Korespondencja z Wimbledonu. Nie wychodził, a wrócił – Carlos Alcaraz znowu w finale

/ Artur Rolak , źródło: Korespondencja z Wimbledonu, foto: AFP

Artur Rolak, Wimbledon

Po męskiej stronie kortu Wimbledon prawie się nie zmienił – pierwszy raz od 12 lat trzech tenisistów rok po roku awansowało do półfinałów. Carlos Alcaraz, pokonując Daniiła Miedwiediewa, zaproponował Novakovi Dźokoviciowi powtórkę z 2015 roku, kiedy w pojedynku o tytuł spotkali się ci sami, co w 2014. Hiszpan swoje już zrobił, za chwilę czas na Serba.

Początek pierwszego półfinału był całkiem obiecujący dla Miedwiediewa, który dwukrotnie stosunkowo łatwo przełamał serwis rywala. Za pierwszym razem Alcaraz odgryzł się natychmiast, za drugim – w ostatniej chwili. Znamienna była reakcja publiczności na te wszystkie breaki i rebreaki. Rosjanin nie mógł czuć się niedoceniony, jednak kilkanaście decybeli więcej cieszyło uszy Hiszpana.

Alcaraz zapomniał się dosłownie na kilka minut – akurat wtedy, gdy pierwszego seta trzeba było kończyć tiebreakiem. Serwis i return wymykały mu się spod kontroli, gdzieś się zapodziała cierpliwość do dłuższych wymian, zaś próby przeniesienia gry w okolice siatki przynosiły punkty przeciwnikowi.

Po stracie tego seta Hiszpan nigdzie nie wychodził, a wrócił niczym odmieniony. Przez dwa kolejne ani razu nie dał Rosjaninowi choćby powąchać breakpointa. Sprawiał wrażenie, jakby ten mecz już kiedyś oglądał, bo z wyprzedzeniem reagował w sytuacjach odbiegających od schematu. Miedwiediewa nawet nie powinno to dziwić, bo sam kiedyś chwalił Alcaraza za umiejętność przewidywania tego, co za chwilę zrobi rywal.

W czwartym przełamali się po razie i doszli do punktu, w którym można było powiedzieć, że teraz albo breakpoint, albo piłka meczowa. Do tej pory Rosjanin zachował stuprocentową skuteczność w wykorzystywaniu szans na przełamanie rywala (trzy na trzy), lecz czwartej nie dostał – na wyrzucający z kortu serwis odpowiedział returnem w połowę wysokości siatki. Kolejny punkt i zwycięstwo dał Hiszpanowi atak do forhendu, po którym piłka już nie wróciła na kort.

Dla publiczności, z którą zdążył zadrzeć Dźoković, powtórka sprzed roku jest teraz scenariuszem wręcz wymarzonym. Alcaraz zapewne wolałby bronić tytułu, widząc po drugiej stronie siatki Lorenzo Musettiego. Właśnie zaczęli.

Wimbledon. Porażka Moniki Stankiewicz w ćwierćfinale turnieju juniorek

/ Marek Golba , źródło: własne, foto: Peter Figura

Monika Stankiewicz odpadła w ćwiercfinale turnieju juniorek z Australijką Emerson Jones 2:6, 3:6. Polka zakończyła swój udział w tegorocznym Wimbledonie.

17-latka została przełamana już w drugim gemie, kiedy popełniła dwa podwójne błędy serwisowe. Nasza zawodniczka błyskawicznie odrobiła straty, ale od stanu 2:2 nie miała wiele do powiedzenia. Jones przejmowała inicjatywę w wymianach i korzystała z błędów Polki, która miała ogromne problemy z serwisem. Pierwszy set zakończył się wynikiem 6:2 dla Australijki.

Druga partia zapowiadała dominację tenisistki z Antypodów, która szybko wyszła na prowadzenie 3:0. Wtedy nastapił lepszy moment gry w wykonaniu Stankiewicz. Poprawiła skuteczność serwisu i przełamała rywalkę. Chwilę później wyrównała wynik drugiego seta po obronie dwóch break pointów. Kiedy wydawało się, że będziemy świadkami wyrównanego spotkania, ponownie dały o sobie znać problemy z podaniem u Moniki. W ósmym gemie Polka popełniła dwa podwójne błędy i po raz piąty w tym meczu przegrała swój serwis. Co prawda doprowadziła do równowagi w następnym gemie serwisowym, ale Jones ostatecznie wygrała to spotkanie po 57 minutach gry.

Dla Moniki Stankiewicz to koniec przygody z Wimbledonem. Na pierwszej rundzie zakończyła udział w rywalizacji deblistek. Rozstawiona z „trójką” Jones zagra w półfinale z Amerykanką Ivą Jovic, która była lepsza od Serbki Teodory Kostovic.

 


Wyniki

Ćwierćfinał turnieju juniorek:

Emerson Jones (Australia, 3) – Monika Stankiewicz (Polska) – 6:2, 6:3

Rafael Nadal powraca na kort w Szwecji

/ Julia Florkowska , źródło: https://www.tennismajors.com/atp/bastad-nordea-open-atp-250-atp/rafael-nadal-lands-in-sweden-ahead-of-return-to-the-tour-772874.html, foto: AFP

22-krotny mistrz turniejów wielkoszlemowych, Rafael Nadal, właśnie wylądował w Szwecji. Hiszpański zawodnik wystartuje w Bastad w turnieju Nordea Open – imprezie rangi ATP 250.

Będzie to jego pierwszy występ od prawie dwóch miesięcy. Hiszpan ostatni mecz rozegrał na korcie Philippe’a Chatriera podczas Roland Garros. Przegrał wtedy z Alexandrem Zverevem (6:3, 7:6 (5), 6:3) w pierwszej rundzie. Występ w Szwecji ma być okazją do sprawdzenia formy i przygotowaniem do Igrzysk Olimpijskich w Paryżu.

W turnieju najwyżej rozstawieni będą Andriej Rublow i Casper Ruud. W rywalizacji miał brać również udział lider rankingu ATP, Jannik Sinner. Włoch jednak musiał zrezygnować z powodu zmęczenia po występie na Wimbledonie. Nadal ostatni raz wystąpił w Bastad 19 lat temu, kiedy zwyciężył z Czechem Tomasem Berdychem, zaledwie miesiąc po zdobyciu swojego pierwszego z czternastu tytułów Roland Garros.

Nadal wciąż nie jest pewien, czy będzie kontynuował swoją karierę w 2025 roku. Hiszpan ma nadzieję, że udział w Igrzyskach Olimpijskich będzie testem jego zdolności do utrzymania się na najwyższym poziomie.
Chcę dać sobie szansę, aby sprawdzić, czy moja sylwetka pozostaje na tym poziomie, czy to tylko chwilowy moment(…). Daję sobie czas, żeby zobaczyć, jak będę się czuł po Igrzyskach Olimpijskich, a potem zobaczymy, co się wydarzy i jakie decyzje podejmę – powiedział niedawno w wywiadzie dla francuskiego dziennika sportowego L’Equipe.

Paolini i Krejcikova komentują awans do finału Wimbledonu

/ Łukasz Duraj , źródło: www.wimbledon.com, własne, foto: AFP.

Wiemy już, które tenisistki zagrają w tym roku o mistrzostwo Wimbledonu. W wielkim finale zmierzą się Jasmine Paolini i Barbora Krejcíková. Włoszka i Czeszka odpowiedziały już na pytania dziennikarzy przed tym spotkaniem.

W półfinale Paolini stoczyła długi i zacięty mecz z Donną Vekić. Zawodniczki rozegrały super tie-breaka w trzecim secie, a po jego ostatnim punkcie to Jasmine mogła triumfować.

Chwilę potem sympatyczna 28-latka udzieliła wywiadu na korcie i podsumowała swój występ mówiąc:

– Było bardzo ciężko, a ona zagrała niewiarygodnie. Posyłała wygrywające uderzenia z każdej pozycji, ale powtarzałam sobie, że muszę walczyć. Starałam się poprawiać, zwłaszcza, jeśli chodzi o serwis, który na początku był naprawdę kiepski. Jestem bardzo szczęśliwa i zapamiętam ten pojedynek na zawsze.

– Byłam w trudnym położeniu, ale wiedziałam, że muszę próbować i skupiać się na każdym kolejnym punkcie. Nie ma jednak miejsca, które by mnie lepiej motywowało. Publiczność jest wspaniała. Dziękuję bardzo za wasz doping. Moja rodzina na pewno przeżyła dziś wiele emocji (uśmiech), ale cieszę się, że są tu ze mną i od zawsze mnie wspierają.

Ostatnie miesiące były szalone. Skupiam się na mojej pracy na korcie i się nią cieszę. Kocham tenis, a finały to spełnienie marzeń. Mam nadzieję, że półfinał wam się podobał. Teraz czas na regenerację i wannę z lodem, ale i tak jestem zachwycona – podsumowała Włoszka.

Głos zabrała także druga z finalistek – Barbora Krejcikova:

– Nie do wiary, że jestem w finale, ciężko mi wyrazić słowami, co czuję. Towarzyszą mi radość i ulga. Jestem bardzo dumna z tego, co dziś zrobiłam. Właściwie nie wiem, jak odwróciłam przebieg meczu, bo zaczęłam bardzo źle. Byłam zadowolona z pierwszego wygranego gema i walczyłam o każdą piłkę. W połowie drugiego seta poczułam, że momentum przechyla się na moją korzyść. Po przełamaniu wszystko szło po mojej myśli i nie chciałam wypaść z tego transu.

– Nigdy nie marzyłam o finale Wimbledonu w singlu. Gdy pracowałam z Janą Novotną, która tu wygrała, wiele mi mówiła o swoich doświadczeniach. Wtedy byłam bardzo daleko od powtórzenia jej wyniku, a w tym roku zagram o tytuł. Jana bardzo mnie inspiruje, walczę o każdą piłkę, bo wiem, że ona tak by mi doradziła. Bardzo za nią tęsknie.

Z Jasmine czeka mnie wielka walka. Obie jesteśmy bardzo waleczne. Potrafimy pokazać świetny tenis, a sobotni mecz będzie znakomity.

Dotychczas Barbora Krejcíková i Jasmine Paolini grały ze sobą tylko raz. W kwalifikacjach do Australian Open 2018 bardzo pewnie zwyciężyła Czeszka.

Wimbledon. Barbora Krejcikova z szansą na drugi tytuł w singlu

/ Jakub Karbownik , źródło: Wlasne, foto: AFP

Barbora Krejcikova pokonała Jelenę Rybakinę 3:6, 6:3, 6:4 w półfinale rywalizacji singlowej na Wimbledonie. Czeszka w sobotnim finale stanie przed szansą na trzeci tytuł mistrzowski, ale pierwszy w grze pojedynczej.

Na pierwszej rundzie tegoroczny występ na londyńskich kortach zakończyła zeszłoroczna mistrzyni Marketa Vondrousova. Mimo to nasi południowi sąsiedzi będą mieli swą reprezentantkę w finale.
O zwycięstwo z Jasmine Paolini powalczy dwukrotna triumfatorka gry podwójnej – Barbora Krejcikova – która w drugim półfinale okazała się lepsza od Jeleny Rybakiny.

Mistrzyni singlowa z 2022 bardzo dobrze rozpoczęła mecz. Prowadzenie 4:0 w partii otwarcia pozwoliło Kazaszce wygrać te część meczu 6:3. W drugiej odsłonie była wiceliderka rankingu singlowego od stanu 2:2 wyszła na prowadzenie 5:2, a następnie zwycięstwo identycznym wynikiem jak w secie pierwszym.

Decydującym momentem rozstrzygającej odsłony okazał się siódmy gem. Wygrała go Krejcikova, wychodząc na prowadzenie 4:3 z przewagą podania. Więcej przełamań w tym meczu już nie było i ostatecznie to zawodniczka z Brna powalczy o drugi tytuł singlowy w imprezie wielkoszlemowej. Poprzedni siedmiokrotna mistrzyni gry deblowe na Wielkim Szlemie zdobyła w 2021 roku w Paryżu.


Wyniki

Półfinał:
Barbora Krejcikova (Czechy, 31) – Jelena Rybakina (Kazachstan, 4) 3:6, 6:3, 6:4

De Minaur: to miał być mój najważniejszy mecz w karierze

/ Anna Niemiec , źródło: tennismajors.com, foto: AFP

Alex de Minaur w tym roku po raz pierwszy w karierze zameldował się w najlepszej ósemce Wimbledonu. O miejsce w półfinale miał zagrać z Novakiem Dżokoviciem. Niestety kontuzja, której nabawił się pod koniec poprzedniego meczu, zmusiła go do rezygnacji z gry.

Muszę się wycofać z powodu kontuzji biodra – powiedział na konferencji prasowej załamany Australijczyk. – Mam lekkie pęknięcie chrząstki włóknistej, która łączy się z przywodzicielem. Poczułem, że coś mi strzeliło trzy punkty przed końcem meczu z Filsem. Wczoraj miałem prześwietlenie, które potwierdziło, że doznałem urazu, który mógłby znacząco się pogorszyć, jeśli wyszedłbym na kort.

Wciąż niewiadomo ile będzie trwała przerwa 25-latka z Sydney. Udział w Igrzyskach Olimpijskich jest jednak poważnie zagrożony.

Lekarze nie byli jeszcze w stanie przedstawić mi szczegółowego planu rehabilitacji, bo to bardzo unikalna kontuzja. Wszystko zależy od bólu, który będę odczuwać. To może trwać od trzech do sześciu tygodni. W zależności od tego jak szybko moje ciało będzie zdrowieć. To nie sekret, że to byłby jeden z ważniejszych, jeśli nie najważniejszy, mecz w mojej dotychczasowej karierze. Chciałem zrobić wszystko, żeby móc zagrać. Dostałem wyniki poprzedniego dnia, ale liczyłem, że nastąpi jeszcze jakiś cud. Jednak jeden wykrok, nieszczęśliwy poślizg, cokolwiek innego mogło sprawić, że przerwa będzie trwała trzy albo sześć miesięcy. To zbyt duże ryzyko – uzasadnił swoją decyzję zawodnik z Antypodów. – Przez ostatnie dwa dni bardzo się martwiłem. Jednak w ogólnym rozrachunku mogło być zdecydowanie gorzej i tego będę próbować się trzymać.

Korespondencja z Wimbledonu. Si, si, si! – Jasmine Paolini w finale

/ Artur Rolak , źródło: własne, foto: AFP

Artur Rolak, Wimbledon

Po co sobie wmawiać, że to był wielki mecz? Nie był. Dziś można było narzekać na poziom, ale jutro, a tym bardziej pojutrze po finale już nikt nie będzie wypominał Jasmine Paolini, że z Donną Vekić wygrała nie tyle ledwo-ledwo, co po prostu brzydko.

Atmosfera na trybunach początkowo była senna. Zdrzemnął się nawet liniowy, który nie zauważył autu oczywistego nawet dla widzów siedzących w ostatnich rzędach i w cieniu dachu. Zresztą kibice – parafrazując Christophera Gorringe’a (z braku miejsca odsyłam do „Skazanego na Wimbledon”) – też mieli skłonność do przysypiania. Proporcja między banalnymi błędami a „winnerami” była nieprzyzwoita i odbiegająca od standardów półfinału Wielkiego Szlema.

W przerwie pandemicznej, połączonej z leczeniem kontuzji, Vekić wymyślila sobie inny niż tenis sposób zarabiania na życie. Założyła firmę produkującą m.in. świece zapachowe, sprzedawane pod marką DNNA (cen sprawdzić na razie nie można, bo najwidoczniej ci, którzy byli po stronie Chorwatki, zablokowali serwer, próbując kupić coś sobie do domu, a jej na pocieszenie).

Vekić wcale nie musiała tego meczu przegrać, gdyby potrafiła go wygrać w dwóch setach. Mniej więcej do połowy drugiego miała przewagę, lecz mowa jej ciała zdradzała problemy zdrowotne. Z trybun widać było jedynie kłopoty z oddychaniem, natomiast kamery zwróciły uwagę nie tylko na prawe przedramię, które domagało się okładu z lodu. Większy niepokój budziły łzy szukające się ujścia.

Kto jak kto, ale Vekić wie, jak działa świeca. Zanim zgaśnie, potrafi jeszcze zachwycić gwałtownym płomieniem. Chorwatka również kilka razy podrywała się do walki, obroniła dwie piłki meczowe, lecz trzecią bardzo wyraźnie wyrzuciła w aut. Publiczność uprzejmie i ze współczuciem podziękowała jej za wysiłek.

Przed tegorocznym Wimbledonem Paolini nigdy nie wygrała meczu na trawie. Po sensacyjnym dla niej, a pamiętnym również dla nas niedawnym finale Roland Garros, trener Renzo Furlan przekonywał ją, że nawet na tej niewdzięcznej nawierzchni potrafi grać dobrze. – Odpowiadałam „si”, ale mu nie wierzyłam – wspominała po którymś z wcześniejszych pojedynków.

Dziś ma czas nacieszyć się awansem do finału, jutro będzie musiała przygotować się do niego przede wszystkim pod względem taktycznym, a pojutrze… Pojutrze po raz drugi w odstępie pięciu tygodni zagra o tytuł mistrzowski w turnieju wielkoszlemowym. Udowodniła, że jednak można…

Wimbledon. Jan Zieliński i Su-Wei Hsieh powalczą o finał

/ Jakub Karbownik , źródło: www.wimbledon.com/własne, foto: AFP

Jan Zieliński i Su-Wei Hsieh awansowali do 1/2 finału rywalizacji mikstowej na kortach Wimbledonu. Polsko-tajwański duet w meczu ćwierćfinałowym szalę zwycięstwa przechylił na swą stronę w trzeciej odsłonie.

Na początku roku Polak i tenisistka z Azji połączyli razem siły podczas Australian Open, gdzie sięgnęli po pierwszy wspólny tytuł mistrzowski w imprezie wielkoszlemowej. Podczas tegorocznej rywalizacji na kortach w Londynie „nasz” duet jest rozstawiony z numerem siódmym, a w drodze do czwartkowego meczu o półfinał, awansowali nie tracąc seta.

Pierwsza odsłona spotkania między Polakiem oraz Tajwanką z jednej stronie siatki, a Brytyjczykiem i Amerykanką z drugiej był niezwykle wyrównana. Żadnemu z duetów nie udało się przełamać podania rywali i losy tej części meczu rozstrzygnął tie-break. W nim anglojęzyczny duet wygrał tylko dwie akcje i to nasi reprezentanci byli krok bliżej awansu do 1/2 finału. Również w drugiej partii kibice nie doczekali się przełamań, więc doszło do kolejnej „dogrywki”. Zieliński i Hsieh prowadzili już 4-0, ale przeciwnicy doprowadzili do wyrównania, 5-5, a następnie wygrali, doprowadzając do decydującej odsłony.

Tą lepiej rozpoczęli Brytyjczyk i Amerykanka, którzy prowadzili 5-2. Od tego momentu jednak akcje wygrywali już tylko Zieliński oraz Hsieh, którzy notując serię ośmiu zwycięskich akcji z rzędu, zameldowali się w 1/2 finału. O awans do finału nasz duet powalczy ze zwycięzcami meczu między Nealem Skupskim i Deasire Krawczyk oraz Michaelem Venusem i Elin Routliffe.


Wyniki

Ćwierćfinał:

J. Zieliński, S. Wei-Hsieh (Polska, Tajwan, 7) – J. Murray, T. Townsend (Wielka Brytania, USA) 7:6(2), 6:7(7), 10-5

Wimbledon. Sukces młodej Polki. Monika Stankiewicz w ćwierćfinale

/ Marek Golba , źródło: własne, foto: Peter Figura

Monika Stankiewicz pokonała Brytyjkę Hephzibah Oluwadare 6:2, 6:3 i awansowała do ćwierćfinału turnieju juniorek na kortach Wimbledonu. Już jutro młoda Polka zmierzy się z Australijką Emerson Jones.

17-latka zachwyca na Wimbledonie. W poprzedniej rundzie sprawiła niespodziankę i wyeliminowała Hannę Klugman, która w tegorocznej edycji była o krok od występu w turnieju głównym seniorów. Dzisiaj mierzyła się z kolejną reprezentantką gospodarzy, Hephzibah Oluwadare.

Stankiewicz lepiej otworzyła pierwszą partię. Od razu przełamała Brytyjkę i utrzymywała bezpieczną przewagę. Po długim, piątym gemie dołożyła kolejne przełamanie i zapisała pierwszego seta na swoje konto 6:2.

Drugi set rozpoczął się tak jak poprzedni, czyli od przełamania na korzyść naszej tenisistki. Tym razem posiadaczka „dzikiej karty” odpowiedziała i doprowadziła do wyrównania. Jednak jej radość nie trwała zbyt długo, ponieważ Stankiewicz ponownie wygrała podanie przy serwisie Brytyjki. Polka pilnowała swojego podania i po trzeciej piłce meczowej przełamała Oluwadare po raz drugi w tym secie.

Monika Stankiewicz awansowała do ćwierćfinału juniorskiego Wielkiego Szlema po raz pierwszy w karierze. O poprawienie rezultatu zagra z Emerson Jones, turniejową „trójką.


Wyniki

III runda turnieju juniorek:

Monika Stankiewicz (Polska) – Hephzibah Oluwadare (Wielka Brytania, WC) – 6:2, 6:3

Wimbledon. Błyskawiczna porażka Tomasza Berkiety

/ Marek Golba , źródło: własne, foto: Artur Rolak

Tomasz Berkieta odpadł w trzeciej rundzie turnieju juniorów na Wimbledonie. Lepszy okazał się Hiszpan Rafael Jodar, który pokonał naszego zawodnika 6:0, 6:3.

Rozstawiony z „czwórką” Polak był cieniem samego siebie w dzisiejszym spotkaniu. Nie potrafił znaleźć odpowiedniego rytmu, co przełożyło się na wynik. W pierwszej partii wygrał zaledwie cztery punkty i nie zdołał ugrać ani jednego gema.

W drugim secie obraz gry był podobny. Hiszpan ponownie przełamał Berkietę i miał na koncie serię 9 wygranych gemów z rzędu. W końcu Polak zapisał pierwszego gema na swoim koncie po obronie dwóch break pointów. Niestety strat nie udało się odrobić. Przewaga jednego przełamania wystarczyła, aby Jodar awansował do ćwierćfinału juniorskiego Wimbledonu po zaledwie 46 minutach gry. W następnym meczu Hiszpan zmierzy się z Naoyo Hondą.

Młody Polak kończy tegoroczną przygodę z londyńskimi trawnikami. Wcześniej, w parze z Charliem Robertsonem, odpadł w pierwszej rundzie turnieju deblowego.

 


Wyniki

III runda turnieju juniorów:

Rafael Jodar (Hiszpania) – Tomasz Berkieta (Polska, 4) – 6:0, 6:3