Ranking WTA. Świątek bez zmian, znaczący awans Starodubcewej

/ Jakub Karbownik , źródło: własne/www.wtatour.com, foto: Eastnews

Iga Świątek wciąż pozostaje czwartą rakietą świata w najnowszym notowaniu rankingu WTA. Zmieniły się za to pozycje Magdaleny Fręch oraz Magdy Linette. Największe powody do radości ma z kolei Julia Starodubcewa.

Za nami początek sezonu na kortach ziemnych. Na przełomie marca i kwietnia czołowe tenisistki świata rywalizowały o rankingowe punkty podczas turnieju WTA 500 w Charleston oraz WTA 250 w Bogocie. W Stanach Zjednoczonych tytuł obroniła Jessica Pegula, która wciąż pozostaje piątą rakietą świata. Duży awans z kolei zanotowała finałowa rywalka Amerykanki. Julia Starodubcewa dla której był to pierwszy w karierze finał imprezy głównego cyklu, przesunęła się o 36 pozycji i jest obecnie 53. rakietą świata.

Zwyciężczyni rywalizacji z Bogoty – Marii Buzkova – awansowała o dwie lokaty na miejsce 24. Tym samym wyrównując swój najlepszy rezultat. Z kolei tenisistka, którą Czeszka pokonała w meczu o tytuł – Panna Udvardy – to zawodniczka numer 71 na świecie. Po tym jak tytułu w Ameryce Południowej nie obroniła Camila Osorio, Kolumbijka zanotowała spadek o 27 miejsc, na pozycję 81.

Bez zwycięstwa w singlu występ podczas turnieju w Charleston zakończyła Magdalena Fręch. Efektem jest minimalny, o jedną pozycję, spadek Łodzianki, która jest 38. rakietą świata. Z kolei Magda Linette, która wciąż odpoczywa po występach w Miami, zanotowała awans o dwie lokaty, na miejsce 55.

Giovanni Mpetshi Perricard gorzko o rozstaniu z Francisco Roigiem

/ Łukasz Duraj , źródło: L` Equipe, foto: East News

Francisco Roig został głównym trenerem Igi Świątek. Hiszpan opuścił zatem swojego poprzedniego podopiecznego, który nie był zadowolony ze stylu tego sportowego rozstania.

Zawodnikiem, o którym mowa, jest Giovanni Mpetshi Perricard. Francuz, słynący z potężnego podania, pracował z Roigiem tylko kilka tygodni. Ich wspólna przygoda zakończyła się, ponieważ były coach Rafy Nadala zawodowo związał się z naszą reprezentantką. Tenisista był zaskoczony takim obrotem spraw i dał temu wyraz w wywiadzie z L’Equipe:

Mieliśmy pracować razem aż do sezonu trawiastego, ale on zdecydował, że odejdzie po Miami. Wszystko szło dobrze, mieliśmy spotkać się na treningach w Hiszpanii. Traktowałem poważnie jego słowa a o rozstaniu dowiedziałem się od mojego agenta. Jak widać, świat sportu bywa bezlitosny; szkoda, że tak wyszło. Nigdy czegoś takiego nie widziałem. Byłem zaskoczony i rozczarowany. Wyciągnę z tego lekcję, bo zawsze staram się patrzeć na pozytywy. To doświadczenie wzmocni mnie także poza kortem.

Dopiero zaczynaliśmy, więc nie było między nami zażyłości. Dużo trudniej było mi się rozstać z poprzednim trenerem – Manu Planque. Przetrawienie tego zajęło mi pół dnia. Wszystko było nagłe, nagrania z Igą i Francisco pojawiły się bardzo szybko. Nie sądzę, że załatwili to w dobę. Nie mam sobie nic do zarzucenia, to nie miało nic wspólnego z tym, jak pracowaliśmy – podkreślił zawodnik.

Nowymi trenerami Giovanniego Mpetshi Perricarda zostali Greg Rusedski i Philippe Dehaes.

Ranking ATP. Jodar, Trungelliti i Burruchaga z rekordami, spory spadek Baeza

/ Łukasz Duraj , źródło: https://www.atptour.com/, własne, foto: East News

W minionym tygodniu miały miejsce aż trzy turnieje rangi ATP Tour. W rankingu zaszło więc wiele znaczących zmian.

Imprezy w Marrakeszu, Bukareszcie i Houston nie przyciągnęły najważniejszych nazwisk, ale i tak dały widzom sporo emocji i nieoczywistych bohaterów.

W Maroku po tytuł pewnie sięgnął Rafael Jodar. Nastoletni Hiszpan awansował dzięki temu na 57. miejsce i poprawił się aż o 32 lokaty. Jego finałowy rywal także może być zadowolony. Marco Trungelliti, który ma już 36 lat, również osiągnął najwyższe -76.- miejsce w karierze i jest najstarszym w Erze Open debiutantem w pierwszej setce rankingu.

Swoje powody do radości ma też rodak Trungellitiego – Mariano Navone. Argentyńczyk wygrał w Bukareszcie i znalazł się dzięki temu na 42. miejscu klasyfikacji ATP.

Ostatnim rywalem Navone był Hiszpan Daniel Mérida. 21-latek grał w Rumunii znakomicie i przesunął się mocno w górę rankingu, na 101. pozycję.

Spory spadek zaliczył za to Sebastian Baez. 25-latek szybko przegrał w Bukareszcie i osunął się na 65. pozycję. Jest to notowanie gorsze od poprzedniego aż o piętnaście „oczek”.

W Teksasie świętował Tommy Paul (18. ATP), ale warto zwrócić uwagę na wynik Romána Andrésa Burruchagi (na zdj.). Argentyńczyk przegrał w Houston w finale, ale tak solidny występ wystarczył mu, by sięgnąć 62. miejsca na świecie.

Tuż przed nim, na lokacie 60. znalazł się Kamil Majchrzak. Polak nie miał dobrego tygodnia w Maroku i stracił siedem „oczek”. Hubert Hurkacz zajmuje tym razem miejsce 74.

Liderem rankingu pozostaje Carlos Alcaraz, który wyprzedza Jannika Sinnera.

 

 

 

 

 

Houston. Tommy Paul triumfuje po obronie trzech piłek mistrzowskich

/ Ksawery Styka , źródło: , foto: East News

Niezwykłe widowisko zafundowali nam dzisiaj panowie Paul i Burruchaga w finale turnieju ATP 250 w Houston. Po dwóch godzinach i czterdziestu minutach gry na najwyższym światowym poziomie po tytuł sięgnął reprezentant gospodarzy, który wygrywając w ojczyźnie skompletował tytuły na wszystkich trzech nawierzchniach – na kortach twardych, trawie i właśnie na mączce.

Zaczęło się jednak niezbyt dobrze, a przynajmniej z perspektywy Argentyńczyka, który w pierwszych gemach miał duży problem z regularną grą i nie radził sobie z presją pierwszego w karierze finału rangi ATP Tour. Z biegiem czasu natomiast wyraźnie się rozkręcał i w pewnym momencie dołączył do kapitalnie grającego Paula.

Obaj grali naprawdę fantastycznie, rozgrywali całe mnóstwo zaciętych gemów na przewagi, a do tego dużo ryzykowali. Kulminacją tego wspaniałego pojedynku była końcówka decydującego, trzeciego seta, w której to do pewnego momentu wszystko zmierzało w jedną stronę. Roman Andres Burruchaga pewnie szedł po pierwszy tytuł, a przynajmniej tak się wydawało. Już na samym początku trzeciej partii przełamał bowiem rywala i stosunkowo pewnie przechodził przez kolejne gemy serwisowe, broniąc tylko jednego break-pointa. Jednak do czasu. Okazje do zakończenia spotkania niespodziewanie pojawiły się przy podaniu Tommy’ego Paula, który to nie rozgrywał najlepszego gema. Psuł praktycznie co drugą piłkę i nie był w stanie wypracować sobie przewagi serwisem.

W momencie bezpośredniego zagrożenia natomiast wziął się w garść i zaczął grać o niebo lepiej. Odważnymi decyzjami i ofensywną grą obronił wszystkie trzy piłki mistrzowskie, które pojawiły się w tym gemie i utrzymał podanie wychodząc na 4:5.

I od tego czasu gra Argentyńczyka zaczęła się rozsypywać. Uderzenia, które w drugim secie były niemalże pewne, stały się teraz fabryką błędów. Amerykanin nie musiał czekać na nic więcej. Szybko wykorzystał swoje okazje na przełamanie Burruchagi, a następnie pewnie wygrał gema na 6:5, gwarantując sobie przynajmniej grę w tie-breaku.

Ostatecznie jednak do tie-breaka nie doszło, ponieważ tenisista z Ameryki Południowej podobnie jak na początku pierwszego seta, nie wytrzymał presji. W najważniejszym momencie meczu i całego turnieju w ogóle, dał odebrać sobie serwis, co dało zwycięstwo Paulowi.

Reprezentant USA sięgnął po piąty w karierze tytuł ATP Tour i zdobył ostatni element układanki, którego brakowało mu w jego tenisowym CV. Skompletował on bowiem triumfy na każdej z trzech głównych nawierzchni – hardzie, trawie i ceglanej mączce. Niewielu graczy może pochwalić się podobnym osiągnięciem, dlatego tym bardziej Paul ma powód do dumy.

A jeśli chodzi o Burruchagę, trzeba uczciwie powiedzieć, że zasługuje na duże słowa uznania. Rozegrał najlepszy turniej w zawodowej karierze i naprawdę niewiele zabrakło, żeby sięgnął dziś po trofeum. Tenis jednak jest brutalny – możesz grać najlepiej na świecie, ale na koniec i tak liczy się tylko to, kto wygrał ostatnią piłkę.

 


Wyniki

Houston, finał:

Tommy Paul (USA, 4) – Roman Andres Burruchaga (Argentyna) – 6:1, 3:6, 7:5

Monte Carlo. Gael Monfils ze zwycięstwem w pożegnalnym występie

/ Artur Kobryn , źródło: oprac. własne, atptour.com, foto: Peter Figura

W niedzielę zainaugurowane zostały zmagania w turnieju ATP Masters 1000 w Monte Carlo. Kibice w Księstwie Monako mogli oklaskiwać m.in. Gaela Monfilsa, który w swoim ostatnim starcie zapisał się zarówno w historii turnieju, jak i francuskiego tenisa.

Zanim jednak Francuz wyszedł na kort blisko trzygodzinną batalię stoczyli Cameron Norrie oraz Miomir Kecmanović. Pierwsza odsłona co prawda dość łatwo padła łupem Brytyjczyka, który wygrał ją z przewagą dwóch przełamań, lecz później spotkanie się wyrównało. Serb w drugim secie aż trzykrotnie zdołał pozbawić przeciwnika podania i doprowadził do decydującej partii.

Ta przyniosła najwięcej emocji i dramaturgii. Norrie w dziewiątym gemie zdobył „brejka” i po zmianie stron podawał na mecz, ale 26-latek z Belgradu nie złożył broni. Odrobił poniesioną stratę i triumfatora pojedynku musiał wyłonić tie-break. Na tę rozgrywkę więcej sił zachował reprezentant Wielkiej Brytanii. Rozbił on przeciwnika do zera i przerwał serię pięciu porażek w tych zawodach. Jego kolejnym oponentem będzie Alex de Minaur.

Następnie do rywalizacji po raz 13. i zarazem ostatni przystąpił Gael Monfils, który miał za rywala Tallona Griekspoora. W pierwszej części gry odbywaj tenisiści prowadzili z przewagą przełamania, lecz dopiero tie-break wskazał lepszego z nich. Bolesne w skutkach okazały się dla Francuza dwa podwójne błędy serwisowe w jego decydującej fazie i to Holender zwyciężył 9:7. Później jednak sytuacja 29-latka z Haarlemu zaczęła się pogarszać. Przed rozpoczęciem drugiego seta skorzystał z pomocy medycznej, uskarżając się na problemy z prawym ramieniem.

Po wznowieniu gry finalista sprzed 10 lat zaczął dominować i gładko wygrał partię 6:1. W trzeciej odsłonie także dwukrotnie przełamał Griekspoora. W końcówce napotkał wprawdzie na trudności ze zwieńczeniem pojedynku i stracił część przewagi, ale finalnie dokonał tego wynikiem 6:4. Tym samym został najstarszym triumfatorem potyczki w Monte Carlo od 1973 roku. Zanotował również 145. zwycięstwo w imprezie cyklu Masters 1000, co czyni go pod tym względem rekordzistą wśród francuskich graczy. O dalsze wyśrubowanie tego osiągnięcia zagra z Aleksandrem Bublikiem.

Tuż po nim, na arenie głównej pojawił kolejny z tenisistów obdarowanych przez organizatorów „dziką kartą”, za to już z zupełnie innej generacji. Był to 17-letni Moise Kouame, podejmujący rodaka, Ugo Humberta. Spotkanie znacznie lepiej rozpoczął bardziej doświadczony z Francuzów, wychodząc na prowadzenie 4:0. Podopieczny Richarda Gasqueta wtedy się przebudził i odrobił dwa „brejki”, ale końcówka seta znów należała do 27-latka z Metzu, który wygrał go 6:3.

W drugiej partii to on znów przełamywał jako pierwszy i przez większość czasu znajdował się na prowadzeniu. Kontrolę utracił na moment, gdy dał się przełamać, serwując na mecz przy stanie 5:4. Kouame nie potrafił jednak chwilę później utrzymać podania i za drugim podejściem Humbert zakończył ich rywalizację. Teraz czekać będzie go niezwykle trudne zadania, gdyż stanie naprzeciw wicelidera rankingu, Jannika Sinnera. Skład zwycięzców niedzielnych meczów pierwszej rundy, po uporaniu się z Martonem Fucsovicsem 6:4, 6:3, uzupełnił Alejandro Tabilo.

W przeciwieństwie do Monfilsa, w turnieju głównym z Monte Carlo nie będzie w stanie pożegnać się David Goffin. Belg, po tie-breaku decydującej partii, przegrał w drugiej rundzie kwalifikacji z Emilio Navą. Oprócz Amerykanina przepustkę do zasadniczej fazy zawodów wywalczyli: Cristian Garin, Alexander Blockx, Juan Manuel Cerundolo, Aleksander Szewczenko, Francisco Comesana i Alexandre Muller. Jako „szczęśliwi przegrani”, na skutek wycofań Kamila Majchrzaka, Giovanniego Mpetshi Perricarda oraz Francesa Tiafoe, miejsce w drabince dostali zaś Roberto Bautista Agut, Ethan Quinn oraz Matteo Arnaldi.


Wyniki

Pierwsza runda gry pojedynczej:

Cameron Norrie (Wielka Brytania) – Miomir Kecmanović (Serbia) 6:2, 4:6, 7:6(0)

Gael Monfils (Francja, WC) – Tallon Griekspoor (Holandia) 6:7(7), 6:1, 6:4

Ugo Humbert (Francja) – Moise Kouame (Francja, WC) 6:3, 7:5

Alejandro Tabilo (Chile) – Marton Fucsovics (Węgry) 6:4, 6:3

Bogota. Trzeci tytuł mistrzowski w karierze Marie Bouzkovej

/ Jakub Karbownik , źródło: własne/www.wtatour.com, foto: Eastnews

Marie Bouzkova pokonała Pannę Udvardy w finale turnieju WTA 250 w Bogocie. Reprezentantka Czech wywiązała się z roli faworytki i może się cieszyć z trzeciego tytułu singlowego w karierze.

Tenisistka naszych południowych sąsiadów do finału imprezy rangi WTA 250 w stolicy Kolumbii dotarła „suchą stopą” czyli nie tracąc ani jednego seta. Jednak w spotkaniu o tytuł musiała po przegraniu pierwszej odsłony, musiała odrabiać straty.

Początek spotkania był lepszy dla Bouzkovej, która już w gemie otwarcia zaskoczyła Węgierkę. Jednak pogromczyni Katarzyny Kawy odrobiła stratę. Po tym jak w dziewiątym gemie szansy na zakończenie seta nie wykorzystała Czeszka, a w dwunastym trzy szanse zmarnowała Udvardy, losy tego seta rozstrzygnął tie-break. W „dogrywce” Bouzkova prowadziła już 5-0, aby przegrać 7-9, nie wykorzystując dwóch kolejnych piłek setowych.

W drugiej odsłonie wyżej rozstawiona z zawodniczek wypracowała sobie prowadzenie 5:1, którego nie roztrwoniła. Z kolei w decydującej partii reprezentantka Czech prowadziła 3:0, aby pozwolić Węgierce dojść na dystans jednego gema. Jednak od wyniku 3:2 to już tylko Marie Bouzkova zapisywała na swe konto gemy. Pojedynek kończąc gemem wygranym „na sucho”.

Tym samym reprezentantka Czech po dwóch triumfach – w latach 2022 i 2025 – na twardych kortach w Pradze, dołożyła trzeci turniejowy triumf. Tym razem na najwolniejszej z nawierzchni. Zwycięstwo w Bogocie pozwoli Marie Bouzkovej wyrównać swą najwyższą lokatę w rankingu WTA. Z kolei dojście do finału przez Pannę Udvardy, da Węgierce awans na najwyższe w karierze miejsce w rankingu WTA. W rankingu na żywo tuż po meczu finałowym reprezentantka Węgier była klasyfikowana na pozycji 71, czyli pięć „oczek” wyżej od dotychczasowej „życiówki”.


Wyniki

Finał:

Marie Bouzkova (Czechy, 1) – Panna Udvardy (Węgry) 6:7(2), 6:2, 6:2

Marrakesz. Rafael Jodar z pierwszym tytułem i największym sukcesem w karierze

/ Hanna Pałuska , źródło: własne/atptour.com, foto: Freepik

Rafael Jodar ma za sobą wymarzony tydzień. Po raz pierwszy w karierze stał się triumfatorem turnieju rangi ATP. W finale imprezy w Marrakeszu pokonał 17 lat starszego Marco Trungellitiego 6:3, 6:2. 

Dla Hiszpana był to debiut w tej fazie rozgrywek. Nie mógł jednak przebiec dla niego lepiej. Pierwszy gem mógł dać nadzieję, że będzie to wyrównany pojedynek. Doszło w nim do sześciu stanów równowagi, ale ostatecznie podanie Argentyńczyka zostało przełamane. Jodar nie wypuścił prowadzenia z rąk, a w ostatnim gemie seta jeszcze bardziej je powiększył i zrobił duży krok w kierunku zwycięstwa.

Drugi set miał podobny przebieg. Tym razem jednak 19-letni reprezentant Hiszpanii wyszedł na prowadzenie w drugim gemie. Argentyńczyk nie miał nic do powiedzenia w tym finale. Jodar kontrolował przebieg spotkania od początku do końca. Po godzinie i 10 minutach gry mógł cieszyć się z pierwszego tytułu w karierze.

Sezon 2026 zaczął się świetnie dla Jodara, który pod koniec 2025 roku poinformował, że zostanie profesjonalnym tenisistą i nie będzie się już uczył na amerykańskim Uniwersytecie Virginia. Jak na razie można powiedzieć, że była to dobra decyzja. W najnowszym rankingu zajmie 57. miejsce. Tak wysoko jeszcze nie był w swojej karierze.

Pomimo wyraźnej porażki w finale, Marco Trungelliti z pewnością nie może czuć się przegrany. Był to dla niego świetny tydzień. W drodze do finału pokonał między innymi Kamila Majchrzaka czy najwyżej rozstawionego Luciano Darderiego. Oprócz tego, w poniedziałek w najnowszym notowaniu zadebiutuje w najlepszej setce rankingu w wieku 36 lat. Argentyńczyk jest żywym przykładem na to, że zawsze można osiągnąć życiowe sukcesy.


Wyniki

Finał:

Rafael Jodar (Hiszpania) – Marco Trungelliti (Argentyna) – 6:3, 6:2

Bukareszt. Mariano Navone zdobył upragnione trofeum po raz pierwszy

/ Hanna Pałuska , źródło: własne/atptour.com, foto: East News

Jeszcze w sobotę Mariano Navone był jeden punkt od odpadnięcia z turnieju, a w niedzielę cieszył się z pierwszego tytułu ATP. W finale turnieju ATP 250 w Bukareszcie Argentyńczyk pokonał kwalifikanta z Hiszpanii Daniela Meridę Aguilara 6:2, 4:6, 7:5.

Spotkanie finałowe zaczęło się świetnie dla Argentyńczyka, który szybko wyszedł na prowadzenie 3:0. Hiszpan nawet nie miał szans, aby odrobić stratę przełamania. Navone znakomicie serwował i to dało mu przewagę. W ostatnim gemie jeszcze raz przełamał podanie rywala i wygrał pierwszego seta.

W drugiej partii byliśmy świadkami wielu przełamań. Łącznie było ich siedem. Merida Aguilar stracił serwis trzy razy, a Navone o jeden więcej i to dało Hiszpanowi przewagę. Tym samym kwalifikant z Madrytu doprowadził do wyrównania w setach.

W decydującej partii tenisista z Półwyspu Iberyjskiego kontynuował dobrą grę i objął prowadzenie po trzecim gemie. Nie trwało ono długo. Po chwili Navone odrobił stratę przełamania i w kluczowym momencie sam wyszedł na prowadzenie. Gdy serwował na seta, został ponownie przełamany, a Hiszpan wrócił do gry. Nie na długo, bo w ostatnim gemie przed ewentualnym tie-breakiem Argentyńczyk zdobył break pointa, który zarazem był piłką meczową. Tym razem nie zmarnował tej szansy i po prawie dwóch godzinach i 20 minutach gry mógł cieszyć się ze zwycięstwa.

To nie był pierwszy raz, kiedy Mariano Navone dotarł do finału w Bukareszcie. W 2024 roku musiał uznać w nim wyższość Martona Fucsovicsa. W tym roku był o krok od odpadnięcia w półfinale imprezy w stolicy Rumunii. Jego rywal Botic van De Zandschulp miał trzy piłki meczowe, ale ostatecznie ich nie wykorzystał. Dzięki zwycięstwie w Bukareszcie Navone awansuje na 42. pozycję w najnowszym rankingu ATP.

Argentyńczyk może być znany kibicom z Poznania. W 2023 roku triumfował w turnieju Enea Poznań Open. Był to także jego pierwszy tytuł tej rangi zawodów.

Daniel Merida Aguilar również poprawi swoją pozycję w rankingu. Hiszpan jest blisko awansu do najlepszej setki. W zestawieniu live zajmuje 101. miejsce.


Wyniki

Finał:

Mariano Navone (Argentyna) – Daniel Merida Aguilar (Hiszpania, Q) – 6:2, 4:6, 7:5

Charleston. Jessica Pegula obroniła tytuł mistrzowski

/ Jakub Karbownik , źródło: własne/www.wtatour.com, foto: Eastnews

Jessica Pegula pokonała Julię Starodubcewą w finale turnieju WTA 500 w Charleston. Tym samym Amerykanka obroniła tytuł zdobyty przed dwunastoma miesiącami.

Mistrzyni turnieju z 2025 w tegorocznej drabince została rozstawiona z numerem pierwszym i od początku była jedną z głównych faworytek do końcowego triumfu. Mimo to kolejne rundy tenisistka z Buffalo przechodziła nie bez problemów. W każdym ze spotkań prowadzących Pegulę do finału, reprezentantka gospodarzy traciła seta.

W meczu o tytuł nastąpił swego rodzaju przełom. Obrończyni tytułu w dwóch partiach okazała się lepsza od Julii Starodubcewej, a jej zwycięstwo nie wydawało się zagrożone ani na moment. W pierwszej odsłonie panie pilnowały swego podania przez pierwsze cztery gemy. Od stanu 2:2 kontrolę nad sytuacją na korcie przejęła Amerykanka, kończąc tę część rywalizacji za pierwszą szansą po 32 minutach gry. W drugiej partii turniejowa „jedynka” prowadziła już 5:0. W szóstym gemie Ukrainka obroniła pięć piłek meczowych i pierwszy raz tego dnia odebrała serwis rywalce. Losów spotkania jednak nie odwróciła. Pojedynek zakończył się za szóstą szansą, gdy serwis do dyspozycji miała obrończyni tytułu.

Wygrywając finał w Charleston Jessica Pegula dokonała czegoś, co w tej dekadzie nie udało się ani Ons Jabeur ani Belindzie Bencic. Zarówno Tunezyjka jak i Szwajcarka nie zdołały wygrać turnieju na amerykańskiej mączce dwa lata z rzędu. Ostatnią, która dokonała tej sztuki była Serena Williams. Była liderka rankingu WTA nie miała sobie równych w latach 2012-2013 co było w sumie jej drugim i trzecim triumfem w tym turnieju.


Wyniki

Finał:

Jessica Pegula (USA, 1) – Julia Starodubcewa (Ukraina) 6:2, 6:2

Monte-Carlo. Zieliński z czwartą porażką z rzędu

/ Ksawery Styka , źródło: , foto: Peter Figura

Równo godzina wystarczyła dzisiaj Zverevowi i Melo, aby pokonać w Monako duet: Zieliński/Johnson. Polak i Brytyjczyk nie wykorzystali szans, które kilkukrotnie sobie wypracowali i niestety po raz czwarty z rzędu zeszli z kortu pokonani.

Pechowa seria zaczęła się w Phoenix, następnie przeniosła się do Miami, a później już na ceglaną mączkę, gdzie w Marrakeszu i teraz w Monte-Carlo Zieliński i Johnson odpadali już w pierwszej rundzie. W dzisiejszym spotkaniu Zverev i Melo okazali się po prostu skuteczniejsi w decydujących momentach, zamykając mecz w dwóch setach.

Pierwsza partia rozpoczęła się bardzo źle, ponieważ rywale od razu wypracowali sobie przewagę przełamania. Trzymali się jej jednak tylko do siódmego gema, ponieważ wtedy na 3:4 “odłamał” ich polsko-brytyjski duet. I kiedy wydawało się, że wszystko zmierza już w dobrą stronę i nasz reprezentant ze swoim partnerem wyrównają stan pojedynku na 4:4 stracili oni serwis, a chwilę później Niemiec i Brazylijczyk zamknęli seta bez straty punktu.

W drugiej odsłonie było bardzo podobnie. W gemie otwarcia po breaka sięgnęli rywale Polaka, a następnie powtórzyli to, wygrywając przy podaniu polsko-brytyjskiej pary w decydującym punkcie. Co prawda Zielińskiemu i Johnsonowi udało się jeszcze obronić dwie piłki meczowe i przełamać przeciwników, ale niedługo po tym sami zostali przełamani po raz trzeci, co oznaczało zwycięstwo dla Zvereva i Melo.

Tym samym po sześćdziesięciu minutach panowie mogli świętować awans do drugiej rundy imprezy w Monako, gdzie już za kilka dni podejmą turniejowe “jedynki” – Marcela Granollersa i Horacio Zeballosa. Faworytami będą najpewniej Hiszpan i Argentyńczyk, ale Alexandra Zvereva i Marcelo Melo absolutnie nie można w tym pojedynku skreślać. Skoro zdołali pokonać już jeden deblowy duet, to dlaczego nie mieliby powtórzyć tego w walce o ćwierćfinał?


Wyniki

Monte-Carlo, debel, 1/16 finału:

Marcelo Melo/Alexander Zverev (Brazylia, Niemcy) – Jan Zieliński/Luke Johnson (Polska, Wielka Brytania) – 6:3, 6:3