Umag. Carlos Alcaraz z pierwszym tytułem

/ Bartosz Bieńkowski , źródło: własne/atptour.com, foto: AFP

Carlos Alcaraz przeszedł do historii! Zaledwie 18-letni Hiszpan wygrał turniej rangi ATP 250 w Umag, dzięki czemu zdobył swój pierwszy tytuł w karierze.

Alcaraz to jeden z największych talentów na świecie. Hiszpan zachwyca wielu tenisowych ekspertów i kibiców. W jego kraju niektórzy określają go nawet mianem „drugiego Nadala”. 25 lipca 2021 roku to dzień, który może być przez lata często wspominany. Tego właśnie dnia nastoletni zawodnik zdobył swój pierwszy tytuł w głównym cyklu ATP.

Wielki dzień dla Alcaraza miał miejsce w chorwackim Umag. W finale turnieju rangi ATP 250 Hiszpan pokonał bez większych problemów Francuza Richarda Gasqueta 6:2, 6:2. Podopieczny Juana Carlosa Ferrero podczas piłki mistrzowskiej posłał fantastyczny forhend, a w całym spotkaniu imponował niesamowitą energią. Dzięki temu zwycięstwu Alcaraz przeszedł do historii.

Po meczu 18-latek nie krył wzruszenia. – To niesamowite. Jest we mnie mnóstwo emocji. Jestem naprawdę bardzo zadowolony z tego zwycięstwa, to mój pierwszy tytuł. Będę się bardzo cieszył tym momentem. Miałem wiele dobrych chwil w turnieju. Pokonałem pięciu świetnych tenisistów. Myślę, że zdobyłem sporo doświadczenia z tej imprezy. Będzie to przydatne w przyszłości – powiedział świeżo upieczony triumfator.

Tenisista urodzony w 2003 roku został najmłodszym mistrzem od ponad dekady. Co ciekawe, ostatnim reprezentantem Hiszpanii, który zdobył tytuł w tak młodym wieku, był… Rafael Nadal. Stało się to w Sopocie w 2004 roku, czyli zaledwie kilkanaście miesięcy po pojawieniu się na świecie Alcaraza.

 


Wyniki

Finał singla:

Carlos Alcaraz (Hiszpania, 7) – Richard Gasquet (Francja, 4) 6:2, 6:2

Gdynia. Zanevska pierwszą mistrzynią

/ Anna Niemiec , źródło: własne, foto: Andrzej Szkocki

Triumfatorką pierwszej edycji BNP Paribas Poland Open została Maryna Zanevska. Belgijka w dwóch setach pokonała Kristinę Kucovą i zdobyła pierwszy tytuł w karierze.

Zanevska rozpoczęła spotkanie bardzo nerwowo i popełniała dużo prostych błędów. Słowaczka potrafiła to wykorzystać i odskoczyła na 3:0 z podwójnym przełamaniem. Rodaczka Kim Clijsters w porę opanowała jednak sytuację na korcie i wygrała cztery kolejne gemy. Reprezentantka naszych południowych sąsiadów zdołała jeszcze utrzymać podanie na 4:4, ale dwa ostatnie gemy padły łupem Zanevskiej, która objęła prowadzenie w meczu.

Początek drugiej odsłony meczu był identyczny jak pierwszej. Kucova i tym razem odskoczyła na 3:0 z podwójnym „breakiem”, ale ponownie nie była w stanie utrzymać przewagi. Belgijska tenisistka wygrała pięć gemów z rzędu i była o krok od zakończenia spotkania. Nie wykorzystała jednak tej okazji i Słowaczka wyrównała na 5:5. W dwunastym gemie 31-latka z Bratysławy obroniła cztery piłki meczowe i do rozstrzygnięcia konieczny okazał się tie-break. W tej dodatkowej rozgrywce wyrównana walka toczyła się tylko do stanu 3:3. Po zmianie stron Zanevska wygrała cztery z pięciu następnych punktów i po godzinie i 51 minutach walki mogła cieszyć się ze zwycięstwa.


Wyniki

Finał singla

Maryna Zanevska (Belgia) – Kristina Kucova (Słowacja) 6:4 7:6(4)

Gstaad. Wicemistrzostwo w debiucie

/ Anna Niemiec , źródło: własne, foto: Materiały prasowe LOTOS PZT Polish Tour

Nie udało się Szymonowi Walkówowi i Janowi Zielińskiemu zdobyć pierwszego tytułu rangi ATP. W finale Swiss Open Gstaad lepsi okazali się Marc-Andrea Huesler i Dominic Stephan Stricker. W grze pojedynczej bezkonkurencyjny okazał się Casper Ruud.

Mistrzowie Polski w Szwajcarii po raz pierwszy wspólnie wystąpili w głównym cyklu i od razu dotarli do finału. Pojedynek decydujący o tytule nie rozpoczął się jednak po ich myśli. W pierwszej partii faworyci gospodarzy byli zdecydowanie lepsi i stracili tylko jednego gema.

Druga odsłona meczu była już jednak zdecydowanie bardziej wyrównana. Obie pary pilnowały w niej własnych serwisów i do rozstrzygnięcia konieczny okazał się tie-break. Ta dodatkowa rozgrywka miała bardzo emocjonujący przebieg. Biało-Czerwoni obronili w niej trzy piłki meczowe, ale przy czwartej musieli już skapitulować i Szwajcarzy mogli cieszyć się ze zwycięstwa.

W turnieju gry pojedynczej triumfował Casper Ruud. Rozstawiony z numerem 3 Norweg w finale bez większych problemów poradził sobie z Hugo Gastonem.


Wyniki

Finał singla

Casper Ruud (Norwegia, 3) – Hugo Gaston (Francja) 6:3 6:2

Finał debla

M. Huesler, D. Stricker (Szwajcaria, WC) – Sz. Walków, J. Zieliński (Polska) 6:1 7:6(7)

Korespondencja z Gdyni. Piter i Bondarenko zatrzymane w finale

/ Lena Hodorowicz , źródło: własne, foto: Andrzej Szkocki

Pierwszymi mistrzyniami pierwszego BNP Paribas Poland Open w grze podwójnej zostały Anna Danilina (Kazachstan) i Lidzia Marozawa (Białoruś), które w finale pokonały 6:3, 6:2 Katerynę Bondarenko (Ukraina) i Katarzynę Piter (Polska).

Mecz zapowiadał się na bardziej wyrównany niż okazał się na korcie. Po jednej stronie siatki stanęły tenisistki niemające w singlu sukcesów, które kibice wymieniliby jednych tchem, natomiast w deblu, zwłaszcza w tym roku, mogące pochwalić się całkiem solidnymi wynikami. W Gdyni Danilina i Marozawa zagrały razem po raz czwarty. Współpraca układa im się coraz lepiej, bo wcześniej ich najlepszym wynikiem był ćwierćfinał w Lionie.

Ich rywalki z drugiej strony siatki mają bardziej imponujące CV w obu konkurencjach zawodowego tenisa. Bondarenko zdobyła dwa tytuły singlowe i cztery deblowe, w tym jeden wielkoszlemowy (Australian Open 2008). Piter, zanim dopadły ją kłopoty zdrowotne, wskoczyła do czołowej setki rankingu singlowego (95. miejsce; w deblowym była nawet na 67.), a w grze podwójnej odniosła zwycięstwo turniejowe w Palermo (2013). Jak się gra solo, też nie zapomniała – zaledwie miesiąc temu w Bad Homburg była o kilka gemów od wyeliminowania Petry Kvitovej (w trzecim secie prowadziła z przewagą przełamania).

A dziś w Gdyni: – Nie można powiedzieć, że byłyśmy blisko tytułu. Rywalki zagrały bardzo solidnie, równo, prawie nie popełniały błędów – podsumowała mecz Polka.

Z ostatniego meczu nie była zadowolona, natomiast z całego turnieju – jak najbardziej. Zgadały się przypadkiem na WhatsAppie, od razu umówiły się na wspólną grę, a potem przez kilka dni dobrze się bawiły w rodzinnym gronie. Piter przyjechała z tatą, a Bondarenko z mężem i dwiema córeczkami, z jedną zresztą codziennie odbijała piłkę w ramach rozgrzewki przed treningiem.

– To znakomite uczucie, kiedy ma się blisko najbliższe osoby. W tenisie na co dzień jesteśmy skazani na samotność – dodała Piter.

Teraz zrobi sobie kilka dni wolnego, a potem pojedzie do Rumunii szukać punktów rankingowych. Będą jej, a raczej im, bardzo potrzebne, aby mogła, mogły dostać się do US Open. Bo choć w Gdyni tytułu nie zdobyły, to grało im się tak dobrze, że chciałyby okrasić przyjaźń wynikami, które docenią nie tylko najbliżsi.


Wyniki

Finał debla

Katarzyna Piter/Kateryna Bondarenko (Polska, Ukraina, 4) – Anna Danilina/Lidziya Marozava (Kazachstan, Białoruś, 3) 3:6, 2:6

Tokio. Szybka porażka Linette i Rosolskiej

/ Szymon Adamski , źródło: własne, foto: Olimpia Dudek

Magda Linette i Alicja Rosolska nie zrobią furory w turnieju olimpijskim. Polki bardzo szybko pożegnały się z rywalizacją, przegrywając już w pierwszej rundzie 1:6, 3:6 z Bethanie Mattek-Sands i Jessicą Pegulą. 

To nie był dzień Magdy Linette. Poznanianka dwa razy wyszła w niedzielę na kort, ale nic wielkiego nie zdziałała. Najpierw uległa 2:6, 1:6 Arynie Sabałence (osobna relacja TUTAJ), a kilka godzin później, grając już w parze z Alicją Rosolską, nie sprostały parze Mattek Sands/Pegula, zdobywając zaledwie cztery gemy. Należy jednak zaznaczyć, że w obydwu przypadkach to przeciwniczki były wyraźnymi faworytkami.

Dla Linette i Rosolskiej był to drugi wspólny występ w sezonie. Wcześniej spróbowały swoich sił w Wimbledonie, jednak tam również zakończyły zmagania po pierwszym spotkaniu. Choć obie zawodniczki znają się dobrze, to wydaje się, że większa liczba rozegranych meczów mogłaby pozytywnie wpłynąć na ich postawę na korcie. Problem w tym, że nie było na to czasu. Starsza z ,,biało-czerwonych” dopiero na początku czerwca wróciła do rywalizacji po urodzeniu dziecka.

Co więcej, olimpijski los nie okazał się łaskawy i już w pierwszej rundzie przydzielił polskiej parze rozstawione z ,,4″ Amerykanki Jessicę Pegulę i Bethanie Mattek-Sands. Pierwsza z nich to jedno z objawień ostatnich kilkunastu miesięcy, natomiast druga na grze podwójnej zjadła zęby. Na poprzednich igrzyskach zdobyła złoty medal w mikście. W deblu wygrała wszystkie imprezy wielkoszlemowe oprócz Wimbledonu.

Niespodzianki nie było i Amerykanki pewnie wygrały 6:1, 6:3. W całym meczu Polki tylko dwa razy utrzymały serwis. Mimo to, w drugim secie potrafiły nawiązać wyrównaną walkę. Przy stanie 3:3 nie wykorzystały jednak dwóch break-pointów, a później sprawy potoczyły się bardzo szybko. Po godzinie i 13 minutach Pegula i Mattek-Sands wykorzystały pierwszą piłkę meczową i zameldowały się w 1/8 finału.

Kolejnymi rywalkami Amerykanek będą Francuzki Alize Cornet i Fiona Ferro. Natomiast Linette i Rosolska najprawdopodobniej zakończyły udział w igrzyskach. Jedyną możliwością, by któraś z nich pojawiła się na korcie, jest utworzenie pary z Hubertem Hurkaczem i występ w turnieju gry mieszanej.


Wyniki

Pierwsza runda:

B. Mattek-Sands, J. Pegula (Stany Zjednoczone, 4) – M. Linette, A. Rosolska (Polska) 6:1, 6:3

Los Cabos. Norrie poza zasięgiem rywali

/ Szymon Adamski , źródło: własne, foto: AFP

Cameron Norrie doczekał się na pierwsze turniejowe zwycięstwo w głównym cyklu. Po przegranych finałach w Estoril, Lyonie i Londynie, w końcu doprowadził do szczęśliwego końca w Los Cabos. W drodze po trofeum pokonał trzech Amerykanów.

W najważniejszym meczu turnieju Norrie pokonał 6:2, 6:2 Brandona Nakashimę. 19-letni Amerykanin został potraktowany równie surowo co jego dwaj starsi rodacy w ćwierćfinale i półfinale. W całym turnieju Norrie nie stracił seta, ale to właśnie w starciach z reprezentantami Stanów Zjednoczonych imponował najbardziej. W meczach z Nakashimą, Fritzem i Escobedo stracił łącznie dziesięć gemów.

Tym samym 25-letni Brytyjczyk potwierdził, że jest w życiowej formie. Od początku 2021 roku tylko jedenastu zawodników zdobyło więcej punktów od niego. Ranking ATP nie do końca jeszcze odzwierciedla tak dobrą postawę Norrie’ego. Dzięki sukcesowi w Los Cabos awansuje zaledwie o jedno miejsce – z 30. na 29.

W przyszłym tygodniu Norrie planuje grać w Atlancie. Jeśli rzeczywiście przystąpi do rywalizacji, będzie jednym faworytów do wygrania całych zawodów. W 2021 roku Norrie grał już w czterech finałach. Przed Los Cabos docierał do decydujących starć w Estoril, Lyonie i Lonydnie, jednak tamte mecze przegrywał.

W Los Cabos nie startował żaden Polak. W grze podwójnej triumfowali John Isner i Hans Hach.


Wyniki

Finał:

Cameron Norrie (Wielka Brytania, 1) – Brandon Nakashima (USA) 6:2, 6:2

Tokio 2020. Hurkacz pokonuje zastępcę Fucsovicsa

/ Szymon Frąckiewicz , źródło: własne, foto: AFP

Hubert Hurkacz miał w pierwszej rundzie stawić czoła trudnemu rywalowi. W losowaniu Polak trafił na Węgra Martona Fucsovicsa. Jednakże ten w ostatniej chwili wycofał się z rywalizacji przez uraz prawego ramienia. Jego miejsce zajął Luke Saville, który jest australijskim specjalistą od debla. Nie sprawił Polakowi większych problemów.

Zamiast potężnego i zawsze groźnego Węgra – kreatywny, sprytny Australijczyk, którego dyspozycja singlowa była zagadką. Saville w rankingu singlowym zajmuje aktualnie 417. miejsce, a najwyżej był 152. przed sześcioma laty, ale po prostu rzadko w grze pojedynczej startuje. W deblu tymczasem ma uznanie. Zajmuje miejsce na początku czwartej dziesiątki i jest finalistą ubiegłorocznego Australian Open. Tu miał grać właśnie tylko w grze podwójnej u boku Johna Millmana, ale widocznie był pierwszym na liście rezerwowych i wskoczył w miejsce Fucsovicsa. Polak z faworyta w meczu pierwszej rundy stał się zatem murowanym faworytem.

Nie zawodził. Już w pierwszym gemie mógł przełamać rywala, ale wówczas jeszcze Saville się wybronił. Ze względu na jego styl gry mecz był atrakcyjny dla oka, czego raczej nie moglibyśmy powiedzieć, gdyby na korcie pojawił się jednak Fucsovics. Polak spokojnie jednak dążył do swego. Zmiana rywala nie wybiła go z koncentracji, a to się zdarza. Stopniowo przejmował inicjatywę i od stanu 1:2 już tylko on wygrywał gemy w pierwszym secie.

W drugiej partii trochę bardziej wyrównaną walkę nawiązał Australijczyk. Ale Hurkacz spokojnie grał tak jak powinien, czyhał na swoje okazje, nie zrażał się jeśli jakiejś nie wykorzystał. Cierpliwie czekał i pracował na przewagę. Ta przyszła w siódmym gemie. Przy swoim serwisie wrocławianin był bezbłędny, skuteczny i nieosiągalny dla rywala. Dzięki temu nie wypuścił jej i gra dalej. Teraz zmierzy się z Argentyńczykiem Francisco Cerundolo lub Brytyjczykiem Liamem Broady’m.


Wyniki

Hubert Hurkacz (Polska, 7) – Luke Saville (Australia, Alt.)

Tokio 2020. Sensacyjna porażka mistrzyni Wimbledonu

/ Szymon Adamski , źródło: własne, foto: AFP

Już w drugim dniu rywalizacji tenisistek doszło do ogromnej niespodzianki. Za burtę turnieju wypadła najwyżej rozstawiona Ashleigh Barty, która raptem dwa tygodnie temu nie miała sobie równych na Wimbledonie. Australijka uległa 4:6, 3:6 Sarze Sorribes Tormo. 

Barty była jedną z faworytek do zdobycia olimpijskiego medalu. Nie mogło być inaczej, biorąc pod uwagę, że do rywalizacji przystąpiła jako turniejowa i rankingowa ,,jedynka”. Na dodatek Australijka znajdowała się w świetnej formie. Od początku kwietnia wygrała 23 z 27 meczów. Porażki, nie dość że zdarzały się jej rzadko, bywały efektem problemów zdrowotnych. Tak było w Rzymie w meczu przeciwko Cori Gauff i w Paryżu przeciwko Magdzie Linette.

Wydawało się więc, że spotkanie 1. rundy turnieju olimpijskiego będzie dla Barty rozgrzewką przed większymi wyzwaniami. Liderka rankingu WTA popełniała jednak błąd za błędem i uległa solidnie grającej Sarze Sorribes Tormo. Hiszpanka najlepiej czuje się na nawierzchni ziemnej i do tej pory to na niej odnosiła największe sukcesy. Potrafiła pokonać m.in. Naomi Osakę. W Tokio rywalizacja toczy się jednak na kortach twardych.

Barty w marnym stylu pożegnała się z turniejem gry pojedynczej, ale wciąż może marzyć o olimpijskim medalu. Wspólnie ze Storm Sanders awansowały wczoraj do 1/8 finału debla.

 


Wyniki

Wyniki 1. rundy:

Sara Sorribes Tormo (Hiszpania) – Ashleigh Barty (Australia, 1) 6:4, 6:3

Tokio 2020. Sabalenka za mocna dla Magdy Linette

/ Szymon Frąckiewicz , źródło: własne, foto: AFP

Magda Linette nie sprostała Arynie Sabalence w pierwszej rundzie singla na igrzyskach olimpijskich. Polka nie była faworytką, ale była w tym meczu daleka od swojej najlepszej dyspozycji. Wygrała zaledwie trzy gemy.

Jak dotąd poznanianka mierzyła się z Białorusinką raz. Miało to miejsce trzy lata temu w Tencinie i łatwo wygrała Sabalenka. W niedzielę liczyliśmy na inne rozstrzygnięcie, nawet jeśli byłoby niespodzianką. W końcu w ostatnich tygodniach Polka prezentowała życiową formę.

I pierwsze gemy dawały nam na to nadzieję. Linette zdobyła w trzecim gemie przewagę przełamania. Niestety był to ostatni moment radości w tym spotkaniu dla Polskich kibiców. Kolejne osiem gemów padło łupem faworytki, a przerwała nasza tenisistka tę serię tylko na chwilę, wygrywając jednego gema w drugiej partii. Po zaledwie 69 minutach gry Polka pożegnała się z turniejem singla.


Wyniki

Aryna Sabalenka (Białoruś, 3) – Magda Linette (Polska) 6:2, 6:1