US Open. Brady nie przestraszyła się stawki

/ Anna Niemiec , źródło: własne, foto: AFP

Pierwszą półfinalistką tegorocznej edycji nowojorskiej imprezy została Jennifer Brady. Amerykanka w pierwszym w karierze ćwierćfinale wielkoszlemowym nie dała szans Julii Putincewej i osiągnęła największy sukces w karierze.

Wtorkowe spotkanie zdecydowanie lepiej rozpoczęła faworytka gospodarzy, która szybko odskoczyła na 4:0. Kazaszka w drugiej części seta podniosła trochę poziom gry, dzięki zdołała odrobić stratę jednego przełamania, ale na więcej rywalka już jej nie pozwoliła.

W drugiej partii obraz się nie zmienił. Brady cały czas starała się dyktować warunki gry i błyskawicznie zdobyła przewagę „breaka”. Putincewa odrobiła stratę w czwartym gemie, ale od tego momentu na korcie rządziła już niepodzielnie Amerykanka.

W trwającym 69 minut spotkaniu reprezentantka Stanów Zjednoczonych posłała 22 kończące uderzenia przy 24 niewymuszonych błędach. Z kolei Kazaszka tylko 7 razy zagrała piłkę nie do odbioru dla rywalki, a pomyliła się 9 razy.

O miejsce w finale Jennifer Brady zagra albo z Naomi Osaką albo z Shelby Rogers.


Wyniki

Ćwierćfinał singla

Jennifer Brady (USA, 28) – Julia Putincewa (Kazachstan, 23) 6:3 6:2

US Open. Zverev pierwszym półfinalistą

/ Tomasz Górski , źródło: własne, foto: AFP

Aleksander Zverev pokonał Bornę Czoricia 1:6, 7:6, 7:6, 6:3 w pierwszym ćwierćfinale US Open. Teraz przed Niemcem drugi w karierze wielkoszlemowy półfinał, w którym zmierzy się z Denisem Shapovalowem lub Pablo Carreno Bustą.

W pierwszym meczu ćwierćfinałowym na kortach Flushing Meadows spotkał się Alexander Zverev i Borna Czorić. Było to ich piąte bezpośrednie starcie. Do tej pory trzy raz wygrywał Chorwat przy tylko jednej porażce. Dziś jednak stawka ich bezpośredniego meczu była najwyższa.

Pojedynek rozpoczął się od dwóch gemów wygrywanych „na sucho”. Jednak później doszło do zaskakującej sytuacji. Na korcie dominował tylko jeden zawodnik i był nim Borna Czorić. Chorwat wygrał pięć gemów z rzędu. W tym czasie bronił tylko dwóch break pointów. Natomiast nawet takich sytuacji nie potrafił wykorzystać młodszy o rok tenisista. Dwadzieścia pięć minut i set przeszedł do historii.

Druga odsłona była już bardziej wyrównana choć nieregularna z obu stron. Lepiej wszedł w nią Chorwat, który wywalczył breaka w piątym gemie. Od tego momentu Zverev zaczął grać bardziej konsekwentnie i dążył do odrabiania strat. Gem serwisowy wygrany w czterech punktach a potem udane przełamanie powrotne na 4:4. W końcówce dominowali, Ci którzy piłkę do gry wprowadzali i w taki sposób dotrwaliśmy do tie breaka. W nim, podobnie jak w czasie seta regularnego, zaczęło się od prowadzenia 3-2 Czoricia z minibreakiem. Ponownie Niemiec odrobił straty i wygrał 7-5.

Trzeci set miał podobny przebieg. Znów po jednym przełamaniu z obu stron, tyle, że tym razem jako pierwszy prowadził Niemiec. Ale wszystko zakończyło się w „trzynastym gemie”. Ten miał już jednostronny przebieg. Od jego początku dominował Zverev i wygrał 7-1.

W czwartej partii kluczowym był gem numer pięć, w którym Czorić miał 40:0 przy returnie. Niemiec obronił wówczas cztery break pointy. Niewykorzystane sytuacje bardzo lubią się w tenisie mścić i teraz nie było inaczej. Rozstawiony z numerem pięć Zverev wyszedł na prowadzenie 5:3. A następnie wyserwował półfinał. Spotkanie zakończył przy trzeciej piłce meczowej po trzech godzinach i dwudziestu pięciu minutach walki na korcie.

Dla Zvereva będzie to drugi półfinał wielkoszlemowy w karierze. A w kolejnym meczu zmierzy się z Denisem Shapovalovem lub Pablo Carreno Bustą.


Wyniki

Ćwierćfinał singla:

Alexander Zverev (Niemcy, 5) – Borna Czorić (Chorwacja, 27) 1:6, 7:6(5), 7:6(1), 6:3

Prościejów. Dobry początek Majchrzaka

/ Maciej Pietrasik , źródło: własne, foto: AFP

Kamil Majchrzak po nieudanym występie w US Open wrócił na europejską mączkę. W czeskim Prościejowie zaczął od pokonania w dwóch setach Romana Safiullina z Rosji.

Kamil Majchrzak w turnieju ATP Challenger Tour w Prościejowie został rozstawiony z numerem sześć, dzięki czemu w pierwszych dwóch rundach nie mógł trafić na wyżej notowanych rywali. Los skojarzył go z kwalifikantem – Romanem Safiullinem z Rosji.

Polak od początku przejął inicjatywę na korcie. W czwartym gemie przyniosło mu to przełamanie. Później stracił co prawda przewagę, lecz w końcówce raz jeszcze przycisnął rywala i zdobył kolejnego breaka, który był równoznaczny z wygranie 6:4 pierwszej partii.

Drugą odsłonę lepiej zaczął podrażniony Safiullin. Od razu przełamał Majchrzaka i wyszedł na prowadzenie 2:0, ale dalsza część seta należała do naszego tenisisty. Najpierw odrobił on straty w szóstym gemie, a później w dziesiątym zakończył mecz przy podaniu rywala, zwyciężając 6:4, 6:4.

W drugiej rundzie przeciwnikiem Polaka będzie Marc Polmans. Z Australijczykiem Majchrzak mierzył się już dwukrotnie na poziomie challengerów i oba mecze wygrał bez straty seta.


Wyniki

Pierwsza runda singla:
Kamil Majchrzak (Polska, 6) – Roman Safiullin (Rosja, Q) 6:4, 6:4

Nie będzie Roland Garros za zamkniętymi drzwiami. Paryż czeka na kibiców

/ Natalia Kupsik , źródło: własne/www.twitter.com, foto: AFP

Gospodarze US Open, mimo wielu obaw zdołali doprowadzić do rozegrania pierwszego na tak dużą skalę popandemicznego turnieju. O krok dalej pójść zamierzają natomiast organizatorzy Roland Garros, którzy na paryskie korty zapraszają również ściśle ograniczoną grupę kibiców.

Tegoroczna edycja US Open z oczywistych względów bardzo różni się od poprzednich. Starania USTA o zapewnienie uczestnikom bezpiecznych warunków rywalizacji przynoszą jednak pożądane efekty, a pandemia nie sparaliżowała tenisowych zmagań. Nadzieje na równie udany przebieg pierwszego w tym roku europejskiego Wielkiego Szlema mają organizatorzy zbliżającego się Roland Garros. Od wielu tygodni, w przeciwieństwie do USTA podkreślają oni jednak, że rozegranie paryskiego turnieju za tzw. zamkniętymi drzwiami jest absolutnie niemożliwe. Opublikowany wczoraj komunikat prasowy oficjalnie potwierdził, że gospodarze przygotowują się do goszczenia na kortach także kibiców.

Zgodnie z udostępnionymi przez Francuską Federację Tenisową informacjami w trakcie tegorocznej edycji zawodów na kompleksie imienia Rolanda Garrosa pojawić ma się dziennie maksymalnie 11 500 widzów. Przypomnijmy, że jeszcze kilka tygodni temu przewidywano, że limit będzie o 8 500 osób większy. Tenisowy obiekt o powierzchni 30 akrów podzielony zostanie na trzy niezależne strefy. Te natomiast obejmować będą duży kort oraz otaczające go korty boczne. W strefach kortów, w których centralne punkty stanowić będą obiekty im. Philippe’a Chatrier oraz Suzanne Lenglen na trybunach pojawić ma się dziennie nie więcej niż po 5 000 widzów. Mecze rozgrywane w części wyznaczonej przez kort im. Simmone’a Mathieu na żywo obserwować będzie mogło natomiast maksymalnie 1 500 kibiców. Każdy, śledzący w ten sposób  tenisowe zmagania, zobowiązany będzie także do stałego noszenia na twarzy maseczki. Wymogu tego spełniać nie muszą tylko osoby poniżej 11 roku życia. Wiadomo już również, że publiczność nie weźmie udziału w startujących 21 września turniejowych eliminacjach.

Kitzbuhel. Pewne otwarcie Hurkacza

/ Tomasz Górski , źródło: własne, foto: AFP

Hubert Hurkacz od zwycięstwa nad Joao Sousą 6:3, 7:5 rozpoczął sezon na mączce. Szczególnie istotny był drugi set, w którym wrócił ze stanu 3:5. Teraz Polak czeka na kolejnego rywala – Denisa Novaka lub jednego z kwalifikantów.

Po niebyt udanej i krótkiej przygodzie podczas US Open, Hubert Hurkacz powrócił do Europy. Teraz zmienił nawierzchnię na mączkę i będzie przygotowywał się do Rolanda Garrosa. Pierwszym przystankiem jest Kitzbuhel i turniej rangi ATP 250. Natomiast na korcie rozpoczął zmagania od pojedynku z doświadczonym Joao Sousą.

Spotkanie w ramach pierwszej rundy rozpoczęło się od pewnie wygrywanych podań przez serwujących. I tak było do szóstego gema, który okazał się być kluczowym w premierowej partii. Wówczas break wywalczony przez Polaka w pięciu punktach. Później jeszcze wszystko potwierdzone gemem „na sucho” i ostatecznie partia zapisana na korzyść Wrocławianina po trzydziestu trzech minutach walki.

Druga odsłona miała już inny przebieg. Słabo wszedł w niego Hurkacz. Pomimo, że przy returnie doprowadził do stanu 40:40 to nie dał rady przełamać Sousę. A chwilę później sam stracił serwis. Doświadczony Portugalczyk grał solidnie, nie dopuszczał do break pointów. I tak było do momentu, kiedy serwował na seta. Wtedy popularny Hubi wrzucił wyższy bieg, doskonale returnował i wrócił do walki po przełamaniu powrotnym. Później gem bez straty punktu i było 5:5. Polak się tak napędził, że bez problemów wywalczył breaka i po godzinie i dwudziestu czterech minutach zamknął rywalizację. Warto podkreślić, że od stanu 3:5, Hurkacz wygrał cztery gemy z rzędu. Tym samym pokazał swoją moc jaką posiada na kortach ziemnych.

W 2019 roku w Halle lepszy był Portugalczyk, dziś udanie zrewanżował się nasz reprezentant.

W tym momencie nie wiadomo jeszcze kto będzie rywalem Hurkacza w kolejnej rundzie. Bowiem Denis Novak czeka na rywala z kwalifikacja. A zatem będzie to Austriak z dziką kartą lub kwalifikant, ale o tym przekonamy się dopiero jutro. W dalszej części turnieju potencjalnym rywalem może być rozstawiony z numerem trzy – Duszan Lajović.

Poza Serbem najwyżej rozstawionymi zawodnikami w Austrii są kolejno Fabio Fognini, Diego Schwartzman oraz Nikoloz Basilaszwili.


Wyniki

Pierwsza runda:

Hubert Hurkacz (Polska, 5) – Joao Sousa (Portugalia) 6:3, 7:5

Za nami III edycja Narodowego Dnia Tenisa

/ Szymon Adamski , źródło: własne / PZT, foto: PZT

W tym roku Narodowy Dzień Tenisa nie odbył się na Stadionie Narodowym w Warszawie, jak miało to miejsce w dwóch ostatnich latach, tylko w dziesięciu miastach na mniejszych obiektach. Na kortach pojawili się reprezentanci Polski w Pucharze Davisa i Pucharze Federacji, setki chcących pójść w ich ślady dzieci, a także zaproszeni goście – wśród nich Minister Sportu Danuta Dmowska-Andrzejuk. 

Warszawa, Łódź, Wrocław, Poznań, Gdańsk, Szczecin, Zielona Góra, Olsztyn, Bytom, Puławy – mieszkańcy tych miast mieli w miniony weekend doskonałą okazję do przekonania się, jak piękną i ciekawą dyscypliną jest tenis. Trzecia edycja Narodowego Dnia Tenisa na pewno zostanie zapamiętana jako najbardziej dostępna dla kibiców. Do tej pory impreza odbywała się bowiem na Stadionie Narodowym i cieszyła się dużą popularnością. Na pewno były też jednak osoby, które miały ochotę wziąć udział w wydarzeniu, jednak daleka podróż skutecznie ich zniechęcała. W tym roku ten problem nie istniał. Rakiety poszły w ruch w całej Polsce.

– Uważam, że to lepsza formuła, niż spotkanie w jednym miejscu, z wielką pompą – dzieli się wrażeniami Mariusz Fyrstenberg, były doskonały deblista, który wciąż aktywnie działa w tenisie. Jest kapitanem reprezentacji Polski w Pucharze Davisa, dyrektorem challengera w Sopocie i trenerem pary deblowej Frederik Nielsen / Tim Puetz. – Polski Związek Tenisowy został zmuszony do tego przez pandemię, ale to lepsze rozwiązanie. Większa liczba dzieci może zagrać, zobaczyć z czym się to je. Nie trzeba nigdzie wyjeżdżać – uzasadnia Fyrstenberg, którego kibice mogli spotkać w Yanke Club Sport w podwarszawskich Jankach. Podobnego zdania był Artur Bochenek. – Tegoroczna formuła jest o tyle ciekawsza, że wychodzi do ludzi w całej Polsce. Najważniejsza jest praca u podstaw – żebyśmy dotarli tam gdzie są dzieci i młodzież. Chcemy zaszczepić w nich miłość do tenisa – mówi gospodarz warszawskiej części Narodowego Dnia Tenisa.

Gościem specjalnym była Minister Danuta Dmowska-Andrzejuk, która nie tylko objęła patronatem honorowym imprezę, ale i sama grała na korcie. – Ministerstwo Sportu chętnie wspiera działania, których celem jest upowszechnianie sportu w społeczeństwie. Narodowy Dzień Tenisa to wyjątkowe wydarzenie. Dziś każdy mógł spróbować swoich sił, bez względu na wiek czy poziom zaawansowania. W tym wielkim święcie tenisa biorą udział także osoby z niepełnosprawnościami, więc wydarzenie pełni także bardzo ważną
rolę integracyjną – powiedziała Danuta Dmowska-Andrzejuk, odwołując się do pokazów tenisa na wózkach i blind tennisa.

Nawet na chwilę z twarzy dzieci nie znikał uśmiech. Humorów nie zmąciła też pogoda. Była wręcz idealna do tego, by spędzić czas na świeżym powietrzu. Zwłaszcza, że było na co popatrzeć. W każdym z dziesięciu miast pojawili się czołowi polscy tenisiści, którzy rozgrywali spotkania pokazowe. W Jankach z przymrużeniem oka rywalizowali na korcie Daniel Michalski, Jan Zieliński i Maks Kaśnikowski.

– Obserwowałem, ile osób się tutaj zebrało i z ręką na sercu mogę powiedzieć, że tenis w Polsce idzie w dobrą stronę. Będziemy mieć coraz więcej zawodników i dyscyplina dalej się będzie rozwijać – optymistycznie przepowiada Zieliński. – Zgodzę się ze słowami Janka. Mamy już Huberta w pierwszej setce, Kamila na granicy pierwszej i drugiej setki, dużo osób chce pójść w ich ślady. To świetny prognostyk – to już z kolei opinia Michalskiego.

Częścią wspólną imprez we wszystkich 10 lokalizacjach były: Talentiada Tenisowa, mini turnieje Tenis 10, ruchowe zabawy i animacje dla dzieci oraz bezpłatne treningi. No i najważniejsze, czyli dobry humor wszystkich uczestników, upamiętniony na setkach zdjęć.

US Open. Fajerwerki podczas spacerku Miedwiediewa do ćwierćfinału

/ Szymon Adamski , źródło: własne, foto: AFP

Daniił Miedwiediew nie stracił jeszcze seta w tegorocznej edycji US Open, a na dodatek jego gra wygląda lepiej w każdym kolejnym spotkaniu. W pojedynku 1/8 finału przepaść między nim a Amerykaninem Francesem Tiafoe była tak ogromna, że reprezentant gospodarzy stracił ochotę do gry. Rzadko zdarza się na tym poziomie, by pogodzony ze swoim losem tenisista bez walki oddawał ostatniego gema triumfującemu rywalowi. 

O tym, jak jednostronne było to spotkanie, świadczą gemy, w których dochodziło do przełamań: w pierwszym secie był to trzeci gem, w drugim secie – pierwszy gem, w trzecim secie – drugi gem. Za każdym razem przełamywanym był Tiafoe, który po pewnym czasie przestał ukrywać emocje i po niektórych zagraniach Miedwiediewa tylko rozkładał ręce. W całym meczu Amerykanin posłał tylko siedem uderzeń kończących, co być może jest jego najgorszym wynikiem w karierze. Zupełnie nie miał pomysłu, jak dobrać się do skóry ustawionemu dwa metry za linią końcową Miedwiediewowi.

Rosjanin natomiast przez cały czas zachowywał kamienną twarz i nawet po punktach wygranych w spektakularny sposób trudno było doszukać się uśmiechu. Największe wrażenie robiły passing shoty i potężne kontry z forhnedu, gdy stał kilka metrów za linią końcową. Kluczem do zwycięstwa była jednak solidność i utrzymanie koncentracji na najwyższym poziomie.

– Miałem szczęście, że szybko go przełamałem. Trochę się dzięki temu zrelaksowałem, a potem zacząłem grać niesamowicie w tenisa – powiedział Miedwiediew na korcie po zakończeniu trwającego nieco ponad półtorej godziny spotkania. – Z każdym meczem gram lepiej i mam nadzieję, że tak będzie dalej. Cieszę się, że wygrałem wszystkie te sety i nie musiałem długo przebywać na korcie. To zawsze jest dobra informacja, gdy grasz w Wielkim Szlemie – dodał Rosjanin.

Rywalem Miedwiediewa będzie jego młodszy kolega z reprezentacji Rosji, Andriej Rublow. Ostatni raz dwóch Rosjan w ćwierćfinale Wielkiego Szlema grało trzynaście lat temu podczas Rolanda Garrosa. Wówczas Nikołaj Dawidienko i Igor Andriejew trafili jednak na zagranicznych rywali. Tym razem Rosjanie mają pewność, że zobaczą jednego ze swoich reprezentantów w półfinale.

Rublow w meczu 1/8 finału spotkał się z Matteo Berrettinim. Co ciekawe, w poprzedniej edycji US Open również doszło do starcia tych dwóch zawodników na tym etapie rywalizacji. Rosjanin zrewanżował się za porażkę 0:3 sprzed roku, tym razem przegrywając tylko partię otwarcia. Miał w niej jednak tak duże problemy (zwłaszcza ze zdobywaniem punktów po drugim podaniu), że wielu kibiców na pewno zwątpiło w pozytywne dla niego zakończenie. Doszło jednak do zwrotu akcji. Berrettini z każdym setem grał coraz gorzej, natomiast Rublow był na fali wznoszącej. Ostatecznie 22-latek z Moskwy wygrał 4:6, 6:3, 6:3, 6:3.

Pozostałe pary ćwierćfinałowe utworzyli Pablo Carreno Busta z Denisem Shapovalovem, Borna Czorić z Alexandrem Zverevem i Alex De Minaur z Dominikiem Thiemem. Żaden z ćwierćfinalistów nie ma na koncie zwycięstwa w imprezie wielkoszlemowej, co czyni rywalizację jeszcze ciekawszą. Przypomnijmy, że faworyt do zwycięstwa w tegorocznej edycji US Open, Novak Dżoković został zdyskwalifikowany po uderzeniu piłką sędzi liniowej.

 

 


Wyniki

Mecze 1/8 finału:

Andriej Rublow (Rosja, 10) – Matteo Berrettini (Włochy, 6) 4:6, 6:3, 6:3, 6:3
Daniił Miedwiediew (Rosja, 3) – Frances Tiafoe (USA) 6:4, 6:1, 6:0

US Open. Powrót Azarenki, porażka Kenin

/ Jakub Karbownik , źródło: Własne/www.wtatennis.com, foto: AFP

Wiktoria Azarenka pokonała Karolinę Muchovą 5:7, 6:1, 6:4 i awansowała do 1/4 finału US Open. W meczu o półfinał Białorusinka zmierzy się z Elise Mertens, która zatrzymała Sofię Kenin.

Amerykanka w styczniu dość niespodziewanie sięgnęła po tytuł mistrzowski na kortach w Melbourne Parku. W Nowym Jorku kontynuowała serię wygranych spotkań w turniejach Wielkiego Szlema, ale licznik zatrzymał się na dziesięciu meczach. Rozstawioną z numerem 2 zawodniczkę zatrzymała Elise Mertens.

– To było dla mnie bardzo trudne spotkanie. Jednak starałam się grać dokładnie, nie wybiegając myślami za bardzo w przód. Cieszę się, że plan się powiódł i jestem w ćwierćfinale – dzieliła się wrażeniami po spotkaniu belgijska tenisistka, której kolejną rywalką będzie Wiktoria Azarenka.

Białorusinka, która w poprzedniej rundzie pokonała Igę Świątek, tym razem stoczyła zacięty pojedynek z Karoliną Muchovą. W pierwszej partii tenisistka naszych południowych sąsiadów przełamała podanie rywalki już w gemie otwarcia, a kilka minut później prowadziła nawet 4:1. Nie zdołała jednak utrzymać przewagi. Białorusinka doprowadziła do stanu 5:5, broniąc po drodze dwóch piłek setowych. Jednak co nie udało się Muchovej przy prowadzeniu 5:4, stało się dwa gemy później. Dla Azarenki był to pierwszy set stracony w tegorocznej edycji US Open.

Białorusinka szybko się otrząsnęła i w kolejnej partii zdominowała przeciwniczkę. Od stanu 1:1 w gemach wygrała pięć kolejnych i doprowadziła do decydującej odsłony rywalizacji.. W niej kluczowy był siódmy gem, w którym Muchova drugi raz w tej odsłonie straciła podanie. Kilka minut później Azarenka wykorzystując drugą piłkę meczową zapewniła sobie awans do 1/4 finału.

Tym samym Białorusinka po pięciu latach powróciła do grona najlepszych ośmiu tenisistek US Open. Najlepsze wyniki osiągała w latach 2012-2013. Wówczas docierała do finału.


Wyniki

Czwarta runda singla:

Elise Mertens (Belgia, 16) – Sofia Kenin (USA, 2) 6:3, 6:3

Wiktoria Azarenka (Białoruś) – Karolina Muchova (Czechy, 20) 5:7, 6:1, 6:4

 

US Open. Thiem z De Minaurem o półfinał

/ Tomasz Górski , źródło: własne, foto: AFP

Dominic Thiem pewnie pokonał Felixa Auger-Aliassime’a i zagra w ćwierćfinale na kortach Flushing Meadows. Jego kolejnym rywalem będzie Alex De Minaur, który bez straty seta ograł Vaska Pospisila.

Poznaliśmy kolejnych dwóch ćwierćfinalistów US Open. To rozstawiony z numerem dwa – Dominic Thiem oraz młodzieniec z Australii – Alex De Minaur. Obaj wygrali pewnie swoje mecze bez straty seta z Kanadyjczykami. A nawet ich przebieg był podobny.

Największe emocje podczas walki Austriaka z Auger-Aliassimem były w premierowej odsłonie, która zakończyła się po tie breaku. Wcześniej mieliśmy po jednym przełamaniu. Kanadyjczyk gonił wynik i doprowadził do „trzynastego gema”. Tam jednak jeden minibreak zdecydował, że turniejowa dwójka objęła prowadzenie. Kolejne partie były bez większej historii. W nich tylko honorowe gemy był w stanie ugrać zawodnik z Ameryki Północnej. Mecz trwał dwie godziny i dziewięć minut.

Inny Kanadyjczyk – Vasek Pospisil także dzielnie stawiał opór De Minaurowi w premierowej partii. Przegrał po tie breaku. Później przewaga Australijczyka się powiększała. Szybkie przełamania i kontrola do końca poszczególnych setów.

Zatem w walce o najlepszą „czwórkę” turnieju Thiem zmierzy się z De Minaurem. Do tej pory obaj zagrali ze sobą dwa mecze. Austriak nie zaznał smaku porażki.


Wyniki

Czwarta runda singla:

Dominic Thiem (Austria, 2) – Felix Auger-Aliassime (Kanada, 15) 7:6(4), 6:1, 6:1

Alex De Minaur (Australia, 21) – Vasek Pospisil (Kanada) 7:6(6), 6:3, 6:2

US Open. Williams wyrównała rachunki

/ Anna Niemiec , źródło: wtatennis.com, foto: AFP

W poniedziałek Serena Williams po raz siedemnasty w karierze awansowała do ćwierćfinału nowojorskiej imprezy. Amerykanka w trzech setach pokonała Marię Sakkari i o miejsce w półfinale zagra z Cwetaną Pironkową.

Była liderka światowego rankingu miała z Greczynką rachunki do wyrównania. Tuż przed rozpoczęciem US Open 25-latka urodzona w Atenach pokonała 23-krotną mistrzynię wielkoszlemową w trzeciej rundzie Western & Southern Open. Początek poniedziałkowego spotkania był bardzo wyrównany. Kluczowe wydarzenia miały miejsce w środku partii. W piątym gemie Williams przegrywała już 0:40 przy własnym podaniu. Ostatecznie zdołała jednak utrzymać serwis, a chwilę później przełamała rywalkę na 4:2. Faworytka gospodarzy utrzymała przewagę „breaka” już do końca seta i objęła prowadzenie 1:0. W drugiej partii obie tenisistki bardzo dobrze spisywały się przy własnych serwisach i do rozstrzygnięcia konieczny okazał się tie-break. W tej dodatkowej rozgrywce młodsza z sióstr Williams odrobiła straty z 0:4, ale końcówce Sakkari przechyliła szalę zwycięstwa na swoją stronę. Reprezentantka Grecji poszła za ciosem na początku decydującego seta, od razu przełamała rywalkę, dzięki czemu odskoczyła na 2:0. Sześć z siedmiu następnych gemów padło jednak łupem amerykańskiej gwiazdy i to ona po 2 godzinach i 28 minutach mogła wznieść ręce w geście triumfu.

Myślałam o naszym poprzednim meczu, ale nie za wiele – zdradziła Amerykanka.  – To był zupełnie inny pojedynek, zupełnie inny scenariusz i moment. Ona bardzo dobrze sobie radziła. Grała bardzo agresywnie i wiedziałam, że ja muszę zrobić to samo.

Ćwierćfinałową rywalką Sereny Williams będzie Cwetana Pironkowa. Bułgarka, której ostatnim występem turniejowym był Wimbledon 2017, po prawie trzech godzinach walki pokonała Alize Cornet. Spotkania lepiej rozpoczęła Francuzka, która w drugim gemie odebrała podanie rywalce. Reprezentantka Bułgarii błyskawicznie odrobiła jednak stratę, a później dołożyła kolejnego „breaka” w dziewiątym gemie i zapisała pierwszego seta na swoim koncie. W drugiej odsłonie spotkania tenisistki grały falami. Francuzka z 0:2 wyszła na 4:2, ale trzy kolejne gemy wygrała Pironkowa. Bułgarska tenisistka w dziesiątym gemie miała nawet piłkę meczową, ale podopieczna Sandry Zaniewskiej się wybroniła i do rozstrzygnięcia konieczny okazał się tie-break, w którym lepsza okazała reprezentantka „trójkolorowych”. W decydujące partii wyrównana walka toczyła się do wyniku 3:3. Od tego momentu agresywniej grającą Pironkowa oddała tylko trzy punkty przeciwniczce i zapewniła sobie awans do czwartego w karierze wielkoszlemowego ćwierćfinału.

Bułgarka przegrała wszystkie cztery dotychczasowe pojedynki z Sereną Williams.


Wyniki

Czwarta runda singla

Serena Williams (USA, 3) – Maria Sakkari (Grecja, 15) 6:3 6:7(6) 6:3

Cwetana Pironkowa (Bułgaria) – Alize Cornet (Francja) 6:4 6:7(5) 6:3