Australian Open. Partner inny, wynik ten sam

/ Anna Niemiec , źródło: własne, foto: AFP

Triumfatorami turnieju gry mieszanej w Melbourne zostali Barbora Krejczikova i Nikola Mektić, którzy w finale pokonali Bethanie Mattek-Sands i Jamiego Murraya. Czeszka obroniła tym samym tytuł zdobyty przed rokiem.

Spotkanie lepiej rozpoczęła para czesko-chorwacka, która odebrała podanie rywalom już w pierwszym gemie. Tenisiści rozstawienie z numerem 5 utrzymywali przewagę przełamania aż do wyniku 5:3. W tym momencie nastąpił jednak zwrot akcji. Cztery kolejne gemy zdobyli Amerykanka i Brytyjczyk i to oni objęli prowadzenie 1:0 w meczu.

Krejczikova i Mektić nie podłamali się jednak tym niepowodzeniem i w drugiej odsłonie szybko odskoczyli na 5:2. Mattek-Sands i Murray zdołali odrobić stratę jednego „breaka”, broniąc po drodze dwóch piłek setowych, ale w dziesiątym gemie ich rywale utrzymali serwis bez straty punktu i doprowadzili do wyrównania.

O losach tytułu musiał zadecydować mistrzowski tie-break, w którym Czeszka i Chorwat nie dali przeciwnikom żadnych szans i stracili tylko jeden punkt.

W sobotę Nikola Mektić zdobyły pierwszy tytuł wielkoszlemowy w karierze. Z kolei Krejczikova cieszyła się z już z czwartego zwycięstwa w imprezie tej rangi. Reprezentantka naszych południowych sąsiadów razem z Kateriną Siniakovą triumfowała w Roland Garros i Wimbledonie, a rok temu świętowała wygraną w Melbourne razem z Rajeevem Ramem.


Wyniki

Finał miksta

Barbora Krejczikova/ Nikola Mektić (Czechy, Chorawacja, 5) – Bethanie Mattek-Sands/ Jamie Murray (USA, Wlk. Brytania) 5:7 6:4 10:1

Australian Open. W oczekiwaniu na nowy tatuaż

/ Michał Krogulec , źródło: Australian Open, foto: AFP

Dominik Thiem i Novak Dźoković spotkają się w finale Australian Open 2020. W przypadku zwycięstwa Austriaka, jego mama zrobi sobie tatuaż. Następny.

Do osobliwej tradycji celebrowania sukcesów dochodzi w rodzinie Thiemów. Po meczu IV rundy pomiędzy Thiemem a Gaelem Monfilsem, tenisista zdradził zabawną historię w rozmowie z Jimem Courierem.

Otóż po zwycięstwach w Indian Wells (ATP 1000) i Pekienie (ATP 500) mama Thiema, Karin zrobiła sobie tatuaże z symbolem danego miasta, a więc orłem i pandą. W przypadku zwycięstwa jego syna w niedzielę będzie następny, najprawdopodobniej kangur.

Wszystko w rękach i nogach piątego tenisisty świata. Czy przeciwstawi się Serbowi? Czas pokaże…

Australian Open. Melbourne dla Dźokovicia niczym Londyn dla Federera?

/ Jakub Karbownik , źródło: Własne/atptour.com, foto: AFP

Novak Dźoković i Dominic Thiem zmierzą się w ostatnim meczu Australian Open 2020. Austriak stoi przed szansą na pierwszy wielkoszlemowy triumf. Z kolei dla Serba jest to okazja, aby zwyciężyć w Wielkim Szlemie po raz siedemnasty.

Novak Dźoković, Rafael Nadal i Roger Federer zdominowali rywalizację w najważniejszych czterech tenisowych turniejach. Od 2004 roku na ich konto powędrowało 57 tytułów spośród 64 jakie były do zdobycia. Tym samym próżno szukać w rankingu aktywnego tenisisty, spoza wymienionej trójki, z co najmniej pięcioma triumfami wielkoszlemowymi. Patrząc na wyniki, można powiedzieć, że każdy z wyżej wymienionych zawodników ma swój ulubiony turniej. Hiszpan zdominował Rolanda Garrosa – dwanaście zwycięstw. Szwajcar bardzo dobrze czuje się na trawie, gdzie zwyciężał ośmiokrotnie. Z kolei Serb siedem razy celebrował sukces na kortach w Melbourne Park. Tym samym mieszkający w Monte Carlo tenisista w niedzielę rano ma szansę dołączyć do swych kolegów, którzy ulubione imprezy Wielkiego Szlema wygrywali co najmniej ośmiokrotnie.

To wcale nie będzie jednak łatwe zadanie, bowiem na drodze Dźokovicia stanie bardzo dobrze dysponowany Dominic Thiem. Austriak w drodze do finału pokonał już jednego z tych największych – Rafaela Nadala. Co prawda tenisista z Wiener Neustadt ma niekorzystny bilans bezpośrednich spotkań z Serbem – przegrywa 4-6 – jednak jak sam przyznaje, nie ma to za dużego znaczenia. Zresztą każdy kij ma dwa końce. Kibice Austriaka na pewno większą wagę przywiązywać będą do tego, że w dwóch ostatnich meczach finalistów Australian Open to ich ulubieniec był górą.

– Australia to jego strefa komfortu. Od wielu lat prezentuje tutaj swój najlepszy tenis. Zatem w finale czeka mnie bardzo trudne zadanie. Jedyne co mogę zrobić, to zaprezentować mój najlepszy tenis, a także próbować zagrać tak, jak w wygranych meczach z Dźokoviciem – ocenił swoje szanse w niedzielnym finale Dominic Thiem, który wystąpi w finale wielkoszlemowym po raz trzeci. Dwa razy grał w meczu o tytuł na kortach Rolanda Garrosa, ale za każdym razem musiał uznać wyższość Rafaela Nadala.

Pune. Majchrzak wycofał się z kolejnego turnieju

/ Szymon Adamski , źródło: własne, foto: AFP

W sobotę ruszyły w Pune kwalifikacje do turnieju ATP, w którym miał wystąpić Kamil Majchrzak. Nasz reprezentant już wcześniej zrezygnował jednak z udziału. Powodem, podobnie jak w przypadku Australian Open, był uraz kości miednicy.

Majchrzak pechowo rozpoczął 2020 rok. Na razie rozegrał tylko jeden mecz i nie wiadomo, kiedy wróci do rywalizacji. Wszystko przez uraz kości miednicy, bardzo niewdzięczną kontuzję. W wywiadzie dla Onetu nasz reprezentant powiedział: doznałem specyficznego urazu, trudno unieruchomić kontuzjowaną część, bo nie można wsadzić jej w gips. Unikam ruchu, jak mogę, a że całe życie trenuję, jestem już trochę zmęczony tym nic nierobieniem. Tomasz Iwański, trener naszego reprezentanta, zaleca jednak cierpliwość.  – Największy błąd, jaki może być popełniony przy tego typu urazach, to zbyt wczesny powrót, ale oczywiście mamy nadzieję, że nastąpi to w miarę szybko – napisał na swoim profilu na Facebooku.

Choć od ostatniego, a zarazem jedynego meczu Majchrzaka w tym sezonie minął już prawie miesiąc, wciąż nie wiadomo, kiedy wróci do rywalizacji. Z nieoficjalnych informacji wynika, że przerwa potrwa jeszcze od trzech do pięciu tygodni, jednak nie można niestety wykluczyć dłuższego rozbratu z tenisem.

Majchrzak był jedynym Polakiem, który planował wystartować w Pune, więc pod jego nieobecność w drabince turniejowej nie ma żadnego z naszych tenisistów. Największymi gwiazdami imprezy będą rozstawiony z numerem jeden Benoit Paire i weteran Ivo Karlović, który będzie bronić punktów za zeszłoroczny finał. Na starcie zabraknie natomiast Kevina Andersona, triumfatora poprzedniej edycji.

Koronawirus atakuje, ATP odwołuje

/ Jakub Karbownik , źródło: Własne/atptour.com, foto: AFP

Władze ATP podjęły decyzję o odwołaniu czterech imprez ATP Challenger Tour, które miały się odbyć w ciągu dwóch najbliższych miesięcy w Chinach. Powodem takiej decyzji  jest rozszerzające się zagrożenie zachorowania na koronawirusa. 

Od kilku tygodni świat obiegają informację o coraz to nowszych przypadkach zachorowań na koronawirusa. Dla własnego bezpieczeństwa lepiej nie wybierać się w zagrożone miejsca. Międzynarodowa Federacja Lekkoatletyczna odwołała zaplanowane na połowę marca w Państwie Środka Halowe Mistrzostwa Świata. Z kolei władze ATP podjęły decyzję o odwołaniu rozgrywek tenisowych.

Tym samym w marcu nie dojdzie do rywalizacji podczas turniejów w Quijng (2-8 marca), Zhuhai (9-15 marca), Shenzhen (16-22 marca) i Zhangjiagang (23-29 marca). Jednocześnie poinformowano, że sytuacja w Chinach będzie monitorowana. Na tej podstawie zostanie podjęta decyzja co do kwietniowych imprez.

Sofia Kenin mistrzynią Australian Open!

/ Szymon Adamski , źródło: własne, foto: AFP

Rozstawiona z numerem ,,14″ Sofia Kenin po raz pierwszy w karierze została mistrzynią wielkoszlemową! W finale Australian Open pokonała 4:6, 6:2, 6:2 posiadającą znacznie większe doświadczenie Garbine Muguruzę. 

Po raz pierwszy w Erze Open w finale zabrakło tenisistki z czołowej dziesiątki rankingu WTA. Inna sprawa, że ten stan rzeczy zmieni się już w poniedziałek, ponieważ Amerykanka dzięki zdobytym punktom awansuje na 7. miejsce. W przypadku Muguruzy taki awans był niemożliwy. Hiszpanka po raz pierwszy od 2014 roku była nierozstawiona w Wielkim Szlemie. Konia z rzędem temu, kto potrafił przewidzieć, że akurat teraz spisze się tak dobrze. Jeden doskonały turniej nie pozwoli jej jednak wrócić do ścisłej czołówki. W poniedziałek awansuje na 16. pozycję.

Nie najlepsze rankingi zawodniczek nie przełożyły się na szczęście na poziom finału. Wszystko się w nim zgadzało – kibice mogli podziwiać długie wymiany kończone winnerami, skracanie akcji poprzez wypady do siatki lub skróty, a także liczne zwroty akcji. Śmiało można uznać ten pojedynek za godny finału Wielkiego Szlema. Obie zawodniczki, dla których było to przecież olbrzymie wydarzenie, stanęły na wysokości zadania i zasłużyły na zwycięstwo. Wygrać mogła jednak tylko jedna.

A tą minimalnie lepszą była dzisiaj Sofia Kenin. W pierwszym secie to jednak Hiszpanka zdobyła przewagę przełamania już w trzecim gemie. W tym fragmencie spotkania można było być pod wrażeniem jej cierpliwości. Bardzo starannie rozgrywała punkty, nie dając się ponieść emocjom. Zupełnie inaczej wyglądał ósmy gem. Kenin nie musiała się za bardzo napracować, by odłamać i doprowadzić do remisu 4:4. Od początku turnieju siłą Muguruzy było jednak to, że potrafiła szybko zapomnieć o niepowodzeniach. Tak było też tym razem. Z powrotem wrzuciła wyższy bieg i wygrała tę część gry 6:4.

Co ciekawe, w pierwszym secie Muguruza popełniła tylko dwa niewymuszone błędy więcej od cechującej się większą regularnością Kenin. Z jednej strony można było być pod wrażeniem rozsądnej gry Hiszpanki, ale z drugiej strony istniało pole do poprawy po stronie Amerykanki. To pokazała druga partia, w której Kenin była niemal bezbłędna. Statystycy naliczyli jej cztery niewymuszone błędy, ale nie miały one większego znaczenia dla losów rywalizacji. Wreszcie uwydatniła się przewaga turniejowej ,,czternastki”, jeśli chodzi o solidność z głębi kortu, której spodziewało się wielu ekspertów przed rozpoczęciem finału. Kenin dwukrotnie przełamała rywalkę, sama straciła tylko trzy punkty przy własnym podaniu i obrała kurs na pierwsze w karierze zwycięstwo w Wielkim Szlemie.

Później trzymała się go do samego końca. Wciąż była bardzo dokładna w zagraniach z linii końcowej, co nie oznacza, że nie podejmowała ryzyka. Doskonale potrafiła jednak wymierzyć proporcje między odważnymi rozwiązaniami, a tymi nieco bardziej stonowanymi. Zgoła inaczej wyglądała sytuacja po drugiej stronie siatki. Im bliżej końca pojedynku, tym prostsze błędy popełniała Muguruza. Zmorą Hiszpanki okazały się podwójne błędy serwisowe. Ostatni z nich zakończył mecz i okazał się gwoździem do trumny. Kenin nie dała się przełamać ani razu w drugiej i trzeciej partii i w doskonałym stylu zwyciężyła cały mecz 4:6, 6:2, 6:2.

Po ostatniej piłce Amerykanka wyraźnie się wzruszyła. Nie ma się jednak czemu dziwić. Po raz pierwszy w karierze została mistrzynią wielkoszlemową! W rankingu WTA awansuje na 7. miejsce i tym samym zostanie pierwszą rakietą Stanów Zjednoczonych.


Wyniki

Finał gry pojedynczej kobiet:

Sofia Kenin (USA, 14) – Garbine Muguruza (Hiszpania) 4:6, 6:2, 6:2

Australian Open. Baszak przegrała dopiero w finale

/ Szymon Adamski , źródło: własne, foto: AFP

Weronika Baszak nie powtórzyła sukcesu Magdaleny Grzybowskiej i nie została juniorską mistrzynią Australian Open. Z osiągniętego wyniku i tak może być bardzo zadowolona. Dopiero w finale uległa 7:5, 2:6, 2:6 Victorii Jimenez Kasintsvej z Andory. 

17-letnia tenisistka z Wrocławia ma za sobą doskonały tydzień. Nie była faworytką, a mimo to dotarła do finału jednej z największych imprez w sezonie, po drodze pokonując kilka wyżej notowanych tenisistek. Niewiele brakowało, a niespodziankę sprawiłaby również w finale.

Polka weszła w mecz lepiej od zaledwie 14-letniej przeciwniczki. Już w pierwszym gemie wywalczyła przewagę przełamania, która utrzymywała się przez długi czas. I kiedy wydawało się już, że pozwoli ona sięgnąć po zwycięstwo w pierwszej partii, Jimenez Kasinteva wygrała pięć punktów z rzędu od stanu 0:40. Zamiast 6:4 dla Polki na tablicy wyników pojawił się rezultat 5:5. Baszak nie rozegrała dobrze końcówki dziesiątego gema, ale nie rozpamiętywała chwilowego niepowodzenia, tylko szybko wróciła na właściwe tory. Efektem było wygranie dwóch kolejnych gemów i całego seta 7:5.

O ile pierwsza odsłona rywalizacji rozpoczęła się od przełamania na korzyść Polki, o tyle dwie kolejny były bardzo pechowe pod tym względem. Baszak ponownie miała break-pointy, ale w drugiej partii rywalka trafiła w linię drugim podaniem, a w trzeciej nasza reprezentantka posłała – tak się niestety tylko wydawało – wygrywający return. Przeciwniczka poprosiła jednak o challenge, który wykazał, że piłka wylądowała o kilka milimetrów za daleko.

Polce nie tylko brakowało szczęścia, ale też sił. Raptem kilkanaście godzin wcześniej rozgrywała niezwykle zacięty pojedynek półfinałowy. Należy też na pewno docenić klasę przeciwniczki. Jimenez Kasintseva była jak ściana i potrafiła znaleźć odpowiedź na niemal każde zagranie naszej reprezentantki. Kiedy miała nieco więcej czasu, potrafiła też groźnie skontrować. Pod koniec meczu nie zadrżała jej ręka i pewnie sięgnęła po największy sukces w dopiero rozpoczynającej się karierze. Andorka wygrała 5:7, 6:2, 6:2 i została juniorską mistrzynią Australian Open.

Wcześniej doszło do rozstrzygnięcia w turnieju chłopców. We francuskim finale rozstawiony z numerem jeden Harold Mayot pokonał 6:4, 6:1 Arthura Cazauxa.


Wyniki

Finał gry pojedynczej dziewcząt:

Victoria Jimenez Kasintseva (Andora, 9) – Weronika Baszak (Polska) 5:7, 6:2, 6:2