwójki”. Również w finale gry podwójnej kobiet obserwowaliśmy starcie dwóch najwyżej rozstawionych duetów. Paula Kania-Choduń i Anastazja Szoszyna pokonały 6:2, 6:4 Katarzynę Piter i Joannę Zawadzką.


Wyniki

Finał singla mężczyzn:

Paweł Ciaś (4) – Jan Zieliński (3) 3:6, 6:3, 7:5

Finał singla kobiet:

Paula Kania-Choduń (5) – Katarzyna Wysoczańska 6:0, 6:2

Finał debla mężczyzn:

S. Walków, K. Żuk (1) – K. Drzewiecki, P. Matuszewski (2) 2:6, 6:2, 10-6

Finał debla kobiet:

P. Kania, A. Szoszyna (1) – K. Piter, J. Zawadzka (2) 6:2, 6:4