Rzym. Halep z upragnionym tytułem

/ Dominika Opala , źródło: własne , foto: AFP

W przypadku walki Simony Halep o trofeum w Internazionali BNL d’Italia sprawdziło się powiedzenie: do trzech razy sztuka. Rumunka zdobyła premierowy tytuł w Rzymie, mimo że zapewne wolałaby się z niego cieszyć w nieco innych okolicznościach. Karolina Pliszkova poddała mecz przy stanie 0:6, 1:2. 

To nie był pojedynek finałowy, jakiego spodziewaliby się kibice, ani same jego uczestniczki. Simona Halep i Karolina Pliszkova zmierzyły się ze sobą po raz dziesiąty w zawodowym tourze, jednak dopiero drugi raz w finale turnieju. Bilans jest korzystniejszy dla Rumunki, a po dzisiejszym meczu jeszcze go poprawiła (8-4).

Spotkanie można scharakteryzować następującym sformułowaniem: dominacja Halep. Tenisistka z Konstancy od początku grała pewniej, solidniej i kontrolowała przebieg wydarzeń na korcie. Dobrze funkcjonował jej return, a dodatkowo popełniała niewiele błędów. Z kolei Pliszkova nie mogła liczyć na broń, na której bazuje jej styl gry, mianowicie serwis. Czeszka nie była w stanie także za dużo zdziałać atakiem, gdyż Halep skutecznie radziła sobie w defensywie i posyłała zabójcze kontry. W efekcie partia otwarcia zakończyła się po 20 minutach, a rozstawiona z „dójką” tenisistka nie zdobyła nawet gema.

Druga odsłona rozpoczęła się tak, jak pierwsza, czyli od straty serwisu przez Pliszkovą. Czeszka cały czas miała problem z regularnością, a do tego pojawiły się problemy ze zdrowiem. Cień szansy pojawił się w drugim gemie, gdy finalistka US Open 2016 odłamała rywalkę i zdobyła pierwszego gema w meczu. Rumunka jednak zdołała kolejny raz uzyskać breaka w trzecim gemie, który okazał się ostatnim w meczu. Pliszkova nie była w stanie podjąć dalszej walki i zdecydowała się poddać spotkanie przy stanie 0:6, 1:2.

Tym samym Halep zdobyła 22. tytuł w karierze, 3. w tym roku. Swoją postawą i grą w stolicy Włoch Rumunka potwierdziła, iż jest jedną z głównych kandydatek do triumfu w Roland Garros, który rozpoczyna się już 27 września.


Wyniki

Finał singla:

Simona Halep (Rumunia, 1) – Karolina Pliszkova (Czechy, 2) 6:0, 2:1 i krecz

Diego Schwartzman: Rodzice nie pozwolili mi się wtedy poddać

/ Natalia Kupsik , źródło: własne/www.atptour.com, foto:

Podczas tegorocznej edycji turnieju w Rzymie Diego Schwartzman pozwolił wierzyć w to, że w tenisie dokona znacznie więcej, niż ktokolwiek mógłby przypuszczać. Zanim jednak jego kariera nabrała rozpędu, musiał zmierzyć się poważnymi przeciwnościami i zadecydować czy pozwoli, by go one zatrzymały.

Spektakularne występy, mierzącego zaledwie 170 centymetrów wzrostu Argentyńczyka oczarowały widzów, śledzących toczone na Foro Italico zmagania . Wysokiej klasy tenisowe umiejętności  Diego Schwartzmana w połączeniu z jego imponującą walecznością, otworzyły przed nim drzwi do pierwszego w karierze triumfu w zawodach rangi Masters 1000.  O tak dużą stawkę, a także o debiutancki awans do czołowej dziesiątki rankingu zawodnik, który przedwczoraj sensacyjnie wyeliminował z gry Rafaela Nadala, powalczy dziś z Novakiem Dżokoviciem. Niezależnie od wyniku finałowego starcia, 28-latek niewątpliwie zasłużenie zaskarbił już sobie serca kibiców na całym świecie, ale jego losy nie zawsze układały się równie szczęśliwie.

Kariera Diego Schwartzmana już na bardzo wczesnym etapie stanęła pod dużym znakiem zapytania. Kiedy w 1990 roku argentyński rząd ograniczył import, zamożna dotychczas rodzina tenisisty zaczęła borykać się z poważnymi problemami finansowymi. Brak dostępu do towarów zza granicy dosłownie sparaliżował wtedy działalność prowadzonego przez nich sklepu odzieżowego i jubilerskiego. Tym samym pierwsze kroki w tenisowym świecie Diego stawiać musiał z bardzo ograniczonym budżetem.

– W pewnym momencie sprzedawaliśmy gumowe bransoletki, które pozostały po naszym rodzinnym biznesie. Robiliśmy co tylko się da, by pokryć koszty udziału w turniejach i podróży – wspomina Schwartzman – Oceniając to z perspektywy czasu, sytuacja było trudna. Czasami jednak bywało też zabawnie. Pomagałem mamie sprzedawać bransoletki, a niektórzy z pozostałych zawodników zaczęli robić to razem z nami. Pomiędzy meczami robiliśmy rundki z torbami pełnymi bransoletek i rywalizowaliśmy ze sobą o to, kto sprzeda ich więcej. Mama przekazywała kolegom 20% tak zarobionych pieniędzy. (…) Miałem w sobie wtedy dużo zrozumienia, ponieważ wiedziałem, że rodzice starają się pracować bardzo ciężko, abym tylko mógł skupić się na grze i podróżowaniu, podczas gdy oni martwili się o pieniądze.

Tak nieprzychylne okoliczności przesądziły wkrótce także o tym, że Schwartzman już w wieku 13 lat zmuszony był do samotnego podróżowania, aby brać udział w tenisowych turniejach. Jak przyznaje tęsknota za najbliższymi doskwierała mu wtedy do tego stopnia, że niejednokrotnie do samolotu wsiadał ze łzami w oczach. Wyjątkowo poważna próba charakteru młodego Argentyńczyka miała jednak dopiero nadejść.

– Kiedy byłem trzynastolatkiem lekarz powiedział mi, że nigdy nie będę mierzył więcej niż 170 centymetrów wzrostu. Wiem, że mówię dziś, że nie ma to dla mnie tak dużego znaczenia, ale wtedy byłem zrozpaczony – przyznał – Nie wiedziałem co mógłbym w takim razie robić w swoim życiu dobrze. Nie miałem pojęcia, czy chcę nadal grać w tenisa.

W tak trudnym momencie nieocenione wsparcie psychiczne początkującemu tenisiście zapewniła przede wszystkim rodzina. Dzięki niemu oraz pomocy kilku wierzących w jego potencjał ludzi z zewnątrz, wkrótce Argentyńczyk porzucił myśli o zawieszeniu rakiety na kołku.

– Rodzice nie pozwolili mi się wtedy poddać – wspomina zawodnik – Powiedzieli, że mój wzrost nie powinien mieć żadnego wpływu na moje marzenia. Na szczęście, kiedy miałem 15 albo 16 lat zaczęły pojawiać się wokół mnie także osoby, które próbowały wesprzeć mnie również finansowo. Tak zdobyłem środki na podróże, trenera i tak dalej. Od tego momentu mojej rodzinie i mnie było już znacznie łatwiej – dodaje.

Strasburg. Linette wzięła rewanż, zagra ze Switoliną

/ Maciej Pietrasik , źródło: własne, foto: AFP

Magda Linette przed wyjazdem do Paryża rywalizuje jeszcze w innym francuskim mieście – Strasburgu. Tamtejszy turniej WTA rozpoczęła od pewnego zwycięstwa. Pokonała reprezentantkę gospodarzy, Pauline Parmentier, 6:4, 6:3.

Przed Magdą Linette ostatni turniej przed Rolandem Garrosem. Poznanianka w Strasburgu trafiła na dużo niżej notowaną rywalkę. Pauline Parmentier to jednak tenisistka, z którą Polka nie ma dobrych wspomnień. Wcześniej rywalizowały pięciokrotnie i nasza zawodniczka wygrała tylko jedno spotkanie.

W poniedziałkowe przedpołudnie Linette od początku narzuciła rywalce swoje warunki. Szybko wyszła na prowadzenie 3:0, później było 5:1, lecz i tak zrobiło się nerwowo. Polka wypuściła bowiem z rąk przewagę podwójnego przełamania, przegrywając trzy kolejne gemy. Na szczęście szybko się otrząsnęła, zwyciężyła przy podaniu rywalki i zakończyła pierwszą partię wynikiem 6:4.

Nasza tenisistka poszła za ciosem na początku drugiej odsłony. Znów od razu zyskała breaka i zrobiło się 3:0. Tym razem Linette pilnowała już jednak przewagi i utrzymała ją do samego końca. Ostatecznie wygrała cały mecz 6:4, 6:3.

W drugiej rundzie Polka zmierzy się z rozstawioną z numerem dwa Eliną Switoliną. Obie grały ze sobą raz – w Rolandzie Garrosie 2017 lepsza okazała się Ukrainka.


Wyniki

Pierwsza runda singla:
Magda Linette (Polska) – Pauline Parmentier (Francja, WC) 6:4, 6:3

Rzym. Dżoković powalczy o piąty tytuł na Foro Italico

/ Jakub Karbownik , źródło: Własne/atptour.com, foto: AFP

Novak Dżoković i Diego Schwartzman spotkają się w poniedziałkowym finale Internazionali BNL d’Italia. Dla serbskiego tenisisty jest to dziesiąty finał włoskiego tysięcznika. 

Przed rozpoczęciem tegorocznych zmagań w stolicy Włoch wielu na uczestników finału typowało lidera i wicelidera rankingu ATP. Rafael Nadal, dziewięciokrotny mistrz imprezy rozgrywanej na Foro Italico, uległ jednak w ćwierćfinale Diego Schwartzmanowi. Dzień później filigranowy Argentyńczyk pokonał Denisa Shapovalova, chociaż w decydującej odsłonie trzykrotnie musiał odrabiać stratę podania. Ostatecznie jednak w tie-breaku trzeciej partii przechylił szalę zwycięstwa na swoją korzyść i powalczy o premierowy tytuł mistrzowski w turnieju tej rangi.

Przeciwnikiem tenisisty z Buenos Aires będzie Novak Dżoković. Serb w pierwszym sobotnim półfinale pokonał debiutującego na tym etapie rywalizacji w turnieju rangi ATP Masters 1000 Caspera Ruuda z Norwegii i w poniedziałek dojdzie do powtórki półfinału Internazionali BNL d’Italia z 2019 roku.

Dzięki awansowi do 1/2 finału włoskiej imprezy Casper Ruud zadebiutuje w top 30 rankingu ATP. Z kolei Novak Dżoković w dziesiątym finale na Foro Italico powalczy o piąty tytuł. Dotychczas nie miał sobie równych w latach: 2008, 2011, 2014, 2015.


Wyniki

Półfinały singla:

Novak Dżoković (Serbia, 1) – Casper Ruud (Norwegia) 7:5, 6:3

Diego Schwartzman (Argentyna, 8) – Denis Shapovalov (Kanada) 6:4, 5:7, 7:6(4)

Strasburg. Linette zagra z reprezentantką gospodarzy

/ Szymon Frąckiewicz , źródło: własne, foto: AFP

Magda Linette w pierwszej rundzie turnieju w Strasburgu zmierzy się z grającą dzięki „dzikiej karcie” Francuzką Pauline Parmentier. Poznanianka będzie jedyną Polką biorącą udział w tym turnieju.

Jeśli Magda Linette pokona Pauline Parmentier w pierwszej rundzie, to w kolejnej zmierzy się z rozstawioną z „2” Ukrainką Eliną Switoliną.  Nie będzie jednak o to łatwo. Choć obecnie Parmentier jest 156. w rankingu WTA, to należy pamiętać, że niegdyś doświadczona 34-letnia tenisistka z Francji plasowała się znacznie wyżej. Na swoim koncie ma także cztery tytuły w imprezach rangi International i czwartą rundę Roland Garros w 2014 roku.

Z Linette mieszkająca w Paryżu zawodniczka mierzyła się jak dotąd pięciokrotnie i tylko raz zwycięstwo odniosła Polka. Ostatni raz zagrały przeciwko sobie w ubiegłym roku w Eastbourne, a Parmentier wygrała 7:6, 2:6, 6:4. Jedyny triumf poznanianki nad Francuzką miał miejsce w 2017 roku. Wtedy to w New Haven nasza reprezentantka wygrała 6:1, 6:7, 6:4. Tylko raz mecz tej dwójki zakończył się w dwóch setach. W 2016 roku w Katowicach Linette wygrała tylko sześć gemów. Możemy spodziewać się zatem ciekawego widowiska.

Karolina Pliszkova, która miała być najwyżej rozstawioną zawodniczką w tym turnieju, wycofała się. W związku z tym jej miejsce w drabince zajęła turniejowa „3” – Kiki Bertens. W drugiej rundzie zmierzy się ona ze zwyciężczynią pojedynku Amerykanki Lauren Davis z Łotyszką Jeleną Ostapenko.