Łukasz Kubot dołącza do LOTTO SuperLIGI

/ Bartosz Bieńkowski , źródło: własne, foto: AFP

LOTTO SuperLIGA zyskuje wielkie wzmocnienie. Do rozgrywek dołącza… Łukasz Kubot!

LOTTO SuperLIGA coraz bardziej się rozwija i staje się coraz atrakcyjniejsza zarówno dla kibiców, jak i zawodników. Rozgrywki przyciągają głośne nazwiska, czego idealnym potwierdzeniem jest najnowszy „nabytek”.

Mowa tu o Łukaszu Kubocie. To były lider rankingu ATP w grze podwójnej oraz dwukrotny triumfator turniejów wielkoszlemowych. Utytułowany tenisista dołączając do LOTTO SuperLIGI, staje się jedną z największych gwiazd rozgrywek.

Polak prawdopodobnie wystąpi już 16 czerwca w Bielsko-Białej.

Roland Garros. Tomasz Berkieta ponownie zagra o finał

/ Jakub Karbownik , źródło: własne/www.atptour.com, foto: Peter Figura

Tomasz Berkieta pokonał 6:3, 6:2 Moise Kouame z Francji w meczu 1/2 finału rywalizacji juniorów na kortach Rolanda Garrosa. Tym samym polski tenisista po raz drugi w karierze powalczy o finał imprezy wielkoszlemowej.

Podczas Australian Open 2023 tenisista z Warszawy dotarł do czołowej czwórki singlistów turnieju juniorskiego. W tym roku w Paryżu niespełna osiemnastoletni zawodnik ponownie wystąpi w meczu, którego stawką będzie awans do meczu o tytuł.

W początkowej fazie spotkania ćwierćfinałowe zarówno Polak jak i jego francuski przeciwnik utrzymywali swój serwis. Mimo, że każdy z nich miał szanse na przełamanie podania. Ostatecznie tym, który jako pierwszy wygrał gema serwisowego rywala okazał się Berkieta, który dzięki temu zdołał wyjść na prowadzenie 5:2, a po zmianie stron za drugą okazją zakończył tę część meczu. Druga odsłona bardzo dobrze rozpoczęła się dla warszawianina, który dwa razy odebrał serwis reprezentantowi gospodarzy, a na tablicy wyników pojawił się rezultat 6:3, 3:0. Kolejne dwa gemy powędrowały na konto zawodników returnujących. Ostatecznie za drugą piłką meczową polski junior zakończył spotkanie i zapewnił sobie awans do piątkowego meczu półfinałowego.

Rywalem Tomasza Berkiety w meczu półfinałowym będzie Lorenzo Carboni. 18-letni Włoch w meczu 1/4 finału uporał się z najwyżej rozstawionym Rei Sakamoto z Japonii.


Wyniki

Półfinał:

Tomasz Berkieta (Polska) – Moise Kouame (Francja) 6:3, 6:2

ITF Kozerki. Czterech Polaków w ćwierćfinałach

/ Jarosław Truchan , źródło: własne, foto: PZT Polish Tour

W cieniu wielkoszlemowych emocji w Paryżu rywalizacja w mniejszych turniejach tenisowych wcale nie zwania tempa. Jedną z imprez rangi ITF M15 rozgrywaną w tym tygodniu jest turniej w Kozerkach. W czwartek poznaliśmy ćwierćfinalistów rozgrywek pod Grodziskiem Mazowieckim. Nie zabrakło polskich akcentów.

Połowę z najlepszej ósemki turnieju stanowią nasi rodacy. Z rywalizacją wciąż nie pożegnał się najwyżej rozstawiony Polak – Paweł Juszczak. 30-latek (turniejowa „czwórka”) w dwóch setach pokonał tego dnia Stepana Bauma z Czech. Zwycięstwo nad innym reprezentantem naszych południowo-zachodnich sąsiadów odniósł także Szymon Kielan. Kwalifikant pochodzący z Łodzi, po jednym z dwóch czwartkowych meczów, które rozegrały się na dystansie trzech setów, wyrzucił z turnieju ósmego najwyżej rozstawionego uczestnika. Był nim Daniel Paty. Pozostałe dwa miejsca w ćwierćfinałach niejako były zarezerwowane dla tenisistów znad Wisły. Uzupełnili je bowiem zwycięzcy „polskich” spotkań. W jednym z nich Filip Pieczonka odniósł gładkie zwycięstwo nad Alanem Bojarskim, oddając mu tylko dwa gemy w całym meczu. Zdecydowanie większym zaskoczeniem byłą natomiast porażka rozstawionego z „siódemką” Kacpra Żuka. 25-latek, mający na swoim koncie występy w kwalifikacjach imprez wielkoszlemowych w przeszłości, musiał uznać wyższość Szymona Kielana, który do turnieju trafił poprzez kwalifikacje.

Kielan będzie miał bardzo trudne zadanie w 1/4 finału. Jego przeciwnikiem będzie bowiem trzeci najwyżej rozstawiony uczestnik imprezy – Władysław Orlow. Reprezentanci Ukrainy zaliczyli udany dzień w Kozerkach. Wspomniany Orlow bez problemów pokonał Johna Hallquista Lithena. Do ćwierćfinału awansował także Oleg Prihodko.

Przygodę z polskim turniejem kontynuuje również Maik Steiner, którego można uznać za jednego z bohaterów turnieju. Niemiec we wcześniejszej rundzie pokonał rozstawionego z „jedynką” Włocha Jacopo Berrettiniego, wracając po dotkliwej porażce 1:6 w pierwszym secie. Po odpadnięciu brata finalisty Wimbledonu 2021 miano najwyżej rozstawionego tenisisty, który wciąż pozostaje w grze, przypada Ignacio Monzonowi. Argentyńczyk w czwartek męczył się z brytyjskim kwalifikantem, Jeremy’m Gschwendtnerem. Tenisista z Ameryki Południowej postawił na swoim po trzech setach gry.


Wyniki

Druga runda singla:

Ignacio Monzon (Argentyna, 2) – Jeremy Gschwendtner (Wielka Brytania, Q) 4:6, 7:5, 6:2

Władysław Orlow (Ukraina, 3) – John Hallquist Lithen (Szwecja, Q) 6:4, 6:2

Paweł Juszczak (Polska, 4) – Stepan Baum (Czechy, LL) 6:3, 6:4

Oleg Prihodko (Ukraina, 5) – Francesco Ferrari (Włochy) 6:3, 7:5

Piotr Siekanowicz (Polska, Q) – Kacper Żuk (Polska, 7) 6:3, 6:2

Szymon Kielan (Polska, Q) – Daniel Paty (Czechy, 8) 7:6(4), 2:6, 6:4

Maik Steiner (Niemcy) – Liro Vasa (Finlandia) 6:4, 6:4

Filip Pieczonka (Polska, WC) – Alan Bojarski (Polska, WC) 6:2, 6:0

 

Iga, Jasmine, Tomek… czyli polsko-włoski turniej

/ Adam Romer , źródło: Korespondencja z Paryża, foto: AFP

Korespondencja z Paryża, Adam Romer

 

Tegoroczny Roland Garros wkracza w decydujące fazy. A my już możemy powiedzieć, że to jest polski, no moze polsko-włoski turniej.

 

Wszystko powoli normuje się na Roland Garros: pogoda wraca do normalności, kibice wreszcie tłumnie zapełniają kort centralny podczas każdego meczu, a sensacje skończyły się na etapie ćwierćfinałów pań.

Tylko jedną rzecz trudno sobie wytłumaczyć: w ostatnich dniach turnieju ciągle mamy aż trzy polskie mocne akcenty.

 

W finale kobiet zagrają w sobotę Iga Świątek, trzykrotna mistrzyni z Paryża, z Jasmine Paolini, wnuczka pani Basi z miasta Łodzi, która na każdej konferencji prasowej pytana o swoje korzenie, jednym tchem wymienia babcię z Łodzi, dziadka z Ghany i ojca z Włoch.

– Może dzięki dziadkowi jestem taka szybka? A u babci bywałam przez lata, zawsze w czasie wakacji – opowiadała o swojej mieszance krwi, jaka płynie w jej żyłach.

– Znamy się z Igą, zawsze gratulujemy sobie zdobytych tytułów. Jestem trochę nieśmiała i martwię się, że mój polski nie jest dość dobry, ale tak staram się i mówię – żartowała Paolini zapytana o swoją relację z liderką światowego rankingu. Ale przechodząc koło biurek polskich dziennikarzy, na gratulacje w języku babci i mamy, bez zająknięcia odpowiadała: „Dziękuję bardzo!”

 

Tenisowe losy polskie i włoskie splatają się w tym turnieju nierozerwalnie. Trzeci polski zawodnik, który cały czas w Paryżu jest w grze – junior Tomasz Berkieta, zagra o sobotni finał z Włochem Lorenzo Carbonim. Czy ten ostatni ma choć odrobinę polskiej krwi, do tej chwili nie udało się ustalić, ale jest to wcale nie wykluczone…

 

Jest jeszcze jeden powód, dla którego trzeba nazwać tegoroczny Roland Garros polskim turniejem. Takiej liczby kibiców znad Wisły, którzy są na obiekcie przy Lasku Bulońskim nie było tu chyba nigdy. Tenis doczekał się czasów, gdy kibice jeżdżą za, bądźmy szczerzy, Igą. Widac ich na każdym kroku, także dzięki flagom i pomysłowym gadżetom – wszystko oczywiście w narodowych barwach.

Trochę niespodziewanie dla wielu, którzy w tym roku trafili na korty Rolanda Garrosa oglądać „naszą królową Paryża”, w pakiecie dostali dodatkowe atrakcje, których raczej się nie spodziewali.

Roland Garros. Jasmine Paolini finałową rywalką Igi Swiatek

/ Jakub Karbownik , źródło: Własne/www.wtatour.com, foto: AFP

Jasmine Paolini pokonała Mirre Andriejewa 6:3, 6:1 i została drugą finalistką tegorocznej rywalizacji pań na kortach Rolanda Garrosa.

Tuż po losowaniu drabinki kobiet Roland Garros 2024 wśród półfinalistek widziano między innymi Aryne Sabalenke oraz Jelene Rybakine. Jednak obie panie z impreza pożegnały się po meczach 1/4 finału, gdzie przegrały odpowiednio z Mirra Andriejewa oraz Jasmine Paolini. I to właśnie Rosjanka oraz Włoszka wyszły na kort by rywalizować o drugie wolne miejsce w finale.

Było to drugie spotkanie obu tenisistek. Poprzednio panie się spotkały podczas tegorocznego edycji madryckiego tysiecznika i zwycięstwo odniosła Rosjanka. Tym razem Włoszka wzięła rewanż.

O losach pierwszego seta rozstrzygnął czwarty gem. W nim tenisistka z południa Europy wykorzystała już pierwszą szansę i wyszła na prowadzenie 3:1. Andriejewa miała pięć szans na odrobienie strat. Jednak żadnej nie wykorzysta i to tenisistka o polskich korzeniach przybliżyła się do pierwszego w karierze finału Wielkiego Szlema. Drugi set był jeszcze bardziej jednostronny Rosjanka wygrała jedynie pierwszego swego gema serwisowego. Resztę zgarnęła przeciwniczka i to ona będzie finałową rywalką Igi Świątek w sobotę.

Jasmine Paolini w szóstym meczu finałowym imprezy głównego cyklu powalczy o trzeci tytuł mistrzowski. Będzie to również trzeci mecz między Włoszka i Polką. Bilans rywalizacji jest korzystny dla obrończyni tytułu, która wygrała bez straty seta zarówno w 2018 roku w Pradze jak i przed dwoma laty na US Open.


Wyniki

Półfinał:

Jasmine Paolini (Włochy, 12) – Mirra Andriejewa 6:3, 6:1

Heilbronn. Kaśnikowski pokonuje turniejową „jedynkę”!

/ Jarosław Truchan , źródło: własne, foto: Invest in Szczecin

Maks Kaśnikowski sprawił olbrzymią niespodziankę podczas challengera w niemieckim Heilbronn. Polak w czwartkowym meczu drugiej rundy pokonał najwyżej rozstawionego tenisistę w imprezie, Daniela Altmaiera. Zwycięstwo nad reprezentantem gospodarzy pozwoliło mu na awans do najlepszej ósemki rozgrywek.

Tenisistów w rankingu ATP dzieli ponad 180 pozycji. Altmaier przyjechał do Heilbronn po porażce w drugiej rundzie Roland Grarros ze Stefanosem Tsitsipasem. Polak ostatnio znajduje się natomiast w bardzo dobrej dyspozycji, o czym świadczy triumf w rozgrywanym w ubiegłym tygodniu turnieju ITF w Bośni i Hercegowinie.

Pierwszy set okazał się jednostronnym widowiskiem. Zaskoczenie mógł wywołać jednak fakt, że to Kaśnikowski był dominującym tenisistą. Altmaier dotrzymywał mu kroku tylko do stanu 2:2. Wówczas Niemiec nie wykorzystał break pointa, po czym losy partii odwróciły się. Od tamtego momentu reprezentant naszego kraju wygrał wszystkie pozostałe gemy w secie, dwukrotnie przełamując rywala. Na pochwałę zasługuje dyspozycja w gemach serwisowych Maksa. Kaśnikowski od momentu przełamania Altmaiera oddał mu zaledwie dwa punkty w gemach przy własnym podaniu.

Na początku drugiej odsłony spotkania Niemiec ponownie miał kłopoty. Tenisista rozstawiony w turnieju z „jedynką” dwukrotnie musiał bowiem wychodzić ze stanu 0-40 w gemach przy własnym podaniu. O ile za pierwszym razem ta sztuka mu się udała, za drugim podejściem lepszy okazał się Kaśnikowski. Polak wykorzystał siódmego break pointa w partii i przybliżył się do triumfu w meczu. Wciąż prowadziła do tego jednak długa droga – przełamanie miało bowiem miejsce na początku seta. Altmaier nie chciał pozwolić zawodnikowi znad Wisły na łatwą wygraną i wyrównał na 4:4. W dziesiątym gemie Kaśnikowski obronił piłkę setową dla rywala. Ta sytuacja wyraźnie napędziła naszego rodaka. W kolejnym gemie to bowiem Polak odebrał serwis oponentowi i podawał po zwycięstwo w meczu. Altamier w ostatnim gemie zdołał wygrać tylko jeden punkt. Kaśnikowski wykorzystał pierwszą piłkę meczową, odnosząc tym samym najważniejsze zwycięstwo w karierze.

Jest to pierwszy oficjalny triumf Polaka nad zawodnikiem z najlepszej setki rankingu. Dzięki niemu tenisista urodzony w Warszawie awansował do ćwierćfinału niemieckiego challengera. W nim czekać go będzie kolejne trudne zadanie. Rywalem Kaśnikowskiego będzie bowiem turniejowa „piątka”, czyli Luca van Assche.


Wyniki

Druga runda singla:

Maks Kaśnikowski (Polska) – Daniel Altmaier (Niemcy, 1) 6:2, 7:5

Roland Garros. Iga w finale! Gauff znów musi przełknąć gorycz porażki

/ Maria Kuźniar , źródło: własne, foto: Peter Figura

Na paryskiej mączce Polka czuje się jak ryba w wodzie. Zagra o czwarty tytuł, przy czym trzeci z rzędu. Gauff robiła co mogła, spychała Igę do defensywy, ale nie dała rady urwać nawet seta. Choć wynik wskazuje na stosunkowo łatwe zwycięstwo, mecz był bardzo nerwowy i wyrównany.

Początek pierwszego seta był na styku. Coco miała kilka szans na przełamanie, za każdym razem jednak nie tyle Iga broniła się świetnym zagraniem, co Amerykanka psuła. Szwankował zwłaszcza, jak można się spodziewać, forehand, którym niemiłosiernie przestrzeliwała lub pakowała w siatkę. Z drugiej strony Iga świetnie mieszała serwis, czasem mocniej, innym razem odejmowała siły, a stawiała na precyzję.

Gauff znacznie bardziej ryzykowała, zdobywała punkty backhandem, ale i koszmarnie dużo psuła. Już po kilku gemach spoglądała błagalnie w kierunku swojego sztabu. Trzeba oddać Amerykance, że grała znacznie lepiej, niż choćby w meczu ćwierćfinałowym, nie wpłynęło to jednak znacząco na wynik. Z drugiej strony Iga grała – jak na siebie – przeciętnie, wygrywała jednak te najważniejsze piłki. W pierwszej partii Polka miała zaledwie dwa wygrywające uderzenia, przy 12 Coco, znacznie mniej też jednak psuła (5 do 17). Pierwszy set był jednak zdecydowanie bardziej wyrównany, niż wskazuje wynik. Pierwsze gemy były grane na przewagi, dopiero pod koniec, gdy – mówiąc kolokwialnie – Iga poczuła krew – toczyły się pod dyktando Polki.

Drugi set to – z początku – dominacja Amerykanki. Świetnie funkcjonował backhand, którym raz po raz ustawiała sobie akcje. Podobnie jak w pierwszym secie, Coco grała znacznie bardziej agresywnie niż Iga, z drugiej strony Polka nie pokazywała niczego nadzwyczajnego. Gra się jednak tak, jak przeciwnik pozwala, a przy tej sile ognia, którą demonstrowała Coco, trudno było Idze generować kończące uderzenia. Do tego przytrafiło się kilka błędów i w efekcie Amerykanka uciekła na 3:1. Prowadzenie mogło być nawet wyższe, bo Iga grała nerwowo, a Gauff spychała Polkę do defensywy. Liderka rankingu pokazała jednak, że na paryskiej mączce czuje się bardzo dobrze. Po trudnym gemie serwisowym wyrównała, przełamała Amerykankę i dołożyła gema przy własnym serwisie. Iga pokazała kilka świetnych zagrań, z drugiej strony Coco całkowicie się pogubiła i psuła raz za razem. Przy wyniku 5:3 i serwisie Amerykanki, Polka miała dwie szanse na zamknięcie spotkania. Po 10-minutowym gemie ostatecznie wyszła z niego zwycięsko Gauff. Iga domknęła jednak spotkanie, choć końcówka meczu była bardzo nerwowa.

Sam mecz, co trzeba przyznać, nie stał na najwyższym poziomie. Obie skończyły z większą liczbą niewymuszonych błędów, nie było też zbyt dużo spektakularnych akcji. Wynik jednak taki jak zwykle – skończyło się zwycięstwem Igi w dwóch setach. Po Coco było widać, że mecz kosztuje ją mnóstwo emocji. Choć przed spotkaniem deklarowała, że wyrzuciła z głowy dziesięć porażek z Polką, to na korcie nie było tego widać. W pewnym momencie, po niekorzystnej dla niej decyzji sędzi, w jej oczach pojawiły się łzy.

Trzeba jednak przyznać, że Amerykanka miała swoje szanse. Iga nie zagrała rewelacyjnie, w najważniejszych momentach była jednak bezbłędna. Po raz 11. ograła Gauff, która ma wyraźny kompleks Polki.

Teraz przed Igą czwarty finał Roland Garros w karierze i szansa na trzeci triumf z rzędu. Z kim nie spotka się w meczu o tytuł, będzie bitą faworytką.


Wyniki

Półfinał singla:

Iga Świątek (Polska, 1) – Coco Gauff (USA, 3) 6:2, 6:4

Roland Garros. Premierowy wystep zakończony triumfem

/ Jakub Karbownik , źródło: www.rolandgarros.com/własne, foto: AFP

Laura Siegemund i Edouardo Roger-Vaselin pokonali Desire Krawczyk oraz Neala Skupskiego w finale rywalizacji mikstowej Roland Garros 2024. Jest to pierwszy wspólny tytuł wielkoszlemowy Niemki oraz Francuza.

Na cztery dni przed ostatnim meczem tegorocznej edycji paryskiego szlema poznaliśmy pierwszych mistrzów drugiej w sezonie lewy Wielkiego Szlema. W finale gry mieszanej po tytuł sięgnął duet rozstawiony w imprezie z numerem drugim, który w finale okazał się lepszy od turniejowych „czwórek”.

Losy pierwszej odsłony rozstrzygnęły się już w gemie otwarcia, gdy Neal Skupski stracił swe podanie. W drugim secie to Desire Krawczyk jako pierwsza nie utrzymała swego serwisu i wszystko zmierzało ku końcowi, gdy Siegemund oraz Roger-Vaselin od stanu 5:3 przegrali dwa kolejne gemy. Jednak w jedenastym gemie po raz trzeci tego dnia stracili swój serwis, a po zmianie stron przy serwisie Siegemund tenisiści rozstawieni z numerem drugim zakończyli spotkanie. Tym samym w swym pierwszym wspólnym turnieju sięgnęli po pierwszy tytuł mistrzowski

Tegoroczny triumf na paryskich kortach jest drugim w karierze wielkoszlemowym zwycięstwem zarówno dla Niemki jak i dla Francuza. Siegemund dotychczas miała na swym koncie zwycięstwo w grze podwójnej u boku Wiery Zwonariowej, osiągnięty podczas US Open 2020. Z kolei reprezentant Trójkolorowych swietowal wielkoszlemowy triumf przed dokładnie dziesięcioma laty na Roland Garros u boku Juliena Benneteau.


Wyniki

Finał:

L. Siegemund, E.Roger-Vaselin (Niemcy, Francja, 2) – D. Krawczyk, N. Skupski (USA, Wielka Brytania, 4) 6:4, 7:5

Roland Garros. Mirra Andriejewa komentuje sensacyjne zwycięstwo z Aryną Sabalenką

/ Bartosz Wojsław , źródło: tennismajors.com, foto: AFP

Mirra Andriejewa pokonała w ćwierćfinale Rolanda Garrosa wiceliderkę rankingu WTA Arynę Sabalenkę i awansowała do swojego pierwszego półfinału Wielkiego Szlema. Siedemnastolatka powiedziała po meczu, co pozwala jej grać tak dobrze w kluczowych momentach. 

Mirra Andriejewa to wschodząca gwiazda kobiecego tenisa, która zaczyna mieszać w finałowych etapach turniejów wielkoszlemowych. W środę zrobiła wielki krok w rozwoju swojej kariery, pokonując w 1/4 finału Rolanda Garrosa Arynę Sabalenkę, obecną wiceliderkę rankingu. Po meczu młoda Rosjanka powiedziała, co pozwala jej tak skutecznie grać pod dużą presją.

Mamy z moją trenerką [Conchitą Martinez] plan na mecz, ale potem zapominam o wszystkim. Kiedy gram mecz, nie mam w głowie żadnych myśli, więc powiedziałabym, że moją mocną stroną jest to, że po prostu gram tak, jak chcę i robię to, co chcę, i może to pomaga mi w grze – odpowiedziała mieszkanka Cannes na pytania dziennikarzy dotyczące sekretu jej sukcesu.

Kiedy na przykład [mój przeciwnik] gra forhend po krosie, mam czas, aby zobaczyć gdzie stoi, gdzie czeka na moją piłkę, a następnie decyduję, co powinnam zrobić. Czy powinnam uderzyć po linii, czy po przekątnej, czy może zagrać skróta lub loba (…) To czasami nie jest zbyt dobre, ponieważ mam w głowie wiele decyzji. Kiedy zmieniam je w ostatniej chwili, zawsze dzieje się coś złego – kontynuowała Andriejewa.

Mirra odniosła się także do wydarzeń ze spotkania z Aryną Sabalenką oraz atmosfery podczas tak istotnego pojedynku na tym etapie turnieju wielkoszlemowego. Powiedziałbym, że na początku nie bardzo w to wierzyłam, ponieważ ona jest bardzo doświadczona. Jest świetną zawodniczką, bardzo agresywną. Więc pomyślałam: „Zobaczymy, co się stanie, nie jestem pewna, czy mogę to zrobić, ale po prostu spróbuję cieszyć się atmosferą i starać się grać najlepiej, jak potrafię” – wyznała niespodziewana pogromczyni Białorusinki. Naprawdę nie spodziewałam się, że zagram w półfinale – dodała urodzona w Krasnojarsku tenisistka.

Rosjanka zmierzy się w meczu o finał z Włoszką, Jasmine Paolini, która również sensacyjnie pokonała Jelenę Rybakinę. Choć urodzona w 2007 roku Andriejewa jest niezwykle młodą tenisistką, to w rankingu najmłodszych zawodniczek, które zagrały w półfinale Rolanda Garrosa, wciąż liderką pozostanie Martina Hingis, która w 1997 roku na tym etapie turnieju nie miała jeszcze skończonych 17 lat. Tak czy inaczej, trzeba powiedzieć, że młoda Rosjanka może poważnie namieszać w stawce kobiecego tenisa.