Lugano. Zwycięski powrót Kuzniecowej

/ Anna Niemiec, źródło: wtatennis.com, foto: AFP

Do drugiej rundy Samsung Open presented by Cornèr awansowała Swietłana Kuzniecowa. Rosjanka, która wróciła do rywalizacji po półrocznej przerwie, w trzech setach wygrała z Jekateriną Aleksandrową.

Dwukrotna mistrzyni wielkoszlemowa ostatni mecz rozegrała we wrześniu zeszłego roku w Kantonie. W pierwszej partii była wiceliderka światowego rankingu grała bardzo nerwowo i popełniała sporo niewymuszonych błędów. Młodsza z Rosjanek potrafiła to wykorzystać, dwukrotnie odebrała podanie bardziej utytułowanej rywalce i pewnie objęła prowadzenie 1:0 w meczu. W drugiej odsłonie pojedynku Kuzniecowa zaprezentowała się już zdecydowanie lepiej, od 2:2 wygrała cztery kolejne gemy i wyrównała stan rywalizacji. 33-latka urodzona w Sankt Petersburgu dobrze rozpoczęła również decydującą partię i wyszła na prowadzanie 3:0 i 5:3. Aleksandrowa nie zamierzała się jednak poddawać, rzutem na taśmę odrobiła straty i do rozstrzygnięcia konieczny okazał się tie-break. Tę dodatkową rozgrywkę lepiej rozpoczęła bardziej doświadczona z zawodniczek, która odskoczyła na 6:2. Turniejowa „szóstka” obroniła cztery piłki meczowe z rzędu, ale przy piątej musiała już skapitulować i po 2 godzinach i 22 minutach walki Swietłana Kuzniecowa mogła cieszyć się ze zwycięstwa.

W poniedziałek do drugiej rundy zawodów awansowały również Alison Van Uytvanck, Viktorija Golubic oraz Sorana Cirstea.
 


Wyniki

Pierwsza runda singla
Alison Van Uytvanck (Belgia, 4) – Tereza Smitkova (Czechy) 6:2 0:6 6:4
Swiełana Kuzniecowa (Rosja, WC) – Jekaterina Aleksandrowa (Rosja, 6) 3:6 6:2 7:6(6)
Viktorija Golubic (Szwajcaria) – Arantxa Rus (Holandia) 3:6 7:6(5) 6:2
Sorana Cirstea (Rumunia) – Mona Barthel (Niemcy) 6:7(6) 6:2 6:4
 

Monte Carlo. Hurkacz zagra w turnieju głównym

/ Dominika Opala, źródło: własne, foto: AFP

Hubert Hurkacz ma już pewne miejsce w drabince głównej Rolex Monte Carlo Masters. Ze startu w imprezie zrezygnował Richard Gasquet. Będzie to trzeci z rzędu turniej rangi Masters 1000, w którym wystąpi wrocławianin w tym sezonie. 

Richard Gasquet ostatni raz pojawił się na światowych kortach w listopadzie 2018 roku podczas turnieju w paryskiej hali Bercy. W styczniu tego roku przeszedł operację pachwiny. Z tego powodu opuścił początek sezonu na kortach twardych. W poniedziałek Francuz oficjalnie zrezygnował też ze startu w Monte Carlo. 

Rezygnacja Gasqueta okazała się korzystna dla Huberta Hurkacza. Wrocławianin był pierwszym oczekującym do wejścia do drabinki głównej Rolex Monte Carlo Masters. Tym samym Polak zadebiutuje w imprezie rangi Masters 1000 na mączce. 

Turniej rozpocznie się 14. kwietnia. 

Korespondencja z Marrakeszu. Tsonga i Edmund na kursie kolizyjnym

/ Szymon Adamski, źródło: własne, foto: AFP

Marokańczycy od początku chcieli zachęcić miejscowych kibiców do śledzenia rywalizacji w Grand Prix Hassan II, więc już w pierwszym dniu na kort centralny zaplanowali mecze trzech Francuzów. Pod nieobecność reprezentantów gospodarzy, to właśnie ,,Trójkolorowi" cieszą się największą sympatią. Tsonga i Simon pewnie awansowali do 1/8 finału, natomiast Humbert doznał bolesnej porażki.

Tak się złołyzło, że największymi gwiazdami 35. edycji marokańskiego turnieju są zawodnicy, którzy otrzymali ,,dzikie karty" od organizatorów. Nazwiska nagrodzonych specjalnymi przepustkami mówią jednak same za siebie – Zverev, Fognini i Tsonga. Z tej grupy w poniedziałek na korcie pojawił się tylko Francuz. Po niezłym meczu pokonał 6:1, 7:6(3) Cedrica-Marcela Stebe. Należy jednak zauważyć, że 28-letni Niemiec rozegrał pierwszy mecz od zeszłorocznego Australian Open. Dla niego najważniejszy jest fakt, ze powrócił do rywalizacji. Na zwycięstwa przyjdzie jeszcze czas. Chyba, że w kolejnych imprezach również nie będzie miał szczęścia w losowaniu.

Paradoksalnie, źle wylosował również Tsonga. Co z tego, że Francuz trafił w pierwszej rundzie na Stebe, skoro już w kolejnym spotkaniu stanie naprzeciw rozstawionego z numerem trzy Kyle’a Edmunda. Brytyjczyk spisał się doskonale w meczu z rozgrywającym debiutancki sezon w głównym cyklu Ugo Humbertem. Grał mocno i precyzyjnie, wytrącając wszystkie argumenty z rąk rywala. Humbert był tylko tłem i wynik 3:6, 2:6 może potraktować jako łagodny wymiar kary. A że marokański klimat służy Edmundowi mogliśmy przekonać się przed rokiem, kiedy dotarł do finału. 

Edmund i Tsonga zmagali się nie tylko z rywalami, ale też z wysoką temperaturą. To jednak nic w porównaniu do tego, co musieli przejść Gilles Simon i Jozef Kovalik. Ciężko było wysiedzieć na trybunach (częściowo zadaszonych), a co dopiero grać w tenisa. Francuz lepiej odnalazł się w tych warunkach i pewnie wygrał 6:4, 6:1. Wynik mógł być wyższy, jednak w pierwszym secie Francuz popełniał nadspodziewanie dużo niewymuszonych błędów.

Do 1/8 finału awansowali też Guido Andreozzi (o ćwierćfinał zagra z Simonem) i Taro Daniel. Następnym rywalem Japończyka będzie lepszy z pary Adrian Menendez-Maceiras – Fernando Verdasco. Hiszpanie rozpoczną wtorkową rywalizacje na korcie centralnym. Później pojawią się na nim dwaj najwyżej rozstawieni tenisiści – Alexander Zverev i Fabio Fognini. 


Wyniki

1. runda singla:
Kyle Edmund (Wielka Brytania, 3) – Ugo Humbert (Francja) 6:3, 6:2
Jo-Wilfried Tsonga (Francja) – Cedric-Marcel Stebe (Niemcy) 6:1, 7:6(3)
Taro Daniel (Japonia) – Misha Zverev (Niemcy) 6:3, 6:0
Guido Andreozzi (Argentyna) – Albert Ramos-Vinolas (Hiszpania) 6:3, 7:6(5)
Gilles Simon (Francja) – Jozef Kovalik (Słowacja) 6:4, 6:1
 

 

Ranking WTA. Życiówki Świątek i Rosolskiej

/ Jakub Karbownik, źródło: własne, foto: AFPRanking WTA. Życiówki Świątek i Rosolskiej

Iga Świątek awansowała na 115. pozycję w najnowszym notowaniu rankingu WTA i jest to najwyższa pozycja w zestawieniu warszawianki w karierze. Na rekordowe, 24 miejsce, w klasyfikacji najlepszych deblistek świata awansowała również Alicja Rosolska.

Z dwóch najwyżej notowanych polskich tenisistek, rywalizowała w ubiegłym tygodniu tylko Magda Linette. Mimo to Iga Świątek przesunęła o trzy pozycję w górę i jest na miejscu, którego jeszcze w karierze nie zajmowała. Magda Linette, która w tym tygodniu broni punktów za ubiegłoroczny ćwierćfinał w Bogocie, pozostaje 85. rakietą świata. O osiem pozycji, na 174 miejsce, przesunęła się Magdalena Fręch. W tym tygodniu łodzianka ma szansę jeszcze poprawić swój wynik, bo udanie przeszła kwalifikacje i wystąpi w turnieju głównym w Lugano. Awans, w rankingu deblowym, stał się udziałem Alicji Rosolskiej. Warszawianka, która w niedzielę razem z Anną-Leną Groenefeld sięgnęły po tytuł mistrzowski podczas turnieju WTA Premier w Charleston, jest obecnie 24. deblistką świata.

Liderką rankingu WTA pozostała Naomi Osaka, której przewaga nad Simoną Halep wynosi tylko 185 punktów. W top 10 zestawienia zaszła tylko jedna zmiana, Elina Switolina i Kiki Bertens zamieniły się miejscami. Największy awans w drugiej dziesiątce najlepszych tenisistek świata, o cztery oczka na pozycje 14, zanotowała mistrzyni z Charleston – Madison Keys. Z kolei Garbine Muguruza, która zdołała obronić tytuł w Monterey, utrzymała miejsce 19.

Lugano. Fręch w głównej drabince, będzie polski mecz?

/ Maciej Pietrasik, źródło: własne, foto: AFP

Magdalena Fręch bez większych problemów pokonała Martinę Di Giuseppe w finale eliminacji do turnieju WTA w Lugano. Teraz Polka może zagrać z Igą Świątek. Wśród potencjalnych rywalek jest też między innymi Belinda Bencic.

Początkowo w eliminacjach do turnieju WTA w Lugano miały wystąpić dwie Polki, ale Idze Świątek w ostatniej chwili udało się zakwalifikować do głównej drabinki. Warszawianka na początek zmierzy się z tenisistką z eliminacji, a dzięki temu w Szwajcarii możliwy będzie polski pojedynek.

Przez dwustopniowe kwalifikacje bez problemu przebrnęła bowiem Magdalena Fręch. Początek meczu Polki z Martiną Di Giuseppe był dość wyrównany, a przez długi czas nie mieliśmy ani jednego break pointa. W końcówce Włoszce przytrafił się jednak słabszy moment, a nasza tenisistka wykorzystała pierwszą okazję na zamknięcie partii i zwyciężyła 6:4.

Można powiedzieć, że był to kluczowy moment meczu, bo w drugiej odsłonie Fręch całkowicie dominowała, nie pozwalając przeciwniczce na wygranie choćby honorowego gema. Zamknięcie meczu trochę zajęło, bo Polka skończyła spotkanie dopiero przy szóstej okazji, ale przede wszystkim wygrała 6:4, 6:0 i awansowała do głównej drabinki.

W niej może zmierzyć się ze Świątek, ale wśród potencjalnych rywalek jest też najwyżej rozstawiona Belinda Bencic. Fręch może trafić także na turniejową "trójkę", Viktorię Kuzmową, rozstawioną z numerem siedem Rebeccę Peterson, grającą z "ósemką" Wierę Łapko, a także Jewgieniję Rodinę. Przeciwniczkę pozna dziś wieczorem.


Wyniki

Finał eliminacji:
Magdalena Fręch (Polska, 11) – Martina Di Giuseppe (Włochy) 6:4, 6:0

Był 69. na świecie, wygrał 18 turniejów – teraz czeka na karę za ustawianie meczów

/ infosport.pl, źródło: infosport.pl, foto: AFP

Tenis to sport, który przewodzi w klasyfikacji dyscyplin, w których najczęściej dochodzi do korupcji. O ile w najważniejszych imprezach z wiadomych przyczyn trudno o ustawianie spotkań, tak w zawodach rangi ATP Challenger Tour czy ITF Futures jest to bardzo częsty proceder. Władze starają się z tym walczyć, jak mogą – właśnie dlatego do życia powołano organizację Tennis Integrity Unit (TIU), której zadaniem jest walka z tego typu incydentami.

TIU na dobrą sprawę co kilka tygodni wydaje medialne publikacje, w których chwali się przyłapywaniem kolejnych tenisistów. Chociaż w większości przypadków mowa o zawodnikach, którzy nigdy nawet nie aspirowali do tego, aby cokolwiek znaczyć w świecie tenisa, to jednak coraz częściej karani są tenisiści należący do grona najlepszych na świecie. Pecha mieli przyłapani: Nicolas Kicker (ex. 78. na świecie), Potito Starace (były 27. gracz świata) czy Daniele Bracciali (niegdyś 48. w deblu). Kto wie, czy wkrótce do tej listy nie będzie można dopisać kolejnego gracza, który w przeszłości zaliczał się do TOP 100 rankingu ATP. Na tapetę wzięty został Joao Souza. Brazylijczyk, który swego czasu był 69. na świecie oraz łącznie wygrał 18 turniejów (10 na poziomie ATP Challenger oraz osiem ITF Futures) może mieć sporo za uszami, skoro organizacja postanowiła zawiesić go jeszcze w trakcie postępowania i nie robić tego po cichu, a pochwalić się tym światu. Najczęściej w takich sytuacjach dochodziło do tymczasowego zawieszenia, ale z jedną różnicą – jakiekolwiek informacje na temat śledztwa publikowano wtedy, gdy znany był wyrok.

Chimeryczny styl gry, wiele wzlotów i upadków, multum porażek z niżej notowanymi przeciwnikami – jeden uzna, że to z powodu charakteru zawodnika. Inny stwierdzi, że coś jest nie tak. Generalnie Souza od dawna był na czarnej liście bukmacherów, którzy ze względu na dziwne ruchy kursów oraz niepokojące kwoty stawiane na jego oponentów, coraz częściej woleli dmuchać na zimne i wycofywać jego mecze z ofert. Jeśli 30-latek faktycznie miał brać udział w procederze ustawiania meczów, to powiedzmy sobie szczerze – w 2018 roku mógł mieć ku temu wiele okazji. Chociaż był to dla niego niezły rok (zdobył sześć tytułów), to jednak brylował wyłącznie w imprezach rangi ITF Futures. Są to peryferia wielkiego tenisa, gdzie najczęściej dochodzi do wpływania na rozstrzygnięcia. Jest tam o to najłatwiej – z dala od błysków fleszy, tłumów na trybunach i wielkich pieniędzy. A te – może nie wielkie, ale nadal większe od tych, które oferują organizatorzy turniejów – można dostać za ustawianie.

Przynajmniej w najbliższym czasie nie należy się spodziewać jakiegokolwiek stanowiska w tej sprawie ze strony Souzy. Brazylijczyk pouczony przez prawnika stwierdził, że do czasu wyjaśnienia nie będzie udzielać komentarzy. A sprawa ta może się ciągnąć i ciągnąć. Już poprzednie przypadki pokazały, że dojście do prawdy potrafi zająć wiele czasu. W związku z tym niegdyś 69. zawodnik świata musi się przygotować nie tylko na post całkowity dotyczący rozmów z dziennikarzami, ale także na brak rywalizacji na zawodowych kortach. Ile on potrwa? Wszystko zależy od tego, jak dużo ma za uszami? Jeśli sporo, to do rozgrywek może nie wrócić już nigdy.

Monterrey. Dublet Muguruzy, pech Azarenki

/ Dominika Opala, źródło: własne, foto: AFP

Garbine Muguruza drugi rok z rzędu sięgnęła po trofeum Abierto GNP Seguros w Monterrey. W finale lepsza była od Wiktorii Azarenki, która musiała poddać spotkane w drugim secie. Tenisistka z Caracas pierwszy raz w karierze obroniła tytuł.

To był drugi pojedynek pomiędzy Garbine Muguruzą a Wiktorią Azarenką. W 2016 roku lepsza okazała się Białorusinka. Tym razem zwycięstwo padło łupem Hiszpanki, choć rywalka nie była w stanie kontynuować gry z powodu problemów z prawą łydką.

Spotkanie od początku układało się po myśli Muguruzy. Od razu przełamała przeciwniczkę i wyszła na prowadzenie 2:0. Azarenka zdobyła honorowego gema, ale od tego czasu dominacja Hiszpanki była coraz wyraźniejsza. Mistrzyni Wimbledonu 2017 nie czekała na błędy rywalki i przejmowała inicjatywę. Szczególnie dobrze funkcjonował jej forehand, który często pomagał zakończyć wymiany. Tym samym obrończyni tytułu zakończyła seta po 44 minutach.

W drugiej odsłonie Azarenka nie dała się przełamać na początku, choć Hiszpanka miała na to okazję. Widać było, że dwukrotna mistrzyni Australian Open nie jest w pełni sił, by rywalizować, jednak starała się jeszcze nawiązać walkę. Jednak, gdy Muguruza odebrała jej serwis w czwartym gemie, ta postanowiła skreczować przy wyniku 1:3.

W efekcie Muguruza sięgnęła po pierwszy tytuł w tym sezonie, a siódmy w karierze. Azarenka także może zaliczyć ten turniej do udanych. Mimo pecha w finale, to był dla niej pierwszy mecz o mistrzostwo od 2016 roku.


Wyniki

Finał singla:

Garbine Muguruza (Hiszpania, 2) – Wiktoria Azarenka (Białoruś, 5) 6:3, 3:1 i krecz