US Open. Kontaveit za mocna, najlepsza szesnastka musi poczekać

/ Anna Niemiec , źródło: własne, foto: AFP

Magda Linette na trzeciej rundzie zakończyła występ w tegorocznej edycji nowojorskiej imprezy. W piątek zdecydowanie lepsza okazała się Anett Kontaveit.

Polka bardzo dobrze rozpoczęła spotkanie i dzięki efektownym akcjom już w pierwszym gemie przełamała rywalkę do zera. Niestety były to miłe złego początki. Cztery następne gemy padły łupem Estonki, która zdecydowanie częściej była dominującą stroną na korcie. W piątym gemie poznanianka miała jeszcze trzy „breakpointy”, ale żadnego nie wykorzystała i tenisistka rozstawiona z numerem 14 zapisała pierwszego seta na swoim koncie.

W drugiej odsłonie meczu obraz gry się nie zmienił. Kontaveit już w pierwszym gemie odebrała podanie rywalce. Po piątym gemie Linette poprosiła o pomoc medyczną w związku z problemami z nogą. Interwencja fizjoterapeuty na niewiele się jednak zdała. 24-latka urodzona w Tallinie w siódmym gemie dołożyła kolejne przełamanie, a chwilę później wykorzystała atut własnego podania i po 70 minutach gry mogła cieszyć się ze zwycięstwa.

Estonka w czwartej rundzie zmierzy się z Naomi Osaką.

Magda Linette występowała w trzeciej rundzie już we wszystkich imprezach wielkoszlemowych. Jedyną Polką, której udała się do tej pory ta sztuka, jest Agnieszka Radwańska. Poznanianka wciąż czeka jeszcze na debiut w najlepszej szesnastce w imprezie tej rangi.


Wyniki

Trzecia runda singla

Anett Kontaveit (Estonia, 14) – Magda Linette (Polska) 6:3 6:2

Turniej odbędzie się bez udziału kibiców

/ Szymon Frąckiewicz , źródło: Tennisnet.com, foto: AFP

Organizatorzy turniejów ATP i WTA w Rzymie, które mają się rozpocząć 14 września, poinformowali, że zmagania odbędą się bez udziału kibiców. Pierwotnie planowano, iż ograniczona liczba widzów będzie mogła oglądać rywalizację z trybun.

Zaraz po zakończeniu US Open tenisistów i tenisistki czeka rywalizacja na europejskiej mączce. W serii turniejów poprzedzających paryski Roland Garros najważniejszym ma być Italian Open w Rzymie. Pierwotnie organizatorzy planowali przeprowadzić zmagania z udziałem kibiców.

Liczba osób, które miały się pojawić na trybunach rzymskich kortów miała wynosić ok. 17000 dziennie. Niestety włoskie władze zabroniły by do tego doszło. Jednym z głównych powodów ma być brak możliwości zapewnienia odpowiedniej przestrzeni między zajmowanymi przez widzów miejscami. Niestety nie oznacza to choćby, że kibice zostaną wpuszczeni na obiekt, jednak w liczbie mniejszej niż 17000. Zmagania odbędą się całkowicie bez ich udziału.

Pod znakiem zapytana kwestia udziału widzów stoi też w przypadku Roland Garros. Według pierwotnych planów w Lasku Bulońskim miało pojawiać się ok. 20000 kibiców dziennie. Jednakże w związku ze znacznym wzrostem liczby zachorowań we Francji w ostatnich dniach planowanie w tej kwestii zostało wstrzymane. Ostatecznej decyzji powinniśmy spodziewać się w ciągu paru dni.

US Open. 18-latka napsuła krwi Osace

/ Anna Niemiec , źródło: własne, foto: AFP

W piątek jako pierwsze w czwartej rundzie nowojorskiej imprezy zameldowały się Naomi Osaka, Petra Martić i Angelique Kerber. Za ciosem nie poszła pogromczyni Karoliny Pliszkovej, Caroline Garcia.

Rozstawiona z numerem 4 Japonka solidnie musiała zapracować na zwycięstwo z Martą Kostiuk. W pierwszym secie mistrzyni US Open z 2018 roku przełamała młodszą rywalkę w piątym i dziewiątym gemie, dzięki czemu zwyciężyła 6:3. Tenisistka z Kraju Kwitnącej Wiśni wypracowała sobie kolejne szanse na początku drugiej odsłony meczu, ale tym razem nie potrafiła zamienić ich na „breaka”. Niewykorzystane okazje zemściły się na turniejowej „czwórce” w siódmym gemie, w którym Ukrainka po raz pierwszy odebrała podanie przeciwniczce. Przy wyniku 5:3 zawodniczka z Kijowa wypracowała sobie piłkę setową, ale Osaka wybroniła się serwisem, a po zmianie stron odrobiła stratę przełamania. O losach tej części meczu musiał zadecydować tie-break, w którym lepsza okazała się Kostiuk. Reprezentantka naszych wschodnich sąsiadów kontynuowała dobrą, agresywną grę również na początku decydującej odsłony meczu. W czwartym gemie miała pięć „breakpointów”, ale żadnego z nich nie była w stanie wykorzystać. To niepowodzenie ewidentnie podcięło skrzydła 18-latce. Japonka błyskawicznie wygrała cztery kolejne gemy i po 2 godzinach i 32 minutach gry mogła cieszyć się ze zwycięstwa.

Bez straty seta do czwartej rundy awansowały Petra Martić i Angelique Kerber. Chorwatka pokonała Warwarę Graczewą, a trzykrotna mistrzyni wielkoszlemowa uporała się z Ann Li. Była podopieczna Sandry Zaniewskiej zmierzy się teraz z Julią Putincewą, a Niemka zagra z Jennifer Brady. Amerykanka wyeliminowała Caroline Garcię, która rundę wcześniej rozegrała świetne spotkanie przeciwko Karolinie Pliszkovej.


Wyniki

Trzecia runda singla

Naomi Osaka (Japonia, 4) – Marta Kostiuk (Ukraina) 6:3 6:7(4) 6:2

Petra Martić (Chorwacja, 8) – Warwara Graczewa (Rosja) 6:3 6:3

Angelique Kerber (Niemcy, 17) – Ann Li (USA) 6:3 6:4

Julia Putincewa (Kazachstan, 23) – Aliaksandra Sasnowicz (Białoruś) 3:6 6:2 6:1

Jennifer Brady (USA, 28) – Caroline Garcia (Francja) 6:3 6:3

Druga runda singla

Elise Mertens (Belgia, 16) – Sara Sorribes Tormo (Hiszpania) 6:3 7:5

Catherine McNally (USA) – Jekaterina Aleksandrowa (Rosja, 21) 4:6 6:3 7:6(2)

US Open. Droga przez mękę Igi Świątek do 3. rundy

/ Szymon Adamski , źródło: własne, foto: AFP

Iga Świątek pokonała 6:7(5), 6:3, 6:4 Sachię Vickery w rozgrywanym na raty meczu drugiej rundy US Open. Rozpoczęte w czwartek spotkanie zostało przerwane po rozegraniu dwóch pierwszych wymian w drugim secie z powodu opadów deszczu. Mimo wciąż nie najlepszej gry Polka zdołała w piątek odwrócić losy rywalizacji i poprawić swój najlepszy rezultat w nowojorskiej imprezie. 

Wielu rzeczy można było spodziewać się po spotkaniu Świątek z Vickery, ale tego co rzeczywiście wydarzyło się na korcie numer 8, nie zakładał chyba żaden scenariusz. Nasza reprezentantka stoczyła morderczą, trzysetową walkę, w której najtrudniejszą przeciwniczka była sama dla siebie. Jeden za drugim forhendem wylatywał w aut. Niekiedy Polka psuła nawet te piłki, które w planach miały być bezpiecznymi zagraniami, a nie uderzeniami kończącymi. Długimi fragmentami gra Polce się nie kleiła, wskutek czego u Świątek narastało rozgoryczenie i irytacja. Koniec końców 19-letniej warszawiance udało się jednak przezwyciężyć własne słabości.

Drugoplanową rolę w tym pojedynku odgrywała Vickery. Walcząca o pierwszy w karierze awans do 3. rundy Wielkiego Szlema Amerykanka pozwalała naszej reprezentantce na bardzo wiele. Gdyby Świątek miała lepiej nastawiony celownik, mecz skończyłby się wysokim zwycięstwem naszej reprezentantki. Różnica potencjału między tenisistkami była ogromna. Przez długi czas nic z tego jednak nie wynikało.

Przypomnijmy, że w pierwszym secie, rozgrywanym jeszcze w nocy z czwartku na piątek, Świątek nie wykorzystała trzech piłek setowych, a w tie-breaku przegrała siedem piłek z rzędu od stanu 6:7(5). Kuriozalne wydarzenia z poprzedniej nocy dokładnie zrelacjonowaliśmy TUTAJ.

Po wznowieniu rywalizacji nie od razu doszło do oczekiwanej zmiany w grze Świątek. Polka cały czas grała bardzo nerwowo i na przykład drugiego gema w drugim secie przegrała po czterech niewymuszonych błędach z forhendu. Demony sprzed kilkunastu godzin jej nie opuściły. Kilkanaście minut później można było zastanawiać się, czy spotkanie nie zakończy się przedwcześnie. Vickery walczyła z urazem prawej nogi i zaczęła mozolnie poruszać się po korcie. Dla Świątek był to sygnał, żeby nieco bardziej szanować piłkę i nie oddawać tylu punktów za darmo, co wcześniej. Raz wychodziło to lepiej, raz gorzej, ale ostatecznie Polka wygrała drugą partię 6:3.

Trzeci set stał na najwyższym poziomie. Vickery odżyła i nabrała wigoru, natomiast Świątek oprócz lepszej gry wykazała się też dojrzałością i opanowaniem. W trudnych momentach – rywalka prowadziła już 3:1 – nie panikowała, tylko zdawała się koncentrować na własnych zagraniach. W najdłuższym gemie decydującej partii doprowadziła do przełamania powrotnego, a później była już nie do zatrzymania. Po ponad 2 godzinach i 30 minutach walki Świątek wygrała 6:7(5), 6:3, 6:4.

Kolejną rywalką Polki będzie Białorusinka Wiktoria Azarenka, jedna z faworytek do zwycięstwa w całych zawodach. Niezależnie od rezultatu kolejnego starcia, dla Polki jest to już najlepszy występ w US Open w karierze. Przed rokiem przegrała bowiem w 2. rundzie.

Przypomnijmy, że o awans do 1/8 finału powalczy też druga z naszych reprezentantek – Magda Linette. Przeciwniczką poznanianki będzie Anett Kontaveit z Estonii.


Wyniki

Druga runda:

Iga Świątek (Polska) – Sachia Vickery (USA) 6:7(5), 6:3, 6:4

Kristina Mladenovic: Jedyne czego teraz pragnę, to odzyskać wolność

/ Natalia Kupsik , źródło: własne/www.nytimes.com, foto: AFP

W drugiej rundzie US Open Kristina Mladenovic wprawiła widzów w osłupienie dosłownie wypuszczając z rąk pewny, jak się długo wydawało awans. Równie silne poruszenie zawodniczka wywołała jednak nieoczekiwanie także po zakończeniu spotkania, ostro krytykując towarzyszące tegorocznej edycji US Open restrykcje.

O swoim niedawnym singlowym występie na Flushing Meadows Kiki Mladenovic z pewnością wolałaby zapomnieć. Przypomnijmy, że w pojedynku z Warwarą Graczewą Francuzka długo dominowała, ale mimo prowadzenia 6-1, 5-1 nie wykorzystała żadnej z wypracowanych wkrótce czterech piłek meczowych. Co gorsza z minuty na minutę stawała się coraz bardziej bezbronna, pozwalając walecznej Rosjance na spektakularne odwrócenie losów spotkania. Po bolesnej porażce Mladenovic w zaskakujący sposób skomentowała to, co wydarzyło się na korcie. Jej słowa wywołały olbrzymie poruszenie.

– Zupełnie się rozsypałam. Na początku grałam bardzo dobrze, ale nie wiedziałam jak to zakończyć. Balansowałam na granicy wytrzymałości – wyznała ze łzami w oczach – To, czego tu doświadczamy, to koszmar. Jedyne czego teraz pragnę, to odzyskać wolność. Mam wrażenie jakbyśmy byli więźniami albo kryminalistami – dodała.

Skarżąc się na panujące w nowojorskiej „bańce” warunki, tenisistka podkreślała, że z jej punktu widzenia szczególnie uciążliwa jest chociażby konieczność uzyskiwania pozwolenia organizatorów na podjęcie każdej, najmniejszej nawet aktywności. Co istotne Mladenovic podobnie, jak na przykład Adrian Mannarino, Richard Gasquet czy Kirsten Flipkens, od niedzieli zmuszona jest do przestrzegania ściślejszych niż pozostali uczestnicy zawodów restrykcji. Powodem jest ich kontakt z zarażonym koronawirusem Benoit Pairem. Wśród dodatkowych, obowiązujących tę grupę obostrzeń znalazł się obowiązek codziennego poddawania się testom na obecność koronawirusa, a także przebywania w izolacji. Francuzka musiała pogodzić się również z zakazem korzystania z hotelowej winy. Zamiast tego po terenie obiektu poruszać może się aktualnie wyłącznie schodami i tylko w eskorcie.

– Gdybym wiedziała, że czterdziestominutowa gra w karty, z maseczką na twarzy, z zawodnikiem, którego wynik testu był negatywny, a następnie nieoczekiwanie pozytywny, będzie miała takie konsekwencje, nigdy bym się na tym turnieju nie pojawiła – powiedziała Mladenovic – Chciałabym opowiedzieć o wielu rzeczach, które mają tu miejsce. Paskudnie się nas tu traktuje. Nie chcę jednak, by było to postrzegane jako wymówka po przegranej. To nie wina U.S.T.A. że nie wykorzystałam czterech piłek meczowych – podkreślała.

US Open. Pójść za ciosem. Linette kontra Kontaveit o czwartą rundę

/ Dominika Opala , źródło: własne , foto: AFP

Magda Linette powalczy o premierowy awans do czwartej rundy US Open. Zadanie nie będzie jednak łatwe, gdyż po drugiej stronie siatki stanie Anett Kontaveit, rozstawiona z numerem 14. 

Magda Linette dwukrotnie w przeszłości docierała do drugiej rundy US Open. Miało to miejsce w 2015 roku oraz w poprzednim sezonie. W tegorocznej edycji Polka już poprawiła życiowy wynik, ale z pewnością marzy o wykonaniu kolejnego kroku i awansie do najlepszej „16” turnieju.

Cel ten nie będzie jednak z gatunku tych łatwych do wykonania. Rywalką poznanianki będzie Anett Kontaveit. Estonka rozstawiona jest w imprezie z numerem 14 i zna już smak awansu do czwartej rundy nowojorskiego szlema. Dokonała tego w 2015 roku, a w ubiegłym sezonie zakończyła tu występ właśnie na trzeciej rundzie.

W drodze do trzeciej rundy Linette musiała stoczyć dwa trzysetowe pojedynki. Najpierw pokonała Australijkę Maddison Inglis, a następnie Dankę Kovinić z Czarnogóry. Z kolei Kontaveit, do tej pory, straciła tylko seta w turnieju. W pierwszej rundzie przegrała partię otwarcia z Danielle Collins, jednak w drugiej nie dała już szans Kai Juvan.

Pojedynek Linette z Kontaveit będzie jednym z nielicznych spotkań trzeciej rundy, gdzie zmierzą się dwie rozstawione zawodniczki. Estonka aktualnie zajmuje 21. miejsce w rankingu WTA, natomiast Polka plasuje się na 37. pozycji. Tenisistki te dobrze się znają, gdyż mierzyły się już wcześniej sześciokrotnie. Bilans jest korzystny dla naszej reprezentantki, która zwyciężała cztery razy. Ostatni pojedynek miał miejsce w 2017 roku w Wuhan, gdzie lepsza okazała się Linette w dwóch setach. Ogólnie tylko dwa mecze tych zawodniczek musiały być rozstrzygane na pełnym dystansie.

Spotkanie pomiędzy Polką a Estonką zaplanowano na korcie numer 5. Tenisistki wyjdą na kort jako trzecie w kolejności od 17:00 polskiego czasu. Przed nimi zostaną rozegrane dwa pojedynki mężczyzn, z tym, że jeden z nich będzie dokończeniem z wczoraj.

US Open. Azarenka już czeka na lepszą z pary Świątek – Vickery

/ Szymon Adamski , źródło: własne, foto: AFP

Wiktoria Azarenka straciła siedem gemów w dwóch meczach i w stylu przywodzącym na myśl jej największe sukcesy awansowała do 3. rundy US Open. Kolejną rywalką Białorusinki będzie zwyciężczyni starcia Iga Świątek – Sachia Vickery. Spotkanie Polki i Amerykanki zostały przerwane z powodu opadów deszczu na początku drugiego seta. 

Świetnego startu Azarenki w US Open należało się spodziewać. 31-latka z Mińska przed tygodniem wysłała rywalkom bardzo czytelny sygnał ostrzegawczy, wygrywając zawody WTA Premier 5 przeniesione z Cincinnati do Nowego Jorku. W drodze po trofeum pokonała m.in. Johannę Kontę i Carolinę Garcię. Z każdym wygranym meczem wzrastała jej pewność siebie. Białoruscy kibice mogą żałować tylko tego, że ostatnią zawodniczką, która przekonała się na własnej skórze o wracającej potędze Azarenki była inna reprezentantka tego kraju – Aryna Sabalenka. Turniejowa ,,piątka” jest drugą najwyżej notowaną zawodniczką, która straciła szansę na tytuł w Nowym Jorku. W środę z marzeniami o wywalczeniu cennego trofeum pożegnała się najwyżej rozstawiona Karolina Pliszkova.

Azarenka pokonała młodszą rodaczkę 6:1, 6:3 w godzinę i dziewięć minut. W ten okazały sposób zrewanżowała się za porażkę sprzed roku poniesioną również na kortach Flushing Meadows. Wówczas los skojarzył dwie najlepsze białoruskie tenisistki już w pierwszej rundzie.

– Bardzo się cieszę, że dwie Białorusinki pokazują tak wspaniały tenis na największych scenach świata. Jestem z tego naprawdę dumna. Dzielenie kortu z Aryną to dla mnie przyjemność. Widziałem ją, kiedy dorastała i bardzo się cieszę, że gra naprawdę dobrze – pokusiła się na miłe słowa o młodszej rodaczce Azarenka.

Kolejną przeciwniczką doświadczonej Białorusinki będzie zwyciężczyni spotkania Igi Świątek z Sachią Vickery. Z powodu opadów deszczu zostało ono przerwane przy stanie 1-0 w setach dla Amerykanki. Relację z tego spotkania znajdziecie TUTAJ. Sabalenka i Azarenka miały to szczęście, że rywalizowały na korcie posiadającym rozsuwany dach.

Dzięki temu udało się też rozegrać spotkanie Sereny Williams z Margaritą Gasparian. Celująca w siódme zwycięstwo w Nowym Jorku Amerykanka wygrała 6:2, 6:4 w nieco ponad półtorej godziny. W tym czasie dała się aż trzykrotnie przełamać, co jest nie najlepszym prognostykiem przed pojedynkami z mocniejszymi przeciwniczkami. Już w 3. rundzie przeciwniczką młodszej z sióstr Williams będzie Sloane Stephens. To będzie pojedynek, który na pewno rozgrzeje amerykańską publiczność, w tym roku zmuszoną do śledzenia rywalizacji w telewizji. Naprzeciw siebie staną dwie ostatnie Amerykanki, które zwyciężyły w nowojorskiej imprezie. Stephens w 2017 roku, Williams w 2014.

Nadzieję na sukces w tegorocznej edycji amerykańscy kibice mogą wiązać również z Madison Keys. Rozstawiona z numerem sześć Amerykanka rozpoczęła zmagania z wysokiego ,,C”, z łatwością wygrywając dwa pierwsze spotkania. Pierwszym poważnym testem będzie dla niej prawdopodobnie mecz 3. rundy z Alize Cornet. Francuska tenisistka, od początku obecnego sezonu współpracująca z Sandrą Zaniewską, pokonała 7:6(4), 6:3 Ysaline Bonaventure. W pierwszej partii obroniła aż pięć piłek setowych.

 


Wyniki

Druga runda, sesja wieczorna czwartego dnia rywalizacji:

Madison Keys (USA, 7) – Aliona Bolsova Zadoinov (Hiszpania) 6:2, 6:1
Alize Cornet (Francja) – Ysaline Bonaventure (Belgia) 7:6(4), 6:3
Sloane Stephens (USA, 26) – Olga Goworcowa (Białoruś) 6:2, 6:2
Serena Williams (USA, 3) – Margarita Gasparian (Rosja) 6:2, 6:4
Wiktoria Azarenka (Białoruś) – Aryna Sabalenka (Białoruś, 5) 6:1, 6:3

US Open. Niezwykłe spotkanie po 9 latach. Młodzieniec pokonał dawnego mistrza

/ Szymon Adamski , źródło: własne, foto: AFP

Na drugiej rundzie zakończyła się tegoroczna przygoda Andy’ego Murray’a z US Open. Szkot przegrał w trzech setach z rozstawionym z numerem 15 Felixem Augerem-Aliassime’em, który w pomeczowym wywiadzie opowiedział historię sprzed dziewięciu lat. Wówczas, jako 11-letni chłopiec, podziwiał z nowojorskich trybun swojego dzisiejszego przeciwnika.

– Życie jest zabawne, ponieważ przyjechałem tu jako dzieciak w 2011 roku i obserwowałem, jak Andy grał z Feliciano Lopezem w trzeciej rundzie. To szalone, że dziewięć lat później gram z nim tutaj i wygrywam – opowiadał zadowolony ze zwycięstwa Kanadyjczyk. W chwilach radości nie zapomniał jednak docenić przeciwnika, który we wspomnianej przez niego edycji z 2011 roku dotarł do półfinału. Rok później Murray nie miał już sobie równych. – Z tyłu głowy masz świadomość, że stoisz przed Andym. Zawsze myślisz:„ Muszę wyjść na prowadzenie. Muszę zdobyć przełamanie ”, bo wiesz, że zawsze może zacząć dobrze grać i wrócić do pojedynku. Nawet domknięcie meczu nie było łatwe. Miałem do czynienia ze wspaniałym mistrzem. Takie mecze w drugiej rundzie nie zdarzają się na co dzień – powiedział Auger-Aliassime.

Tym samym w turnieju pozostało już tylko dwóch zawodników znających smak zwycięstwa w Wielkim Szlemie: Marin Czilić i Novak Dżoković. Na Chorwata Auger Aliassime może trafić już w 1/8 finału. Najpierw czeka go starcie z lepszym z pary Corentin Moutet – Daniel Evans. Niezależnie od rozstrzygnięcia w tamtym pojedynku, faworytem będzie Kanadyjczyk. W meczu z Murray’em pokazał się z bardzo dobrej strony. Doskonale funkcjonował jego serwis i bekhend. Rozmiary zwycięstwa 6:2, 6:3, 6:4 nie przekłamują. Miał naprawdę wyraźną przewagę nad dawnym mistrzem.

Bardzo podobnym wynikiem zakończył się pojedynek z udziałem Daniiła Miedwiediewa. Rozstawiony z numerem ,,3″ Rosjanin rywalizował jednak z tenisistą z innej półki. Dla Christophera O’Connella życiowym sukcesem był już sam awans do 2. rundy. W grudniu 2018 roku Australijczyk wypadł z rankingu ATP. Błyskawicznie się jednak wspiął na najwyższe miejsce w karierze i w wieku 26 lat przeżywa najpiękniejsze chwile w dotychczasowej karierze. Jego efektowne, jednoręczne bekhendy nie wystarczyły do nawiązania wyrównanej walki z jednym z faworytów do zwycięstwa w całym turnieju. Miedwiediew wygrał 6:3, 6:2, 6:4. W kolejnej rundzie spotka się z Jeffrey Johnem Wolfem – jednym z trzech Amerykanów, którzy będą bronić honoru gospodarzy w 3. rundzie.

Kolejnym jest Frances Tiafoe, który wygrał pięciosetową batalię z Johnem Millmanem. Spotkanie kosztowało go mnóstwo sił, ale Amerykanin może pocieszać się tym, że jego najbliższy rywal również ma za sobą tenisowy maraton. Pojedynek Martona Fucsovicsa i Grigora Dimitrowa trwał aż 4 godziny i 54 minuty. Jak dotąd jest to najdłuższe starcie w tegorocznej edycji nowojorskiego turnieju. Fucsovics rozstrzygnął je na swoją korzyść, mimo że przegrywał już 1:2 w setach i 3:4 ze stratą przełamania w czwartym.


Wyniki

Druga runda, sesja wieczorna czwartego dnia rywalizacji:

Matteo Berrettini (Włochy, 6) – Ugo Humbert (Francja) 6:4, 6:4, 7:6(6)
Marton Fucsovics (Węgry) – Grigor Dimitrov (Bułgaria, 14) 6:7(5), 7:6(4), 3:6, 6:4, 6:1
Frances Tiafoe (USA) – John Millman (Australia) 7:6(6), 3:6, 1:6, 6:3, 6:3
Jeffrey John Wolf (USA) – Roberto Carballes Baena (Hiszpania) 6:2, 6:4, 6:3
Daniił Miedwiediew (Rosja, 3) – Christopher O’Connell (Australia) 6:3, 6:2, 6:4
Felix Auger-Aliassime (Kanada, 15) – Andy Murray (Wielka Brytania) 6:2, 6:3, 6:4
Daniel Evans (Wielka Brytania, 23) – Corentin Moutet 6:4, 3:6, 5:6 – do dokończenia w piątek

US Open. Mecz Igi Świątek przerwany. Tuż po szalonej końcówce pierwszego seta

/ Szymon Adamski , źródło: własne, foto: AFP

Z powodu opadów deszczu nie udało się dokończyć w czwartek pojedynku Igi Świątek z Sachią Vickery. Zaznajomieni z prognozą pogody organizatorzy przenieśli pojedynek na inny kort, żeby mógł zacząć się wcześniej, jednak ten zabieg nie wystarczył. Udało się rozegrać tylko jednego seta i dwie piłki w kolejnej odsłonie rywalizacji. Na razie w lepszej sytuacji jest 25-letnia Amerykanka.

Według pierwotnych założeń do spotkania Świątek z Vickery miało dojść na korcie numer 11, po zakończeniu pojedynku Johna Millmana z Francesem Tiafoe. Australijczyk i Amerykanin długo nie potrafili rozstrzygnąć, kto jest lepszy i ostatecznie do wyłonienia zwycięzcy potrzebny był piąty set. Tymczasem organizatorzy mieli twardy orzech do zgryzienia, gdyż wiedzieli, że nad Nowy Jork nadciągają deszczowe chmury. W końcu zdecydowali się nie czekać dłużej i zaprosili Świątek i Vickery na wolny kort numer 8. Ten sam, na którym dzień wcześniej ze zmiennym szczęściem walczyli Magda Linette i Hubert Hurkacz.

Niestety mecz od początku nie układał się po myśli naszej reprezentantki. Polka już w drugim gemie była wyraźnie zirytowana tym, co dzieje się na korcie, ale też trudno jej się dziwić. Jak najszybciej próbowała odrobić stratę przełamania, a rywalka jednego break-pointa obroniła uderzeniem po taśmie. Większy problem stanowił jednak źle nastawiony celownik przy forhendzie. W połowie czwartego gema statystycy wyliczyli, że Świątek popełniła już dziesięć niewymuszonych błędów.

Co gorsza, problemy nie ustępowały z biegiem czasu. Po tym jak w siódmym gemie Świątek popełniła dwa podwójne błędy i spudłowała dwa razy z forhendu, Vickery po raz kolejny objęła prowadzenie z przewagą przełamania. Kiedy Polka  znajdowała właściwy rytm, od razu jednak niwelowała straty. To napawa optymizmem przed wznowieniem rywalizacji w piątek o 18.30. Szansa na zwycięstwo wciąż jest bardzo duża.

Na pewno jednak droga do 3. rundy została wydłużona przez kuriozalny tie-break pierwszego seta. Świątek popisowo rozegrała pierwsze pięć punktów: dobrze serwowała, grała uważnie, piłki po jej zagraniach lądowały głęboko w korcie. Wszystko co dobre skończyło się tuż przed zmianą stron, przy prowadzeniu 5-0. Wówczas do głosu doszła przeciwniczka wspomagana szalonymi, nieodpowiedzialnymi pomysłami Polki. Seria dobrych zagrań Vickery i kosztownych błędów Świątek doprowadziła do tego, że to Amerykanka wygrała pierwszego seta po siedmiu zdobytych punktach z rzędu.

Po zakończeniu seta Świątek na kilka minut zniknęła z kortu. W tym czasie musiała poradzić sobie z tym, co wydarzyło się w tie-breaku i kilkanaście minut wcześniej. Przy prowadzeniu 5:4 i podaniu przeciwniczki sama miała trzy piłki setowej. Najbliżej szczęścia była za pierwszym razem, jednak popełniła niewymuszony błąd. Jeden z 31 w pierwszym secie.

Po dwóch wymianach w drugim secie spotkanie zostało przerwane z powodu opadów deszczu. Zawodniczki wrócą na kort numer 8 w piątek o 18.00. Oczywiście, o ile pogoda będzie łaskawsza. Już wiadomo, że lepsza z pary Świątek – Vickery w trzeciej rundzie spotkania się z Białorusinką Wiktorią Azarenką.

 

 


Wyniki

Druga runda:

Iga Świątek (Polska) – Sachia Vickery (USA) 7:6(5), 0:0, 30-0, dokończenie w piątek o 18.00