Korespondencja z Poznania. Czesi z deblowym tytułem

/ Natalia Kupsik , źródło: własne, foto: Paweł Rychter/Poznań Open 2021

Przedostatniego dnia zmagań w rozgrywanym w Poznaniu turnieju cyklu ATP Challenger poznaliśmy finalistów gry pojedynczej oraz zwycięzców rywalizacji deblowej. Niestety w tej ostatniej wyższość przeciwników uznać musieli Karol Drzewiecki oraz Aleksandar Vukić.

Nie udało się końcowym triumfem zwieńczyć serii bardzo dobrych występów Karola Drzewieckiego i Aleksandara Vukicia w tegorocznej edycji Poznań Open. W finale gry podwójnej polsko-australijski duet zostawił na korcie wiele serca, ale ostatecznie uległ w starciu ze Zdenkiem Kolarem oraz Jirim Lehecką.

Początek spotkania był bardzo wyrównany. Obie pary solidnie spisywały się w polu serwisowym i do przełamań nie dochodziło. Po raz pierwszy nerwowo z punktu widzenia polskich kibiców zrobiło się w piątym gemie. To na tym etapie czeski duet stanął przed okazją na objęcie prowadzenia w meczu. Karol Drzewiecki i Aleksandar Vukić zachowali jednak zimną krew i pewnym serwisem wydobyli się z tarapatów. Sytuacja powtórzyła się dwa gemy później, a na tablicy pojawił się wynik 4-4. Niestety Zdenek Kolar i Jiri Lehecka skuteczność w tym elemencie poprawili przy stanie 5-4. Tym samym wykorzystując ciążącą na Polaku i Australijczyku presję podania, na swoją korzyść rozstrzygnęli pierwszą partię.

Podrażnieni rezultatem zmagań w pierwszym secie Drzewicki i Vukić w drugim błyskawicznie ruszyli do odrabiania strat. Ofensywna postawa opłaciła się i już w gemie otwarcia Polak i Australijczyk odebrali rywalom serwis. W kolejnych wymianach żadna z par nie pozwoliła już zaskoczyć się przy własnym podaniu. Wypracowana na początku partii przewaga okazała się więc na wagę złota. Po nieco ponad godzinie rywalizacji pewnym stało się, że o losach deblowego tytułu zadecyduje super tie-break.

Jak się okazało na tym etapie więcej sił i opanowania zachowali Czesi. Zdenek Kolar i Jiri Lehecka szybko wyszli na prowadzenie 5-1 i chociaż polsko-australijski debel nie złożył broni, nie zdołał już przechylić szali zwycięstwa na swoją stronę.

Dla gromadzących się na Kortach Parku Tenisowego „Olimpia” kibiców to jednak jeszcze nie koniec sportowych wrażeń. Już jutro około godziny 12:00 rozpocznie się finał gry pojedynczej tegorocznej edycji Poznań Open. Do walki o tytuł przystąpią w nim Jiri Lehecka oraz rozstawiony z numerem pierwszym Bernabe Zapata Miralles. Pierwszy z nich w dzisiejszym półfinale okazał się lepszy od walecznego Alexandra Szewczenki, a drugi odwrócił losy starcia z typowanym na „czarnego konia” turnieju Dmitrem Popko.


Wyniki

Poznań Open – finał debla:

Zdenek Kolar, Jiri Lehecka (Czechy) – Karol Drzewiecki (Polska), Aleksandar Vukić (Australia) 6-4, 3-6, 10-5

Poznań Open – półfinały singla:

(1) Bernabe Zapata Miralles (Hiszpania) – (7) Dmitry Popko (Kazachstan) 1-6, 7-5, 7-5,

Aleksander Szewczenko (Rosja) – Jiri Lehecka (Czechy) 4-6, 2-6,

Tokio 2020. Złota Belinda!

/ Anna Niemiec , źródło: własne, foto: AFP

Belinda Bencic została mistrzynią olimpisjką. 24-latka z Flawil w finale pokonała Marketę Vondrousovą i zdobyła trzeci w historii złoty medal dla Szwajcarii w tenisie.

Na początku spotkania serwis nie odgrywał zbyt dużej roli. W sześciu pierwszych gemach tenisistki zapisały po dwa przełamania na swoim koncie. Od stanu 3:3 gra toczyła się już jednak zgodnie z regułą własnego serwisu. W końcówce ręka zadrżała ręka 22-latce urodzonej w Sokolovie, która w dwunastym gemie straciła podanie i nie zdołała doprowadzić do tie-breaka.

Vondrousova nie podłamała się jednak niepowodzeniem w końcówce pierwszej części meczu. W drugiej partii była zdecydowanie lepszą tenisistką. Odebrała podanie rywalce w pierwszym i piątym gemie, a sama ani razu nie musiała nawet bronić się przed przełamaniem i szybko doprowadziła do wyrównania.

W decydującym secie reprezentantka naszych południowych sąsiadów wyrównała z 1:3 na 3:3, ale na więcej nie było już jej stać. Przy wyniku 3:5 leworęczna tenisistka miała dwie okazje z rzędu, żeby odrobić stratę przełamania, ale ich nie wykorzystała. Vondrousova obroniła pierwszą piłkę meczową i wypracowała sobie jeszcze jednego „breakpointa”, ale i ta szansa jej uciekła. Chwilę później Bencic wykorzystała drugą piłkę meczową i po dwóch i półgodzinie walki mogła wznieść ręce w geście triumfu.

24-latka zdobyła trzeci w historii złoty medal dla Szwajcarii w tenisie. W Barcelonie w 1992 roku w singlu na najwyższym stopniu podium stanął Marc Rosset, a w Pekinie w 2008 roku najlepsi w grze podwójnej byli Roger Federer i Stan Wawrinka.

Dla Belindy Bencic to jeszcze nie koniec występów w Tokio. W niedzielę razem z Viktoriją Golubic zagrają w finale debla. Przeciwniczkami będą Barbora Krejczikova i Katerina Siniakova.


Wyniki

Finał singla

Belinda Bencic (Szwajcaria, 9) – Marketa Vondrousova (Czechy) 7:5 2:6 6:3

Tokio 2020. Sensacyjne Brazylijki, wojna nerwów dla Switoliny!

/ Szymon Frąckiewicz , źródło: własne, foto: AFP

Sensację przyniósł mecz o trzecie miejsce w deblu kobiet. Po medal sięgnęły Brazylijki Laura Pigossi i Luisa Stefani, pokonując Weronikę Kudermietową i Jelenę Wiesninę z Rosji. W singlu na najniższym stopniu podium stanie za to Elina Switolina, która wygrała wojnę nerwów z Jeleną Rybakiną.

Laura Pigossi i Luisa Stefani zachwycały w Tokio od samego początku rywalizacji, choć o wyjeździe na igrzyska dowiedziały się niemal w ostatniej chwili, po wycofaniu się kilku zawodniczek. Brazylijki rozpoczęły olimpijski turniej od pokonania mocnych Kanadyjek Gabrieli Dabrowski i i Sharon Fichman. W kolejnych meczach udowadniały, że nie był to przypadek i pokazywały siłę mentalną, dwukrotnie wygrywając w super tiebreakach. Najpierw z Czeszkami Karoliną Pliszkovą i Marketą Vondrouszovą, a później z Amerykankami Bethanie Mattek-Sands i Jessicą Pegulą. Zatrzymane zostały dopiero przez Szwajcarki Belindę Bencic i Viktoriję Golubic.

W meczu o brąz mierzyły się z Rosjankami Weroniką Kudermietową i Jeleną Wiesniną, które aż do momentu półfinałowej porażki były wskazywane jako jedne z głównych kandydatek do złota. Nie zaczęły dobrze. W pierwszym secie przegrywały już 1:4. Jednakże doprowadziły do wyrównania, kiedy puściła je nieco presja. Co prawda partię otwarcia i tak przegrały 4:6, ale w drugiej to one dominowały na korcie. Zdobyly przewagę breaka już w pierwszym gemie i nie dały jej sobie zabrać. Doprowadziły do super tiebreaka. Aż cztery piłki meczowe miały w nim Rosjanki, ale Pigossi i Stefani ruszyły w niesamowitą pogoń i wygrały sześć punktów z rzędu, a tym samym brązowe medale!

Wydawało się w pewnym momencie, że bez większej historii minie singlowy mecz o brąz pań i Jelena Rybakina pewnie wygra z Eliną Switoliną. Kazaszka była na początku dużo spokojniejsza niż w półfinale i grała swoje. Była bardzo solidna, dokładna, poukładana. Tymczasem Ukraince brakowało wiary. Tak jak w półfinale, tak i tutaj, presja i wizja wielkiego sukcesu ją ewidentnie przerosły. W pierwszym secie Switolina wygrała tylko jednego gema.

W drugiej partii działo się nieco więcej. Rybakina już prowadziła ponownie z przewagą breaka, ale tym razem i jej zaczęła drżeć ręka. Switolina doprowadziła do wyrównania. To był przełomowy moment tego spotkania. Ukrainka zaczęła grać na takim poziomie, jakiego się od niej oczekuje. Mecz stał się bardzo wyrównany, a rozstrzygnięcie w tej partii przyniósł minimalnie wygrany przez tenisistkę rozstawioną z „4” tiebreak.

Trzeci set to była wojna nerwów. Lepiej zaczęła Rybakina. Wydawało się, że już tego nie wypuści. Miała break-pointy na 4:0, ale nie wyorzystała ich. Jednak od stanu 1:4 znów obudziła się Switolina, a Kazaszka zaczęła popełniać wiele prostych błędów. Ukrainka przełamała na 5:4 i była o jeden gem serwisowy od medalu. Wygrała. Z trudem jej to przyszło, dopiero za siódmą piłką meczową, ale zdobyła brązowy medal dla Ukrainy.


Wyniki

Mecz o 3. miejsce w grze podwójnej kobiet

Laura Pigossi, Luisa Stefani (Brazylia) – Weronika Kudermietowa, Jelena Wiesnina (Rosyjski Komitet Olimpijski) 4:6, 6:4, [11:9]

Mecz o 3. miejsce w singlu kobiet

Elina Switolina (Ukraina, 4) – Jelena Rybakina (Kazachstan, 15) 1:6, 7:6(5), 6:4

Tokio 2020. Dżoković z pustymi rękoma. Kolejna porażka, a chwilę później rezygnacja

/ Szymon Adamski , źródło: własne, foto: AFP

Novak Dżoković wróci z Tokio bez medalu! Serb nie podniósł się po sensacyjnej porażce w półfinale z Alexandrem Zverevm i uległ również Pablo Carreno w meczu o brązowy medal. Szansa była jeszcze w mikście, ale w tej konkurencji lider rankingu ATP nawet nie stanął do walki.

Ostatnia doba to koszmar Novaka Dżokovicia. Murowany faworyt do złota szedł przez turniejową drabinkę jak po swoje, aż nagle zatrzymał się, będąc trzy małe kroki od finału. Niesamowity zwrot akcji, który na pewno będzie wielokrotnie przypominany przez najbliższe lata, zapoczątkowała utrata podania przy prowadzeniu 6:1, 3:2 z Alexandrem Zverevem. Wówczas nikt nie mógł przypuszczać, jak ważny jest to moment. Na dobrą sprawę Dżoković cały czas miał wszystko pod kontrolą.

Serb się jednak pogubił w sposób niewytłumaczalny, zapewne zagadkowy nawet dla samego siebie. Dramatycznie obniżył loty i przegrał ze Zverem osiem gemów z rzędu, a niedługo później całe spotkanie. W tak nieoczywisty sposób stracił szansę na jedno z największych osiągnięć w historii tenisa – Złotego Wielkiego Szlema.

34-latek wciąż ma jeszcze szansę na Wielkiego Szlema, jednak wydarzenia z Tokio prawdopodobnie będą mieć ogromny wpływ na jego dalsze losy. Porażka w półfinale okazała się bowiem tylko preludium olimpijskiej katastrofy. Dzisiaj Serb mógł wywalczyć dwa brązowe medale, jednak zamiast tego wróci do ojczyzny z pustymi rękoma.

Najpierw przegrał mecz o brązowy medal w singlu. Nie był sobą i po blisko 3 godzinach rywalizacji  uległ 4:6, 7:6(6), 3:6 Pablo Carreno z Hiszpanii. Co ciekawe, Serb ani razu nie przełamał przeciwnika. Jedynego seta wygrał po tie-breaku, broniąc w nim piłki meczowej. Zdarzenie będące często zaczynem do rozpoczęcia szaleńczej pogoni i odrobienia strat, tym razem nie miało tak wielkiego znaczenia. Rozgrywający świetne zawody, przede wszystkim bardzo dobrze serwujący Pablo Carreno utrzymał nerwy na wodzy i doprowadził do pomyślnego zakończenia kilkadziesiąt minut później.

Tego samego nie można napisać o Dżokoviciu. Wściekłość giganta była tyleż zrozumiała, co za bardzo eksponowana na korcie. Rzut rakietą w trybuny nigdy nie powinien mieć miejsca, nawet jeśli kibice z oczywistych powodów na nich nie zasiadają.

Rozczarowany własną postawą Serb udał się po meczu do szatni, a niedługo później gruchnęła sensacyjna wiadomość. Dżoković i jego partnerka Nina Stojanović wycofali się z rywalizacji o brązowy medal w grze mieszanej. Brązowe medale zawisną zatem na szyjach Ashleigh Barty i Johna Peersa.

W sobotni poranek wyłoniono też brązowe medalistki w grze podwójnej kobiet. Zupełnie nieoczekiwanie zostały nimi Brazylijki Laura Pigossi i Luisa Stefani, które obroniły cztery piłki meczowe z rzędu i pokonały 4:6, 6:4, 11-9 Weronikę Kudermetową i Jelenę Wiesninę.

 


Wyniki

Mecze o brązowe medale:

Pablo Carreno Busta (Hiszpania, 6) – Novak Dżoković (Serbia, 1) 6:4, 6:7(6), 6:3
L. Pigossi, L. Stefani (Brazylia) – W. Kudermetowa, J. Wiesnina (Rosja) 4:6, 6:4, 11-9
A. Barty, J. Peers (Australia) – N. Stojanović, N. Dżoković (Serbia) walkower