Korespondencja z Wimbledonu. Magister Fearnley

/ Artur Rolak , źródło: własne, foto: AFP

Artur Rolak, Wimbledon

To mógł być gotowy scenariusz na kolejną opowieć o kopciuszku, ale Jacob Fearnley jeszcze nie był na nią gotowy. Nie mógł być, bo Wimbledon to jednak nie bajka. Novak Dźoković, nawet niemal prosto ze stołu operacyjnego, grający do bólu ekonomicznie, przypomina smoka, któremu trzeba odciąć nie jedną, a co najmniej trzy głowy (wprost: wygrać trzy sety, bo jeden to za mało).

Dwa dni przed jedenastymi urodzinami Jacob siedział niemal przyklejony nosem do telewizora i oglądał finał Wimbledonu 2013, w którym Andy Murray pokonał Novaka Dżokovicia. Dziś na Korcie Centralnym doszło do symbolicznej zmiany warty – jeden Szkot, dopiero rozpychający się w kolejce do sławy, zastąpił drugiego, który właśnie kończy karierę.

Był jednym z najbardziej obiecujących graczy swojego rocznika, będąc 15-latkiem wygrywał z rówieśnikiem Carlosem Alcarazem i nieco młodszym Janikiem Sinnerem. Do zawodowego tenisa postanowił pójść inną drogą – przez uniwersytet w Stanach Zjednoczonych. Przypadkowo lub nie wybrał tę samą uczelnię, co nieco wcześniej Cameron Norrie.

Wybrał i skończył wydział kinezjologii. To nauka wykorzystywana w terapii zaburzeń ruchu. Mógłby więc służyć radą Dźokoviciowi, ale Serb raczej nie zaufałby tak jeszcze niedoświadczonemu specjaliście. Fearley nie zaczął bowiem praktyki, ponieważ po studiach postawił na tenis.

Po dwóch poważnych turniejach trudno ocenić, czy wybrał dobrze. Niedawno wygrał challengera, więc musi wiedzieć, o co chodzi na korcie. Przed zawodami w Nottingham zajmował 525. miejsce w rankingu ATP, „dziką kartę” do The Championships odbierał już jako 271. rakieta świata.

Jak na Szkota przystało, pokazał waleczne serce. Pierwszą rundę Fearnlay przeszedł bez straty seta, a w drugiej wykorzystał tylko jedną z kilku chwil słabości okazanej przez tenisistę niechętnie odpowiadającego na pytanie o ósmy tytuł mistrza Wimbledonu.

Dźoković uprzejmie wysłuchał wykładu z kinezjologii. Ale wiedział i robił swoje. Biegał za piłką tylko wtedy, gdy uznał to za uzasadnione, czyli możliwe do wygrania. Te trudniejsze lekceważył, bo musi oszczędzać kolano jeszcze odczuwające dotyk chirurga. Hubert Hurkacz jeszcze czeka na diagnozę.

Roger Federer o swoich największych rywalach

/ Izabela Modrzewska , źródło: tennisworldusa.org/oprac.własne, foto:

Szwajcarski tenisista w ostatnim wywiadzie wspominał swoją karierę i odniósł się do obecnych liderów dyscypliny.

Federer był gościem odcinka podcastu What Now, w którym tematem przewodnim był jego dokument,  Twelve Final Days. 42-latek przyznał, że chciałby widzieć tenisistów ze swojego pokolenia dalej odnoszących sukcesy. – Mamy nadzieję, że Novak może wciąż pobijać rekordy. Liczę na to, że Andy Murrya będzie w stanie grać tak długo, na ile pozwoli mu biodro i że wciąż ma głód zwycięstwa. Rafael Nadal jest w podobnej sytuacji i chce wygrywać jak najwięcej.

Szwajcar opowiedział również o podobieństwach jakie widzi między swoimi meczami, a meczami najlepszych zawodników w teraźniejszości. Dla porównania odniósł się do finału tegorocznego French Open. – Kiedy widziałem Alcaraza i Zvereva ganiających po korcie w tą i z powrotem w pięciu setach, powiedziałem do siebie: „Ja też to robiłem”. Dodał jednak, że cieszy się, że nie musi już grać takich „maratonów”, ale docenia każdego tenisistę, który daje z siebie wszystko i gra na najwyższym poziomie.

Wimbledon. Iga Świątek w trzeciej rundzie

/ Bartosz Bieńkowski , źródło: własne, foto: AFP

Iga Świątek pewnie pokonała Petrę Martić w drugiej rundzie Wimbledonu. Następną rywalką Polki będzie reprezentantka Kazachstanu, Julia Putincewa.

Więcej informacji wkrótce.


Wyniki

Druga runda singla:

Iga Świątek (Polska, 1) – Petra Martić (Chorwacja) 6:4, 6:3

Wimbledon. Kontuzja Huberta Hurkacza! Polak odpada z turnieju

/ Jarosław Truchan , źródło: własne, foto: AFP

Hubert Hurkacz w dramatycznych okolicznościach żegna się z Wimbledonem. Polak musiał kreczować w czwartym secie meczu drugiej rundy z Arthurem Filsem. Nasz najlepszy tenisista doznał kontuzji prawej nogi. 

To była pierwsza konfrontacja obu panów. W poprzedniej rundzie zarówno Hurkacz, jak i Fils stracili jednego seta. Wydawało się, że na korzyść Polaka w meczu z 20-latkiem powinno przemawiać doświadczenie. Młody Francuz w tym roku bierze bowiem udział w Wimbledonie dopiero po raz drugi. Wrocławianin wszedł w turniej dosyć niemrawo, nie błyszcząc na tle Radu Albota. Liczyliśmy jednak, że z kolejnym meczem poprawi grę.

Od początku spotkania wiatr mocno utrudniał wymiany. Z racji na warunki fizyczne Fils czuł się lepiej w długich akcjach, do któych często dochodziło. Polak dobrze spisywał się jednak przy serwisie. Utrudniał grę rywalowi często posyłając piłki na forhend Francuza, który jest jego słabszą stroną. Po grze pod dyktando serwujących na początku mecz zaczął być coraz bardziej wyrównany, a tenisiści znajdywali swoje okazje do zagrożenia rywalowi. Hurkacz obronił w siódmym gemie break pointa, a po chwili to on miał dwie szanse do przełamania rywala. Od momentu gdy Fils wyszedł ze stanu 15-40 i ustrzegł się przed utratą serwisu, to on zaczynał stopniowo uzyskiwać przewagę w meczu. Partia rozstrzygnęła się dopiero w tie-breaku. Była to jednak bardzo słaba dogrywka w wykonaniu Polaka. Hubert szybko stracił kontakt punktowy z przeciwnikiem i nie mógł wygrać żadnego ważnego punktu.

Wrocławianin, podobnie jak w meczu pierwszej rundy, musiał więc gonić wynik. Tym razem jego rywal był jednak wyraźnie uskrzydlony znakomitą dyspozycją w końcówce poprzedniego seta. Z kolei Hurkacz przeżywał wyraźny kryzys. Widoczne to było zwłaszcza w statystykach serwisowych, które (jak na niego) były kiepskie. To sprawiło, że w czwartym gemie Fils przełamał reprezentanta naszego kraju po raz pierwszy w spotkaniu. Następnie obaj panowie przeplatali znakomite momenty z okresami słabszej gry. Niestety Hurkacz długo nie mógł tego wykorzystać. Polak nie zamienił żadnego z trzech break pointów w siódmym gemie na przełamanie powrotne. To napędzało Filsa. Hubert zdołał jednak odebrać po chwili podanie rywalowi. Wydawało się, że może być to moment zwrotny w meczu. Jednakże niestety zaraz po przełamaniu reprezentant Polski musiał bronić trzech piłek setowych dla rywala. Dzięki dobrym serwisom wyszedł zwycięsko z dwóch z nich, lecz przy ostatniej okazji lepszy okazał się Fils. Francuz wyszedł więc na dwusetowe prowadzenie.

W trzecim secie wreszcie zobaczyliśmy przebudzenie Hurkacza. Fils miał problemy z serwisem i popełniał dużo podwójnych błędów. Tym razem tenisista rozstawiony z „siódemką” lepiej spisywał się w ważnych punktach. Polak wykorzystywał narastającą frustrację rywala, przełamując dwukrotnie Francuza. Do tego Hubert poprawił serwis – w szczególności skuteczność po pierwszym podaniu.

Napędzony Hurkacz utrzymywał przewagę na korcie w kolejnej odsłonie spotkania. Tenis prezentowany przez Filsa wyraźnie stracił na jakości w stosunku do dwóch pierwszych setów. W siódmym gemie oglądający mogli mieć przebłyski sprzed kilkudziesięciu minut. Polak prowadził 40-0 w gemie serwisowym przeciwnika, lecz Francuz skutecznie bronił break pointów. Przy trzeciej szansie Hubert nie pozwolił jednak Filsowi na udany powrót. Przełamał i przybliżył się do piątego seta. Niestety jednak Hubertowi ponownie zabrakło skuteczności. Polak nie wykorzystał dwóch piłek setowych przy serwisie rywala. Wydawało się, że zakończenie partii przy podaniu Hurkacza to tylko kwestia czasu. Tak się jednak nie stało. Fils ponownie zmobilizował się, wywalczył break pointy i wykorzystał drugiego z nich. Tym razem serwis nie pomógł naszemu reprezentantowi.

W tie-breaku doszło do nieszczęśliwego zdarzenia z udziałem Huberta. Polak wygrał akcję przy 7-7, upadając po ostatnim uderzeniu na kort. Później jednak nie mógł z niego wstać. Okazało się, że miał problem nogą, uniemożliwiający mu nawet chodzenie.

Na arenę został wezwany fizjoterapeuta. Okolice jego prawego kolana zostały zabandażowane, lecz wciąż nie mógł dobrze chodzić, nie wspominając o bieganiu. Po rozegraniu dwóch akcji Polak musiał poddać spotkanie. Miejmy nadzieję, że kontuzja Hurkacza nie okaże się poważna i już niedługo będzie mógł powrócić do rywalizacji.


Wyniki

Druga runda singla:

Arthur Fils (Francja) – Hubert Hurkacz (Polska, 7) 7:6(2), 6:4, 2:6, 7:6(krecz)

Emma Raducanu o mikście z Andym Murrayem

/ Łukasz Duraj , źródło: www.wimbledon.com, własne, foto: AFP

Podczas trzeciego dnia Wimbledonu kibiców gospodarzy ucieszyła między innymi postawa Emmy Raducanu. Brytyjka awansowała do trzeciej rundy i w dobrym nastroju pojawiła się na konferencji prasowej.

Drugi mecz w turnieju mógł być dla Raducanu dużym wyzwaniem. Rywalką mistrzyni US Open 2021 była bowiem doświadczona Belgijka Elise Mertens. 21-latka poradziła sobie jednak w świetnym stylu i zwyciężyła bez straty seta. Na spotkaniu z dziennikarzami skomentowała swoją postawę, mówiąc:

Jestem bardzo zadowolona z tego, co pokazałam. Świetnie się bawiłam na korcie. Kocham grać na stadionie numer 1, a atmosfera była niesamowita. Na pewno dodała mi skrzydeł i zaprezentowałam się naprawdę dobrze.

Pierwsze z pytań do Emmy dotyczyło dachu, który był podczas jej meczu zamknięty z powodu deszczu. Zawodniczka wskazała, czy takie warunki bardziej jej odpowiadają:

Pewnie wolę, gdy gramy w hali. Gdy ten kort jest zadaszony, dźwięk inaczej się roznosi i czuję się, jakbym była w sali koncertowej. Zdecydowanie mi się to podoba, nawet odgłos piłki jest inny. Otoczenie się zmienia, a wrażenia są bardziej intensywne. Wiem, że to impreza grana na zewnątrz, ale jeśli chodzi o moje preferencje, to lubię okoliczności halowe.

Po tej opinii dziennikarze kontynuowali wątek kortu numer 1, na którym w 2021 roku Emma pokonała Soranę Cirsteę i nie dokończyła meczu z Ajlą Tomljanović. Tenisistka odniosła się do tych zdarzeń następująco:

Nawet nie myślałam o tym kreczu. Teraz mi przypomniałeś. Ten kort kojarzy mi się z niesamowitą wygraną nad Soraną. Można powiedzieć, że tym meczem weszłam do tenisowego towarzystwa na wysokim poziomie. Mam z tej areny piękne wspomnienia. Tamto spotkanie było moim pierwszym, granym na tak dużym stadionie, a atmosfera była wyjątkowa. Nie mam zatem żadnych złych skojarzeń.

Na konferencji nie zabrakło także tematu miksta, w którym Emma wystąpi z Andym Murrayem. Raducanu podkreśliła, ze już cieszy się na tę okazję:

Zastanawiałam się może dziesięć sekund. Taka jest rzecz, która zdarza ci się raz w życiu. To są sprawy większe od tenisa, a wspomnienia po nich zostają na zawsze. Wspólny występ z Andym na Wimbledonie nie jest czymś, co można odpuścić. Gdy będę miała siedemdziesiąt lat, będę mogła wrócić do tego momentu. To zaszczyt, że on mnie o to poprosił.

Kolejną przeciwniczką Brytyjki w turnieju singlowym będzie Maria Sakkari. Reprezentantka gospodarzy poświęciła jej kilka słów:

Grałyśmy w półfinale pamiętnego US Open. Teraz okoliczności są inne, bo to dopiero trzecia runda. Wtedy byłam też dużo mniej znana. Spodziewam się wymagającego pojedynku, bo to zawodniczka z pierwszej dziesiątki. Nie będzie łatwo, ale ponownie to ona jest faworytką. Ja mogę po prostu cieszyć się grą przed moją publicznością i spróbować przedłużyć mój pobyt w zawodach.

Emma Raducanu zajmuje obecnie 135, miejsce w rankingu WTA. Maria Sakkari jest dziewiąta.