Charleston. Rewelacyjna Egipcjanka zatrzymała Kawę

/ Anna Niemiec , źródło: własne, foto: Materiały prasowe LOTOS PZT Polish Tour

Katarzynie Kawie nie udało się sięgnąć po trofeum w grze pojedynczej w turnieju rangi ITF z pulą nagród 100 tysięcy dolarów. W decydującym pojedynku lepsza okazała się Mayar Sherif.

Polka ma za sobą świetny tydzień. W drodze do finału pokonała m.in. Catherine Bellis, Lauren Davis i Renatę Zarazuę. 27-latka urodzona w Krynicy-Zdroju miała dużą szansę, żeby wyjechać z Charleston w podwójnej koronie. W sobotę razem z Magdaleną Fręch triumfowała w grze podwójnej. W niedzielę Kawa nie znalazła jednak sposobu na Mayar Sherif.

Finałowe spotkanie rozpoczęło się od czterech przełamań z rzędu. Od stanu 2:2 Egipcjanka wygrała jednak cztery gemy z rzędu i zapisała pierwszego seta na swoim koncie.

W drugiej odsłonie meczu zawodniczki pilnowały własnych serwisów do wyniku 3:3. W końcówce partii górą ponownie była tenisistka z Afryki. Wygrała trzy kolejne gemy i po godzinie i 26 minutach mogła się cieszyć z największego tytułu w karierze.

Mayar Sherif to jedna z rewelacji tego sezonu. We wrześniu jako pierwsza w historii reprezentantka Egiptu wygrała trzy mecze w kwalifikacjach i wystąpiła w Roland Garros. Dzięki zwycięstwu w Charleston awansuje na najwyższe w karierze, 132. miejsce w światowym rankingu. Katarzyna Kawa dzięki punktom za finał również poprawi życiówkę w zestawieniu najlepszych tenisistek i w poniedziałek znajdzie się na 112. miejscu.


Wyniki

Finał singla

Mayar Sherif (Egipt, Q) – Katarzyna Kawa (Polska) 6:2 6:3

Paryż. Miedwiediew z pierwszym triumfem w sezonie

/ Dominika Opala , źródło: własne , foto: AFP

Daniił Miedwiediew zdobył pierwszy tytuł od 13 miesięcy. W finale Rolex Paris Masters Rosjanin pokonał Alexandra Zvereva 5:7, 6:4, 6:1. To trzecie trofeum moskwianina w turnieju tej rangi. 

Zarówno dla Daniiła Miedwiediewa, jak i dla Alexandra Zvereva był to pierwszy występ w finale paryskiego Mastersa. Rosjanin walczył o zdobycie premierowego tytułu w tym roku, z kolei Niemiec miał szansę na trzeci triumf w sezonie 2020. Było to siódme starcie tych tenisistów. We wcześniejszych spotkaniach tylko raz lepszy był moskwianin, a miało to miejsce w ubiegłym roku, w finale w Szanghaju.

Historia lubi się powtarzać i tym razem również to Miedwiediew pokonał Zvereva w meczu o mistrzostwo w turnieju rangi Masters 1000. Początek pojedynku był wyrównany i opierał się głównie utrzymywaniu podania. Niemiec czuł się lepiej w dłuższych wymianach, natomiast Rosjanin starał się skracać akcje. Wszystko zapowiadało, że losy partii otwarcia będzie musiał rozstrzygnąć tie-break, ale w ostatnim możliwym momencie „Sascha” wykorzystał słabszego gema serwisowego rywala i uzyskał pierwszego breaka w meczu. Ten okazał się niezwykle cenny, zapewniając prowadzenie 1:0 w setach.

W drugiej odsłonie poziom widowiska nieco się obniżył. U obu zawodników pojawiło się więcej niewymuszonych błędów. Zverev miał coraz większe problemy z utrzymaniem podania, aż w końcu, w dziesiątym gemie Miedwiediew zdołał po raz pierwszy przełamać przeciwnika. To był moment zwrotny w meczu. W następnym gemie finalista US Open 2019 pewnie zakończył seta i lepiej prezentował się od rywala.

Decydująca partia źle zaczęła się dla Zvereva, który już na początku stracił serwis. W kolejnym gemie miał jeszcze szanse na szybkie odrobienie strat, ale kilka złych decyzji mu to uniemożliwiło. Miedwiediew z kolei był na fali i coraz pewniej zmierzał po zwycięstwo. Następnie dołożył kolejnego breaka i całkowicie dominował na korcie. W efekcie Niemiec wygrał w trzecim secie tylko gema i tym samym zakończyła się jego seria 12 wygranych meczów.

Daniił Miedwiediew zdobył trzeci tytuł Masters 1000 i ósmy ogólnie. Szósty raz w historii paryskiego mastersa tytuł zdobył reprezentant Rosjii. Przed Miedwiediewem dokonali tego Marat Safin (2000, 2002, 2004), Nikołaj Dawidienko (2006) i Karen Chaczanow (2018).

Przed Miedwiediewem i Zverevem ostatni występ w sezonie. Obaj zagrają w ATP Finals w Londynie, które odbędą się w dniach 15-22 listopada.


Wyniki

Finał singla:

Daniił Miedwiediew (Rosja, 3) – Alexander Zverev (Niemcy, 4) 5:7, 6:4, 6:1

Ogromny awans Hurkacza w deblowym rankingu. Polak zadebiutuje w czołowej setce

/ Maciej Pietrasik , źródło: własne, foto: AFP

Zwycięstwo Huberta Hurkacza w deblowym turnieju ATP Masters 1000 w paryskiej hali Bercy da Polakowi spory awans w rankingu deblistów. Wrocławianin od poniedziałku będzie zajmował 72. lokatę. W efekcie zostanie drugim najwyżej klasyfikowanym tenisistą z naszego kraju w tym zestawieniu – przed nim jest oczywiście Łukasz Kubot.

Do tej pory Hubert Hurkacz zdecydowanie największe sukcesy święcił w singlu. Końcówka sezonu 2020 w grze pojedynczej była jednak w jego wykonaniu nieudana. Niepowodzenia powetował sobie w deblu, niespodziewanie triumfując razem z Felixem Augerem-Aliassime w Paryżu.

Wygrana dała Polakowi i Kanadyjczykowi po 1000 punktów do deblowego rankingu ATP. Obaj zaliczą dzięki temu ogromny awans – wrocławianin zyska 108 pozycji, Auger-Aliassime aż 174.

Dzięki temu Hurkacz będzie 72. deblistą świata, jego partner zajmował będzie 77. lokatę. Polak i Kanadyjczyk nigdy wcześniej nie znajdowali się w pierwszej setce w grze podwójnej. Wrocławianin najwyżej był do tej pory na 174. pozycji.

Najwyżej klasyfikowanym polskim deblistą wciąż będzie rzecz jasna Łukasz Kubot, który wspólnie z Marcelo Melo zajmuje szóste miejsce. Hurkacz będzie numerem dwa w naszym kraju – zepchnie z tego miejsca Szymona Walkowa, który w poniedziałek zajmował będzie 140. lokatę. Na 151. pozycji notowany będzie z kolei Karol Drzewiecki.

Magda Linette: Cały czas wierzę, że uda mi się wygrać Wielkiego Szlema

/ Natalia Kupsik , źródło: własne/www.youtube.com, foto: AFP

Fani tenisa mieli niedawno okazję lepiej poznać drugą aktualnie najwyżej notowaną polską tenisistkę. W rozmowie z Tomaszem Smokowskim Magda Linette opowiedziała o swoich wartościach, kulturze pracy oraz o drodze, jaką przeszła z rakietą w dłoni.

Wczorajszy odcinek cyklu wywiadów publikowanych na Kanale Sportowym w serwisie You Tube szczególnie ciepło przyjęty zostać mógł przez kibiców toczących się na kortach zmagań. Wszystko za sprawą faktu, że tym razem na serię pytań Tomasza Smokowskiego przed kamerą odpowiedzieć zgodziła się Magda Linette. Korzystając z zaproszenia poznanianka szeroko skomentowała wiele ciekawych wątków swojej kariery.

Jedno z pierwszych pytań, na które Polka odpowiedziała  dotyczyło radzenia sobie z towarzyszącymi sportowcom oczekiwaniami i presją. Zawodniczka przyznała, że nie odczuwała nigdy olbrzymich stawianych względem niej ze strony otoczenia wymagań. Jak podkreśliła zdarzało się, że sytuacja wyglądała wręcz przeciwnie. Sama jednak kierowana ambicją i świadomością własnych umiejętności nie raz potrafiła sprawić, że jej rywalizacji towarzyszyło niemałe napięcie.

– Na meczach treningowych często widzę, jak dobrze mi idzie. Jak jestem blisko tego, by wygrywać z dziewczynami z pierwszej dziesiątki. Kiedy wychodzę na mecz mam w stosunku do siebie związane z tym oczekiwania. Wiem też, że jestem coraz starsza – powiedziała 28-latka – Widzę, że mogę i bardzo tego chcę. Ciężko na to pracuję i bardzo się poświęcam, ale czasami jednak mi nie wychodzi. (…) W moim przypadku na korcie zdecydowanie trudniejsza jest więc moja głowa. Trudne jest to, żeby ją okiełznać.

Magda Linette opowiedziała także o uczuciach towarzyszących jej podczas śledzenia mistrzowskiej drogi Igi Świątek w tegorocznym Roland Garros. Jak podkreślała już po kilku meczach w wykonaniu 19-latki spodziewała się tego, że zamelduje się ona w finale imprezy. Chociaż gigantyczny sukces je młodszej koleżanki przyszedł bardzo szybko poznanianka nie potraktowała go jako powodu do autokrytyki, ani tym bardziej do utraty wiary we własne możliwości.

– Byłam pewna, że Iga wygra Wielkiego Szlema, ale też byłam w szoku, że udało jej się to tak szybko. (…) Po turnieju bardzo jej gratulowałam, bo to coś ogromnego. Ma u mnie olbrzymi szacunek za to, że to udźwignęła – usłyszeliśmy – Nie traktuję tego tak, że skoro Idze się udało, to mi się już nie uda. Uważam, że mam jeszcze kolejnych powiedzmy cztery, pięć lat. Cały czas wierzę, że uda mi się wygrać Wielkiego Szlema . To jest mój cel. Patrzę na to bardziej w ten sposób, że ja też z Igą trenuję i wiem jak blisko tego poziomu jestem. Wcześniej takie samo odczucie miałam z Sofią Kenin. Też wygrywałam z nią na treningach, a ona przecież wygrała Australian Open. (…) Dla mnie to po prostu kolejna koleżanka z touru, której się to udało. Nie porównuję się do niej, bo mamy tak różne drogi, że to byłoby bez sensu.

Zawodniczka odsłoniła również kulisy swojej codziennej pracy. Jak sama przyznaje korzysta z pracy mentalnej, ale także z bardzo wielu schematów zachowań pomagających jej na korcie zaprezentować swoje najlepsze umiejętności. To dla niej element profesjonalizmu w podejściu do rywalizacji.

– Zarówno na dzień przed meczem, jak i w dniu meczu robimy wizualizację. Staram się zazwyczaj przeprowadzić  ją tak, żeby „rozegrać” w głowie poszczególne punkty, dokładnie poczuć w ręku rakietę i piłkę. (…) To jest około dziesięć, piętnaście minut uspokojenia się i koncentracji przed meczem tak, aby wejść we właściwy rytm. W głowie bardzo dużo się dla nas rozgrywa – wyjaśniła poznanianka – Mam też około piętnastu, dwudziestu minut takich „rytuałów rozgrzewkowych”, bez wykonania których mentalnie czuję się bardzo źle. Od pięciu, sześciu lat tego nie zmieniam. Trener czasami chciałby coś zmienić, ale dla mnie to byłoby bardzo trudne. (…) Te rozgrzewkowe rytuały to jedna z rzeczy bez których nie byłabym w stanie wyjść na kort.

W rozmowie nie zabrakło także miejsca na nieco poważniejsze refleksje. Magda Linette zdradziła między innymi czego jako człowiek nauczyła się o sobie dzięki zawodowemu uprawianiu tenisa.

– Nauczyłam się na pewno dużo lepszej komunikacji oraz przyjmowania negatywnych rzeczy o mnie. Żadna osoba nie chce usłyszeć o sobie czegoś negatywnego. Przyjęcie tego do świadomości i nie obrażenie się, to była dla mnie najtrudniejsza rzecz – przyznała –  Zdobycie świadomości tak, aby przyjąć to jako konstruktywną krytykę i zacząć jeszcze nad tym pracować zaczęło mnie bardzo zmieniać. Przełożyło się to na mój tenis i na to, jak teraz trenuję.

Paryż. Hurkacz i Auger-Aliassime mistrzami! Ależ powrót! Obronili pięć meczboli!

/ Szymon Frąckiewicz , źródło: własne, foto: AFP

Hubert Hurkacz ma za sobą swój pierwszy finał debla w turnieju ATP Tour. Zdobył tez swój pierwszy tytuł! Razem z Felixem Augerem-Aliassime zaliczyli imponujący comeback, by pokonać Mate Pavicia i Bruno Soaresa!

Rozstawieni z „2” Mate Pavić i Bruno Soares byli co prawda faworytami tego finału, jednak biorąc pod uwagę ile niespodzianek sprawili już w Paryżu Hubert Hurkacz i Felix Auger-Aliassime, można było dawać im w tym meczu równe szanse. Pierwszy set tylko to potwierdził. Wyrównana partia zakończyła się tiebreakiem, a wcześniej tylko w jednym gemie duet kanadyjsko-polski musiał bronić break-pointów. W tiebreaku dość szybko jednak przewagę wypracowali sobie Chorwat i Brazylijczyk. Ostatecznie zwyciężyli w nim 7:3.

Druga partia miała dosyć podobny przebieg, choć wyraźnie łatwiej gemy przy swoim podaniu wygrywali Pavić i Soares. Ostatecznie znów decydujący był tiebreak, choć chorwacko-brazylijski duet był bardzo bliski zakończenia seta zwycięstwem 7:5, ponieważ dwunasty gem zakończył się deciding pointem. Wydawało się już, że bardziej doświadczeni rywale ponownie wygrają w tiebreaku, jednak tak się nie stało. Auger-Aliassime i Hurkacz obronili cztery piłki meczowe, po czym wykorzystali już pierwszego setbola, zwyciężając 9-7.

O zwycięstwie w stolicy Francji, po raz kolejny w meczu Kanadyjczyka i Polaka w tym turnieju, zadecydował super tiebreak. W nim najbardziej sensacyjna para tego turnieju spisała się wyśmienicie! Auger-Aliassime i Hurkacz wygrali aż 10:2, sięgając po swoje pierwsze trofeum w deblu!

Hubert Hurkacz dzięki temu rezultatowi awansuje do czołowej setki rankingu deblowego, a w Polsce lepszy od niego w tym zestawieniu pozostanie jedynie Łukasz Kubot. Cieszy, że ten nierówny sezon wrocławianin zakończył triumfem.


Wyniki

Finał debla

Felix Auger-Aliassime, Hubert Hurkacz (Kanada, Polska) – Mate Pavić, Bruno Soares (Chorwacja, Brazylia, 2) 6:7(3), 7:6(7) [10:2]

Charleston. Kawa celuje w dublet, zrobiła pierwszy krok

/ Anna Niemiec , źródło: własne, foto: bellacup

Sobota była niezwykle udanym dniem dla Katarzyny Kawy. Polka najpierw pokonała Renatę Zarazuę i awansowała do finału gry pojedynczej turnieju rangi ITF z pulą nagród 100 tysięcy dolarów, a kilka godzin później razem z Magdaleną Fręch sięgnęła po tytuł w grze podwójnej.

Reprezentantka Biało-Czerwonych dobrze rozpoczęła spotkanie przeciwko pierwszej rakiecie Meksyku i już w pierwszy gemie zdobyła przełamanie. Zarazua szybko odrobiła stratę i wyrównała na 2:2. W siódmym gemie po raz kolejny nie była jednak w stanie utrzymać podania. Tym razem polska tenisistka zdołała utrzymać przewagę „breaka” i zapisała pierwszą partię na swoim koncie.

Kawa poszła za ciosem w drugiej odsłonie meczu i szybko odskoczyła na 5:1. Meksykanka zdołała odrobić stratę jednego przełamania, ale na więcej Polka już jej nie pozwoliła i po 85 minutach zakończyła spotkanie.

W finale 27-latka urodzona w Krynicy-Zdroju zagra z Mayar Sherif.

Kilka godzin po półfinałowym zwycięstwie w singlu Katarzyna Kawa razem z Magdaleną Fręch wyszły na kort, żeby walczyć o tytuł w grze podwójnej. Polki w pierwszym secie były gorsze o jedno przełamanie od Astry Sharmy i Mayary Sherify, ale w drugim wygrały z taką samą przewagą. W super tie-breaku oddały rywalkom już tylko dwa punkty i mogły cieszyć się ze zwycięstwa.

Kawa i Fręch w Charleston zdobyły wspólnie drugi tytuł podczas pobytu w Stanach Zjednoczonych. Dwa tygodnie temu okazały się bezkonkurencyjne również w Macon.


Wyniki

Półfinał singla

Katarzyna Kawa (Polska) – Renata Zarazua (Meksyk) 6:4 6:3

Finał debla

M Fręch, K. Kawa (Polska) – A. Sharma, M. Sherif (Australia, Egipt) 4:6 6:4 10:2