Roland Garros. Andreescu dołączyła do Barty i Osaki

/ Jakub Karbownik , źródło: Własne/www.tennisworldusa.org, foto: AFP

Bianca Andreescu nie wystąpi w tegorocznym Roland Garros. Kanadyjska tenisistka zrezygnowała z występu m.in. z powodu przeciągających się kłopotów zdrowotnych związanych z kontuzją kolana.

Tenisistka z Kraju Klonowego Liścia we wrześniu ubiegłego roku sięgnęła po tytuł mistrzowski w Nowym Jorku. Następnie podczas turnieju mistrzyń w październiku doznała kontuzji kolana. Od tego czasu siódmej rakiety świata nie widzieliśmy na światowych kortach.

Jak podają kanadyjskie media, reprezentantka ich kraju nie wystąpi w tym roku w Paryżu z powodu kontuzji kolana, ale też ze względu na pandemię, która utrudnia podróżowanie po świecie.

Sama tenisistka opublikowała natomiast oświadczenie w mediach społecznościowych. – Podjęłam trudną decyzję o odpuszczeniu rywalizacji na kortach ziemnych w tym roku. W pozostałej części sezonu skupię się na swoim zdrowiu i treningach. Czekam z niecierpliwością na 2021 rok, w tym na igrzyska olimpijskie. Na razie chcę skoncentrować się na sobie, aby powrócić lepsza i silniejsza niż kiedykolwiek – napisała Andreescu.

Tym samym Bianca Andreescu dołączyła do Ashleigh Barty i Naomi Osaki. Najwyżej rozstawioną w tegorocznej drabince kobiet będzie Simona Halep. Rumunka jest w bardzo dobrej dyspozycji. Potwierdziła to przed kilkoma dniami, sięgając po tytuł mistrzowski podczas Internazionali BNL d’Italia.

 

 

Kawa: nie mam zaufania do paryskiej ,,bańki”. W Nowym Jorku panował większy porządek

/ Szymon Adamski , źródło: własne, foto: Bella Cup

Katarzyna Kawa nie została dopuszczona do udziału w eliminacjach Roland Garros. Okazało się bowiem, że jest zakażona koronawirusa, mimo że nie odczuwa żadnych objawów. 

Tenisistka z Krynicy-Zdroju była gościem audycji TenisKlub w radiu WeszłoFM. Opowiedziała w niej między innymi o swoich wątpliwościach dotyczących wiarygodności badania. Przede wszystkim zaznaczyła jednak, że w ostatnim czasie bardzo dbała o zdrowie. Jak napisała w oświadczeniu zamieszczonym w mediach społecznościowych ,,uważała na kontakt z innymi i noszenie maseczki”. To jednak nie wystarczyło.

– Wciąż nie dowierzam, że test dał wynik pozytywny. Byłam jedną z tych osób, która rzeczywiście uważała na kontakt. Większość czasu w ostatnich tygodniach spędziłam w ,,bańce” i przeszłam wiele testów. Tym bardziej wynik wydaje się niewiarygodny w mojej sytuacji – oceniła Kawa.

Podobnie jak wielu innych sportowców, nasza reprezentantka przechodzi przez wirusa bezobjawowo. W dniu, w którym dowiedziała się o zakażeniu, rozegrała dwa treningi. Jej organizm nie wysłał żadnych niepokojących sygnałów.

– Czuję się absolutnie normalnie. Mogłabym wymyślać jakieś objawy, ale nic mi nie jest. Rano miałam pobraną próbkę, która dała wynik pozytywny, a później zagrałam dwa treningi. Chyba bym coś poczuła, gdybym była chora – zastanawiała się tenisistka.

Dbałość o bezpieczeństwo i brak objawów sprawiają, że Kawa wcale nie jest przekonana, że rzeczywiście zakaziła się koronawirusem. Tym bardziej, że Francuzi nie okazali się tak dobrze zorganizowani jak Amerykanie. Panował chaos, w którym sami organizatorzy paryskiego szlema nie potrafili się odnaleźć.

– Na pewno będę chciała powtórzyć test, żeby zobaczyć, czy jest wiarygodny. Wszyscy wiemy, że zdarzają się błędy w testach. Na Roland Garros już jeden trener otrzymał fałszywy wynik. ,,Bańka” nowojorska była bardziej wiarygodna. Panował większy porządek. Testy były bardziej komfortowe. Natomiast we Francji nazwiska na próbkach były pisane długopisem. Nie dostałam żadnego maila odnośnie testowania. Był duży bałagan. Trzeba było dzwonić po sto razy, żeby wyjść z pokoju. Nie mam zaufania do paryskiej ,,bańki” – stwierdziła zawodniczka, która kilka tygodni temu zadebiutowała w turnieju głównym Wielkiego Szlema.

Na występ w turnieju głównym Roland Garros musi natomiast poczekać co najmniej do 2021 roku. Na razie spędza czas w pokoju hotelowym, a nie na kortach. Sytuacja nie należy do komfortowych, ponieważ Polka nie ma nawet dostępu do świeżego powietrza. Okazuje się, że nawet w takiej sytuacji można znaleźć plusy. W tym przypadku okazał się nim wspaniały widok z okna.

– Nie mogę wyjść z pokoju, mam wszystko przynoszone. Na szczęście nie zdążyłam się jeszcze zanudzić. Na pewno będę ćwiczyć, bo nie chcę, żeby ta sytuacja spowodowała, że później będzie mnie czekać kilkutygodniowy okres przygotowawczy.  Niestety nie mam też balkonu, a oko nie jest otwieralne. Na szczęście mam ładny widok. Hotel jest nad samą Sekwaną, pokój mam na 22. piętrze – widok na cały Paryż jest piękny – doszukała się pozytywu Kawa.

Hamburg. O krok od bijatyki

/ Redakcja , źródło: własne, foto: Andrzej Gliniak / Tenisklub

Największa niespodzianką drugiego dnia turnieju European Open w Hamburgu była porażka Daniiła Miedwiediewa. Rozstawiony z numerem ,,1″ Rosjanin przegrał w meczu wieczoru z Ugo Humbertem 4:6, 3:6.

 

Korespondencja z Hamburga, Andrzej Gliniak

 

Młody Francuz wytrzymywał długie wymiany, a w najważniejszych momentach był bezbłędny. W pierwszym secie Miedwiediew prowadził z przełamaniem 4:3 i 30:0, ale nie doprowadził do szczęśliwego końca. W drugiej partii nie wykorzystał dwóch break-pointów. Raz przełamał za to Francuz i to wystarczyło mu do zwycięstwa.

W najciekawszym meczu dnia Karen Chaczanow pokonał Jana-Lenarda Struffa 7:6, 4:6, 7:5. Mecz trwał ponad dwie i pół godziny. Rosjanin w decydującym secie najpierw odrobił stratę dwóch przełamań, a od stanu 4:5 – i serwisu Struffa po zwycięstwo w całym meczu – wygrał trzy gemy z rzędu.

W meczu „weteranów” Fabio Fognini pokonał Phillipa Kohlsraibera 4:6, 6:1, 7:5. Obaj mają łącznie 70 lat. Wygrał młodszy o cztery lat Fognini. To pierwsza wygrana 33 letniego-Włocha od czasu operacji kostki, którą przeszedł w trakcie przerwy spowodowanej pandemią.

Iskrzyło na bocznym korcie w meczu Aleksandra Bublika z Albertem Ramosem Vinolasem. Kazach, znany z niekonwencjonalnych uderzeń i zachowania na korcie, zdenerwował Hiszpana serwisem od dołu. Doszło do słownej wymiany ,,uprzejmości”, a krewkie charaktery obu tenisistów przy siatce musiał temperować sędzia Carlos Bernardes. Bublik cały mecz grał bardzo dobrze, świetnie serwował (nawet po 230 km na godzinę!), a przede wszystkim wytrzymywał, a nawet w większości wygrywał długie wymiany z Hiszpanem. Zwyciężył 6:2, 7:6(5). Przy piłce meczowej posłał 17. asa w meczu.

Gościem specjalnym turnieju był dziś Boris Becker. Niemiecka legenda tenisa odpowiadała na pytania dziennikarzy na specjalnej konferencji prasowej. Trzykrotny zwycięzca Wimbledonu nie był oryginalny, jeśli chodzi o wskazanie faworytów zbliżającego się wielkoszlemowego Rolanda Garrosa. Becker do finału wytypował Rafaela Nadala i Novaka Dżokovicia.

 

Z Hamburga, Andrzej Gliniak