Strasburg. Do trzech razy sztuka Krejcikovej

/ Jakub Karbownik , źródło: Własne/www.wtatennis.com, foto: AFP

Barbora Krejcikova pokonała 6:3, 6:3 Soranę Cirsteę w finale turnieju rangi WTA 250 w Strasburgu. Dla reprezentantki naszych południowych sąsiadów to pierwszy singlowy tytuł mistrzowski w karierze.

Tenisistka z Brna to była liderka deblowego rankingu WTA i triumfatorka pięciu turniejów wielkoszlemowych w deblu i mikście. W singlu 38. zawodniczka świata dotychczas wystąpiła w dwóch finałach. Zarówno w 2017 w Norymberdze jak i w tym roku w Dubaju musiała uznać wyższość rywalek.

Pierwsza odsłona sobotniego finału rozpoczęła się po myśli późniejszej triumfatorki. Krejcikova objęła prowadzenie 4:0. Jednak nie przyszło jej to łatwo. Trzy gemy roztrzygane były na przewagi. Z kolei prowadząc 3:0, musiała bronić szans na przełamanie jakie miała rywalka. Od stanu 1:5 Cirstea wygrała dwa gemy, ale ostatnie słowo należało do Czeszki, która objęła prowadzenie w meczu. Drugi set to ponownie prowadzenie zawodniczki z Brna. Tym razem 3:1. Nim tenisistki zmieniły strony, Rumunka odrobiła stratę przełamania. Jednak turniejowa „piątka” wygrała trzy z czterech kolejnych gemów i sięgnęła po pierwszy w karierze tytuł mistrzowski w rywalizacji singlowej.

– Dziś na korcie towarzyszyły mi niesamowite emocje. Jak na razie nie jestem w stanie tego wszystkiego ogarnąć myślami – podsumowała sobotnie spotkanie Krejcikova, która w poniedziałek awansuje na najwyższe w karierze 33. miejsce w rankingu singlowym WTA.

Barbora Krejcikova to trzecia czeska tenisistka, która sięgnęła po tytuł mistrzowski. Przed nią dokonały tego Jana Novotna w 1989 roku oraz Nicole Vaidisova przed piętnastoma laty.

 


Wyniki

Finał:

Barbora Krejcikova (Czechy, 5) – Sorana Cirstea (Rumunia) 6:3, 6:3

Świątek: będę traktować ten turniej, jak każdy inny

/ Anna Niemiec , źródło: rolandgarros.com, foto: AFP

Dwa dni przez rozpoczęciem Roland Garros czołowi tenisiści i tenisistki świata rozmawiali z przedstawicielami mediów. Z dziennikarzami o oczekiwaniach przed próbą obrony tytułu, pojedynku z przyjaciółką oraz relacji z Rafaelem Nadalem rozmawiała również Iga Świątek.

Reprezentantka Polski w pierwszej rundzie tegorocznej edycji paryskiej imprezy zmierzy się ze swoją dobrą koleżanką Kają Juvan. 19-latka z Raszyna pokonała Słowenkę w trzech setach na początku lutego w trakcie turnieju w Melbourne poprzedzającego Australian Open.

Nie jest łatwo grać przeciwko swojej najlepszej przyjaciółce – przyznała podopieczna Piotra Sierzputowskiego. – To nie jest miłe losowanie, bo wiadomo, że jedna z nas przegra. Na pewno ten mecz w lutym dodał mi pewności siebie. Jesteśmy przyjaciółkami, ale na korcie wszyscy są równi. Całkiem dobrze wychodzi mi zapominanie o tym z kim rywalizuje i koncentrowanie na tym, że mam grać w tenisa, odbijać piłkę.

Iga Świątek po raz kolejny podkreśliła, że niezwykle ważna rolę w jej teamie pełni psycholog. Daria Abramowicz nie pozwala m.in., żeby rutyny młodej tenisistki zamieniły się w przesądy.

Daria jest temu przeciwna, ponieważ są sytuacje, w których robisz rzeczy, które robiłeś już wcześniej, ale coś może się zmienić i nagle zaczynasz się denerwować, a to zupełnie niepotrzebne – wyjaśniła pierwsza rakieta Polski. – Dobrze, gdy masz szanse tego uniknąć, ale ja lubię swoje rutyny. Jestem ich wielką fanką, bo na przykład lubię słuchać tej samej muzyki, gdy wchodzę na kort. Nie znaczy to jednak, że gdy zjem innym rodzaj jajek na śniadanie niż normalnie, to wszystko będzie źle.

Ubiegłoroczna mistrzyni opowiedziała również o tym, jak przygotowuje się do obrony tytułu pod względem mentalnym.

Skupiamy się na tym, żeby traktować ten turniej, jak każdy inny, bo to będzie kluczowe. Sezon jest długi. Wzięłam udział już w wielu turniejach przed Roland Garros i zagram w wielu w kolejnych miesiącach. Obniżam swoje oczekiwania. Patrząc na doświadczenie innych zawodników, wiem, że obrona tytułu nie jest prosta, więc daje sobie czas. Daria zachęca mnie do tego i tłumaczy, że to dobre podejście do tej sytuacji, bo ona może być naprawdę stresująca, a ja chcę być taką samą zawodniczką, jak inne dziewczyny w turnieju.

Iga Świątek nigdy nie ukrywała, że jej ulubionym tenisistą jest Rafael Nadal, który o obronie tytułu w Paryżu wie więcej niż ktokolwiek inny.

Być może będziemy mieli okazję, żeby o tym porozmawiać – wyraziła nadzieję 19-latka z Raszyna. – W zeszłym roku wymieniliśmy kilka zdań, a wczoraj powiedział mi „cześć”, ale na razie ja jestem zbyt onieśmielona, żeby sama do niego zagadać. Jestem jego wielką fanką. Byłoby świetnie jeśli miałabym okazję, że zapytać go o coś, nauczyć się czegoś od niego, ale oboje jesteśmy bardzo zajęci i trudno będzie się umówić.

Parma. Sebastian Korda z premierowym tytułem

/ Dominika Opala , źródło: własne, foto: AFP

Sebastian Korda zakończył świetny tydzień w Parmie zwycięstwem nad Marco Cecchinato w finale. Amerykanin pokonał Włocha 6:2, 6:4 i wpisał się na listę triumfatorów w głównym cyklu.

Sebastian Korda był pogromcą Włochów podczas tegorocznej edycji Emilia-Romagna Open. W drodze po premierowy tytuł wyeliminował trzech reprezentantów gospodarzy: Andreasa Seppiego, Lorenzo Sonego i Marco Cecchinato. Ponadto dołożył zwycięstwa nad Yoshihito Nishioką i Tommy’m Paulem. Z żadnym rywalem Amerykanin nie stracił nawet seta i mógł cieszyć się z pierwszego trofeum w ATP Tour. Przed tym turniejem syn Petra Kordy nie wygrał nigdy dwóch meczów z rzędu na mączce w imprezie głównej.

Finałowe starcie z Cecchinato przebiegało pod dyktando młodszego z zawodników. Korda nie pokazywał zdenerwowania, mimo że był to dopiero jego drugi pojedynek o mistrzostwo w karierze. 20-latek z Bradenton uzyskał już przełamanie w czwartym gemie, a następnie objął prowadzenie 4:1. Włoch nie miał ani jednej szansy na odrobienie strat i tym samym po 32 minutach partia otwarcia padła łupem Kordy.

Druga odsłona była już bardziej zacięta. Cecchinato mógł liczyć na doping lokalnych kibiców, ale to nie rozpraszało Amerykanina. Cały czas solidnie serwował i przejmował inicjatywę w wymianach. Jedyną okazję na przełamanie Włoch zyskał w dziewiątym gemie, ale syn mistrza Australian Open 1998 wybronił się świetnym podaniem. Kluczowy okazał się gem dziesiąty. 28-latek z Palermo nie wytrzymał presji i przegrał gema serwisowego, a tym samym cały mecz.

Korda wywalczył premierowy tytuł ATP i został pierwszym Amerykaninem od czasu Sama Querreya w 2010 roku, który sięgnął po najwyższe trofeum na europejskiej mączce. Co ciekawe, ojciec Sebastiana, Petr nigdy nie wygrał imprezy na mączce.

Dzięki temu triumfowi, Petr i Sebastian są trzecim duetem ojciec-syn, którzy zdobyli tytuły na poziomie touru w Erze Open. Dołączyli do Ramanathana i Ramesha Krishnanów oraz Phila i Taylora Dentów.


Wyniki

Finał singla:

Sebastian Korda (USA) – Marco Cecchinato (Włochy, WC) 6:2, 6:4

Belgrad. Dziesięć potknięć Dżokovicia w drodze po turniejowe zwycięstwo

/ Szymon Adamski , źródło: własne, foto: AFP

Nie był to wielki turniej Novaka Dżokovicia. Lider rankingu ATP w czterech meczach dał się przełamać aż dziesięć razy, jednak koniec końców okazał się najlepszy przed własną publicznością w Belgradzie. W finale pokonał 6:4, 6:3 sklasyfikowanego w trzeciej setce rankingu ATP Alexa Molczana. 

W trwającym sezonie Belgrad mocno zaznaczył swoją obecność na tenisowej mapie. W stolicy Serbii rozegrano dwie imprezy rangi ATP 250. Na obydwu pojawił się ten, na którego wszyscy czekali najbardziej – Novak Dżoković. Pierwsze podejście lidera rankingu ATP do zdobycia tytułu w ojczyźnie zakończyło się sensacyjną porażką w półfinale. Faworyta wyeliminował rewelacyjny Asłan Karacew.

Miesiąc później Dżoković wrócił do kraju i tym razem nie miał już sobie równych. Drabinka turniejowa ułożyła się dla niego wyjątkowo korzystnie. Najwyżej notowanym zawodnikiem, który stanął na jego drodze, był 96. w rankingu Federico Coria. Akurat jemu Serb oddał tylko jednego gema. Z pozostałymi szło mu jak po grudzie.

W czterech meczach Dżoković stracił własne podanie aż dziesięć razy. Czasami dawał po sobie poznać, że jest zawiedziony własną postawą, jak po drugim secie półfinałowego starcia z Andrejem Martinem ze Słowacji. Serb niespodziewanie przegrał tę część gry 4:6, po czym wyładował złość na rakiecie.

Finałowym rywalem Dżokovicia był Alex Molczan, młodszy rodak Martina. Przed przyjazdem do Belgradu 23-latek nie odniósł ani jednego zwycięstwa na poziomie ATP World Tour. Nawet jego challengerowy dorobek nie wygląda nadzwyczajnie – 49 zwycięstw i tyle samo porażek.

Rzut oka na dotychczasowe osiągnięcia wystarcza, by stwierdzić, że Molczan rozegrał w Belgradzie turniej życia. W żadnym stopniu nie zmienia tego finałowa porażka z Novakiem Dżokoviciem. To raczej powód do dumy, biorąc pod uwagę, że Słowak nawiązał wyrównaną walkę i ugrał siedem gemów.

Lider rankingu ATP wygrał 83. turniej w karierze, ale na świętowanie nie ma czasu. Już w niedzielę rusza bowiem Roland Garros, dlatego Serb najszybciej jak to możliwe musi przedostać się do Paryża. Mecz pierwszej rundy z Tennysem Sandgrenem rozegra w poniedziałek lub we wtorek.


Wyniki

Finał:

Novak Dżoković (Serbia, 1) – Alex Molczan (Słowacja) 6:4, 6:3

Zawieszenie trzech belgijskich tenisistów

/ Bartosz Bieńkowski , źródło: własne/puntodebreak.com, foto: AFP

Trzech Belgów zostało zawieszonych ze względu na podejrzenie ustawiania meczów. Jednym z nich jest Arthur de Greef, kiedyś 113. zawodnik świata.

De Greef to najgłośniejsze nazwisko z trójki Belgów, które zostało zawieszone. 29-latek cztery lata temu wystąpił w głównym turnieju Roland Garros. Oprócz niego w gronie zawieszonych tenisistów znajdują się także Romain Barbosa i Alec Witmeur. Pierwszy z nich był najwyżej sklasyfikowany na 403. miejscu w rankingu ATP, a drugi na 1039.

Wyżej wymienieni tenisiści są podejrzani o ustawianie spotkań. Tę sprawę bada Międzynarodowa Agencja do spraw Integralności Tenisa. Jest to niezależny organ zajmujący się nadzorowaniem uczciwości w tenisie. Do jego obowiązków należy dochodzenie w sprawach korupcyjnych, przede wszystkim w kwestiach ustawiania meczów między graczami, sędziami oraz innymi działaczami.