Świątek uciekła spod topora

/ Kacper Kaczmarek, źródło: własne, foto: AFP

Iga Świątek pokonała Tunezyjkę Ons Jabeur w 1. rundzie turnieju rangi International w Waszyngtonie. Polka po trzysetowym boju wygrała 4:6, 6:4, 6:4 i o awans do ćwierćfinału zagra ze zwyciężczynią spotkania pomiędzy Czeszką Kateriną Siniakovą a Amerykanką Jessicą Pegulą. 

Start w Waszyngtonie to szansa na odbudowanie formy warszawianki po nieudanym sezonie na kortach trawiastych. Oprócz udanych kwalifikacji w Birmingham, Polka bez zwycięstwa zakończyła sezon na zielonej nawierzchni, żegnając się z nim już na pierwszej rundzie Wimbledonu. Na beton Świątek wróciła więc bez oporów i od wygranej nad Ons Jabeur rozpoczęła występy na kortach twardych. 

Poniedziałkowa wygrana nad Tunezyjką nie przyszła jednak Polce łatwo. Po przegranej pierwszej partii 4:6, w drugiej Świątek z podwójnym przełamaniem przegrywała już 1:4. Do tego momentu grą warszawianki w dużej mierze rządził chaos, a proste błędy górowały nad dobrymi zagraniami. W chwili w której wydawałoby się nie ma już ratunku, gra 18-latki momentalnie uległa poprawie. Świątek zaczęła grać zdecydowanie rozważniej, a błędy zminimalizowała niemal do zera. Dzięki temu szybko odrobiła stratę, a później dołożyła dwa gemy i zgarnęła drugą odsłonę. 

W finałowej partii do stanu 4:4 obie tenisistki prowadziły wyrównaną rywalizację. Co prawda obie nie wystrzegały się błędów i na starcie przegrały po dwa podania, z kolei później zgodnie wygrywały gemy przy swoim serwisie. Przy stanie 5:4 dla Świątek gry nerwów nie wytrzymała jednak Tunezyjka, dla której strata trzeciego serwisu oznaczała również porażkę w spotkaniu. Po ponad dwóch godzinach gry Polka mogła wreszcie cieszyć się z pierwszego od czerwca zwycięstwa w głównym cyklu. 

Start w Waszyngtonie to pierwszy przystanek Świątek w drodze do US Open. Warszawianka przed występem na Flushing Meadows zagra jeszcze w prestiżowych rozgrywkach w Totonto i Cincinnati. Rywalizację w nich rozpocznie od eliminacji. 


Wyniki

Iga Świątek (Polska) – Ons Jabeur (Tunezja) 4:6, 6:4, 6:4

Objawił się następca Nadala? 16-letni Hiszpan wygrał zawodowy turniej

/ Szymon Frąckiewicz, źródło: Własne, foto: AFP

W hiszpańskim kurorcie Denia odbył się w ubiegłym tygodniu turniej ITF z pulą nagród 25000 dolarów. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że kibice byli tam świadkami pierwszego profesjonalnego zwycięstwa zawodnika z rocznika 2003. Zmagania wygrał Hiszpan Carlos Alcaraz.

Carlos Alcaraz to hiszpański tenisista pochodzący z miejscowości El Palmar w Murcii, urodził się 5 maja 2003 roku. Tenis uprawia od czwartego roku życia i jest jednym z bardziej utalentowanych zawodników w kraju Rafaela Nadala. W rankingu juniorskim ITF zajmuje aktualnie 38. miejsce, ale figuruje już również w rankingu seniorów (659. miejsce), a nawet w rankingu ATP, gdzie jest 516.

W tym ostatnim zestawieniu obecny jest dzięki startom w challengerach w Alicante i Murcii, gdzie doszedł odpowiednio do drugiej i trzeciej rundy. Głównie występuje jednak w turniejach ITF i to z coraz większym powodzeniem. Do tego stopnia, że w minionym tygodniu przed własną publicznością w Denii, wygrał zawody z pulą nagród 25000 dolarów. Był w nich rozstawiony z „5”, a w finale pokonał ósmą rakietę zawodów, czyli Kazacha Timofieja Skatowa. Alcaraz zwyciężył 6:3, 6:4 rywala starszego o dwa lata.

Kariera Hiszpana dopiero się rozpoczyna, ale jeśli dalej będzie się tak dobrze rozwijał, w przyszłości możemy o nim jeszcze wiele usłyszeć. Kto wie, być może zostanie następcą Rafaela Nadala? A nawet jeśli nie, to może chociaż zawodnikiem pokroju Davida Ferrera?

Solidne otwarcie Hurkacza

/ Dominika Opala, źródło: własne , foto: AFP

Hubert Hurkacz pewnie pokonał Donalda Younga 6:1, 6:4 w niewiele ponad godzinę. Tym samym Polak był lepszy od Amerykanina drugi raz w tym sezonie. W kolejnej rundzie wrocławianin zmierzy się z Johnem Isnerem.

Turniejem w Waszyngtonie Hubert Hurkacz rozpoczyna letni sezon na kortach twardych, którego zwieńczeniem będzie US Open. W pierwszej rundzie los skrzyżował Polaka z Donaldem Youngiem, aktualnie 195. tenisistą na świecie. Zawodnicy ci mierzyli się już w tym roku podczas imprezy w Indian Wells. Wówczas Hurkacz stracił sześć gemów. Tak więc wrocławianin był zdecydowanym faworytem spotkania, co potwierdził również na korcie.

Pierwszy set był pokazem siły naszego tenisisty. „Hurki” dominował w każdym elemencie gry, grał dokładnie i praktycznie bezbłędnie. To przyniosło efekt w postaci dwóch przełamań i po 20 minutach partia otwarcia zakończyła się z korzyścią dla Polaka.

W drugiej odsłonie gra stała się bardziej wyrównana. Hurkacz zdołał przełamać rywala w trzecim gemie, ale nie poszedł za ciosem i po chwili sam stracił serwis, co dodało pewności Amerykaninowi. Wymiany stały się bardziej zacięte, a Young lepiej spisywał się na returnie. Wrocławianin ponownie odebrał podanie przeciwnikowi w piątym gemie, a przy stanie 4:3 obronił trzy break pointy, co było kluczowe dla losów drugiego seta. Po 63 minutach gry, Hurkacz zwyciężył wykorzystując drugą piłkę meczową.

W drugiej rundzie nasz tenisista zmierzy się z innym reprezentantem gospodarzy Johnem Isnerem, rozstawionym z numerem 5.


Wyniki

Pierwsza runda singla:

Hubert Hurkacz (Polska) – Donald Young (USA, Q) 6:1, 6:4

Nieudana inauguracja amerykańskiego lata

/ Anna Niemiec, źródło: własne, foto: AFP

Magda Linette odpadła w pierwszej rundzie turnieju Mubadala Silicon Valley Classic. Lepsza okazała się Carla Suarez Navarro.

Poniedziałkowe spotkanie nie rozpoczęło się po myśli Polki, która już w pierwszym gemie oddała podanie. Poznanianka zdołała odrobić stratę „breaka” w szóstym gemie i na tablicy wyników pojawił się rezultat 3:3. Od tego momentu gemy zdobywała już jednak tylko Hiszpanka, która pewnie objęła prowadzenie w meczu.

Przegrany pierwszy set nie podciął skrzydeł reprezentantce Polski, która na początku drugiej odsłony pojedynku odskoczyła na 3:1. Niestety później kontrolę nad przebiegiem gry przejęła turniejowa „szóstka”, która zdobyła pięć kolejnych gemów. Linette rzutem na taśmę miała jeszcze szansę odrobić stratę przełamania. Przy wyniku 3:5 wypracowała sobie dwa „breakpointy”, ale Suarez Navarro w świetnym stylu zdobyła cztery następne punktu i 80 minutach gry zakończyła mecz asem serwisowym.

Kolejną rywalką zawodniczki z Półwyspu Iberyjskiego będzie albo Bethanie Mattek-Sands albo Venus Williams.


Wyniki

Pierwsza runda singla

Carla Suarez Navarro (Hiszpania, 6) – Magda Linette (Polska) 6:3 6:3

Dwóch Polaków w Top 100

/ Tomasz Górski, źródło: własne, foto: AFP

Kamil Majchrzak awansował o dwie pozycje i zameldował się w najlepszej setce tenisistów. Dotychczasową, 44, lokatę utrzymał Hubert Hurkacz. Od dziś nowe „życiówki” mają Taylor Fritz i Reilly Opelka.

Nasza najlepsza rakieta nie zmieniła miejsca. Hubert Hurkacz jest cały czas na 44. miejscu. A o poprawę tej pozycji powalczy w tym tygodniu podczas turnieju w Waszyngtonie. Dużo powodów do radości sprawił nam drugi Polak. Kamil Majchrzak ciężko pracował i znalazł się wreszcie w najlepszej setce notowania. Piotrkowianin po przejściu kwalifikacji w Atlancie, przegrał z Matthewem Ebdenem. Jednak pozostawił dobre wrażenie po swojej grze i przesunął się o dwie lokaty w rankingu. Majchrzak o kolejne zwycięstwa powalczy w zaczynającym się dziś turnieju ATP Challenger Tour w Sopocie.

W Top 10 doszło do jednego przetasowania. Fabio Fognini awansował na 9. miejsce. Spychając tym samym Daniła Miedwiediewa. Na prowadzeniu pozostaje Novak Dżoković przed Rafaelem Nadalem. Trzeci jest Roger Federer.

Duży spadek zaliczył Leonardo Mayer. Argentyńczyk przesunął się o 30 miejsc w dół. Dużo stracił również Nicolas Jarry. W drugą stronę powędrowali natomiast Andriej Rublow (awans o 29 pozycji), Albert Ramos (o 16) i Reilly Opelka (o 14).

Dla wysokiego Amerykanina to zarazem wywalczenie nowej „życiówki”. Od dziś jest 43. Także nowy rekord zapisał jego rodak Taylor Fritz, który jest 28. Na najwyższe pozycji wskoczyli też Miomir Kecmanović, Juan Ignacio Londero, Aleksiej Popyrin oraz Alexander Bublik.

W notowaniu najlepszych deblistów na czwartym miejscu plasuje się Łukasz Kubot. Na prowadzeniu pozostają mistrzowie Wimbledonu Robert Farah i Juan Sebastian Cabal.

Ciaś w turnieju głównym, Dembek i Żuk już poza nim

/ Maciej Pietrasik, źródło: Korespondencja z Sopotu, foto:

Paweł Ciaś został szóstym Polakiem, który dostał się do singlowej drabinki Sopot Open. Niestety, to jedyne dobre informacje znad polskiego morza. Występ w grze pojedynczej ekspresowo zakończyli bowiem Michał Dembek i Kacper Żuk.

Zanim jeszcze w Sopocie rozpoczęły się gry turnieju głównego, rozegrano eliminacje. Od tego roku w challengerach występuje w nich tylko czterech graczy, a dwóch dostaje się do głównej drabinki. Trzech z tej czwórki stanowili Polacy, więc było pewne, że liczba naszych reprezentantów w turnieju się powiększy.

Szymon Walków dobrze rozpoczął mecz z Aleksandrem Żurbinem, ale w tym turnieju nastawia się głównie na debla, gdzie broni zresztą zdobytego przed rokiem tytułu. Singiel miał być tylko miłym dodatkiem i przetarciem, a zaczęło się od prowadzenia z faworyzowanym Rosjaninem. Utrzymać tego stanu rzeczy Walkowowi się nie udało, lecz porażka 4:6, 4:6 z pewnością nie jest powodem do wstydu.

Paweł Ciaś w Gliwicach po raz trzeci został mistrzem kraju, a w Sopocie rywalizację zaczął od meczu z 16-letnim Filipem Pieczonką, grającym w eliminacjach dzięki „dzikiej karcie”. Różnicę w doświadczeniu było bardzo wyraźnie widać na korcie, a Ciaś oddał rodakowi zaledwie dwa gemy. Oby równie skuteczny był w meczu pierwszej rundy, gdzie zagra z Tomislavem Brkiciem.

Wygrana Ciasia to niestety jedyna dobra wiadomość z Sopotu, bo dwóch Polaków zdążyło się już pożegnać z główną drabinką. Pojedynek Michała Dembka z Facundo Meną otwierał turniej główny, ale jeżeli ktoś przyszedł na korty nieco później, mógł na to spotkanie nie zdążyć. Po 65 minutach było bowiem po wszystkim, a naszego tenisistę stać było tylko na ugranie trzech gemów w drugim secie.

O ile rywal Dembka był wyraźnym faworytem w spotkaniu z Polakiem, to można było się spodziewać, że większą walkę z Aleksandre Metrevelim z Gruzji nawiąże Kacper Żuk. Przeciwnik korzysta w Sopocie z „zamrożonego rankingu”, a trzy lata temu wyszedł ledwie żywy z wypadku samochodowego. Wyrównana rywalizacja toczyła się jedynie do stanu 3:3 w pierwszym secie. Od tego momentu Żuk wygrał tylko jednego gema i w Sopocie może skupić się tylko na deblu. Dziś nie pomogło mu choćby wsparcie obserwującego mecz z trybun Jerzego Janowicza. Choć łodzianin wciąż nie może grać, to pojawił się na turnieju razem z rodzicami i Martą Domachowską. Od pierwszego dnia zmagań w Trójmieście są też między innymi Agnieszka Radwańska i Dawid Celt.

– Nie powiedziałbym, że były to dwa sety walki. Oprócz przeciwnika grałem też z samym sobą. Nie przezwyciężyłem presji, którą sam sobie nałożyłem. Niezbyt często gram takie mecze. Rywal wygrał zasłużenie. Są trzy takie turnieje w Polsce w tym roku. Rzadko się zdarza taka szansa, a nie udało się jej wykorzystać – powiedział po meczu Żuk.

Jutro na pewno zagrają Michał Przysiężny i Daniel Michalski, którzy zmierzą się ze sobą. Być może na korcie zobaczymy też Kamila Majchrzaka, ale na plan gier wciąż musimy jeszcze poczekać.

Z Sopotu, Maciej Pietrasik


Wyniki

Eliminacje singla:

Aleksander Żurbin (Rosja, 1) – Szymon Walków (Polska) 6:4, 6:4

Paweł Ciaś (Polska, 2) – Filip Pieczonka (Polska, WC) 6:0, 6:2

Pierwsza runda singla:

Facundo Mena (Argentyna) – Michał Dembek (Polska, WC) 6:0, 6:3

Aleksandre Metreweli (Gruzja) – Kacper Żuk (Polska, WC) 6:3, 6:1

Mały Tenisowy Mistrz

/ Michał Krogulec, źródło: własne, foto: Mały Tenisowy Mistrz

„Mały Tenisowy Mistrz”, to nowa pozycja książkowa na rynku dla każdej osoby związanej z tenisem. Ruszyła sprzedaż nowatorskiej publikacji Karoliny i Dariusza Lipka, której Tenisklub jest patronem medialnym! Kontynuuj czytanie „Mały Tenisowy Mistrz”

Drugie trofeum De Minaura wywalczone w pięknym stylu

/ Tomasz Górski, źródło: https://www.atptour.com/, foto: AFP

Alex De Minaur najmłodszym zwycięzcą turnieju BB&T Atlanta Open. Australijczyk w decydującym meczu pokonał Taylora Fritza 6:2, 7:6(2). Dla 20-latka to drugie trofeum w karierze. Przy okazji dołączył do Haasa i Isnera w ciekawej statystyce.

Alex De Minaur w Atlancie pokonał Klahna, Tomicia oraz Opelkę po znakomitym spotkaniu. W finale spotkał się z Taylorem Fritzem, który wyrzucił z turnieju m.in. Kecmanovicia i Norriego.

Pojedynek o tytuł rozpoczął się od gemów wygrywanych przez podających. Choć już na starcie break pointa musiał bronić Fritz. To co udało się w premierowym gemie nie udało się przy stanie 3:3. Wówczas De Minaur wywalczył przełamanie. Następnie wygrał jeszcze dwa kolejne gemy z rzędu i zapisał seta na swoim koncie.

Druga partia to dominacja serwujących. Tylko w siódmym gemie był stan równowagi. W pozostałych rozgrywano maksymalnie sześć punktów. Losy partii rozstrzygnęły się dopiero w tie breaku. Tam return odgrywał kluczową rolę. Do stanu 5-2 dla Australijczyka tylko jeden punkt został wygrany przy podaniu. W końcówce serwis utrzymał De Minaur i to on cieszył się z triumfu. Po godzinie i dziewiętnastu minutach zawodnik z Antypodów wywalczył drugi tytuł w swoim czwartym finale.

– Końcówka lipca jest dla mnie naprawdę wyjątkowa. Czułem, że naprawdę potrzebuję takiego turnieju. Nie sądzę, żebym mógłbym lepiej rozpocząć amerykańską część sezonu na twardych kortach – powiedział De Minaur. – Cieszę się, że jestem tutaj i cieszę się z każdego dnia. Nie mogę się doczekać kolejnego meczu i ciągłego doskonalenia się – dodał.

De Minaur, oprócz tytułu, zapisał się na kartach historii tenisa. Australijczyk został najmłodszym zwycięzcą turnieju w Atlancie. Dodatkowo w całym turnieju nie musiał bronić nawet jednego break pointa. Od 1991 roku, od kiedy są prowadzone statystyki tylko dwóch graczy dokonała takiej samej sztuki. W 2007 roku podczas turnieju w Memphis był to Tommy Haas oraz w dziesięć lat później John Isner w Newport. Innym osiągnięciem był znakomity pierwszy serwis Australijczyka. W ciągu ostatniego tygodnia stracił tylko siedem punktów po pierwszy podaniu.

– To był dobry tydzień. – powiedział Fritz. – Bardzo boli przegrać finał, ale nadal jestem pewny siebie i będę się posuwał naprzód – dodał.

Dla Fritza był to trzeci finał w karierze. Drugi raz jednak musiał uznać wyższość rywala w decydującym meczu. Amerykanin wywalczył w Atlancie 150 punktów i zarobił 52 000 dolarów. Australijczyk zgarnął drugie trofeum. Wcześniej był najlepszy w Sydney podczas styczniowego turnieju. A dziś dopisze do rankingu 250 punktów i zasili portfel o prawie 100 000 dolarów.

W trzecim pojedynku obu zawodników znów lepszy był De Minaur. W 2018 roku pokonał Fritza w Surbiton i podczas Next Gen ATP Finals.

Teraz Alex De Minaur zagra w Waszyngtonie, gdzie będzie miał wolny los w pierwszej rundzie. Natomiast Fritz zagra w Los Cabos, w którym będzie rozstawiony z numerem 5.


Wyniki

Finał singla:

Alex De Minaur (Australia, 3)  – Taylor Fritz (USA, 2) 6:3, 7:6(2)

Niespodzianka w finale!

/ Michał Krogulec, źródło: własne, foto: AFP

Drugi zawodowy turniej WTA wygrała Szwajcarka Jil Teichmann! W finale w Palermo niespodziewanie pokonała 7:6(3), 6:2 rozstawioną z „jedynką” Kiki Bertens. Kontynuuj czytanie „Niespodzianka w finale!”


Wyniki

Finał gry pojedynczej:

Jil Teichmann (Szwajcaria, 8) – Kiki Bertens (Holandia, 1) 7:6(3), 6:2

 

Dwie godziny wspaniałej walki. Kawa postawiła się faworytce

/ Szymon Adamski, źródło: własne, foto: Warsaw Sports Group

Katarzyna Kawa w fenomenalnym stylu przedostała się do finału turnieju WTA w Jurmale. W nim zachwyciła po raz kolejny, jednak tym razem nie przełożyło się to na zwycięstwo. Przegrała 6:3, 5:7, 4:6 z rozstawioną z numerem jeden Anastasiją Sevastovą. 

Przed finałem nietrudno było wskazać faworytkę. Jak bardzo byśmy nie doceniali wyników naszej reprezentantki w Jurmale, to jednak Sevastova jest bardziej doświadczoną i utytułowaną zawodniczką. Na dodatek miała za sobą licznie zgromadzoną publiczność, a jej droga do finału była krótsza niż Polki…

W końcu jednak Polka z Łotyszką wyszły na kort, a wyżej wymienione różnice zniknęły. Kawa nawiązała wyrównaną walkę z 11. rakietą świata. Początkowo grały punkt za punkt, gem za gem, ale piąty gem przyniósł piękny zwrot akcji. Nasza reprezentantka rozgryzła serwis przeciwniczki i po raz pierwszy doprowadziła do przełamania. W całym meczu aż sześciokrotnie zdobywała gemy przy podaniu rywalki. Po raz kolejny potwierdziło się, że return jest jej mocną stroną.

Pierwszego seta Polka wygrała 6:3, ale nie zamierzała na tym poprzestać. Najwięcej emocji dostarczyła kolejna odsłona rywalizacji. Emocje sięgnęły zenitu, kiedy wygrała dwa gemy z rzędu i przy stanie 4:3 wypracowała sobie break-pointa na przedłużenie serii. Minimalnie przestrzeliła jednak z forhendu. To nie wybiło jednak Kawy z rytmu. W pewnym momencie od zwycięstwa dzieliły ją już tylko trzy punkty. Łotewscy kibice przecierali oczy ze zdumienia.

Sevastovej trzeba jednak oddać, że w najważniejszych momentach drugiego seta grała bardzo dobrze. Nie było dla niej straconych piłek. Przy 5:5 w drugim secie odrobiła straty ze stanu 0:40 i zdobyła niezwykle cenne przełamanie. Po zmianie stron postawiła kropkę nad ,,i” w drugiej partii.

Dla Kawy było to już dziewiąte spotkanie w turnieju, ale troszkę sił na trzeciego seta jeszcze jej zostało. Wystarczyło do zdobycia czterech gemów i – co ważniejsze – serc polskich kibiców. Wola walki, jaką wykazywała się w końcówce, musiała imponować.

Po meczu Polka była zadowolona z własnej postawy. Podczas ceremonii trudno było odróżnić zwyciężczynię od finalistki. Obie uśmiechnięte, dziękujące wszystkim dookoła za piękną przygodę, jaką były zawody w Jurmale. W przypadku Katarzyny Kawy najpiękniejszą w dotychczasowej karierze. Jak jednak zdążyła powiedzieć po jednym z wcześniejszych meczów, liczy, że będzie to przełomowy turniej.

Z Jurmały Szymon Adamski


Wyniki

Finał gry pojedynczej:

Anastasija Sevastova (Łotwa, 1) – Katarzyna Kawa (Polska) 3:6, 7:5, 6:4