Madryt. Polskie trio poznało rywalki podczas tegorocznej rywalizacji

/ Jakub Karbownik , źródło: własne/www.wtatour.com, foto: Eastnews

Iga Świątek, Magdalena Fręch oraz Magda Linette znalazły się w drabince turnieju głównego turnieju WTA 1000 w Madrycie. Polskie tenisistki poznały rywalki z którymi przyjdzie im się zmierzyć podczas tegorocznej edycji turnieju w stolicy Hiszpanii.

Po Linzu oraz Stuttgarcie, gdzie panie rywalizowały na kortach ziemnych w turniejach WTA 500 przyszła pora na pierwszą tej wiosny imprezę rangi WTA 1000 na kortach ziemnych. Od wtorku 21 kwietnia najlepsze tenisistki świata będą rywalizować w madryckiej Caja Magica, a tytułu mistrzowskiego bronić będzie Aryna Sabalenka. Do turnieju głównego przystąpią również trzy polskie zawodniczki.

Od pierwszej rundy zmagania rozpoczną Magdalena Fręch oraz Magda Linette. Łodzianka po raz piąty wystąpi w Madrycie. Najlepszy wynik uzyskała przed rokiem, gdy była rozstawiona z numerem „27” i zmagania zainaugurowała od drugiej rundy i zdołała wygrać jedno spotkanie. Ze względu na niższą pozycję rankingową druga rakieta naszego kraju tegoroczny występ zacznie od pierwszej rundy, gdzie jej rywalką będzie Katerina Siniakova. Z kolei tenisistka z Poznania, która w zeszłym roku również była wśród rozstawionych, a w tym roku rozpocznie zmagania od rundy otwarcia, w swym pierwszym meczu tegorocznej edycji Mutua Madrid Open zagra z Robin Montgomery.

Najlepszy wynik spośród polskich zawodniczek przed rokiem w Madrycie uzyskała Iga Świątek. Była liderka rankingu dotarła do 1/2 finału, gdzie musiała uznać wyższość Coco Gauff. By dotrzeć do półfinału tegorocznych zmagań turniejowa „czwórka” musi wygrać cztery pojedynki. Pierwszą rywalką mistrzyni z 2024 roku będzie zwyciężczyni pojedynku między Darią Kasatkiną i zawodniczką z kwalifikacji. W trzeciej rundzie na Polkę mogą czekać Ann Li, Elisabetta Cocciaretto lub zawodniczka z eliminacji. Wygranie dwóch spotkań to szansa dla Polki spotkania się z Leylah Fernandez, a nawet Magdą Linette.

Jeżeli sześciokrotna mistrzyni wielkoszlemowa wywiąże się z roli faworytki w swojej ćwiartce turniejowej drabinki, w meczu ćwierćfinałowym może na nią czekać Elina Svitolina lub Mirra Andriejewa. Obie panie przed przybyciem do Madrytu, docierając do półfinału Porsche Tennis Grand Prix pokazały, że są dobrej formie. Obie wymienione panie w Caja Magica w poprzedni startach już pokazały się z dobrej strony. Ukrainka to półfinalistka sprzed dwunastu miesięcy. Z kolei podopieczna Conchity Martinez dwie ostatnie edycje Mutua Madrid Open kończyła na 1/4 finału.

Barcelona. Arthur Fils triumfuje po zaciętym finale

/ Ksawery Styka , źródło: , foto: East News

Po dokładnie stu jeden minutach poznaliśmy mistrza tegorocznego turnieju w Barcelonie. Został nim Arthur Fils, który po fenomenalnym występie mógł cieszyć się z pierwszego trofeum w tym sezonie.

Zaczęło się jednak od prowadzenia Andrieja Rubliowa, który już w gemie otwarcia przełamał Francuza. Następnie potwierdził przewagę breaka, wygrywając swoje podanie do zera i po kilku minutach prowadził już 2:0. I od tego momentu właśnie wszystko się zmieniło. Nagle to Fils przejął kontrolę nad wydarzeniami na korcie i po pokazie kapitalnej, agresywnej i co najważniejsze – skutecznej gry, zapisał pierwszego seta na swoje konto, przybliżając się do barcelońskiego trofeum.

Nie można przyczepić się chyba do niczego w grze zawodnika “trójkolorowych”. Rozgrywał punkty mądrze, odważnie i nie dawał Rubliwowi przejmować inicjatywy, a co za tym idzie: doprowadzać do sytuacji, w których Rosjanin ma szansę do skończenia piłki forhendem. Nie od dziś wiadomo bowiem, że największą bronią Andrieja jest właśnie potężne przyspieszenie z prawej strony, dlatego niedoprowadzanie do tego typu okazji było Francuzowi bardzo na rękę.

W drugiej partii natomiast rozpoczęła się wyrównana gra. Obaj panowie w końcu rywalizowali ze sobą jak równy z równym i trudno było odnieść wrażenie, że chwilę wcześniej Fils tak bezwzględnie zdominował wydarzenia na korcie. Rublow zdołał wreszcie opanować emocje, poprawił celność pierwszego podania i zaczął przypominać zawodnika z samego początku spotkania.

Już w pierwszym gemie Rosjanin miał trzy szanse na przełamanie, jednak od stanu 0:40 rywal wzniósł się na wyżyny swoich tenisowych umiejętności popisując się serią fantastycznych zagrań: forhendy po linii, bekhendy po linii, to wszystko przyszło Arthurowi z pomocą, kiedy najbardziej tego potrzebował.

Od tego momentu przez kilka gemów obaj utrzymywali swoje serwisy i szli gem za gem, chociaż warto tutaj wspomnieć o gemie numer cztery, który trwał kilkanaście minut, a w jego trakcie panowie doprowadzali do aż dziesięciu równowag. Ostatecznie gema na swoim koncie zapisał jednak Rubliow, doprowadzając do remisu 2:2.

Chwilę później natomiast i tak przegrał swoje podanie. Fils przełamał go do trzydziestu i już tylko dwa gemy dzieliły go od zwycięstwa. Przy stanie 5:4 Francuz serwował nawet na mecz (nowymi piłkami), ale kompletnie nie poradził sobie wtedy z presją, oddając Rosjaninowi gema “za darmo”.

Pierwsze piłki mistrzowskie z kolei pojawiły się w następnym gemie: przy podaniu Rubliowa. Wtedy zaś pokazał on prawdziwą klasę serwisową i tak naprawdę samym podaniem wyszedł z opresji, doprowadzając tym samym do 5:5.

Po dwóch kolejnych breakach o wszystkim musiał zadecydować tie-break, w którym to już bezdyskusyjnie lepszy okazał się Arthur Fils, wygrywając od stanu 0:2 siedem punktów z rzędu.

Po godzinie i czterdziestu jeden minutach mógł zatem cieszyć się z pierwszego w tym roku tytułu i wzniesienia w górę upragnionego trofeum. Po serii świetnych występów (Doha-finał, Indian Wells-ćwierćfinał, Miami-półfinał) w końcu stanął na najwyższym stopniu podium udowadniając, że nic nie jest niemożliwe.

Triumf w stolicy Katalonii jest dla niego czwartym tytułem w zawodowej karierze, ale i chyba najcenniejszym. W przeszłości triumfował jeszcze w Lyonie, Hamburgu i Tokio, ale teraz – po powrocie z kontuzji udowodnił sobie i całemu tenisowemu światu, że potrafi wracać z najtrudniejszych momentów jeszcze silniejszy.

Ten sukces smakuje wyjątkowo i jest jasnym sygnałem dla rywali: Arthur Fils na dobre wrócił do gry o najwyższe stawki, a z taką formą na mączce może być niezwykle groźny w zbliżającym się wielkimi krokami Roland Garros.


Wyniki

ATP 500 Barcelona, finał: 

Arthur Fils (Francja, 9) – Andriej Rubliow (5) – 6:2, 7:6(2) 

Monachium. Wyczekany triumf Bena Sheltona

/ Hanna Pałuska , źródło: własne/atptour.com/X, foto: East News

Do dwóch razy sztuka. Po przegranym finale z Alexandrem Zverevem rok temu, Ben Shelton w końcu mógł cieszyć się z triumfu podczas turnieju ATP 500 w Monachium. W meczu o tytuł pokonał Flavio Cobolliego 6:2, 7:5. 

Pierwszy set zakończył się wynikiem 6:2 dla Sheltona, chociaż tak naprawdę miał nieco bardziej wyrównany przebieg. Amerykanin przełamał podanie Włocha już w gemie otwarcia. Chwilę później miał sześć break pointów powrotnych, jednak nie wykorzystał żadnego z nich. Shelton wygrał cztery gemy z rzędu i był na dobrej drodze do triumfu w pierwszej partii. Pomimo dużej przewagi, miał trudności z domknięciem seta. Udało mu się to dopiero za dziewiątą piłką setową.

W drugiej partii zarówno Shelton, jak i Cobolli skupili się na utrzymaniu swoich podań. Ich gemy serwisowe były szybkie i bez żadnych szans na break pointy. Mogło się wydawać, że o losach seta zadecyduje tie-break, ale drugi najwyżej rozstawiony zawodnik wziął sprawy w swoje ręce. Przełamał podanie Cobolliego w jedenastym gemie, a następnie nie miał problemu z serwowaniem na wygranie partii. Tym razem wykorzystał już pierwszą piłkę meczową i po godzinie i 30 minutach stał się triumfatorem imprezy w Monachium, pokonując Włocha czwarty raz z rzędu.

Shelton zdobył drugi tytuł w sezonie i piąty w karierze. Wcześniej w lutym triumfował w Dallas. Został również pierwszym Amerykaninem od 2002 roku, który wygrał turniej powyżej rangi ATP 250 na kortach ziemnych. To pokazuje jak wielkie jest jego zwycięstwo. Tenisista z Atlanty pozostanie na szóstym miejscu w rankingu ATP, dalej będąc najlepszym tenisistą USA. Tuż za nim plasuje się drugi najlepszy Amerykanin Taylor Fritz.


Wyniki

Finał:

Ben Shelton (USA, 2) – Flavio Cobolli (Włochy, 4) – 6:2, 7:5

Stuttgart. Pierwszy taki triumf Jeleny Rybakiny

/ Jakub Karbownik , źródło: Wlasnie , foto: Eastnews

Jelena Rybakina pokonała Karolinę Muchova w finale turnieju WTA 500 w Stuttgarcie. Dla Kazaszki to drugi tytuł mistrzowski Porsche Tennis Grand Prix.

Obecna wiceliderka rankingu WTA po zeszłorocznej nieobecności w tym sezonie do Porsche Areny, gdzie w 2024 roku sięgnęła po tytuł mistrzowski. Tegoroczna droga do tytułu była mniej wyboista od tej sprzed dwóch lat.

Po pierwszy tytuł Porsche Tennis Grand Prix Jelena Rybakina sięgnęła rozgrywając po drodze trzy pojedynki na pełnym dystansie. W tym roku tylko Leylah Fernandez wygrała seta z turniejową „jedynką”. Kanadyjka miała nawet dwie piłki meczowe, ale ostatecznie to Kazaszka zameldowała się w półfinale. W meczu o finał druga rakieta świata zakończyła serię wygranych spotkań Mirry Andriejewej. Z kolei w ostatnim pojedynku tegorocznej edycji Porsche Tennis Grand Prix sposobu na mistrzynię sprzed dwóch lat nie znalazła Karolina Muchova.

W pierwszej odsłonie Jelena Rybakina prowadziła już 4:1 by przegrać cztery z kolejnych pięciu gemów. Końcówka tej partii ponownie należała do Kazaszki. Drugi set przebiegł pod dyktando zawodniczki pochodzącej z Moskwy, która prowadziła już 5:0, aby mecz zakończyć wynikiem 7:5, 6:1.

Triumf w Stuttgarcie jest trzynastym wygranym turniejem w karierze Jeleny Rybakina, ale pierwszy raz Kazaszka odniosła zwycięstwo w imprezie, która wcześniej już wygrała.


Wyniki

Finał:

Jelena Rybakina (Kazachstan, 1) – Karolina Muchova (Czechy, 7) 7:5, 6:1

Oeiras. Wielki sukces Mai Chwalińskiej i pogrom w finale

/ Hanna Pałuska , źródło: własne, foto: Kamil Szpilski

Maja Chwalińska okazała się bezkonkurencyjna w Oeiras. W finale turnieju w Portugalii pokonała Sinję Kraus 6:1, 6:3 i zdobyła pierwszy tytuł w tym sezonie i trzeci w karierze. 

Do finału w Oeiras awansowały dwie nierozstawione zawodniczki. Maja Chwalińska pokonała po drodze takie tenisistki jak Beatriz Haddad Maia czy Simona Waltert. W ostatnich trzech spotkaniach Polka straciła łącznie siedem gemów. To pokazuje w jak dobrej dyspozycji jest zawodniczka z Dąbrowy Górniczej. Droga do finału Sinji Kraus również nie była łatwa. Tenisistka z Wiednia pokonała po drodze cenione rywalki, np. Oksanę Selekhmetevą, Darję Semenistają czy Petrę Marcinko.

Chwalińska i Kraus zmierzyły się ze sobą dwukrotnie. Oba pojedynki miały miejsce w 2024 roku. Pierwszy z nich wygrała Polka w trzech setach. W drugim doszło do rewanżu i to Austriaczka triumfowała nad Chwalińską.

Pierwszy set od początku był pod dyktando reprezentantki Polski. Już w gemie otwarcia przełamała podanie Kraus. Łącznie wygrała pięć gemów z rzędu i była blisko triumfu 6:0 w pierwszej partii. Miała już dwie piłki setowe, jednak niespodziewanie straciła serwis. Austriaczka odrobiła jedną stratę przełamania, ale to było za mało, aby powalczyć z Polką. W następnym gemie ponownie straciła podanie i tym samym Chwalińska zbliżyła się do zwycięstwa w Portugalii.

W drugiej partii to Kraus pierwsza przełamała serwis Polki. Szybko jednak straciła to prowadzenie. Chwilę później obie zawodniczki przełamały swoje podania do zera, ale to Chwalińskiej udała się ta sztuka dwa razy. Tym samym zdobyła cenną przewagę i serwowała na wygranie meczu. Wykorzystała pierwszą piłkę meczową i mogła cieszyć się z triumfu.

Tym samym Chwalińska zrewanżowała się Kraus za ostatnią porażkę i zdobyła trzeci tytuł w karierze. W najnowszym rankingu awansuje na 118. pozycję. Tak wysoko Polka jeszcze nie była.


Wyniki

Finał:

Maja Chwalińska (Polska) – Sinja Kraus (Austria) – 6:1, 6:3

ITF. Porażka Filipa Peliwy w finale

/ Kamil Karczmarek , źródło: , foto: East News

Filip Peliwo jeszcze musi poczekać na swój pierwszy tytuł na kortach ziemnych. W finale w chińskim Anningu polski tenisista łatwo przegrał z Colinem Sinclairem.

Filip Peliwo po raz pierwszy w tym sezonie dotarł do finału turnieju ITF. Na końcowy tytuł czeka od sierpnia 2022 roku, a jeszcze nigdy nie triumfował na nawierzchni ziemnej. Dzisiaj mogło się to zmienić w Anningu. Sklasyfikowany na 486. miejscu w rankingu Polak był rozstawiony z numerem czwartym i w finale zmierzył się z rywalem z numerem piątym. Colin Sinclair z Marianów Północnych to zawodnik plasujący się o 97 pozycje niżej w rankingu ATP.

Mecz finałowy był jednostronny i zakończył się w niecałą godzinę gry. Colin Sinclair całkowicie zdominował rywalizację na korcie. Na początku objął prowadzenie 3:0. Dalsza część pierwszego seta przeszła bez większej historii. Zawodnicy wygrywali swoje gemy serwisowe. Tym samym tenisista rozstawiony z piątką wygrał otwierającą partię 6:3.

Niestety, w drugiej partii Filip Peliwo nie miał żadnych szans w starciu z Sinclairem. Polski tenisista nie wygrał nawet gema. Trzykrotnie został przełamany, z czego dwukrotnie po gemach granych na przewagi. Finał zakończył się więc pewnym zwycięstwem Colina Sinclaira 6:3, 6:0. Sięgnął on po piąty tytuł w randze ITF, ale dopiero pierwszy w M25.


Wyniki

ITF M25 w Anning – finał:

Colin Sinclair (Mariany Północne, 5) – Filip Peliwo (Polska, 4) 6:3, 6:0

Stuttgart. Karolina Muchova finałową rywalką dawnej mistrzyni

/ Jakub Karbownik , źródło: własne/www.wtatour.com, foto: Eastnews

Jelena Rybakina i Karolina Muchova wystąpią w finale tegorocznej edycji Porsche Tennis Grand Prix. Dla Kazaszki będzie to szansa na drugi w karierze triumf w turnieju WTA 500 rozgrywanym za naszą zachodnią granicą. 

Już tylko jedno spotkanie dzieli nas od wyłonienia tegorocznej mistrzyni turnieju w którym główną nagrodą jest samochód marki Porsche, czyli tytularnego sponsora imprezy. Wśród zawodniczek, które wciąż mają w tym roku szansę wyjechać ze Stuttgartu nowym autem jest Jelena Rybakina. Kazaszka w przeszłości już triumfowała się w imprezie WTA 500 rozgrywanej w Porsche Arenie. Pochodzą z Moskwy zawodniczka w 2024 roku w trzech setach pokonała Martę Kostiuk.

Niespełna dwa lata później dwukrotna mistrzyni wielkoszlemowa stanie do gry o drugi samochód. Awans do finału dała Rybakinie wygrana nad Mirrą Andriejewą. W pierwszej odsłonie turniejowa „jedynka” jako pierwsza wyszła na prowadzenie z przewagą przełamania, ale rywalka od razu odrobiła straty. Kluczowym okazał się dwunasty gem, którego przy serwisie nastolatki z Krasnojarska wygrała mistrzyni Porsche Tennis Grand Prix 2024.

W drugiej partii podopieczna Conchity Martinez jedynego gema wygrała przy prowadzeniu rywalki 7:5, 5:0. Tym samym zakończyła się seria wygranych przez Mirrę Andriejewą spotkań z rzędu. Mistrzyni turnieju WTA 500 w Linzu po sześciu wygranych pojedynkach, doznała porażki.

Finałową rywalką najwyżej rozstawionej w imprezie zawodniczki będzie Karolina Muchova. Reprezentantka naszych południowych sąsiadów po tym jak 1/4 finału pierwszy raz w karierze znalazła sposób na Coco Gauff w meczu o finał pierwszy raz w karierze wygrała z Eliną Svitoliną. Tym samym po trzech zwycięstwach zakończyła się seria zwycięstw Ukrainki nad Czeszką.

W pierwszej odsłonie kontrolę nad sytuacją na korcie miała zawodniczka z Ołomuńca, aby w drugiej partii oddać pole rywalce. Tym samym losy miejsca w finale rozstrzygnął decydujący set. W nim okazje na przełamanie miała jedynie Karolina Muchova, która od stanu 4:4 wygrała kolejne dwa gemy i zameldowała się w finale Porsche Tennis Grand Prix. Będzie to jej drugi tegoroczny tytuł i szansa na drugi tytuł mistrzowski w tym sezonie.


Wyniki

Półfinały:

Jelena Rybakina (Kazachstan, 1) – Mirra Andriejewa (6) 7:5, 6:1

Karolina Muchova (Czechy, 7) – Elina Svitolina (Ukraina, 4) 6:4, 2:6, 6:4

Monachium. Cobolli i Shelton zagrają o tytuł po pewnych zwycięstwach

/ Hanna Pałuska , źródło: własne/atptour.com, foto: East News

Turniej ATP 500 w Monachium będzie miał nowego mistrza. Flavio Cobolli w świetnym stylu pokonał Alexandra Zvereva. Tym samym Niemiec nie obroni tytułu sprzed roku. Do drugiego finału z rzędu awansował Ben Shelton, który zakończył dobrą passę Alexa Molcana. 

Pierwsi na kort wyszli Flavio Cobolli i Alexander Zverev. Włoch nie był faworytem w tym meczu. Przegrał z Niemcem dwa razy i liczył na pierwsze zwycięstwo. Stało się to w dzisiejszym półfinale w Monachium. W pierwszym secie kluczowym momentem był czwarty gem. Wtedy właśnie Cobolli przełamał podanie Zvereva do zera. To wystarczyło, aby rozstawiony z numerem czwartym wyszedł na prowadzenie, które utrzymał do końca partii. W drugim secie Włoch zdobył cenną przewagę już w gemie otwarcia. Najwyżej rozstawiony nie chciał się poddać i próbował doprowadzić do wyrównania. Udało mu się raz przełamać podanie 23-latka z Florencji, ale to nie wystarczyło, aby powalczyć o wygraną. W ostatnim gemie spotkania Zverev po raz czwarty stracił serwis i tym samym Cobolli awansował do finału. Było to dla niego emocjonalne zwycięstwo. W pomeczowym wywiadzie powiedział, że było to jedno z najlepszych spotkań w jego karierze.

W kolejnym półfinale Ben Shelton podjął Alexa Molcana. W drodze do półfinału Słowak pokonał między innymi Alexandera Bublika czy Denisa Shapovalova. Nikt nie spodziewał się, że zajdzie tak daleko, jednak Amerykanin zakończył jego zwycięską passę. W premierowej odsłonie spotkania to Molcan jako pierwszy miał szansę, aby przełamać podanie Sheltona. Nie wykorzystał jej, a chwilę później musiał bronić break pointów przy swoim serwisie. Amerykanin wykorzystał czwartą okazję i wyszedł na prowadzenie, a następnie wygrał pierwszą partię. W drugim secie do stanu 4:4 żaden z zawodników nie mógł zdobyć prowadzenia. Shelton jednak pierwszy wziął sprawy w swoje ręce i przełamał podanie Molcana. Wykorzystał drugą piłkę meczową i zameldował się w finale.

Finałowe spotkanie zaplanowano na niedzielę na 13:30. Przed Flavio Cobollim trudne zadanie. Amerykanin wygrał z nim trzy ostatnie pojedynki. W 2025 roku Shelton przegrał w finale z Alexandrem Zverevem. Będzie miał dodatkową motywację, aby tym razem zwyciężyć w Bawarii.


Wyniki

Półfinały:

Flavio Cobolli (Włochy, 4) – Alexander Zverev (Niemcy, 1) – 6:3, 6:3

Ben Shelton (USA, 2) – Alex Molcan (Słowacja) – 6:3, 6:4

ITF. Peliwo z awansem do finału, Paszun z tytułem w deblu

/ Kamil Karczmarek , źródło: , foto: East News

Filip Peliwo awansował dzisiaj do finału turnieju ITF M25 w chińskim Anning. Za to w Monastirze w turnieju rangi W15 po tytuł w grze podwójnej sięgnęła Amelia Paszun.

Filip Peliwo z szansą na tytuł

Patrząc na ranking ATP, to rozstawiony z czwórką Peliwo był zdecydowanym faworytem półfinału w chińskim Anning. Rywalem sklasyfikowanego w piątej setce Polaka był Sam Ryan Ziegann, czyli tenisista spoza tysiąca najlepszych. Filip Peliwo zdobył przewagę 3:0. Później od wyniku 3:1 dla polskiego zawodnika doszło do serii czterech kolejnych przełamań. Polakowi udało się zamknąć seta przy własnym podaniu na 6:3.

W drugiej partii Filip Peliwo znów jako pierwszy wywalczył przełamanie. Serwował nawet na triumf przy 5:4. Ziegann wrócił do rywalizacji po przełamaniu powrotnym. Australijczyk doprowadził do tiebreaka, gdzie ponownie odwrócił losy rywalizacji. Peliwo prowadził już 6:2 i znów był blisko awansu. Polak nie wykorzystał czterech kolejnych meczboli i przegrał sześć kolejnych piłek. Tym samym zrobił się już remis w setach.

Trzecia partia rozpoczęła się od przełamania na korzyść Sama Ryana Zieganna. Peliwo na szczęście szybko zareagował i odrobił stratę w kolejnym gemie. Sam wypracował decydujące przełamanie na 5:3. Tym razem nie zmarnował szansy i wygrał kolejnego gema przy własnym podaniu. W finale rywalem Polaka będzie Colin Sinclair.

Sukces Amelii Paszun

Amelia Paszun oraz Chelsea Fontenel triumfowały w turnieju W15 w Monastirze. Polka i Szwajcarka zagrały w finale z Włoszkami – Lavinią Luciano i Matildą Mariani. Tenisistki z Italii w półfinale wygrały z Orianą Gniewkowską i Sarą Husar. Wyrównany pierwszy set zakończył się wynikiem 7:5 dla polsko-szwajcarskiego duetu. W drugiej partii także nie było dominacji jednej ze stron. Tym razem to Luciano/Mariani triumfowały 6:4. O końcowym triumfie zdecydowała to, która para będzie lepsza w mistrzowskim tiebreaku. Ostatecznie to Paszun i Fontenel wygrały 10:7, więc to duet rozstawiony z numerem drugim wywalczył trofeum.

Finał nie dla Anny Hertel

Anna Hertel razem z Joelle Lilly Sophie Steur nie awansowały do finału turnieju W35 w Santa Margherita di Pula. Polka i Niemka przegrały z najwyżej rozstawionym duetem Sapfo Sakellaridi/Briana Szabo. W pierwszym secie Greczynka i Rumunka wywalczyły decydujące przełamanie na 5:3 i w następnym gemie przy swoim podaniu zamknęły seta. W drugiej odsłonie duet rozstawiony z jedynką zdobył breaka na 3:2. Hertel i Steur jeszcze powalczyły, wyrównując na 4:4. Jednak po tej sytuacji znów straciły serwis i przegrały seta 4:6.


Wyniki

ITF M25 w Anning – 1/2 finału:

Filip Peliwo (Polska, 4) – Sam Ryan Ziegann (Australia) 6:3, 6:7 (6), 6:3

ITF W15 Monastir 11 – finał:

Chelsea Fontenel/Amelia Paszun (Szwajcaria/Polska, 2) – Lavinia Luciano/Matilde Mariani (Włochy/Włochy) 7:5, 4:6, 10:7

ITF W35 Santa Margherita di Pula 3S – 1/2 finału:

Sapfo Sakellaridi/Briana Szabo (Grecja/Rumunia, 1) – Anna Hertel/Joelle Lilly Sophie Steur (Polska/Niemcy, 4) 6:3, 6:4

Barcelona. Poznaliśmy finalistów imprezy

/ Ksawery Styka , źródło: , foto: East News

Po dwóch zaciętych, trzysetowych pojedynkach wyłonieni zostali dwaj tenisiści, którzy powalczą o tytuł w stolicy Katalonii. Niestety dla gospodarzy z turniejem pożegnał się Rafael Jodar, czyli ich ostatni przedstawiciel w tegorocznych zmaganiach. W finale zameldowali się natomiast rozstawiony z “piątką” – Andriej Rubliow oraz turniejowa “dziewiątka” – Arthur Fils.

Jako pierwszy na korcie imienia Rafy Nadala pojawił się Rosjanin, który podejmował rozgrywającego jedną z najlepszych imprez w karierze Hamada Medjedovicia. W drodze do półfinału Serb pokonywał już takich graczy jak: Trungelliti, De Minaur i Borges, a dzisiaj wcale nie był bez szans w starciu z piętnastą rakietą świata.

Wszystko zaczęło się dla Medjedovicia najlepiej jak tylko mogło, ponieważ wygrał on pierwszą partię. Wszystko to, dzięki solidnej grze z głębi kortu i trzymaniu nerwów na wodzy przy break-pointach, których Rubliow miał naprawdę sporo. Sam Serb natomiast wykorzystał jedną z czterech szans, które “dał” mu Rosjanin i w szóstym gemie odebrał mu podanie po grze na przewagi. Później już trzymał swój serwis i już do końca seta nie był zagrożony. Po pięćdziesięciu minutach zamknął pierwszą odsłonę wynikiem 6:3 i był już o krok od barcelońskiego finału.

Od tego momentu jednak do głosu doszedł Andriej Rubliow, który zaczął grać jak z nut. W końcu zaczął pomagać mu pierwszy serwis, czego chyba najlepszym dowodem jest statystyka pokazująca 91% skuteczności w akcjach wygranych po pierwszym podaniu. Nie musiał także bronić żadnych break-pointów. Sam z kolei wykorzystał oba, które udało mu się wypracować i po zaledwie pół godzinie wyrównał stan rywalizacji.

W trzeciej odsłonie wydarzenia na korcie wyglądały bardzo podobnie. Rosjanin dwukrotnie przełamał Serba i całkowicie zasłużenie sięgnął po zwycięstwo notując pierwszy finał w tym sezonie.

Młody Hiszpan pożegnał się z imprezą

Swoje zmagania w domowym turnieju zakończył ulubieniec hiszpańskiej publiczności – Rafael Jodar. Reprezentant gospodarzy po trzysetowym spotkaniu musiał uznać wyższość Arthura Filsa. Po powrocie z kontuzji Francuz rozgrywa fenomenalny sezon i mimo braku tytułu, regularnie dochodzi do decydujących faz kolejnych turniejów. W Barcelonie jest już w finale, w Miami przegrał dopiero w półfinale, w Indian Wells kończył na ćwierćfinale, a w Dosze poległ w meczu o tytuł z Carlosem Alcarazem.

Dzisiaj, po naprawdę dobrym meczu wyeliminował 19-letnią sensację ostatnich tygodni. Rafa Jodar bowiem notował serię ośmiu wygranych spotkań z rzędu i od początku kwietnia prezentował kapitalną formę. Fils natomiast głównie dzięki swojej skuteczności w wygrywaniu akcji po pierwszym serwisie.

Oznacza to, że po raz drugi w tym roku zagra w finale turnieju ATP i z pewnością nie będzie to dla niego tak trudne wyzwanie, jak wtedy, gdy w Katarze mierzył się z liderem (obecnie wiceliderem) światowego rankingu.


Wyniki

ATP 500 Barcelona, półfinały:

Andriej Rublow (5) – Hamad Medjedović – 3:6, 6:2, 6:2

Arthur Fils (Francja, 9) – Rafael Jodar (Hiszpania) – 3:6, 6:3, 6:2