Porażka Hurkacza i Isnera

/ Kacper Kaczmarek, źródło: własne, foto: AFP

Hubert Hurkacz i John Isner nie przebrnęli pierwszej rundy deblowego Rogers Cup w Montrealu. Polsko-amerykańska para przegrała 4:6, 6:7(3) z reprezentantami Australii Alexem de Minaurem i Jordanem Thompsonem. We wtorek polski tenisista spróbuje swoich sił w turnieju singlowym. Jego pierwszym rywalem będzie Amerykanin Taylor Fritz.

Zarówno dla Huberta Hurkacza jak i Johna Isnera rywalizacja w grze podwójnej jest jedynie dodatkiem do singlowych występów. Wspólnie po jednej stronie siatki nie grali jeszcze nigdy, ale przed kilkoma dniami stanęli naprzeciw siebie w drugiej rundzie turnieju gry pojedynczej w Waszyngtonie. Nowa znajomość zaprocentowała stworzeniem parę deblowej w kolejnej imprezie.

Dla Isnera, jak i najlepszego polskiego tenisisty było to zapewne tylko sprawdzenie formy przed dużo ważniejszymi pojedynkami we wtorek. Nie oznacza to jednak, że w poniedziałek polsko-amerykański duet oddał spotkanie bez walki. O wyniku meczu decydowały pojedyncze piłki, a Hurkacz i Isner mieli w nim swoje szanse. Szkoda szczególnie drugiego seta, w którym polsko-amerykańska para nie wykorzystała siedmiu szans na przełamanie i aż trzech piłek setowych. O wyniku partii ostatecznie zadecydował tie-break, w którym to Australijczycy już wyraźnie przeważali i pewnie zakończyli spotkanie w dwóch odsłonach.

We wtorek Hurkacza i Isnera czekają pierwsze pojedynki w turnieju gry pojedynczej. Polak stanie naprzeciw rówieśnika z USA – Taylora Fritza, który w ostatnich zmaganiach na kortach twardych w Atlancie i Los Cabos docierał do finałów. Isner po raz drugi z rzędu, tym razem w grze pojedynczej, zmierzy się z Australijczykiem Jordanem Thompsonem.


Wyniki

A. De Minaur, J. Thompson (Australia) – H. Hurkacz, J. Isner (Polska, USA) 6:4, 7:6(3)

„Tsitsipas będzie numerem jeden, kiedy Federer, Dźoković i Nadal zakończą kariery”

/ Dominika Opala, źródło: www.tennisworldusa.org /własne, foto: AFP

Stefanos Tsitsipas od poniedziałku jest piątym zawodnikiem na świecie. Grek zdołał przebić się do Top 5 przed ukończeniem 21. roku życia, czym zapisał się na kartach historii. Jego rodak, były tenisista Tasos Bavelas jest przekonany, że w ciągu trzech lat ateńczyk będzie liderem rankingu.

O tym, że Stefanos Tsitsipas jest przyszłością światowego tenisa nie trzeba przekonywać. Grek w ubiegłym sezonie zrobił olbrzymi postęp i cały czas nie zwalnia tempa. W tym roku dotarł do pierwszego w karierze półfinału Wielkiego Szlema podczas Australian Open, zdobył dwa tytuły, a także zadebiutował w Top 5 rankingu. Osiągnął to wszystko przed 21. rokiem życia, a to z pewnością dopiero początek wielkiej kariery.

Były grecki tenisista Tasos Bavelas jest przekonany o potencjale rodaka – On będzie numerem jeden, kiedy Wielka Trójka odejdzie na sportową emeryturę. To nie tak odległe. Stanie się to w ciągu dwóch, trzech lat – komentował. – Jego największymi rywalami będą Dominic Thiem i Alexander Zverev. Stefanos będzie także wygrywał Wielkie Szlemy. Jest dobry na każdej nawierzchni – wybiegał w przyszłość Bavelas.

Patrząc na postęp, jaki wykonuje Tsitsipas przewidywania Bavelasa wydają się być całkiem realne. Aktualnie ateńczyk startuje w Rogers Cup, gdzie przed rokiem dotarł do finału. Impreza ta była dla niego przełomowa, gdyż pokonał on wtedy czterech zawodników z czołowej „dziesiątki” – Thiema, Dźokovicia, Zvereva i Andersona.

Dawny mistrz przegrał z debiutantem

/ Szymon Adamski, źródło: własne, foto: AFP

Jo-Wilfried Tsonga, triumfator Rogers Cup sprzed pięciu lat, tym razem już w 1. rundzie największej kanadyjskiej imprezy uległ 2:6, 2:6 Janowi-Lennardowi Struffowi. Od początku 2017 roku Francuz wygrał tylko jeden mecz w turniejach z serii ATP Masters 1000, a grając tak jak dzisiaj, nie powinien spodziewać się zwiększenia dorobku. 

Sklasyfikowany obecnie na 60. miejscu w rankingu ATP Tsonga od początku grał niemrawo, jakby nie wierząc w powodzenie własnych akcji. W pierwszym gemie zmarnował dobrą okazję na zdobycie przełamania – jak się później okazało, jedyną w całym meczu. Struff dość szybko bowiem zaaklimatyzował się na korcie i z każdym gemem grał coraz lepiej. Jak zwykle, jego mocną stroną były pierwsze uderzenia – serwis i return. Jeśli dochodziło do wymian, mógł natomiast liczyć na rywala, który co i rusz popełniał niewymuszone błędy. Jednostronne spotkanie trwało godzinę i osiem minut. Tyle czasu wystarczyło Niemcowi do odniesienia zwycięstwa 6:2, 6:2.

Tym samym Struff udanie przywitał się z Rogers Cup. Nigdy wcześniej nie uczestniczył choćby w eliminacjach tej imprezy. W kolejnej rundzie nie będzie stał na straconej pozycji, ponieważ rywala dla niego wyłoni starcie Nikoloza Basilaszwilego z Duszanem Lajoviciem. Obaj zawodnicy na pewno są w zasięgu 29-latka z Nadrenii Północnej.

W tym samym czasie co Struff i Tsonga, na korcie centralnym rywalizowali Milos Raonic i Lucas Pouille. Był to rewanż za tegoroczny ćwierćfinał Australian Open, w którym dość niespodziewanie lepszy okazał się Francuz. Tym razem niespodzianki nie było i ku uciesze miejscowej publiczności to Raonic wygrał 6:4, 6:4. Reprezentant gospodarzy nie musiał bronić ani jednego break-pointa.

Kanadyjczycy są już pewni, że w 3. rundzie, czyli 1/8 finału będą mieć przynajmniej jednego reprezentanta. Raonic w kolejnym meczu zagra bowiem z Felixem Augerem-Aliassime’em lub Vaskiem Pospisilem. Cała trójka to zawodnicy spod znaku Klonowego Liścia.

Awans do 2. rundy zdążyli już również wywalczyć Chilijczyk Christian Garin i Brytyjczyk Cameron Norrie. Obaj stawiają dopiero pierwsze kroki na tym poziomie. Garin odniósł pierwsze, a Norrie czwarte zwycięstwo w turniejach rangi Masters 1000.


Wyniki

Mecze 1. rundy gry pojedynczej:

Milos Raonic (Kanada, 17) – Lucas Pouille (Francja) 6:4, 6:4
Jan-Lennard Struff (Niemcy) – Jo-Wilfried Tsonga (Francja) 6:2, 6:2
Cameron Norrie (Wielka Brytania) – Marton Fucsovics (Węgry) 5:7, 6:2, 6:3
Christian Garin (Chile) – Laslo Dźjere (Serbia) 6:2, 7:6(4)

Świątek dwanaście miejsc przed Linette

/ Szymon Adamski, źródło: własne, foto: AFP

Iga Świątek zajmuje 65. a Magda Linette 77. miejsce w najnowszym rankingu WTA. Obie zmieniły swoje pozycje względem ubiegłego tygodnia, jednak nie są to istotne przetasowania. Aż o 49 awansowała natomiast Maja Chwalińska, która po raz pierwszy znalazła się w gronie trzystu najwyżej notowanych zawodniczek. 

To właśnie Chwalińska w ostatnich tygodniach dostarcza najwięcej powodów do radości. 17-latka z Dąbrowy Górniczej wygrała dwie imprezy ITF (o puli nagród 25 tys. dolarów) z rzędu, grając efektownie i – co ważniejsze – skutecznie. Od dzisiaj Polka jest 286. rakietą świata, ale to dopiero początek zmian na lepsze. Na razie doliczono jej punkty za zwycięstwo w Bytomiu, natomiast nagrodę za turniej w Kozerkach otrzyma w przyszły poniedziałek.

Najwyżej notowaną Polką wciąż jest natomiast Iga Świątek. Przebywająca obecnie w Toronto Polka awansowała z 66. na 65. miejsce. Niedaleko za nią znalazła się Magda Linette, choć poznanianka akurat w tym tygodniu spadła o sześć pozycji i zajmuje 77. miejsce. Dla odmiany, trzecia rakieta Polski, Katarzyna Kawa zachowała status quo i jest 128. tenisistką na światowych listach.

W czołowej dziesiątce doszło tylko do jednej zmiany. Aryna Sabałenka, finalistka z San Jose, awansowała kosztem Sereny Willims z 10. na 9. pozycję. Największy awans spośród tenisistek pierwszej setki zanotowała natomiast Jessica Pegula, triumfatorka waszyngtońskiego Citi Open. Amerykanka wyprzedziła aż 24 rywalki!

Do większych przetasowań nie doszło również w rankingu deblistek. Najlepsza z Polek, Alicja Rosolska spadła o jedne miejsce i obecnie zajmuje 33. pozycję. Fotele liderek wciąż należą do Ashleigh Barty (singiel) i Barbory Strycovej (debel).

 

 

Wielkie granie wraca do stolicy

/ Anna Niemiec, źródło: materiały prasowe/własne, foto: WSG

Już we wtorek rusza w trzecia edycja turnieju WSG Open. Impreza, której pula nagród wzrosła w tym roku do 60 tysięcy dolarów, wraca na korty Legii. W turnieju głównym wystąpią m.in. Maja Chwalińska, Paula Kania oraz świeżo upieczona mistrzyni Polski Stefania Rogozińska-Dzik.

W czwartek odbyła się konferencja prasowa, w której udział wzięli prezes Warsaw Sports Group Artur Bochenek, koordynator cyklu LOTOS PZT Polish Tour Krzysztof  Bobala oraz Paula Kania i Klaudia Jans-Ignacik.

Cieszę się, że spotykamy się przed III już edycją WSG Open. Naszą ideą od początku była budowa turnieju, który odbywałby się w stolicy rok do roku – rozpoczął Bochenek. – Nie bez powodu turniej jest organizowany w pierwszym tygodniu sierpnia – bliskie są nam warszawskie ideały, ważna jest historia tego miasta, którą mamy nadzieję przybliżać przyjeżdżającym na turniej zawodniczkom. Tegoroczna edycja WSG Open 2019 odbędzie się z pulą nagród 60 tys. dolarów. Zorganizowanie turnieju nie było proste, było kilka historii, które nam to utrudniały. Mamy nadzieję, że ci, którzy nie pomagali, zreflektują się, bo wszystkim powinno zależeć, by ranga warszawskiego turnieju rosła. Chcielibyśmy docelowo mieć w Warszawie turniej WTA, ale do tego musi być kilka stron, które będą budową takiego wydarzenia zainteresowane – dodał prezes WSG. – Turniej odbywa się w ramach cyklu LOTOS PZT Polish Tour, to nasz główny partner. WSG Open powraca na korty Legii, na obiekt bardzo przyjazny i komfortowy dla zawodniczek. Od pierwszego dnia eliminacji wstęp na obiekt będzie bezpłatny. Serdecznie zapraszamy wszystkich kibiców i fanów tenisa.

Cieszę się, że Warszawa podbiła w tym roku pulę nagród. Dzięki dzikim kartom na WSG Open 2019 wystąpi bardzo dużo polskich zawodniczek, które dostaną szansę walki o punkty do rankingu, co przy reformach ITF jest trudne. Jestem bardzo zadowolony, że możemy wspierać organizatorów tego i pozostałych turniejów z cyklu LOTOS PZT Polish Tour, a pośrednio polskich tenisistów i tenisistki. Mam nadzieję, że LOTOS zostanie z nami na dłużej, a współpraca ta przyniesie dużo dobrego dla polskiego tenisa – powiedział Bobala.

Na konferencji prasowej organizatorzy zdradzili także, które tenisistki dostaną specjalne przepustki do turnieju, tzw. dzikie karty. W eliminacjach oprócz Darii Kuczer, Anny Hertel i Anastazji Szoszyny, które zakwalifikowały się dzięki rankingowi, wystąpią również Weronika Foryś, Martyna Kubka, Weronika Falkowska, Julia Oczachowska i Contanze Stepan.

W Warszawie na trzeci tytuł z rzędu będzie polować Maja Chwalińska. Do turnieju głównego organizatorzy postanowili zaprosić jeszcze Stefanię Rogozińska-Dzik, współpracująca od niedawna z WSG Zuzannę Szczepańskę, Czeszkę Johanę Markovą oraz Paulę Kanię.

To dla mnie wyjątkowy turniej, bo rok temu WSG Open był pierwszym turniejem, w jakim miałam szansę wystąpić po kontuzji i długiej przerwie – wyjaśniała sosnowiczanka. – Nikt nie widział mnie na korcie, nie wiedział jak się prezentowałam, ale dostałam taką szansę. W tym roku jestem już przygotowana dużo lepiej, choć wciąż jestem w procesie powrotu do zawodowego tenisa. Cieszę się, że zagram w turnieju głównym. Nie chcę jednak stwarzać sobie w głowie za dużej presji. Moim zdaniem w ostatnich latach tenis poszedł bardzo do przodu. Jestem przekonana, że poziom turnieju będzie bardzo wysoki, co mam nadzieję przyciągnie kibiców na korty.

Sporym zaskoczeniem jest powrót na kort Klaudii Jans-Ignacik. Była czołowa polska deblistka wystąpi w warszawskiej imprezie w grze podwójnej razem ze Szczepańską. – Spokojnie, nie jest to mój powrót do tenisa i nie zamierzam wznawiać kariery. Miałam to przez 23 lata i już wystarczy. Od jakiegoś czasu współpracuję z WSG i ze strony prezesa Artura Bochenka padł taki pomysł, abym podzieliła się swoim doświadczeniem nie tylko na treningach, ale także na korcie. Zagram z młodą Zuzią Szczepańską i mam nadzieję, że będzie ona z takiego obrotu sprawy zadowolona, mogąc czerpać ode mnie nowe doświadczenia, bardziej namacalne jeśli chodzi o formę meczową.

Cieszę się, że Klaudia zgodziła się wrócić na kort w roli zawodniczki i coacha jednocześnie. Współpracujemy od kilku miesięcy, młode zawodniczki korzystają z jej wiedzy i doświadczenia – dodał Bochenek. – Występ na WSG Open 2019 i wspólny start z Zuzią Szczepańską podczas turnieju deblowego to taka wisienka na torcie jeśli chodzi o tę współpracę. Fajnie będzie znów zobaczyć Klaudię w akcji. Wiem, że dość mocno trenowała, przygotowywała się do naszego turnieju podczas wyjazdu do Czech. Drugą dziką kartę do turnieju deblowego dostanie Stefania Rogozińska-Dzik, która zagra w parze z Darią Kuczer.

Już od poniedziałku na kortach Legii przy ul. Myśliwieckiej 4A będą trwać eliminacje. Od wtorku rusza turniej główny. Finał zaplanowany jest na niedzielę 11 sierpnia. Na wstęp na korty przez cały tydzień będzie bezpłatny.

Turniej WSG Open wchodzi w skład cyklu PZT LOTOS Polish Tour

Przełomowy turniej Zheng

/ Dominika Opala, źródło: www.wtatennis.com /własne, foto: AFP

Saisai Zheng okazała się najlepsza w tegorocznej edycji Mubadala Silicon Valley Classic. W finale Chinka pokonała Arynę Sabałenkę 6:3, 7:6 (3) i sięgnęła po premierowy tytuł w głównym cyklu.

Przyjeżdżając do San Jose Saisai Zheng miała na koncie serię pięciu porażek. W tym tygodniu jednak przełamała złą passę, a pomógł jej w tym pobyt w rodzinnym kraju – Po Wimbledonie wróciłam do Chin i moja przyjaciółka powiedziała mi, że kiedy jestem spokojna i nie tak bardzo emocjonalna, to potrafię grać mój najlepszy tenis. To dało mi do myślenia, że jest na mnie za dużo presji i oczekiwań. To był problem, z którym w tym tygodniu sobie poradziłam – przyznała świeżo upieczona triumfatorka.

Saisai Zheng w drodze po tytuł pokonała cztery rozstawione zawodniczki i straciła tylko jednego seta w meczu z Amandą Anisimovą. W finale z kolei zmierzyła się z Aryną Sabałenką, która walczyła o czwarty zawodowy tytuł. Białorusinka ostatnie trofeum zdobyła w styczniu tego roku w Shenzhen i poprzednie trzy finały kończyły się jej triumfem. Jednak tym razem nie była ona w stanie zatrzymać rywalki.

W partii otwarcia tenisistki wymieniły się na początku przełamaniami, a od stanu 1:2 Chinka wygrała pięć z sześciu ostatnich gemów. Starsza z zawodniczek starała się zmieniać rytm gry, próbowała gry kombinacyjnej i to przynosiło efekty.

Druga odsłona była już o wiele bardziej zacięta, choć obie tenisistki miały problemy z utrzymywaniem serwisu. Do stanu 3:3 kibice byli świadkami czterech przełamań. Sabałenka miała okazję wyjść na prowadzenie 4:2, ale Chinka obroniła break pointa. Od siódmego gema żadna z finalistek nie miała szans na odebranie podania rywalce i losy seta rozstrzygnął tie-break. Doszło w nim do dwóch mini breaków, a ich autorką była Zheng, która po prawie dwóch godzinach gry mogła cieszyć się z premierowego triumfu w turnieju WTA Tour.

– Starałam się skupiać tylko na tym, co mam robić. Nie myślałam, że to finał, tylko normalny mecz. Ten triumf dał mi wiele pewności siebie. Od dłuższego czasu nie wygrywałam, a tutaj pokonałam wiele rozstawionych zawodniczek – podsumowała Zheng.

Po tym zwycięstwie Chinka awansowała o 17 pozycji i aktualnie zajmuje 38. miejsce w rankingu. Z kolei Sabałenka skoczyła z 10. na 9. lokatę.


Wyniki

Finał singla:

Saisai Zheng (Chiny) – Aryna Sabałenka (Białoruś, 2) 6:3, 7:6 (3)

Niewielki spadek Hurkacza, Zverev najniżej od dwóch lat

/ Szymon Adamski, źródło: własne, foto: AFP

Drugi tydzień z rzędu mamy dwóch Polaków w pierwszej setce rankingu ATP. Setną pozycję zachował Kamil Majchrzak, natomiast Hubert Hurkacz spadł o cztery miejsca i jest 48. rakietą świata. Do kilku zmian doszło też w ścisłej czołówce. 

Hurkacz, podobnie jak przed rokiem, dotarł w zawodach ATP w Waszyngtonie do 2. rundy, jednak obrona punktów nie wystarczyła do pozostania na 44. pozycji w światowym rankingu. Wrocławianina wyprzedził m.in. triumfator stołecznej imprezy – Nick Kyrgios. Obecnie Polak zajmuje 48. miejsce, ale do 39. Radu Albota traci niecałe sto punktów. Udany występ w Montrealu może więc go wywindować na najwyższą pozycję w karierze.

Drugą rakietą Polski pozostał Kamil Majchrzak. 23-latek spisał się poniżej oczekiwań w sopockim challengerze, ale słabszy wynik nie przełożył się utratę miejsca w pierwszej setce. Nazwisko Polaka wciąż zamyka to elitarne grono.

O ile w zeszłym tygodniu w rankingu singlowym ATP mieliśmy pięciu naszych reprezentantów, tak obecnie mamy ich aż dwudziestu dwóch. To efekt ponownego uwzględnienia przez ATP punktów zdobytych w zawodach ITF.

Jeśli chodzi o ścisłą czołówkę, należy wyróżnić awans Stefanosa Tsitsipasa na piątą, czyli najwyższą w karierze pozycję. Grek jest 21. zawodnikiem w historii, który do czołowej piątki awansował przed 21. urodzinami. Poprzednim, któremu udała się ta sztuka, był Alexander Zverev. W tym tygodniu Niemiec spadł jednak na 7. miejsce – po raz ostatni tak nisko notowany był 14 sierpnia 2017 roku, czyli niemal równo dwa lata temu. Z 9. na 11. pozycję spadł natomiast Fabio Fognini, na czym skorzystali Daniił Miedwidiew (obenie 9.) i Kevin Anderson (10.).

Na czele rankingu deblistów wciąż znajdują się Juan Sebastian Cabal i Robert Farah z Kolumbii. Łukasz Kubot utrzymał czwarte miejsce. Na wyróżnienie zasługuje Karol Drzewiecki, który po raz pierwszy w karierze awansował do top 200, dokładnie na 168.

Kyrgios najlepszy!

/ Michał Krogulec, źródło: własne, foto: AFP

Zwycięstwem Nicka Kyrgiosa zakończył się turniej ATP 500 w Waszyngtonie. Australijczyk wygrał w finale z Rosjaninem Daniłem Miedwiediewem 7:6(6), 7:6(4).  Kontynuuj czytanie „Kyrgios najlepszy!”


Wyniki

Finał gry pojedynczej:

Nick Kyrgios (Australia) – Danił Miedwiediew (Rosja, 3) 7:6(6), 7:6(4)